M: Zgodnie z obietnicą

Kochani, tak jak obiecujemy w nowennie — szerzyć cześć Matki Boga do końca naszych dni, tak też postanowiłem opisać łaski, które otrzymaliśmy w rodzinie. Pod koniec czerwca ub. r. cały mój świat rozpadł się na kawałki. 2 dni przed ślubem narzeczona powiedziała mi, że go nie będzie i już. Chaotyczne, lapidarne zdania, bez wyjaśnień. Zaraz potem babcia i ojciec zostali zdiagnozowani z rakiem. Wróciłem z zagranicznej filii pracy do Polski z nadzieją na pomoc i poukładanie wszystkiego. Zostawiłem dobre zarobki dla ratowania bliskich, ale było jeszcze gorzej. Koszty za ślub, coraz gorsze wyniki, zupełna zmiana osoby z którą spędziłem wiele lat życia i jeszcze chwilę temu planowałem całe życie, a jako wisienka na torcie – nowy szef w polskiej filii. Totalny psychopata. Chciałem już się poddać, ale przypomniałem sobie, że kiedyś oglądałem program o tej nowennie. Powiedziałem o niej rodzinie i zaczęliśmy się modlić wspólnie — każde w jednej intencji. Ja za moją niedoszłą małżonkę — nie o powrót, ale o wyrwanie jej z uścisków złego towarzystwa, w które wpadła w nowej pracy i powrót do Kościoła. Mama o zdrowie bliskich etc. Im bardziej się modliłem, tym więcej nieszczęść spadało na mnie. Przez szefa posiwiałem w wieku 34 lat, przez wydarzenia w życiu nie mogłem nocami spać. Wółczyłem się po mieście bez celu i wracałem nad ranem by zaraz wychodzić do pracy. Było źle, ale nikomu nie chciałem o tym mówić. Znajomi dziwili się i radzili mi iść jakieś „uroki odczyniać, bo za dużo tego na mnie spada”. Potem znalazłem wideo ks. Glasa, który mówił, że modląc się o nawrócenie drugiej osoby bezinteresownie, to jak gdybybyśmy odprawiali codziennie egzorcyzm za nią i dlatego zło nie chce dać nam spokoju. Nie poddałem się jednak. Skończyliśmy nowenny i… nic. Cisza. Zero. Pomyślałem wówczas, że tak już pewnie musi być. W głębi serca powiedziałem sobie tylko „Panie, Ty się tym zajmij”. Po kilku miesiącach wyniki lekarskie — pozytywne u taty, remisja. Babcia nie wygrała, zmarła. A w mojej intencji nic. Jak kamień w wodę. I oto równo rok po wydarzeniach, w dzień niedoszłej rocznicy ślubu odezwała się moja sympatia prosząc o spotkanie i rozmowę. Wyjaśniła mi wszystko i przeprosiła. Odeszła ze starej pracy, zrozumiała swoje błędy i zachowania, nie utrzymuje kontaktów z byłymi znajomymi. I choć po tym wszystkim, co się wydarzyło, nie wiem czy jestem w stanie cokolwiek odbudowywać z nią, ale cieszę się jak dziecko, że udało się odnaleźć tę jedną zbłąkaną owieczkę. Po śmierci babci dowiedzieliśmy się od lekarzy, że miała też postępującą demencję i wiele przerzutów, więc nawet gdyby chemioterapia zadziałała, babcia bardzo by się męczyła. A morał tej opowieści jest taki: Pan Bóg i Mateczka wiedzą kiedy, jak i co mamy dostać. Jego drogi nie są naszymi drogami, a myśli Jego naszymi myślami. Warto jednak prosić i nie zrażać się Siostry i Bracia, że coś się nie pojawi teraz i już po zakończeniu 53 dni modlitwy. Ufni Bogu kontynuujcie, bo jest powiedziane „Kołaczcie, a otworzą Wam!”. Szczęść Boże!

  • Nieznane są nasze ścieżki…. ale zawsze warto mieć ufność w Panu, że wie którędy nas poprowadzić…. pięknie napisane świadectwo! 🙂

  • Dziękuję za to świadectwo, pokrzepiło mnie na duchu i dało wiele przemyśleń. Niech Ci Bóg błogosławi i ma Cię w opiece

  • Pięknie napisane.Podbudowalo mnie.A ostatnie zdanie wezmę sobie głęboko do serca i będę czekać nie ustając w modlitwie

  • Dziękuję za to świadectwo:) cd Twojej byłej dziewczyny – wiem po sobie że ludzie czasem naprawdę umieją pokochać kogoś ”za późno” i ogólnie się zmieniają. może spróbuj dać jej szansę… Chociaż to Twoje uczucia i ty wiesz najlepiej. Pozdrawiam, z Bogiem

  • Dziękuję za piękne świadectwo. Aż serce się cieszy czytając zakończenie. Życzę dalszej Bożej opieki i samych szczęśliwych dni!

  • Piękne świadectwo , dużo siły miałeś w ciężkich chwilach swojego życia. Bóg Ci pokazał na kogo możesz liczyć , a na kogo nie. Wybaczyć , pobłogosławić i iść przez życie z dojrzała, zdecydowana kobieta , a nie jakimiś bachorami , o które trzeba się troszczyć 😀

  • Też odmawiałem nowenne bardzo dużo złych rzeczy się działo, czasami opadalem z sił… Po skończeniu nowenny ostatnie dni były bardzo złe.. zwątpiłem że to wszystko bez sensu że dlaczego Pan Bóg na to pozwala … wołalem do Jezusa gdzie jesteś dlaczego na to pozwalasz ..ratuj mnie proszę bo nie mam już siły…dlaczego mnie opuszczasz. . Na drugi dzień Jezus wszystko rozwiązał…za wstawiennictwem Matki Bożej…i zrozumiałem że dla niego wszystko jest możliwe i nigdy nas nie zostawi.

  • Piękne świadectwo, ja również otrzymałam łaskę od Matki Bożej. Modlitwę zakończyłam w marcu a łaskę otrzymałam w lipcu.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!

    STRON 

    dla "Królowej  Różańca Świętego"

    8