Anna: Zdrowie i ciąża

Chciałam podzielić się z Wami świadectwem-nieświadectwem mojej nowenny. Odmówiłam kilka nowenn. Był moment gdy odmawiałam dwie jednocześnie, ale dziś wiem że to nie było dobre.
Pierwszą intencją było uzdrowienie męża z choroby nowotworowej. W tej intencji to odmówiłam dwie nowenny i z mężem na dzień dzisiejszy jest wszystko dobrze.
Odmawiałam nowennę także o posiadanie dzieciątka. Niestety mimo 7 lat starań i modlitw nie dane nam było zostać rodzicami. Każda informacja o dzieciach i ciążach w najbliższym otoczeniu to u mnie złość i łzy.Czasem mam żal do Najwyższego, czasem uważam , że to kara.
Wiem, że nowenna to nie czary i widocznie taki mój los ale wciąż mam nadzieję i liczę na cud…..chociaż już coraz mniej.

Potrzebujesz przewodnika który pomoże Ci zwalczyć grzechy i słabości ?

  • Mam bardzo podobne odczucia. I niestety nikogo z kim mogłabym o tym porozmawiać. W konfesjonale dowiedziałam się że powinnismy adoptować – jak to łatwo powiedzieć jeśli się nie wie co przeżywa kobieta w takiej sytuacji, czym jest instynkt macierzyński. Jesteśmy już w takim wieku ze adopcja może dotyczyć kilkuletniego dziecka. Kiedy patrzę na niemowlaki to chce mi się płakać. Albo że Bóg ma dla nas inny plan. Popadliśmy obydwoje w depresje, jesteśmy załamani, pozbawieni woli życia. To nie jest tak że nie staramy się jakoś żyć, mieć pasje. Szczerze to wszystko to nie-życie, to egzystowanie, ból i poczucie odrzucenia i bycia gorszym. Bycia niegodnym bycia rodzicami. Modliłam się o poprawę wyników mojego męża, sama się pochorowalam. Kiedy sobie tłumaczyłam że było to po to żeby jego wyniki stopniowo się poprawiły to teraz okazało się że jesteśmy w punkcie wyjścia. To co ci mogę polecić to żeby się nie poddawać, szukać przyczyn i je leczyć. Nie rozumiem czemu Bóg chce żebyśmy przeżyli życie w takim smutku i rozgoryczeniu.

    • Doskonale rozumiem twój ból bo mam ten sam problem. Jestem już po 40. Dlaczego jest tak że inni nie chcą mieć dzieci i oni je otrzymują A tu człowiek bardzo pragnie i nic

      • Elu mój mąż mawia, że to dlatego że im na tych dzieciach tak nie zależy i po prostu im się to przytrafia. A nam się nie przytrafia i zależy coraz bardziej.
        Mam nadzieję że obie będziemy mamami. Mam tez nadzieję że ludzie, zwłaszcza ci którzy nie doświadczyli tego piekła jakim jest niepłodność, zrozumieją że to nie są fanaberie, egoizm i niewdzięczność ale prawdziwy ból. Trzymaj się i starajmy się być dobrej myśli.

    • Bog napewno nie chce Waszego smutku ani rozgoryczenia ale pełnego zaufania. Wiem ze łatwo powiedziec zaufania. Zaduzoby pisac jak to bylo w moim przypadku z poczeciami o które modlilam sie latami i nic. Dopiero kiedy poddalam sie zaczely sie dziac dosłownie Cuda. Długa droga przez krzyrz róznych zdarzen i 2 nieplanowane ciaze. Mówie nieplanowane bo po wczesniejszych przejsciach juz nie chcislam wiecej zachdzic w ciaze. Bog jednak zna nasze prawdziwe pragnienia. Cierpienie oczekiwania ofiarujcie Bogu a On Was wynagrodzi. Potem zdarzyly sie kolejne Cuda. Lekarz chcial wiedziec co sie stalo ale ja sama nie dokonca rozumialam. Cale zycie brak miesiaczki i owulacj o tu nagle ciaza za ciaza i od tego czasu co miesiac regularne cykle.Co po ludzku niemozliwe w Bozej Mocy mozliwe ale nie mozna wywierac na Bogu presji. On wie najlepiej.

      • Nie umiem się poddać. Nie potrafię zaufać. Każdego człowieka budują inne przejścia, inne doświadczenia. Ja tego nie potrafię. Tracę wiarę i zastanawiam się czy takie po prostu nie jest moje przeznaczenie

        • Wiem ze to nie takie latwe. Ale chyba dobrze jest zastanowic sie co w zyciu ucieka i sporobuj postawic sobie jakis cel dla siebie. Skoro sie nie udaje to ciesz sie tym co kiedys lubialas o czym marzylas nawet moze zrob cos w czym dziecko by Ci przeszkadzalo.

    • Ten problem i mnie dotyczy, 9 lat starań, lekarzy, badań, zabiegów. Generalnie do tej pory bałam się prosić Boga tak naprawdę bo bałam się zawodu. Oczywiście modliłam się często w tej intencji ale jak o tym pomyślę to tak naprawde nigdy tak gorliwie, nie pamiętam nawet czy kiedykolwiek coś w tej intencji ofiarowałam. Przyszedł teraz czas że postawiłam wszystko na modlitwę. Jestem w trakcie nowenny, bliżej końca. Walczę że swoim zwątpieniem cały czas. Nie powiedziałam nawet mężowi że odmawiam nowennę, dopiero wczoraj się dowiedział i co mnie zdziwiło i wzruszyło powiedział że chce dołączyć pomimo że odmawiamy też codziennie różaniec w intencji duchowej adopcji dziecka poczętego (zamiast o ironio modlić się razem o swoje własne). Ta nowenna i ten szturm do którego teraz przystąpiłam to moja ostatnia nadzieja. Chcę spróbować ostatni raz, jeśli to nie pomoże to odpuszczę.

      • Sylwia,Marta,Anno i inne kochane starające się pamiętajcie żeby się nie poddawać ….proście z całego serca ,tupecie i krzyczcie ile sił..kiedyś usłyszałam na kazaniu ze trzeba traktować Matkę Boska jak dziecko mamę proszące o lizaka – mama nie chce dać lizaka bo to nie dobre dla ząbków, bo nie dobre dla brzuszka ale po długim czasie marudzenia i wrzasków mama końcu się ugina i daje dziecku lizaka dla świetego spokoju ,tak jest z naszymi modlitwami …proś aż w końcu będzie ci dane być matka …chciej być matka bo to ci się należy bo tego chcesz….bo na to zasłużyłaś.
        ps.Przechodzilam to samo przez ponad 10 lat aż w końcu wymodlilam ,wiec wiem co to znaczy jeśli któraś potrzebuje wsparcia jestem do waszej dyspozycji..taka mała grupa wsparcia

  • Nie można nikogo zmusić do adopcji, ale może warto przemyśleć? Może znacie kogoś kto adoptował, porozmawiać z nim?

    • Dzień dobry Wam Wszystkim. Wszytko to, co tu napisane, to również moja historia. 10 lat czekania na dziecko i …nic. Żal, rozgoryczenie, wszystko to znam. Na szczęście to już za mną i za moim mężem. Teraz, po latach po części domyślam się, że tak miało pewnie być. Na tyle nas Bóg „wycenił”, że taka nasza rola. Choć może w tym za dużo mojej przechwałki. W 1999 wzięliśmy ślub z mężem. Chcieliśmy mieć dzieci. Wcześniej, później, nieważne- wiedzieliśmy, że one będą. Jednak nic się nie zmieniało. Długo przekonywaliśmy siebie nawzajem, że jest ok, że to tylko przypadek, ale ten przypadek przedłużał się za bardzo. Nie dowierzałam, że to przydarza się właśnie mnie. Trochę się modliłam, mąż pewnie też, ale zawsze osobno. Dużo żalu, pretensji do męża, siebie, całego świata wokół i do Pana Boga oczywiście też. Dalej nic. Zaczęłam chodzić do lekarza, tak od niechcenia, jakby nie do końca o mnie chodziło, albo jakby to była mała przeszkoda, która będzie usunięta i … nic. Nie byliśmy przypadkiem beznadziejnym, o nie. Nie leczyliśmy się tak, jakby to był nasz priorytet. Dość szybko jednak po podjętym leczeniu, ku naszemu zdumieniu i lekarza, okazało się, że właściwie jedyną szansą dla nas jest in vitro. W czasie leczenia powoli zaczęłam tracić nadzieję na to, że się uda. Nie chciałam po tylu latach wzbudzać w sobie nadziei. Rozczarowanie za bardzo boli i ciężko się po nim podnieść. Zaczęłam rozpatrywać adopcję. Czytałam wszystko, co możliwe w internecie, spisywałam adresy ośrodków. Wydało mi się to nie do przejścia, tym bardziej, że ja byłam bardziej przekonana do niej, a mąż- raczej nie. ” 3 lata zeszło nam na przekonywaniu się wzajemnym, rozważaniu wszystkich za i przeciw. Oprócz szukania informacji, czytania, wysłałam prośbę o pasek św Dominika. Wiem, on jest dla kobiet w ciąży. Postanowiłam go nosić i modlić się tak jakbym czekała na własne dziecko/ dzieci. W końcu, mąż powiedział, że adopcja tak, ale najchętniej z pominięciem całej tej „durnej” procedury, bo jak się człowiek decyduje, to raz na zawsze i nieodwołalnie, bo to poważne sprawy są, a jak będą się pracownicy ośrodka za bardzo „doktoryzować” i analizować nas swoimi zagrywkami, to on nie ręczy za siebie. Kiedy postawiliśmy z mężem wszystko na jedną kartę i nasza odwaga była większa niż nasze obawy, wybraliśmy mały ośrodek adopcyjny w naszym mieście. Najbliższy. Pierwsze nasze spotkanie- taki wywiad o nas skąd/ po co/ dlaczego zakończyła pani mówiąc: ” Cieszcie się, bo Wam się dziś dziecko urodziło”. A potem poszło jak z płatka. W sumie w lutym zaczęliśmy, a w maju spotkaliśmy się po raz pierwszy z naszym dzieckiem, 5-cio letnią dziewczynką, wystraszoną jeszcze bardziej niż my. Czy było łatwo? I tak i nie. Czy było sztywno? Tak. Jak nawiązać kontakt? My tak bardzo chcieliśmy być rodzicami, że przestaliśmy wierzyć, że to możliwe i to małe, zranione przez innych dziecko, do którego przymilają się obcy ludzie, a ono tak bardzo chciałoby mieć rodziców, że też nie wierzy, że to możliwe…. Żyliśmy tak od spotkania, do spotkania, oswajając się coraz bardziej. W czerwcu, na początku wakacji dostaliśmy pozwolenie, żeby spędziła z nami weekend. Zaproponowaliśmy jej. Zgodziła się. Pojechaliśmy do domu dziecka, zostawiliśmy oświadczenie, numery telefonów, dziecko wzięło bieliznę na zmianę, sweterek, 2 zabawki i ……. zostało już u nas na zawsze. Po latach zastanawiam się kto tu był odważniejszy – my tj dwoje dorosłych ludzi biorący dziecko pod swój dach, czy ono, samo, małe kontra nas dwoje do domu, który znało tylko z kilku krótkich 2-3 godzinnych wizyt (pani z opiekunka wtedy siedziała pod naszym domem w samochodzie i czekała). Dziś nasza córka ma 16 lat. Dzięki niej znamy radości i troski bycia rodzicami. To jest nasze wymarzone dziecko. Ma biologiczne rodzeństwo, z którym mamy kontakt. Z jednym dalszy i sporadyczny, z drugim- jesteśmy w takich relacjach, że tak od serca, to jest nasza druga córka, choć prawnie nią nie jest. Pomogliśmy jej w tym, czego na dany moment potrzebowała. Ta pomoc zaczęła się od nawiązania kontaktu, a skończyła na wsparciu do matury, w studiach. W sumie 3 i pół roku wspólnego mieszkania, obiadów, sprzątania, nauki- codziennego życia. Teraz jest mężatką. Ma sympatycznego, dobrego męża. Była już w ciąży. Straciła ją w 5-tym miesiącu. Wielki szok i ból. Jak tylko mogłam, starałam się być dla niej wsparciem przez ten najtrudniejszy czas. Mogłam to zrobić, bo sama doskonale znam te niszczące uczucia żalu i rozpaczy. Widać do tego były potrzebne te 10 pustych, jałowych lat mojego małżeństwa. Z biegiem czasu rozumiem, do czego były potrzebne. Czy ja chciałam takiej historii? Wcale nie. Jednak ona się wydarzyła. Czy były takie momenty, kiedy zastanawiałam się czy dobrze i słusznie postępuję? Bardzo wiele. Czy wszytko, co robiłam spotykało się z aprobatą najbliższych? Raczej tak, choć nie zawsze. Czy mogło się nie udać? Tak i to wiele razy. Nie wyobrażamy sobie, że mogliśmy mieć inne córki. Może dlatego też, starając się o drugą adopcję kilka lat temu, nic z tego nie wyszło…. Po prostu nie udało się. Pan Bóg ma inny plan, nie zawsze zgodny z naszymi marzeniami. To wcale jednak nie znaczy, że gorszy. „Uczyń mnie Panie swoim narzędziem, według Twojej, nie mojej woli…” PS. Dziękujemy wszystkim tym pracownikom, którzy dawno, dawno temu po cichu nam kibicowali i wspierali, nie do końca się z tym ujawniając.

  • Myślę że adopcja nie jest rozwiązaniem dla każdego. Trzeba przejść całą ta procedurę, spełnić wiele wymogów. Myślę że nie każdy ma siłę na to. Sama rozważam taką opcję ale chyba jestem zbyt słaba żeby się na to zdecydować. Poza tym pragnę być matką mojego dziecka od samego początku. Nie wiem czy jeszcze będzie mi to dane…mam 5 letnia córeczkę, ona bardzo chce mieć rodzeństwo. Byłam w ciąży jeszcze 3 razy ale niestety straciłam dzieci. Dużo się modlę, byliśmy z mężem w różnych sanktuariach, zamawialismy wiele mszy. Może powinnam się już z tym pogodzić. Ale z drugiej strony chce dac rodzeństwo mojej córce…

    • Iza jestem w podobnej sytuacji. Z punktu widzenia ludzkiego w jeszcze gorszej bo moja corka ma juz 10 lat. Jeszcze kilka lat temu pytala o rodzenstwo, teraz juz przestala i chyba przyzwyczaja sie do bycia jedynaczka. O druga ciaze staramy sie od ponad 3 lat, badania,konsultacje, wydane pieniadze,, odmowione 3 nowenny w tej intencji i ciagle nic. A badania wychodza dobre.Wiem jednak jedno, Bog wie co robi. Jeszcze nie stracilam calkiem nadzieji, ale pomalu staram sie oswajac z mysla ze moja corka moze byc ta jedynaczka, choc bardzo mi ciezko na sercu.Wiem jak jest Ci trudno, zwlasza jesli slyszy sie tez komentarze typu: a wy na co czekacie, czas na drugie, nie robisz sie mlodsza itp. Straszne jest to ze ludziom tak szybko przychodzi ocena innych, a zwlasza w tak intymnej sprawie. Slysze tez komentarze- ciesz sie ze masz chociaz jedno, X nie moga miec wogole. Tak, oczywiscie,ze sie ciesze, ale ludzie udzielajacy takich porad nie zdaja sobie sprawy ze czasami moze lepiej nie miec wogole niz skazywac swoje jedyne dziecko na bycie samemu, bo przeciez rodzice nie beda wieczni. Co nie znaczy oczywiscie ze bol i cierpienie jest mniejsze w przypadku tych drugich.Akurat na to nie mozna sie licytowac, moze matka ktora ma bardzo chore dziecko wolalaby by byc nieplodna? To sa takie tragedie na ktore nie znajdziemy odpowiedzi. Dziewczyny, ale wskrzesmy w sobie wiare, jest czerwiec, miesiac Jezusa, do kogo mamy sie udac jak nie do niego? Odmawiajmy codziennie litanie za siebie nawzwazem, moze niedlugo napiszemy swiadectwa. Niech Bog Wam poblogoslawi upragnionym pierwszym lub kolejnymi dziecmi. Ja obiecuje modlitwe. Z Panem Bogiem.

      • Chętnie przyłącze się do litanii za nas, tylko nie wiem którą masz na myśli. Bardzo przyda mi się wsparcie modlitewne bo w naszej sprawie możemy liczyć tylko na siebie i na znajomą mojej mamy

        • Marto, nie dopisalam mialam na mysli litanie do serca Pana Jezusa, te ktora odmawiamy w czerwcu. Dzis przy okazji pierwszego piatku odmawialam w kosciele majac w sercu autorke swiadectwa i osoby piszace komentarze.

      • Mi znajoma powiedziała ze nie powinnam się czuć gorsza bo jestem bezpłodna ,No cóż ludzie są jacy są nie maja pojęcia jak ranią innych.A do takich i jeszcze gorszych komentarzy już się przyzwyczaiłam

    • Jesli jeszcze chcialbys probowac i jestes w stanie – jedz do dr Barczentewicza w Lublinie, Bozy czlowiek 🙂

  • Pasożyty są przyczyną bardzo wielu dolegliwości. Niestety wiedza na ten temat została wyrugowana przez tzw. oficjalną medycynę. Poczytajcie książki Huldy Clark, Małachowa czy Siemionowej.

  • Mam podobne odczucia. Co prawda staram się o ciąże 11 miesięcy, ale ból w sercu przeogromny, jak widzi się w okół kobiety w ciąży czy maluszki. Już czasem opadam z sił i często płaczę, nic mnie już nie cieszy, czuję się beznadziejna i gorsza. Żadne badania nie wykazały jak dotąd żadnych nieprawidłowości ,więc nie wiem jaka może być przyczyna, to jak szukanie igły w stogu siana. Modlę się bardzo bardzo dużo, czasem mam ochotę odpuścić. Odmówiłam 4 Nowenny w intencji daru potomstwa w tym jedną o oddalenie przekleństwa niepłodności w naszym małżeństwie. Odmawiam wiele innych Nowenn tj. do św. Rity, św. Charbela, do Jana Pawła II, do św. Judy Tadeusza, do św. Józefa i kilka innych modlitw o potomstwo i dalej nic. Nikt w rodzinie nie miał takiego problemu, ciąże pojawiają się w I cyklach starań, czuję się fatalnie. Już jestem co raz starsza. Zwyczajnie się boję. Ostatnio nie potrafię się skupić na modlitwie, ogrom myśli w głowie. Proszę o wsparcie modlitewne.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn pompejański i otrzymuj comiesięczne wiadomości