Paulina: Odkrywanie Bożych planów

Pod koniec 2015 roku zaczęłam modlić się nowenną pompejańską o mądrego, dobrego wytrwałego, kochającego i pobożnego męża. Dodałam jeszcze przystojnego i z poczuciem humoru 😉. W trakcie nowenny chłopak z tańców zaprosił mnie na czekoladę. Ale ja nie jadłam czekolady 😉. Mimo to zgodziłam się na spotkanie. Wtedy zaprosił mnie na wesele swojego kuzyna, jednocześnie chcąc byśmy dalej utrzymywali kontakt. Był nieśmiały. Ciężko na początku było przełamać naszą nieśmiałość. Powoli jednak zaczęliśmy się spotykać częściej. Odprowadzał mnie po zajęciach tanecznych do domu, spędzaliśmy czas na rozmowach. Na początku było we mnie wiele lęku, nie potrafiłam się zaangażować i miałam wiele wątpliwości. Mimo to, nadal się spotykaliśmy. Był miły, szarmancki, szanował mnie. Był delikatny, czekał, aż będę gotowa na kolejny krok. Urzekał mnie tym. Po kilku miesiącach zostaliśmy parą. Później był czas pełen trudów, niepewności, modlitw i tańca. Nadal nie byłam pewna. Miałam także problemy osobiste, zapisałam się na terapię. On mimo tego wszystkiego przy mnie trwał. Po prostu był. Musiałam wiele w sobie przepracować, przemodlić, przepłakać. Ponownie zapisałam się do psychologa. Powoli zbliżaliśmy się do siebie, coraz więcej rozmawialiśmy. Zrozumiałam, że mogę być przy nim sobą, że możemy mieć zdrową relację, i że jest dobrym człowiekiem. Wiele podróżowaliśmy, tańczyliśmy, doświadczaliśmy. Ja coraz częściej zaczęłam myśleć o nim na poważnie. Ale wciąż nie byłam pewna, czy jesteśmy sobie pisani, czy Bóg chce żebyśmy byli razem. Moją największą obawą było to, że różniliśmy się charakterami. On spokojny, ja nerwowa. On twierdził, że się dopełniamy, a mną targały wątpliwości. W minionym roku zaczęliśmy coraz poważniej rozmawiać o wspólnej przyszłości. Mimo, że czułam, że to już czas by się ustabilizować, nie chciałam naciskać i niewiele mówiłam o swoich pragnieniach. To budziło we mnie frustracje i złość na Pana Boga, że nic się nie dzieje. On czekał, co powodowało jeszcze większe wątpliwości. W końcu sama zaczęłam mówić, czego chcę i zauważać, że on nie chce mnie w żaden sposób skrzywdzić. Jednocześnie chciałam, by Bóg spełnił natychmiast moje oczekiwania. Ten czas był trudny, pełen bólu, ale też powolnego otwierania się na Boży plan, a nie mój. Ten czas nauczył mnie większego szacunku do mojego chłopaka, do przyglądania się jego intencjom, uczenia się rozmowy. Po drodze prosiłam św. Józefa o pomoc, wielokrotnie tracąc nadzieje, że sytuacja się zmieni. Pod koniec tamtego roku byłam już zrezygnowana, że on nigdy mi się nie oświadczy. Miałam żal do Boga, że nie słyszy moich próśb. Ale wciąż miałam w pamięci nowennę, która odmawiałam na początku naszej znajomości. Powoli zaczęłam prosić Ducha Świętego bym się uspokoiła, otworzyła się na działanie Boga, by było tak jak On chce. Po drodze mój chłopak miał ciężką sytuacje w pracy, co nie pomagało rozmowom o przyszłości, był nerwowo. W końcu, gdy sytuacja trochę się ustabilizowała powiedział, że chce zabrać mnie na wycieczkę, w ramach rekompensaty za ten czas. Wiedział, że chciałam lecieć do Paryża, więc za niedługi czas mieliśmy już bilety, nocleg, a ja nadzieję, że moje marzenie o oświadczynach właśnie tam się spełni. O to prosiłam Boga (o oświadczyny w Paryżu), mimo, iż nie mówiłam tego mojemu chłopakowi. To był dla mnie znak, że Bóg czuwa i zna moje myśli. Niestety ze względu na koronawirusa, lot się nie udał. Zostaliśmy w domu. Po raz kolejny moje plany się nie powiodły. Byłam zrezygnowana. Jako, że mieliśmy urlop, on postanowił, że wykorzystamy to i pojedziemy gdzieś. I stało się. Nareszcie. 29 lutego tego roku zostałam narzeczoną. Zupełnie w innych warunkach niż zakładałam, ale z poczuciem Bożej obecności. W kwietniu przyszłego roku pobieramy się, pełni nadziei, że Bóg w tym wszystkim z nami Jest 😊
Boże dziękuję Ci, że prowadzisz mnie, mimo, że nie zawsze tymi ścieżkami, którymi chcę. Dziękuję, że otwierasz moje serce na drugiego człowieka, uzdrawiasz moje rany z przeszłości, jesteś mimo ciemności. Dziękuję, że dałeś mi tak dobrego, wrażliwego wytrwałego i kochającego Mężczyznę, z którym chcę spędzić całe życie. Dziękuję, że dałeś mi czas, żeby zrozumieć, tak wiele rzeczy. Że chcesz prawdziwej relacji ze mną, że mnie bardzo kochasz. Dziękuję za wszystkich dobrych ludzi, których stawiałeś na mojej niełatwej drodze odkrywania Bożych darów. Nie mogę się doczekać kiedy będziemy już Jednym Ciałem. Dziękuję i proszę Matkę Bożą o dalszą opiekę nad nami i naszą przyszłą rodziną. Nie mogę się doczekać jakie plany Bóg dla nas przygotował 😊

Cierpiący w czyśćcu potrzebują naszej pomocy, ponieważ sami

już nie mogą naprawić zła, które popełnili w czasie ziemskiego

życia. Dopóki żyjemy na ziemi, możemy wspomagać ich modlitwą.

Koronka za dusze

w czyśćcu cierpiące

 

5 1 głos
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
DomiDomi
DomiDomi
24.07.20 16:20

Piękne świadectwo. Życzę Wam wszystkiego co najlepsze. Niech Bóg Wam błogosławi. Pozdrawiam serdecznie.

1
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x