List Dariusza: boje się że stracę dom, rodzinę, a w zasadzie, że tej rodziny już nie ma..

Swoją pierwszą NP zacząłem odmawiać 4 listopada, skończyłem 27 grudnia. Różaniec odmawiałem przed Najświętszym Sakramentem najpierw (rano od 5:45) potem msza o 6:30, następnie różaniec ok. godz. 15:00 plus koronka, na koniec dnia zwykle po 22:00. ostatni różaniec. 95% różańców odmówiłem w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem. Chyba tylko dwa razy zdażyło mi się bym miał problem z odmówieniem różańca, dosłownie w trakcie odmawiania bolało mnie modlitwa, jakieś dziwne uczucie, które nie dawało mi dokończyć różańca – przypominało to trochę szarpanie się i zadawało mi fizycznie ból głównie w rękach, brakach ramionach. NP odmawiałem w intencji naprawienia mojej sytuacji finansowej, która (bez wchodzenia w szczegóły) jest obecnie beznadziejna, dodatkowo tworzy w domu katastrofalną atmosferę, wręcz rozwala moją rodzinę od środka. Stan taki utrzymuję się od roku może dłużej (sam już nie wiem bo czas ucieka mi przez palce). Zanim zacząłem odmawiać NP gorliwie modliłem się, czasami kilkakrotnie chociaż na chwilę zaglądając do kaplicy, szukając wsparcia, pocieszenia – uczciwie pisząc dawało mi to jakiś wewnętrzny spokój, że będzie dobrze, poukłada się itd. , ale gdy pojawiało się jakieś światełko nadziej, jakiś symptom, że nastąpi przełom – czar szybko pryskał, nadzieja gasła i gasła. Sytuacja robiła się co raz bardziej nieznośna. W całej tej mojej historii chyba istotne jest to, że od kilku może nawet kilkunastu lat cierpię na dwubiegunówkę (jestem chyba książkowym przypadkiem). Skazany byłem na leki do końca życia, byłem bo odstawiłem je w lutym tego roku, co w obecnej mojej sytuacji było ryzykownym posunięciem. Chorobę tą sam nazywam chorobą kreatywnych samobójców, bo zwykle Ci co na nią zapadają są ludźmi kreatywnymi i w tej kreatywności chyba głupimi. Patrzę tu trochę przez pryzmat swojej osoby, bo gdzieś podświadomie czuję to, że prędzej czy później mój żywot tak się skończy. Niemniej jednak przez pewien (i to całkiem długi czas) modlitwa była jakimś antidotum na moje problemy, miałem siłę chociaż nie wiem skąd, miałem nadzieję chociaż porażki dotykały mnie w każdym aspekcie mojego życia, na każdym kroku, nie zdążyłem podnieść się z jednej dostawałem drugi cios. Doszedłem do ściany, do muru zza którego żona rzuca mi książkę pt. „Nie interesuje mnie bycie zwykłym człowiekiem” – rzucając komentarz „…jak to ci nie pomoże to już nic ci nie pomoże”. Nie przeczytałem tej książki, za każdym razem kiedy ją zaczynałem – gdzieś zza kartek dolatywał do mnie obrazek rzucanej książki i komentarzem żony. Kiedy kilkakrotnie słyszysz od dorosłej córki – studentki, że jesteś beznadziejny, że żona utrzymuje dom, że zarabiam za mało, że to moja wina że żona musi pracować. Waliło to we mnie tak, że słowa te słyszę non stop. Z każdym dniem dochodziło do mnie i dochodzi, że rodzina moja najbliższa nienawidzi mnie z każdym dniem co raz bardziej. Trudno pogodzić się kiedy widzisz, że dzieci mają więcej szacunku do domowego psa niż do ciebie, trudno pogodzić się z tym że żona okazuje więcej czułości i zrozumienia psu niż tobie. Żona otwarcie i dosyć często powtarza, że ma dość mojej choroby, że nie jestem dla niej wsparciem – chociaż bardz się staram – widzi tylko to co złe i punktuje. Szczerze zazdroszczę mojemu psu. Nowenna Pompejańska była dla mnie kołem ratunkowym, ostatnią deską ratunku. Czy spełniła moje oczekiwania, czy dostałem od Boga to o co prosiłem Boga – odpowiedź brzmi niestety NIE. Nie dostałem nic o co się prosiłem, nie dostałem nawet skrawka nadziei, że coś się w moim życiu na lepsze zmieni. Jednak są jakieś pozytywy NP.
1. Najważniejszy to cud jaki się przydarzył w trakcie odmawiania części błagalnej, który trudno mi wytłumaczyć. Będąc w połowie odmawiania NP dostałem kolejny cios (kontrola pewnej instytucji), wkrótce okazało się, że mogę mieć poważne problemy. Wiedziałem, że kontrola nie może wyjść dobrze i mnie dobije, liczyłem się z dotkliwymi konsekwencjami (nie tylko finansowe ale także z więzieniem). W zasadzie już mentalnie przygotowywałem się do najgorszego. Wydarzyła się rzecz dla mnie dziwna i nie potrafię jej wytłumaczyć, urzędnicy którzy mieli mnie na widelcu – odpuścili – wyglądało to tak jakby odstąpili od sprawy- nie poniosłem za błędy jakichkolwiek konsekwencji. Do tej pory nie mogę w to uwierzyć i nie tylko ja.
2. Dzięki rozważaniom zrozumiałem swoje dawne błędy, grzechy. Zrozumiałem (po części sens i przesłanie tajemnicy radosnej i bolesnej)
3. W części dziękczynnej dołączyłem modlitwę za żonę i dzieci, ale głównie za zdrowie żony. W dniu zakończenia NP czyli 27 grudnia, żonie zaczął krwawić sutek piersi lewej. Następnego dnia udaliśmy się do lekarza. Lekarz wykrył zmiany w prawej piersi i skierował do biopsji.
Naszła mnie taka refleksja, że o to co się modlę dostaje to, ale jego skutek jest odwrotny. Boję się że przez modlitwę skazałem żonę na cierpienie. Pojawiła się też taka myśl, że być może gdyby nie krwawienie sutka, nie dowiedzielibyśmy się, że coś niebezpiecznego się rozwija i że teraz jeszcze w porę można zareagować – SAM NIE WIEM. Nie wiem w jakich kategoriach na to patrzeć, czy kolejnej porażki, ciosu w plecy czy jednak jest to jakaś łaska – SAM NIE WIEM.
Boję się odmawiać kolejnej NP boje się jutra, boje się, że już nie dam rady i że wyczerpałem wszystkie drogi. Nachodzą mnie co raz gorsze myśli, a przez wzgląd na profesję żony zdaje się być nawet ograniczony w najprostszym rozwiązaniem sytuacji – a może to też moja wymówka -SAM NIE WIEM.
Czuje się sam i jestem sam, boje się że stracę dom, że stracę rodzinę, a w zasadzie to czuję że tej rodziny już nie ma, a przynajmniej mnie w tej rodzinie.
Smutne jest to, że kiedyś było inaczej, ale miałem kiedyś pieniądze i dobrze zarabiałem. Odkąd role odwróciły się jestem nikim w oczach żony, córki, syna i chyba dochodzę do wniosku, że w swoich oczach też.
Mam poczucie, że jestem faktycznym obciążeniem dla żony i sam nie znajduję żadnego sensownego argumentu dlaczego mogłaby CHCIEĆ być ze mną – ani fizycznością, ani intelektem, ani bezpieczeństwem – łączą nas dwie rzeczy: 1) dzieci, które mnie nienawidzą 2) kredyty – najsmutniejsze jest to, że właśnie to ostatnie trzyma nas jako rodzina.

Rekolekcje internetowe

ze św. Józefem

1 - 31 marca 2021 r.

  • Dariuszu, gdy czytałam Twój list miałam taką myśl, że bezwzględnie powinieneś być pod opieką lekarza i brać leki, które on przepisuje. Terapia i leki są właśnie po to aby Tobie pomóc. Być może Twoje postrzeganie rzeczywistości jest spowodowane właśnie tym, że nie bierzesz leków? Dariuszu, daj sobie szansę, wznów terapię i tym razem nie odstawiaj leków na własną rękę. Nie wiem, jak potoczy się Twoje małżeństwo. Wiem jednak, że masz wpływ na to, czy wrócisz do lekarza i czy będziesz pracował nad sobą i ze sobą. Dariuszu w chorobie dwubiegunowej okresy manii przeplatają się z okresami depresji. jeżeli nie będziesz się leczył pod kontrolą lekarza, w fazie manii będziesz podejmował niebezpieczne decyzje, a w fazie depresji będziesz przeżywał ostre załamania, podczas których rzeczywiście mogą pojawiać się też myśli samobójcze. Tym bardzie ważne jest aby fachowiec przygotował Cię na to, jak sobie z takimi myślami radzić i abyś wiedział, że zawsze wtedy możesz zgłosić się do szpitala – bez skierowania. A gdyby było bardzo źle – dzwoń na policję. Dariuszu, dużo dobra Ci życzę.

  • Panie Dariuszu dostał Pan tak dużo łask, że to wprost cudowne łaski. Uratowanie od wiezienia, wykrycie choroby u żony, zrozumienie swoich grzechów. To trzeba docenić. Trzeba zacząć też pracę nad sobą, iść na terapię, wrócić do lekarza, iść do grupy Odnowy w Duchu Św na modlitwę o uzdrowienie, wstąpić do jakieś grupy np Wojownicy Maryi. Ma Pan tyle dróg rozwoju i pomocy dla siebie i rodziny, trzeba korzystać. Nie patrzeć na świat przez pryzmat choroby i zaburzonej perspektywy. Patrzeć realistycznie. Bóg jest najważniejszy i jego trzeba się trzymać, ważniejszy od rodziny i On może wszystko i dał tego Panu już przykład. Ale trzeba Mu zaufać a nie wymagać od Niego. On nas prowadzi swoimi drogami a nie naszymi, tymi które chcemy dla siebie. Bycie w jakieś wspólnocie czy Odnowie, czy Neokatechumeancie czy Wojownikach ma nam o tym przypominać i wspierać w tym. Nie kierujmy się odczuciami ale tym co mówi do nas Pan przez Pismo św. A tam najczęśniej pojawia się zwrot – NIE LĘKAJ się. I to jest podstawa zaufania do Boga. I podstawa każdej modlitwy.

    • Dobra Wspólnota rzeczywiści może być wsparciem, ale jest warunek – musi to być Wspólnota ludzi naprawdę dojrzałych, mądrych, potrafiących przyjąć i prowadzić w sposób odpowiedzialny osobę z doświadczeniem choroby psychicznej. Sama byłam w Odnowie więc ten ruch jest mi znany i powiem tak – wspólnoty Odnowy są dla ludzi silnych psychicznie i odpornych na manipulacje. Sama miałam do czynienia z panią przekonaną o tym, że ma dar proroctwa tylko, że skutki jej działalności były opłakane. W przypadku Dariusza kluczowa byłaby opieka mądrego kapłana. Proroctwa, słowa poznania, obrazy, dar języków – to wszystko może być odbierane inaczej przez osoby z doświadczeniem różnych chorób psychicznych.

      • Też Ania zgadzam się z tobą. Miałam do czynienia z pseudo liderka odnowy w Duchu św. W mojej parafii
        Choruje na depresję dwubiegunowa i nerwice czyli inaczej Chad. Ta rzekomo liderka dała mi artykuł szumu z nieba trudni ludzie we wspólnocie opisujący tam że ludzie chorujący na choroby psychiczne w tym schizofrenia są zagrożeniem dla wspólnoty. Bóg dał mi na szczęście mądrość i od razu wyczułam w jej działaniu złego ducha. Nie polecam Odnowy w duchu św. Ja od 4 lat trzymam się Pompejańskiej Nowenny i idę za radami ks Piotra Glassa i ks Dominika Chmielewskiego. I Jestem rycerzem Niepokalanej. Tylko Maryja nas poprowadzi. Także jestem na terapii i biorę leki. Ale siłę daje mi różaniec. Zgadzam się z Anią. Pozdrawiam Hanna

  • Do osób lękających się odmawiania nowenny pompejańskiej nie ważne w jakiej intencji musicie wiedzieć ,że to działanie szatana bo jemu zależy ,abyście nie dostali łask a zły jak działa podczas nowenny to tak samo działa w waszym codziennym życiu tylko w ukryciu i je niszczy podczas odmawiania nowenny musi się ujawnić tak działa Maryja wtedy przeważnie np. żona dowiaduje się ,że mąż ją zdradza ,zdrowa niby osoba dowiaduje się o poważnej chorobie ktoś traci niby przyjaciela . Czy mąż nie zdradzał wcześniej ano zdradzał tylko w tajemicy . Choroba u niby zdrowej osdoby nie dawała objawów ,ale spustoszenie już w organizmie robiła. Przyjaciel okazał się fałszywym przyjacielem. Tak działa nowenna wszystko zło ukryte wychodzi na jaw. Najpierw następuje oczyszczenie potem życie wchodzi na właściwe tory.

    • Tak Meno, dobrze to opisałaś. Tak działa nowenna i absolutnie nie można się tym zrażać. Tym bardziej, jeśli się o tym wie. Ja nie miałam kiedyś o tym zielonego pojęcia dlaczego się wali, lecz skojarzyłam to z szatanem…i nie poddałam się, lecz tym bardziej ufałam. Człowiek jest tajemnicą dla samego siebie. Bardzo dobrze, że Maryja ukazuje całą prawdę i zazwyczaj zaczyna od naszej duszy. Może to trudne dla modlącej się osoby, lecz zarazem doświadczenie, które rodzi cnoty Boskie. Nowenna to piękne i bogate w łaski przeżycie.

  • Dariuszu nieustannie odmawiaj nowenne pompejañską . I za radą też Ani poszukaj dobrego specjalisty.

    • Dariuszu przyjdzie taki moment ,że żona uklęknie moźe miesiąc może za pare lat ale wraz z Tobą bedzie się modlić tylko wytrwaj w odmawianiu różańca. I pamiętaj Bóg zawsze pomaga poprzez ludzi .

  • Darku, wiem trochę o dwubiegunowce. Nie daj się pokonać chorobie, wróć do przyjmowania lekarstw… i pozwól sobie odzyskać nadzieję. Modlę się za ciebie. Ewa

  • bardzo ci współczuję i chętnie pomodlę się za ciebie. wiem, że ci bardzo ciężko; też zmagam się z zaburzeniami psychicznymi. ważne jest jednak to, żeby BRAĆ LEKI. serio. po coś one są i pomagają. przede wszystkim jednak NIE USTAWAJ W MODLITWIE. jest takie świadectwo, które bardzo mi pomaga: https://pompejanska.rosemaria.pl/2016/12/beata-bog-ja-wszystkich-ktorych-kocham-karce-i-cwicze/
    to daje kopa i pokazuje, że wszystko możemy przezwyciężyć z Maryją! widzę, że twoja rodzina też jest zagubiona i fakt, brzydko cię traktuje, ale to też trzeba powierzyć Niebu.
    ja np. zmagam się też z moją rodziną; oni też mnie nie szanują i z nimi nie rozmawiam, ale codziennie się za nich modle, a także o to, żeby im przebaczyć.
    Z Bogiem!

  • Dariuszu dalej się módl. Maryja Ci pomoże. Widzę po sobie, że pomaga. Czasem inaczej niż chcę, czasem później niż chcę. Ale z każdą nowenną jest lepiej w moim życiu. Pomodlę się za Ciebie.

  • Trudno mi Tobie doradzić, co do terapii. Musisz jednak pamiętać, że w życie Chrześcijanina jest wpleciony krzyż…i tylko z krzyżem wchodzi się do nieba. Właśnie teraz jesteś bliżej Chrystusa, aniżeli wówczas, gdy dobrze się wiodło. Twojej żonie czy córce także jest ono potrzebne. Choroba żony może być wielką łaską dla niej samej i całej rodziny…z psem na czele. Musisz z jednej strony zaakceptować cierpienie i jako facet, jednoczyć się z cierpiącym Jezusem. Módl się dalej na różańcu, chociażby jedną cząstką. Ja ze swej strony polecam bardzo część światła, bo ona naprawdę przedstawia wszystko w innym świetle. Można dostać – nowe oczy. Otrzymałam nowe oczy, bo nie odpuszczałam sobie w nowennie tajemnic światła. Życzę wiele wytrwałości i zaufania. Jezus jest najlepszym LEKARZEM, a Maryja najlepszą PIELĘGNIARKĄ.

  • Otrzymał Pan wiele darów od Boga i Matki Najświętszej i proszę się na tym skupić. Na inne laski najwidoczniej musi Pan dłużej poczekać. Uratowanie od więzienia i kar finansowych to już ogromna łaska, a choroba żony to nie kara że Pan się modli. Może to jest właśnie działanie Boga by Pańska żona doceniła Pana, że Pan pomimo swojej choroby stara się wypełniać rolę męża i ojca. Jak człowiek jest zdrowy i „siedzi w tzw. wygodnym fotelu” to lepiej doradzać innym którzy mają wiele problemów. A tak może Pana żona zmieni do Pana swoje zachowanie, kiedy będzie musiała liczyć na Pana pomoc? Prosze się modlić i dać Bogu pole do działania poprzez ufność w Jego dobroć i wszechmoc. Z Panem Bogiem

  • Karą więzienia to mogą być zagrożone tylko poważne lewe interesy. Nic dziwnego, że wszystko się posypało. Bóg czuwa. Módl się.

    • Niekoniecznie lewe interesy. '” Niektóre zachowania oraz niektóre rodzaje zadłużenia mogą być jednak kwalifikowane jako przestępstwa albo wykroczenia. Tak staje się przede wszystkim:
      w przypadku unikania podatków – od 2 do 10 lat pozbawienia wolności,
      niezapłaconych grzywien – do 30 dni,
      zalegania z alimentami – do 2 lat pozbawienia wolności.
      Więzieniem może zakończyć się również działanie, które zostanie uznane przez sąd za próbę wyłudzenia kredytu – co ważne, przepisy zaliczają do tej kategorii również przedstawienie nieprawdziwej deklaracji o wysokości dochodów – przestępstwo to jest zagrożone karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

      Ustawodawca przewidział taką samą karę dla osób, które swoim działaniem (np. ukrywaniem majątku) udaremniają egzekucję komorniczą lub celowo wyzbywają się majątku ze szkodą dla wierzyciela.”

      • 1 Modlitwa
        2Leki
        3 Terapia
        Te trzy rzeczy pomogły mojej córce.
        Ma tę samą chorobę i analogiczna sytuację do Twojej. Teraz wychodzi na prostą. Dostała dobrą pracę. Wraca do nas i do normalnego, odpowiedzialnego życia.
        Z całego serca pozdrawiam i życzę tego samego.
        Musisz się pozbierać bo wyniszczysz rodzinę i siebie i zapewnisz diabłu radość a Jezusowi i Maryji smutek!

    • Chory na chorobę afektywną dwubiegunową może (nie musi !, ale może) w fazie manii podejmować całkowicie nieprzemyślane decyzje i zaciągać zobowiązania, którym nie będzie w stanie sprostać. Niektóre z nich (np. pożyczki, kredyty, różnego rodzaju decyzje finansowe) mogą niestety mieć konsekwencje prawne. Dlatego tak bardzo ważne jest, by człowiek chory był pod opieką lekarza i przyjmował leki.

  • „Rozmowa Miłosiernego Boga z duszą cierpiącą
    Jezus: Duszo, widzę cię tak bardzo cierpiącą, widzę, że nie masz siły nawet mówić ze Mną. Oto Ja sam będę mówił do ciebie, duszo. Chociażby cierpienia twoje były największe, to nie trać spokoju ducha ani się poddawaj zniechęceniu. Jednak powiedz Mi, dziecię moje, kto się odważył zranić twoje serce? Powiedz Mi o wszystkim, powiedz Mi o wszystkim, bądz szczera w postępowaniu ze Mną, odsłoń Mi wszystkie rany swego serca, Ja je uleczę, a cierpienie twoje stanie się źródłem uświęcenia twego.
    Dusza; Panie, tak wielkie i rozmaite są moje cierpienia, a wobec ich długotrwałości ogarnia mnie już zniechęcenie.
    Jezus: Dziecię moje, zniechęcać się nie można; wiem, że Mi ufasz bez granic, wiem, że znasz Moją Dobroć i Miłosierdzie – więc może pomówimy w szczegółach o wszystkim, co ci najwięcej na sercu leży.
    Dusza: Tak dużo mam różnych rzeczy, że nie wiem, o czym wpierw mówić, jak to wszystko wypowiedzieć.
    Jezus: Mów do Mnie po prostu, jak przyjaciel z przyjacielem. No, powiedz Mi, dziecię moje, co cię wstrzymuje na drodze świętości?
    Dusza: Brak zdrowia wstrzymuje mnie na drodze świętości, nie mogę spełniać obowiązków, ot, jestem takim popychlem. Nie mogę się umartwiać, pościć surowo, jak czynili święci; to znów nie dowierzają, że jestem chora, i przyłącza się do fizycznego cierpienia – moralne, i wiele z tego wypływa upokorzeń. Widzisz, Jezu, jak tu zostać świętą?
    Jezus: Dziecię, prawda, to wszystko jest cierpieniem, ale innej drogi nie ma do Nieba, prócz drogi krzyżowej. Ja sam przeszedłem ją pierwszy. Wiedz o tym, że jest to najkrótsza i najpewniejsza droga.
    Dusza: Panie, znowu przeszkoda i trudność na drodze świętości; dlatego, że jestem Ci wierna, prześladują mnie i wiele z tego powodu zadają mi cierpień.
    Jezus: Wiedz o tym, że dlatego że nie jesteś z tego świata, świat cię ma w nienawiści. Mnie on wpierw prześladował, to prześladowanie jest znakiem, że wiernie idziesz Moimi śladami.
    Dusza: Panie, znowu mnie zniechęca [to], że mnie nie rozumieją ani przełożeni, ani spowiednik w moich wewnętrznych cierpieniach. Ciemności zamroczyły umysł mój, i jak tu postępować naprzód? Tak mnie jakoś to wszystko zniechęca i myślę, że to nie dla mnie wyżyny świętości.
    Jezus: Oto, moje dziecię, tym razem dużoś Mi powiedziała. Wiem o tym, że jest to wielkie cierpienie być niezrozumianą i to jeszcze przez tych, których się kocha i przed którymi nasza szczerość jest wielka, ale niech ci wystarczy to, że Ja cię rozumiem we wszystkich biedach i nędzach twoich. Cieszy mnie twoja głęboka wiara, jaką masz mimo wszystko dla zastępców moich, ale wiedz o tym, że ludzie duszy całkowicie nie zrozumieją, bo jest to nad ich możność; dlatego Ja sam zostałem na ziemi, aby twe serce zbolałe pocieszyć i krzepić twą duszę, abyś nie ustała w drodze. Mówisz, że ciemności wielkie zasłaniają ci umysł, a więc czemuż nie przychodzisz w tych chwilach do Mnie, Który jestem Światłością i mogę w jednej chwili wlać w duszę twoją tyle światła i zrozumienia świętości, że w żadnych księgach nie wyczytasz tego, żaden spowiednik nie jest zdolny tak pouczyć i oświecić duszy. Wiedz jeszcze, że te ciemności, na które się żalisz, wpierw przeszedłem dla ciebie w Ogrodzie Oliwnym. Dusza Moja była ściśniona śmiertelnym smutkiem i tobie daję cząstkę tych cierpień, dla Mojej szczególnej Miłości ku tobie i dla wysokiego stopnia świętości, jaki ci przeznaczam w Niebie. Dusza cierpiąca jest najbliżej Mego Serca.
    Dusza: Ale jeszcze jedno, Panie: co robić, jeśli jestem odepchnięta i odrzucona od ludzi, a szczególnie od tych, na których miałam prawo liczyć, i to w chwilach największej potrzeby?
    Jezus: Dziecię moje, zrób sobie postanowienie, aby nigdy nie opierać się na ludziach. Wiele dokażesz, jeżeli zdasz się całkowicie na Moją Wolę i powiesz: nie jako ja chcę, ale jako jest wola Twoja, o Boże, niech mi się stanie. Wiedz, że te słowa, wypowiedziane z głębi serca, w jednej chwili wynoszą duszę na szczyty świętości. W takiej duszy mam szczególne upodobanie, taka dusza oddaje Mi wielką chwałę, taka dusza napełnia Niebo wonią swej cnoty; ale wiedz, że tę siłę, którą masz w sobie do znoszenia cierpień, musisz zawdzięczać częstej Komunii Św., a więc przychodź często do tego Źródła Miłosierdzia i czerp naczyniem ufności, cokolwiek ci potrzeba.
    Dusza: Dzięki Ci, Panie, za Twoją dobroć niepojętą, żeś raczył zostać z nami na tym wygnaniu i mieszkasz z nami jako Bóg Miłosierdzia, i siejesz wokoło Siebie blask swej litości i dobroci, a w świetle Twych promieni Miłosierdzia poznałam, jak bardzo mnie miłujesz.”DZ

  • Nie zamykaj się w sobie szatan zrobi wszystko żebyś właśnie tak myślał dasz radę ze wszystkim bo tam gdzie jest MARYJA nie ma nic do stracenia …zaufaj JEJ wszystko całe swoje życie a Ona będzie wiedziała co zrobić .Na koniec naszła mnie jeszcze jedna myśł JEZU TY się tym zajmnij ..za każdym razem wypowiedz te słowa nie jestes sam dołączam sie w modlitwie z NP

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!

    Zapraszamy

    na rekolekcje internetowe

    ze św. Józefem