Aga: Matka Boża nam pomogła

Na wstępie chcę podziękować Matce Bożej za jej opiekę w czasie ciąży i porodu. Gdy w ubiegłym roku zaszłam w ciąże miałam 36 lat. Bardzo się z mężem cieszyliśmy. Nasza radość nie trwała długo gdyż pojawiły się krwawienia,duże prawdopodobieństwo poronienia, pobyt w szpitalu. Okazało się,że muszę leżeć, prowadzić bardzo oszczędny tryb życia. Byłam zmuszona zrezygnować z pracy i pójść na zwolnienie. Perspektywa samotnych dni bardzo mnie przerażała. Postanowiłam odmawiać nowennę w intencji mojej ciąży. Miedzy czasie koleżanka namawiała mnie na konsultację lekarska. Okazało się,że ciąża jest zagrożona ale jeśli będę się oszczędzać,przyjmować leki to sytuacją z czasem się poprawi. Pod koniec drugiego trymestru wszystko było dobrze z dzieckiem i ze mną ale pojawił się strach związany z porodem. Otoczenie namawiało mnie na cesarskie cięcie. Chodziłam do szkoły rodzenia i położna namawiała na naturalny poród. Miałam dylemat. Bałam się o swój wzrok (mam spora wadę wzroku). Poszłam do okulisty na konsultację i okazało się,ze mogę rodzic naturalnie. Zaczęłam rozmawiać z okulistą o swoich obawach związanych ze wzrokiem i porodem a on mi tak odpowiedział Powiem coś Pani „Jeśli ktoś tam na górze nad wami czuwa to będzie wszystko dobrze…Matka Boża ma w opiece kobietę rodzącą jeśli się ją o to poprosi”.Bardzo mnie zdziwiła wypowiedz okulisty. Postanowiłam odmówić nowennę w intencji szczęśliwego rozwiązania mojej ciąży. Zrobiłam kilka „mijaków” w odmawianiu różańca:(. Było coraz bliżej dnia porodu i ogarniał mnie paniczny strach jak to będzie..Na początku października poszłam na spacer, była bardzo ładna pogoda, przechodziła koło kwiaciarni i postanowiłam kupić Matce Bożej kwiaty i powiedzieć o swoich obawach. Prosiłam o przyjazny personel medyczny i jeśli to możliwe szybkie rozwiązanie ciąży. W moim sercu zagościł spokój i przekonanie,że będzie wszystko dobrze. Poród zaczął się w domu odejściem wód płodowych. W środku nocy pojechałam z mężem do szpitala. Przyjęli mnie do szpitala, nic się nie działo,prawie nic nie bolało. O 10 rano podano mi oksytocyne. Pojawiły się komplikację przy porodzie(spadek tętna płodu) i w ciągu 10 minut wykonano cesarskie cięcie. Po godzinie 13 przyszedł na świat nasz syn, cały i zdrowy:). Dodam jeszcze,że oddział porodowy był zamknięty ale jakaś dobra duszyczka wpuściła mojego męża na porodówkę i mógł być ze mną. Po 4 dniach wyszliśmy ze szpitala i szybko doszłam do siebie.Nasz syn skończył właśnie pół roku, jest zdrowym, wesołym chłopcem.Mateczko, dziękuję za wszystko. Jeśli czyta to jakaś kobieta w ciąży i się boi mogę jej szczerze powiedzieć,ze warto swoje leki i wątpliwości powierzyć Matce Bożej i odmawiać różaniec.

  • Nam też Matka pomogła, podarowała nam dziecko. Lekarze nie dawali mi szans na bycie mama. Ale co do tej wypowiedzi to oksytocyna jest zła, ja bym nie wyraziła zgody na nią. Rodziłam w domu i też dzięki Bogu i Matce wszystko zakończyło się dobrze i nie musiałam transferować się do szpitala.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!

    1 - 9 sierpnia 

    Nowenna

    za uzależnionych