Justyna: Teraz serca mam dwa

Pragnę podzielić się naszym świadectwem otrzymanych od Boga łask. Krótko po ślubie okazało się, że będziemy musieli zmierzyć się z niepłodnością szczególnie męską
( niedrożny nasieniowód, fatalne wyniki nasienia). Ja przechodziłam przez badanie drożności jajowodów, przyjmowałam leki na obniżenie prolaktyny. Lekarze patrząc na wyniki męża nie dawali nam nadziei na naturalne poczęcie dziecka. Byliśmy zrozpaczeni i rozgoryczeni. W najbliższym otoczeniu kolejno rodziły się dzieci, a my przeżywaliśmy dramat w zaciszu naszego mieszkania. Nieustannie modliliśmy się o dar dziecka dla nas.
W tej intencji odmówiłam trzy Nowenny Pompejańskie, często też powierzałam naszą prośbę św. Józefowi. Po pięciu latach bezowocnych starań pojedliśmy decyzję
o adopcji. Mąż w tym czasie często tracił pracę, wiele chorował, był to dla nas bardzo trudny okres. Decyzja o adopcji dała nam nową nadzieję i mimo lęku czuliśmy, że podążamy właściwą drogą. Pewnej niedzieli do naszego kościoła przyjechała siostra zakonna, która opowiadała o pielgrzymującej Kapliczce Matki Bożej z Szensztatu. Zapragnęliśmy aby Maryja raz w miesiącu odwiedzała nasz dom. Niedługo potem pojechałam do Obór gdzie Mszę Święta odprawiał Ojciec James Manjackal. Podczas modlitwy wstawienniczej m.in. kierował swoje słowa do par niepłodnych mówiąc „Bóg niesie Wam dzieci”. Pamiętam, że byłam wtedy bardzo poruszona. W przeddzień urodzin mojego męża zadzwonił do nas długo wyczekiwany telefon. Maryja przyniosła nam najpiękniejszy prezent, Kapliczka Matki Bożej z Szensztatu była wtedy w naszym domu. W rozmowie telefonicznej dowiedzieliśmy się tylko, że do adopcji czeka maleństwo. Modliłam się gorąco do Michała Archanioła i jakież było moje zdziwienie kiedy na miejscu okazało się, że jest to chłopiec o imieniu Michał.
Nasz synek urodził się dokładnie tego samego dnia i miesiąca, w którym pierwszy raz odwiedziła nas w domu Matka Boża z Szensztatu. W marcu Michałek zamieszkał z nami
a dwa tygodnie później ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu okazało się, że jestem
w ciąży. Teraz wychowujemy dwóch uroczych urwisów. Nasze życie przybrało zupełnie inny wymiar „Czasami trzeba postawić życie na głowie, żeby stanęło na nogi”. Nasze dzieci to cuda wyproszone w niebie. Widzę jak Bóg i Maryja działają w naszym życiu, chociaż odpowiedzi na nasze prośby nie przyszły od razu ( trwało to 9 lat) wiem, że wszystko to ma głębszy sens. Mimo trudności ufajcie Bogu „Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych”.

3.5 4 głosów
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Dorota
Dorota
05.08.20 09:08

Piękne wzruszające świadectwo.
Dziękuję.
Niech wam Bóg błogosławi!

Diana
Diana
05.08.20 09:49

Cudowne świadectwo, bardzo wzruszające. Niech Wam Bóg błogosławi. Chwała Panu i Maryi.

Ula
Ula
05.08.20 10:31

Pięknie. Życzę wszystkiego najlepszego. Maryja, najczulsza z matek zadba o to czego Wam naprawdę potrzeba.

Maria
Maria
05.08.20 12:41

Bardzo piękne świadectwo. Cieszę się razem z Wami. Niech Wam Pan Bóg błogosławi. Dobrze, że w życiu tu na ziemi ludzie mogą być szczęśliwi.Bardzo się cieszę.
E

Hanna
Hanna
05.08.20 13:23

Popłakałam się czytając to świadectwo! Niech Wam Pan Bóg błogosławi. Wiem, co to znaczy niepłodność, wciąż czekam na CUD.

Agga 2
Agga 2
05.08.20 22:46

Dziękuję za to piękne świadectwo.

Patrycja
Patrycja
06.08.20 13:21

Piękne i bardzo wzruszające słowa, które nie dość że niosą nadzieję to jeszcze pokazują jak doskonały w dłuższej perspektywie jest Boży plan.

7
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x