Robert: Miłość – niczym raj utracony

Opiszę Wam moje świadectwo, które dotyczyło próby uratowania narzeczeństwa, bez łamania wolnej woli drugiej osoby. Prosiłem Matkę Boską, aby podjęła rozmowę z moją Wybranką, abym tym samym otrzymał szansę na uratowanie tego, co było Nam dane. Liczyłem, że Matka Boża będzie mogła wskazać Jej inny punkt widzenia, lub zaaranżuje okoliczności w taki sposób, aby Ona sama zmieniła zdanie. W wielkim skrócie, przedstawiam Wam moją historię. Z góry również przepraszam za wstęp, gdyż będzie nieco dłuższy, ale sądzę, że ma on znaczenie w odniesieniu do odmówionej przeze mnie modlitwy w powyższej intencji.

Poznałem Olę pod koniec 2017r. Byliśmy razem prawie dwa lata. Ola jest wierzącą osobą. Każdej niedzieli uczęszcza na mszę świętą. Ostatnio zaczęła również bywać na spotkaniach wspólnoty religijnej. Najwięcej razy w kościele, byłem właśnie w okresie tych dwóch lat. Wcześniej, bywałem niezmiernie rzadko. Ola nie oczekiwała tego ode mnie, ale niejednokrotnie braliśmy udział we mszach razem (choć bardzo nieregularnie z mojej strony). Widziałam, ze sprawia Jej to przyjemność, ale nie warunkowała naszego związku od tego. Nie byłem ateistą, choć muszę przyznać, że moja wiara nie była zbyt silna. Ola to prawa, dobra, spokojna, grzeczna kobieta z głębokimi wartościami i bardzo mądra osoba z ponadprzeciętnym intelektem. Udziela się też altruistycznie na rzecz innych. To było mi bliskie. Razem oddawaliśmy też krew dla szpitali. Dzięki niej zacząłem myśleć o dzieciach – których wcześniej nie chciałem mieć. Powoli dojrzewałem do zawarcia związku małżeńskiego przed Bogiem, czyli ślubu kościelnego. Wcześniej się od tego dystansowałem i ewentualnie mówiłem o ślubie cywilnym. Ale dojrzałem do tego. Ola ma fajną rodzinę i dwoje rodzeństwa. Obydwoje mamy poważną pracę zawodową. W okresie tych dwóch lat, nie było pomiędzy nami jakiejś spektakularnej kłótni – do momentu jednego zdarzenia, o czym za chwilę. Owszem, były między Nami zwykłe spory i przekomarzania się, ale nikt nigdy nikogo nie „dotknął” obraźliwym zdaniem i nie użył jakiejkolwiek inwektywy z poczucia wzajemnego poszanowania. Zaliczyliśmy oboje masę fantastycznych chwil. Wiele imprez kulturalnych, koncertów, spotkań z literatami i ludźmi, którzy po prostu wygrali życie. Uwielbialiśmy to. Rozmawialiśmy o wspólnych troskach i problemach. Wspieraliśmy się. Pokochałem Olę z całego serca.

Nigdy nie zapomnę romantycznego zdarzenia, gdy podczas uroczystego balu (wtedy byliśmy już parą), wzięliśmy udział w zabawie dla gości. Wśród kobiet wygrała Ola, a wśród facetów – po zaciekłym boju, wygrałem ja :)) Nagrodą był wspólny taniec w środku kręgu utworzonego przez ok. 150 uczestników balu. Wtedy – na oczach wszystkich, pierwszy raz Ją pocałowałem. Z tych 150 osób wygraliśmy tylko My. Można pomyśleć, że to przeznaczenie – nieprawdaż? :))

To piękno, zostało niestety utracone. Wszystko stało się na przełomie września i października 2019r. Powiedziałem Jej, że będę z moimi kolegami na imprezie (piątek). Oczywiście się zgodziła. W sobotę szykowała się kolejna – zatem dwie pod rząd. O tym dowiedziała się w sobotę przed południem. Rozmawialiśmy przez telefon. Była niepocieszona i smutna, ale nie robiła mi wyrzutów. Nigdy wcześniej nie było takiego zdarzenia. Aczkolwiek istotny jest też fakt, że kilka miesięcy wcześniej, umarł mój jedyny i prawdziwy Przyjaciel. Byliśmy z Olą razem na Jego pogrzebie. Musiałem po prostu po jakimś czasie odreagować i tak najzwyczajniej wyskoczyć z kolegami i napić się wódki. Tak po prostu – po męsku. W niedzielę byłem już u Niej. Była chora, więc przywiozłem masę owoców i kilka leków dostępnych bez recepty. Przytulałem i przeprosiłem za wszystko. Płakała i cały czas wracała do tematu, a ja cały czas się tłumaczyłem. Wypomniała mi zdarzenie, które miało miejsce prawie dziewięć miesięcy temu i dotyczyło mojego zmarłego Przyjaciela Tomasza. To był banał. Byliśmy na wspólnym wyjeździe (w dwie pary) On z żoną (notabene również z Olą), a ja z „Moją” Olą. Mały kameralny hotelik – willa. Uzgodniliśmy, że faceci wybiorą się na spacer. Po spacerze, chcieliśmy spędzić czas razem – dwóch kumpli przy piwie, zaszyci w małej hotelowej kuchni – za przyzwoleniem właścicielki hotelu. One o tym nie wiedziały. Po pewnym czasie, dołączyła do nas Jego żona – Ola, a nieco później „Moja” Ola. Sądziła, że spędzamy czas razem – bez niej. Wyjaśniłem wtedy, ze nikt Pań nie zapraszał – gdyż to miało być męskie spotkanie. Same po kolei zaczęły do nas dołączać. Wyjaśniłem, że skoro przyszłyście, to zapraszamy.

I to oto właśnie zdarzenie, zostało mi wypomniane z zaznaczeniem, że ją już wtedy oszukałem i nie powiedziałem prawdy. Nie wytrzymałem. Wstałem i zmierzałem do wyjścia. Dogoniła mnie przy drzwiach. Zapytała „czy już teraz mam ci oddać pierścionek”? Potraktowałem to jako kobiecą fanaberię i odpowiedziałem, że może zrobić z nim co chce, gdyż stanowi jej własność. Po kilku minutach zadzwoniła i chciała wyjaśnić całą sprawę ponownie. Odpowiedziałem, że już o tym wszystkim rozmawialiśmy, że jestem tą rozmową zmęczony i niepotrzebnie „dotknęła” mojego Przyjaciela w tym całym kontekście, po czym zakończyłem rozmowę. Bez krzyków, bez inwektyw, bez tak zwanych „scen”. Napisała mi jeszcze SMS, że jej intencja nie dotyczyła nikogo, tylko faktu, że ją w pewnym sensie oszukałem nie mówiąc prawdy. I oto cała i jedyna prawdziwa kłótnia. Od tego czasu były „ciche dni”.

Liczyłem, że zadzwoni pierwsza. Nie zadzwoniła. Moja męska duma wytrzymała ponad dwa i pół tygodnia. Poprosiłem o spotkanie. Zgodziła się. Jeszcze raz wyjaśniłem sprawę, ale Ona już była przygotowana na zupełnie co innego. Sięgnęła do torebki i wyjęła znane mi czerwone pudełko w kształcie serduszka z pierścionkiem zaręczynowym, który otrzymała trzy miesiące wcześniej, gdy przed Nią klęczałem i pytałem, czy zechce być Kobietą Mojego Życia. Nie wierzyłem w to co widzę. Sądziłem, że to jakiś ponury żart. Otworzyłem pudełko, wyjąłem pierścionek i ponownie nasunąłem Jej na palec, pytając nieco zadziornie i nad wyraz luzacko: „czy chcesz się dziewczyno w końcu chajtać, czy nie”? Odpowiedziała istotne słowa, które wypaliły się w mojej duszy, świadomości, sercu i umyśle już NA ZAWSZE. Patrząc mi w oczy, ze stoickim spokojem, beznamiętnością i chłodem w głosie powiedziała: „NIE CHCĘ BYĆ TWOJĄ ŻONĄ”.

Muszę Wam napisać, że ciężko mi jest wyrazić, co wtedy się czuje. Nie ma takiego aparatu pojęciowego, ani takich słów, które to oddadzą. Ja w tym momencie po prostu przestałem istnieć. Spędziliśmy jeszcze kilka godzin, rozmawiając, bez kłótni, bez wypominania. To było takie serdeczne i koleżeńskie – mimo, że absurdalnie dziwne. Podczas tego spotkania, byłem gdzieś w innej przestrzeni. Mój umysł jeszcze tego nie był w stanie właściwie pojąć.

Co ciekawe spotkaliśmy się po kilku dniach na moją prośbę ponownie. Próbowałem dociec i zrozumieć to, co mnie spotkało w życiu. Pamiętam podstawowy argument, który usłyszałem na początku: „Byłeś, ale tak jak by ciebie nie było. Za rzadko się spotykaliśmy”. Zapewne podczas tych dwóch wspaniałych lat, ja sam popełniłem błędy, ale dziś wiem, że nie popełniłem, żadnego takiego błędu, którego nie można by było w prosty sposób naprawić. Zdaję sobie sprawę, że zapewne Jej punkt widzenia jest inny. Mimo, że staram się być obiektywny, nie potrafię i nie wiem, jak to czuje Ona i jak to interpretuje. Szkoda, że nie miałem szansy na głębokie rozmowy – na przysłowiowe i ustawiczne „wiercenie facetowi dziury w brzuchu” przez kobietę, której czegoś brakuje. Przecież Ona mnie zna i wie, że wszystko, to by otrzymała. Tak wiele mógłbym dla Niej zrobić. Zapewne nie zdawała sobie sprawy z tego – jak wiele.

Od tego czasu minęło ponad cztery miesiące. Muszę dodać jedną ważną rzecz. Nie pozostawiłem tak tej sprawy. Sądzę, że jako facet zrobiłem przez ten czas wszystko – absolutnie wszystko, aby uratować ten związek. Niestety, ale Ola wybudowała tak wielki mur pomiędzy nami, że nie mam już na to szansy. Wciąż mam rzeczy, które od Niej dostałem – zwłaszcza pięknego Aniołka z porcelany, którego sama zrobiła. Mam nawet zwykłe bilety do kina, muszelki, które zbierała dla mnie na plaży lub skrawek papieru, na którym narysowała damską kreskę :). Dla wielu byłyby to zwykłe śmieci, banały, ale dla mnie to cenne pamiątki. Postanowiłem, że Jej to wszystko odeślę. Nie mogę mieć tego w swoim domu. Te wspomnienia, zbyt mocno i głęboko bolą (zapewne wiele i wielu z Was, którzy nie bez powodu czyta te słowa, doskonale wiecie, jaki to ból, gdyż zapewne przechodzicie to samo). Zrobię to, ale jeszcze nie teraz.

Odmówiłem w intencji, którą opisałem na początku, Nowennę Pompejańską. Tak, przyznaję, że w jej trakcie, były bardzo ciężkie chwile. Gdy myśli się cały czas o Kimś, kogo się bezgranicznie kocha, komu dało się czystą i głęboką miłość, przyjaźń i zaufanie, gdy cierpi się w skali niemożliwej do opisania, niebywale ciężko jest się podnieść i unieść ten krzyż. Jednakże zrobiłem to. Dokładnie połowa Nowenny wypadła na dzień 22 grudnia 2019r. (dzień naszej pierwszej randki). Zakończenie Nowenny przypadło na dzień 18 stycznia 2020r. – dokładnie na miesiąc przed rocznicą śmierci mojego przyjaciela (18 lutego 2019r.). Obecnie mamy 22 marca 2020r., piękną pogodę i trzeci dzień wiosny. 12 marca, były Jej urodziny. Wysłałem Oli kwiaty i napisałem życzenia. Dwa dni temu, napisałem w Jej imieniny proste życzenia. Jak do tej pory Matka Boska, nie przekonała Oli do zmiany zdania. Nie mam z Olą kontaktu.

Od tego czasu brałem również udział w rekolekcjach charyzmatycznego księdza z Indii – Ojca Jose Maniparambil. Przeszedłem odmianę duchową Ruach. Po dekadzie, zebrałem w sobie siły i przystąpiłem do spowiedzi, rozmawiałem z kapłanami. Lubię też słuchać Ojca Szustaka. Jego przesłania pozwoliły wielu parom zrozumieć się na nowo i umocnić swe związki. Modlę się również do Boga i Świętych w intencji innych osób.

Wiem, że moje świadectwo może nie być pocieszające dla wielu z Was. Ale muszę Wam napisać, że warto zwrócić się ku wierze. Jednoczmy się ku Bogu, zwłaszcza teraz – w tych niepewnych czasach i w zagrożeniu jakie niesie ze sobą, rozprzestrzeniający się po całym świecie wirus. Na Ziemi jest tak wiele wszelakiego cierpienia. Bądźmy razem i trwajmy w wierze, ale pozostańmy też sobą. Pamiętajcie, że wszystko, co możliwe, może się wydarzyć. Może nie zawsze koniecznie tak jak byście chcieli, ale może równie dobrze i pozytywnie. Głowa do góry i trzymajcie się!

Czego z całego serca Wam życzę.

Dewocjonalia

i książki 

związane

ze św. Ritą!

5 1 głos
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
12 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Anonim
Anonim
19.04.20 09:21

Po przeczytaniu tego świadectwa, nie wiem co powiedzieć… Dla mnie jest to dziwne, niedorzeczne… Ludzie, pary kłócą się nieraz bardzo, ranią się ogromnie, zdradzają, biją i inne prymitywne rzeczy można tu wymieniać. A tutaj, po prostu nie umiem tego ubrać w słowa. Obraza za na prawdę błachą sprawę i to do tego stopnia by zerwać i zdeptac tyle wspólnego czasu, tyle wspólnych chwil… Jedyne wytłumaczenie to to, że każdy jest inny, ma inny stopień wrażliwości i dumy. Widocznie u Oli ta granica została przekroczona… Choć upatruje tu trochę zagranie a’la dama, co chyba w obecnych czasach jest często spotykane… Po… Czytaj więcej »

Mateusz
Mateusz
19.04.20 11:32

Robercie, Bardzo interesujące świadectwo dlatego pozwolę sobie na dłuższy komentarz. Rozumiem Twój ból z powodu rozstania i tego, że Twoja wybranka zachowała się tak jak napisałeś. Podobnie jak Ty, również odmawiałem Nowennę Pompejańską w intencji naprawienia relacji z osobą, którą pokochałem (publikowałem świadectwo o tym). Z perspektywy czasu mogę Ci powiedzieć, że człowiek zaczyna dostrzegać znacznie więcej, niż w momencie kiedy miał żal do tej drugiej osoby. Mało tego, kiedy minęło te kilka miesięcy, gdzie nie mam już kontaktu z nią widzę jak za wiele kwestii obwiniałem siebie, a tak naprawdę dałem się podejść i mało brakowało, abym uległ udawanej… Czytaj więcej »

Asia
Asia
19.04.20 18:40
Reply to  Mateusz

No i doskonale Was rozumiem. Sama tkwiłam w czymś takim 2 lata. Mateusz masz rację, po wielu modlitwach jesteśmy w stanie zauważyć, że kiedy trzymają nas złe rzeczy to wszystko prędzej czy później się rozwali. Bo takie coś nie może trwać wiecznie. Wasz ból doskonale rozumiem, jakby w serce ktoś wbijał miliony noży, nocami ciężko oddychać bo czujesz się jakby życie uchodziło z ciała. Jedynie co pozostaje to brak perspektywy na przyszłe związki. Ostatnio pożegnałam kogoś tylko dlatego, że nie umiem otworzyć się tak szybko jakby on tego chciał. Dać miłość i zaufanie. Inni nie lubią czekać wieki. Co za… Czytaj więcej »

Mateusz
Mateusz
20.04.20 09:15
Reply to  Asia

Asiu, zgadzam się z Tobą. Tylko widzisz, dla mnie ta cała sytuacja była o tyle dziwna, że tamta osoba pomimo tego, iż grzeszyła, podobnie jak ja, pierwsza odmówiła Nowennę i ona bardziej czuwała nad tym, abyśmy nie schodzili na złą drogę. Nie byłem święty i kiedy zdałem sobie sprawę z własnych błędów i chciałem je naprawiać to ona całkowicie zmieniła swoje podejście. Do dziś zastanawiam się, czy rzeczywiście była zdolna, aby mówić mi prosto w oczy swoje uczucia do mnie, by później nie mieć odwagi nawet na rozmowę. Podobnie jak Ty uważam, że zbyt szybki rozwój wydarzeń nie jest dobrym… Czytaj więcej »

Agga 2
Agga 2
19.04.20 12:42

Nie wiem dlaczego, ale pomyślałam, że może dziewczyna poczuła powołanie…..

Anonim
Anonim
19.04.20 12:59

Robercie, Może ta relacja miała Cię zaprowadzić na drogę nawrócenia i … tylko tyle (aż tyle). Módl się nadal, pracuj, pielęgnuj pasje i szukaj nowych, pomagaj ludziom, wychodź do nich. Może oboje byliście trochę egzaltowni, naiwni, niedojrzali, ale tylko Ty podjales prace nad sobą. Dziewczyna absolutnie nie. I pewnie w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. Brak szacunku (przy rozstaniu) nie można nawet tłumaczyć brakiem miłości. Znam te zachowania aż nazbyt dobrze (zazdrość, ucieczka, chowane się w skorupie). Uwierz mi proszę, że te destrukcyjne zachowania w życiu małżeńskim i rodzinnym przynoszą wiele cierpienia. Wybacz mi proszę jeżeli poczułes się… Czytaj więcej »

Ano
Ano
19.04.20 22:54

Kto wie co siedziało w głowie Tej Dziewczyny. O dwóch sytuacjach piszesz i wiesz, ale tak naprawdę nie znasz jej wszystkich myśli. Jedno jest pewne. Jesteś w dobrych rękach 🙂 bo Ta która zna, myśli i serce, Twoje i innych poprowadzi Cię najlepszą drogą. Z Bogiem! 🙂

mena
mena
20.04.20 09:47

Wiadomość papieża Franciszka Nie trzeba być katolikiem, żeby zrozumieć! Z wiekiem i stajemy się mądrzy, powoli zdajemy sobie sprawę, że: – Zegarek za 3000 € oznacza ten sam czas co zegarek 30 €. – Portfel w wysokości 300 EUR zawiera taką samą kwotę co portfel 30 EUR – Samotność w domu o powierzchni 70 m2 lub 300 m2 jest taka sama. Mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumiesz, że Twoje wewnętrzne szczęście nie pochodzi z materialnych rzeczy świata. Nieważne czy podróżujesz pierwszą klasą czy ekonomią; to taka sama stawka, jeśli samolot spadnie. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że kiedy masz… Czytaj więcej »

Andrzejowa
Andrzejowa
22.04.20 20:57

Z całego świadectwa najbardziej urzekło mnie zdanie, że „warto zwrócić się ku wierze”… FAKT 🙂 Co do miłosnych perypetii autora może nie będę się wypowiadać, ale jako kobieta podałabym mu pod rozwagę pewnien szczegół. Może jego przeanalizowanie pomoże autorowi lub innemu mężczyźnie w podobnej sytuacji.. Z mojego kobiecego punktu widzenia absolutnie „niemęskie” i wręcz mega- odrzucające jest to – po pierwsze: kiedy facet tłumaczy się że musi „odreagować i po prostu po męsku napić się wódki” i po drugie: kiedy woli imprezować z kolegami a nie swoją partnerką, którą zostawia w domu ( zwłaszcza, że byłą chora a on imprezuje… Czytaj więcej »

też Ania
też Ania
22.04.20 21:47

Moje komentarze dostają ogromną ilość minusów i teraz pewnie będzie tak samo. To, co napiszę jest moją opinią, a nie osądem. Robert, gdybym była w związku z mężczyzną, który odreagowuje problemy za pomocą alkoholu, natychmiast bym ten związek zakończyła. Boję się małżeństwa z facetem, który musi się napić żeby odreagować, bo w życiu bywają naprawdę trudne momenty i co wtedy? W oczach kobiety to odebranie poczucia bezpieczeństwa. A jeżeli taka kobieta pochodzi z rodziny, w której był problem alkoholowy, to całkowicie odbiera bezpieczeństwo. Nie piszę, że jesteś alkoholikiem, żebyś mnie dobrze zrozumiał. Nie oceniam Cię jako człowieka. Piszę, jak przez… Czytaj więcej »

Brygida
Brygida
22.04.20 21:59
Reply to  też Ania

Ania nie przejmuj się minusami. W ogóle uważam ,że taka opcja dawania plusów i minusów na tego rodzaju forum w ogóle niczemu nie służy. Śmieszne jest to,że czyjąś odmienność zdania zwalcza się tak zaciekle i zajadle za pomocą tych nieszczęsnych minusów. Niektórzy wręcz walczą tymi minusami jakby od tego życie zależało ,jak gdyby to był jakiś ring. W rzeczywistości jest to śmieszne i infantylne.W Twoim przypadku ostatnio ataki się nasiliły,ale bądź pena,że po jakimś czasie to minie.Ode mnie masz plusa. 🙂

też Ania
też Ania
22.04.20 22:03
Reply to  Brygida

Dziękuję za dobre słowo Brygido i za plusa 🙂 Bardzo cenię Twoje kulturalne, pełne szacunku do drugiego człowieka komentarze. Ja także uważam, ze akurat na tym forum minusy są kompletnie niepotrzebne. Pozdrawiam

12
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x

Nowenna do św. Rity

13 lipca - 21 lipca