Kornel: Uzdrowienie z nałogów

Mam na imię Kornel. Dwa lata temu odmówiłem nowennę pompejańską w intencji mojego chrześniaka, Tobiasza. Była to moja pierwsza i jak dotąd jedyna nowenna pompejańska. Nie spodziewałem się, że tak szybko przekonam się o jej skuteczności.

Nie miałem z Tobiaszem dobrego kontaktu. Nie byłem wzorem ojca chrzestnego – zaniedbałem ten kontakt gdy Tobiasz był mały, mieszkałem w innym mieście i dzieliła nas setka kilometrów i z czasem dużo dalszy dystans w samej relacji. Widzieliśmy się rzadko, przy wigilii lub innych okazjach rodzinnych. Kojarzyłem go wtedy jako wycofanego, kapryśnego chłopca. Pamiętam też jego Pierwszą Komunię, ale o jakości mojej relacji z nim świadczy to, że jedyne zdjęcie jakie z nim mam to jak trzymam go na rękach do Chrztu. Być może są też jakieś z Komunii, ale zupełnie ich nie kojarzę.

Jak podrósł to zaczęły docierać do mnie słuchy o różnych problemach Tobiasza. O alkoholu i dopalaczach, od których się uzależnił. Aż pewnego dnia dostałem informację że „coś przedawkował” i ledwo go odratowano. No i że jest w szpitalu, 20 km ode mnie. Dopiero coś takiego mnie ruszyło.. Pojechałem go odwiedzić, był bardzo zdziwiony i ucieszony. Mocno się zmienił z wyglądu, nie był już dzieckiem, jak go pamiętałem, tylko niemal pełnoletnim chłopakiem. Pamiętałem też, że był lękliwy i wycofany, a tu inny człowiek. Chętnie mówił mi o sobie, o tym że chce się ogarnąć i wyjść z nałogów, że teraz się za siebie weźmie. Brzmiało to trochę naiwnie, ale chciałem go wesprzeć. Zacząłem go częściej wspominać w modlitwie.

Byłem wtedy dość krótko po swojej decyzji o rozpoczęciu nawracania. Wcześniej żyłem byle jak, w takiej wyuczonej i niezbyt gorliwej religijności. Jednak od pewnego momentu zacząłem to zmieniać. Zaprosiłem Pana Jezusa do siebie i zacząłem Go poznawać. Gdzieś usłyszałem o nowennie pompejańskiej, żmudnej i wymagającej modlitwie. Na tamten moment wydawało mi się, że nie podołałbym.

Po wyjściu Tobiasza ze szpitala odwiedziłem go w domu, rozmawialiśmy i wybierał się na odwyk. Jego rodzice też mieli tak mi się zdaje duże oczekiwania po tej terapii. Zaczął ją, ale nie wytrzymał długo i wkrótce porzucił.

Nie pamiętam dokładnych okoliczności w jakich zdecydowałem się odmówić pompejankę w jego intencji, ale wiem, że było to po kolejnej informacji o pogorszeniu się jego nałogu. Czułem się częściowo winny – nie było mnie przy nim jak to wszystko się zaczynało.
Zacząłem z dnia na dzień po tej informacji, z intencją o jego uzdrowienie z nałogów i nawrócenie. Odmawiałem trzy części Różańca, najczęściej rano przed pracą, nie opuszczając żadnego dnia również w trakcie urlopu w międzyczasie.

Miałem pełne przekonanie, że ta modlitwa pomoże. Nikomu o niej nie mówiłem, poza moją dziewczyną, która w niektóre dni odmawiała ją ze mną. Myślałem jednak, że skutek będzie po latach i kiedyś Tobiaszowi o tym opowiem.

Gdy jakiś czas po nowennie dzwoniłem to nie odbierał. Myślałem że znowu ma słaby czas, ale niedługo oddzwonił i entuzjastycznie pochwalił się, że dostał pracę, nie pije i że musimy się spotkać na kawę. Byłem już przyzwyczajony do sinusoidy, miałem wrażenie, że jest teraz „w szczycie”. Chciałem się z nim zobaczyć, jednak ze względu na ilość pracy musiałem to odłożyć. Miałem na głowie otwarcie swojej działalności i przeprowadzkę, stwierdziłem że odezwę się do niego jak trochę się ogarnę.

Zadzwoniłem znowu 6 stycznia, w uroczystość Trzech Króli. Tobiasz nie odebrał, ale zadzwoniłem też do jego mamy i dowiedziałem się że ma się dobrze. Jest trzeźwy i jest coraz lepiej, że przekaże mu, że dzwoniłem i on na pewno oddzwoni. Czekałem na kontakt.

Dwa tygodnie później dostałem wiadomość – Tobiasz nie żyje. Konsternacja. Przez jakiś nie wiedziałem co się naprawdę stało, pojawiały się domysły, że być może znowu przedawkował dopalacze. Byłem w szoku.

Okazało się jednak, że prawda jest inna. Jego mama później powiedziała, że wg niej nic ostatnio nie brał, odstawił używki i chciał zająć się kulturystyką. Zamówił przez internet ciężary do ćwiczeń i w dniu jak je dostał został znaleziony nieprzytomny. Prawdopodobnie nie wiedział jak słabe ma serce po latach nałogów. Zbyt ostro wziął się za trening i niestety był wtedy sam w mieszkaniu. Zawał. Koszulka podobno była mokra od potu.

Dopytywałem jego mamę o jego ostatni czas przed śmiercią, bo chciałem wiedzieć czy faktycznie został uwolniony. Czy moja modlitwa została wysłuchana. Wg niej przed śmiercią był czysty. Tajemnicą pozostanie czy się nawrócił w ostatniej chwili, ale wierzę, że tak.

Ta nowenna to wg mnie najważniejsza rzecz jaką zdążyłem dla niego zrobić. Sam na sobie doświadczyłem, że jej działanie nie dotyczy tylko intencji i osoby za którą się modlimy, ale też mnie samego. W czasie jej odmawiania odczuwałem duże wsparcie w walce ze swoimi własnymi słabościami. Jest jak parasol ochronny.

Mam jeszcze dwoje innych chrześniaków. Teraz bardziej dbam o to, żeby być bliżej nich.

Obejrzyj

nowy numer

"Królowej Różańca Świętego"


Nasze intencje modlitewne:

 

3
A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
 
smilegrinwinkmrgreenneutraltwistedarrowshockunamusedcooleviloopsrazzrollcryeeklolmadsadexclamationquestionideahmmbegwhewchucklesillyenvyshutmouth
2 Wątki komentarzy
1 Wątki z odpowiedziami
2 Obserwujący
 
Najpopularniejsze
Najgorętsze
2 Autorzy
SławekMateusz Autorzy ostatnich
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o
Mateusz
Gość
Mateusz

Bardzo interesujące świadectwo, zwłaszcza końcówka. Sam zostałem w tamtym roku ojcem chrzestnym i również chciałbym dawać jak najlepszy przykład chrześniakowi.

Sławek
Gość
Sławek

Szczerze pana podziwiam. Popłynęły mi łzy ze wzruszenia, że są tacy wspaniali chrzestni. Mnie ojciec dręczył i nas zostawił, a chrzestny mój miał i chyba jeszcze ma ze mnie ubaw jaki to ja nieudacznik jestem. Mówił na mnie sierota. Jak go poprosiłem, żeby mi sprzedał (tak sprzedał) jedną działkę budowlaną – a jest już kawalerem po 60 i działek ma ponad 10 – to bez słowa zbył mnie wzrokiem. Moja dusza tak naprawdę błagała o uwagę i akceptację. Nie liczyłem na miłość. Modlę się za jego prawdziwe nawrócenie i staram się dziękować Bogu za każdy kolejny mój krzyż, chociaż nie… Czytaj więcej »

Sławek
Gość
Sławek

Przepraszam, że napisałem o sobie. Trochę mi ulżyło. Ojcu i chrzestnemu oczywiście wybaczyłem.
Kornelu promieniuje od Ciebie opanowanie, mądrość i dojrzałość. Spłynęło na Ciebie wiele łask Bożych.