Klaudia: Powrót ukochanej osoby

Witam. Chciałam podzielić się z wami moim świadectwem, tak jak obiecywałam, że wszędzie będę głosić jak łaskawa jest Mateczka. Na nowennę trafiłam już kilka lat temu, wtedy nie byłam na nią gotowa. Tym razem jednak moje życie potoczyło się tak, że stwierdziłam, że nic innego nie jest w stanie mi pomóc. Znalazłam się w najgorszym momencie swojego życia. Wszystko się zawaliło, zostawił mnie mężczyzna, z którym planowaliśmy wspólne życie, ślub i założenie rodziny, w tym samym czasie zostałam bez pracy i chęci do życia. Efektem tego były tygodnie spędzone w zamknięciu w czterech ścianach własnego pokoju i zamartwianie się bliskich, którzy podejrzewali depresje (i pewnie kwestia jeszcze tygodnia bądź dwóch i tak by się skończyło). I tak minęło mi 1,5/2 miesiące i kiedy byłam już u kresu wytrzymałości ponownie trafiłam na nowennę pompejańską. I choć niektórzy uważają to za niepoprawne, modliłam się o powrót ukochanej osoby. Nigdy jednak nie modliłam się o jej miłość, bo ta miłość była, a jedynie o szansę na naprawienie naszej relacji, bo jakiś czas przed naszym rozstaniem przytłoczyło nas kilka spraw i gdzieś się pogubiliśmy, przy czym mojemu lubemu brakło siły do walki o nas. Początek nowenny był dobry, modlitwa przynosiła mi spokój i jakieś takie wewnętrzne ukojenie, z czasem zaczęły się schody. Bardzo często modliłam się zalewając się łzami, przepełniona żalem do Pana Boga, był taki moment w trakcie nowenny, że wydawała mi się ona całkowicie beż sensu, ponieważ miałam dziwne przekonanie, że „Maryja mnie nawet nie lubi, więc niby dlaczego miałaby mi pomóc?”. Tak, właśnie tak działa zły. W między czasie działo się dużo złych rzeczy, kilka spotkań z byłym, które nie kończyły się niczym dobrym, wręcz jeszcze mocniej poranionym sercem, problemy w znalezieniu pracy, a kiedy już praca się znalazła i to całkiem satysfakcjonująca, przeszłam pozytywnie wszystkie rozmowy, nagle okazało się, że z przyczyn niezależnych ode mnie nic z tego. Miałam moment kiedy dosłownie wykrzyczałam Mateczce i Panu Bogu, że się na mnie wypieli i mają mnie gdzieś w momencie, kiedy najbardziej ich potrzebuje. Początkiem części dziękczynnej nadszedł prawdziwy kryzys. Podczas kolejnego spotkania z byłym i kolejnej kłótni, korzystając z momentu, że przez chwilę zostałam sama zaczęłam się modlić i prosić Pana Boga, że jeżeli Jego wola jest inna, to ok, ja to przyjmuje tylko niech da mi siłę, żebym sobie z tym poradziła. I wtedy zdarzył się mój mały cud, usłyszałam „spróbujmy”, nawet nie wiecie jak dziękowałam Matczce i Bogu. Sielanka trwała jednak zaledwie kilka dni, nie wchodząc w szczegóły znowu wszystko się rozpadło. Nawet nie jestem w stanie opisać jak bardzo byłam wtedy rozżalona i pełna pretensji do Wszystkich tam na górze. Do końca nowenny pozostało mi 19 dni. Jak w tym czasie miałam dziękować za coś co zostało mi dane na chwile i ponownie odebrane? W między czasie zorientowałam się, że moja nowenna kończy się w dniu Mszy Świętej odbywającej się w Pompejach, podczas której miała być omodlona również moja intencja. Mimo tego całego żalu powiedziałam sobie, że zaufam Mateczce i dokończę nowennę, jednak po wypowiadaniu intencji zawsze mówiłam „jeśli jednak wola Ojca jest inna to proszę o siłę, abym mogła to zrozumieć i zaakceptować”. Nowenna dobiegła końca, mogłoby się wydawać, że nie zmieniło się nic, a zmieniło się niesamowicie wiele. Przede wszystkim w trakcie nowenny uświadomiłam sobie jak bardzo zaniedbałam swoją relacje z Panem Bogiem i cały czas staram się ją naprawiać, choć jeszcze dużo we mnie do poprawy, polepszyły się moje stosunki z bliskimi, oczyściłam swoje serce ze wszystkich starych urazów, zaczęłam również analizować sobie cały swój związek i zdałam sobie sprawę, że dużo winy leży po mojej stronie, zaczęłam zauważać błędy, które popełniłam, a których wcześniej nie widziałam i wydaje mi się, że to też pomogło mi stać się choć trochę lepszym człowiekiem. I uwaga, 2 tygodnie po zakończeniu nowenny, po dłuższej przerwie spotkałam się z moim ukochanym i próbujemy 🙂 Może to głupie, ale uważam, że to miłość mojego życia i mój najlepszy przyjaciel, a to rozstanie było po coś. Nie jest łatwo, wręcz przeciwnie, jest niesamowicie ciężko i mnóstwo pacy przed nami, nie wiem też czy będziemy ze sobą już zawsze, nie wiem nawet co będzie jutro, ale wiem, że dostałam to, o co prosiłam. Dostałam szansę na naprawienie swoich błędów i tej relacji oraz wiele innych łask. Także nigdy nie wątpcie w Najświętszą Panienkę, bo nawet kiedy wydaje wam się, że Ona nie słucha, to uwierzcie, że słucha jak nikt inny i, że zawsze jest obok. Mi pomogła przetrać najtrudniejszy okres w moim życiu. I była to moja pierwsza, ale na pewno nie ostatnia nowenna. Dziękuje Mateczko.

Nowenna do św.

Antoniego z Padwy

4 czerwca - 12 czerwca

0 0 głos
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x

PROMOCJA

nabożeństw miesięcznych

- z okazji zakończenia 

"Miesiąca z Maryją"

WIELKA