Arkadiusz: Nie zawsze moja wola

Nowennę odmawiałem jesienią zeszłego roku. Skończyłem w październiku. Modliłem się o swoje uzdrowienie, ponieważ mimo operacji przeprowadzonej w 2015 roku rak jelita grubego powrócił w wersji nieoperacyjnej. Naświetlania i chemia nie dały spodziewanych wyników. Po wszczepieniu portu naczyniowego dwa razy pojawiła się u mnie bardzo poważna infekcja gronkowcem, port trzeba było zdjąć. Z powodu infekcji pojawiły się problemy z sercem (migotanie przedsionków, silna arytmia), które w sierpniu zeszłego roku doprowadziły do sytuacji krytycznej. Na szczęście byłem wtedy w szpitalu i dzięki szybkiej reakcji lekarzy nie doszło do zejścia.
Złe wyniki tomografii i rezonansu magnetycznego (rak nie zareagował na leczenie) załamały mnie. Bałem się śmierci, cierpienia. Mimo wiary byłem w złym stanie psychicznym. We wrześniu zacząłem odmawiać nowennę pompejańską. Nastawienie miałem dobre, przynajmniej rozumowo wiedziałem, że to nie magia i że Pan Bóg niekoniecznie zgadza się ze mną co do moich potrzeb. Efektem nowenny nie było uzdrowienie (choć nie powiem, wciąż mam na nie nadzieję), ale pogodzenie sie z tym co jest i co prawdopodobnie czeka mnie w bliskim czasie. Mój nastrój się poprawił. Mogłem wrócić do pracy. Wyniki badań są raz lepsze raz gorsze. Biorę chemię w postaci tabletek i jakoś żyję. Wiem że nawet jeżeli nie otrzymam tej łaski o którą prosiłem, to na pewno otrzymam (albo już otrzymałem) taką łaskę, której bardziej potrzebuję według Pana Boga. I codziennie proszę o to bym na prawdę pokornie i z ufnością potrafił przyjmować Jego wolę jak swoją własną w każdej sprawie.

"Odrobina miłosierdzia czyni świat mniej zimnym i bardziej sprawiedliwym"

- papież Franciszek, 17 marca 2013 r.

  • Arkadiusz czuje się w twoim świadectwie spokój. Włącze cie do moich modlitw.Ze swojej strony radziłabym ci pojechać do Częstochowy i tam poprosic o zdrowie. Mój tato właśnie tam został uzdrowiony. Nie był to nowotwór ale uciążliwa choroba. W trakcie mszy świętej stracił przytomność a po pewnym czasie zauważyliśmy że nie potrzebuje leków. Lekarka powiedziała że to cud bo z tego nie można się wyleczyć…

    • Wiary, wytrwałości. Zawiesz bezgranicznie, mam córkę chora na ziarniceę złośliwą. Było krucho ,bardzo źle, gdy zadzwoniła do mnie i powiedziała, że umrze bo taka diagnozę postawiła Pani doktor , świat runol…Mam też świadomość. ,że jeżeli będzie Wolą Boga ,by ja zabrać muszę przyjść z pokorą wolę PANA . Nie było łatwe , lecz zawiezawierzylam, i uwierz mi minęły dwa lata , mam wnuczke 4 lata i córka ma się świetnie.
      Nawet pan i doktor po pół rocznym leczeniu ,stwierdziła, że z takiego ciężkiego stanu wyszła. I mówi do mej córki Kamili , Ty masz u Boga względy. Jest ponad nami coś jeszcze . A dodam tylko ,że gdy szła do szpitala była, jedna noga u Pana .
      Czasem jest tak ,że nie rozumiemy woli Bożej. Lecz z czasem pojmujemy.
      Życzę POWODZENIA I Z LASKI BOGA UZDROWIENIA .

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!