Natalia: Prawdziwa miłość

Rok 2018 był dla mnie bardzo trudny. Zostawił mnie mężczyzna, z którym (tak mi się wtedy wydawało) chciałam zbudować swoją przyszłość. Początkiem 2019 roku musiałam przeprowadzić się do innego mieszkania i zacząć żyć na nowo. Dla mnie to był koniec świata. Wtedy natrafiłam na nowennę i postanowiłam się modlić..

Zaczęłam odmawiać modlitwę i prosiłam, aby mój były partner się opamiętał i wrócił. O nowennie czytałam sporo na forach i dotarło do mnie to, że nie mogę modlić się o czyjeś uczucia. Bardzo załamana, na lekach antydepresyjnych, sięgnęłam po różaniec i zaczęłam modlić się na nowo – tym razem o.. miłość. Tak mijały dni – dom, praca, różaniec. Wpadłam w rutynę i po kilku dniach zaczęłam zauważać, jak świat wokół mnie zmienia się na lepsze. W notatniku zapisywałam każdego dnia to, co mnie dobrego spotkało i byłam pewna, że to wpływ Matuli Przenajświętszej.

Diabeł mieszał. Robił wszystko, bym danego dnia nie odmówiła różańca. Wiele razy było tak, że w nocy usypiałam ale budziłam się i dokańczałam modlitwę. Przegrał. Matka Boska wygrała. Kiedy upłynęło 54 dni ja czułam się znacznie lepiej. Były mężczyzna się nie odzywał, nikt nowy również się nie pojawił ale ja wreszcie mogłam spojrzeć w lustro i uśmiechnąć się.

Nadszedł maj i pojawił się On. Miłość mojego życia, osoba mocno wierząca i odmawiająca ze mną różaniec. Jest przyjacielem i Aniołem Stróżem. Uwierzcie w Nowennę, bo ma cudowną moc!

  • Piekne swiadectwo, bardzo dziekuje. Potrzebowałam tego…. Zycze Błogosławienstwa i wszelkich potrzebnych darów od Boga.

  • Prawdziwa miłość Mateczki. Jestem w podobnej sytuacji, wyprowadziłam się w 2018 ,tylko cały czas tkwie w tej toksycznej relacji , modlę się ale też upadlam i nie daje rady. Słucham Jego pustych słów A czynów brak tylko obietnice, tak minął mi kolejny rok.

    • Jakiś czas temu pisała tu Beata, która kochała mężczyznę. On pojawiał się i znikał unikając jakichkolwiek deklaracji. Nie wiem, czy jesteś tą samą Beatą, ale to nie ma sensu. Minął kolejny rok… i minie następny. Beata, jak mężczyźnie zależy, nie ma siły, która go powstrzyma. Kiedyś też byłam dziewczyną zamiast – bo lepsza Ania niż nikt. Był sobie pan, który pojawiał się, znikał, potem znów pojawiał. Żadne deklaracje z jego strony nigdy nie padły, a ja nie wiedziałam na czym stoję. Otóż, ja nie stałam, tylko leżałam na łopatkach. Pan poznał miłość swojego życia i w rok było po ślubie. Można? można. Zrobisz jak zechcesz, ale sama widzisz, że mija kolejny rok, a pan nie potrafi się względem Ciebie zdeklarować. Nie chcę Cię ranić, ale jak pozna kobietę, którą pokocha, uwinie się w piorunującym tempie, a Ty będziesz jeszcze bardziej cierpiała. I jeszcze jedno – wymuszanie jakichkolwiek deklaracji też nie ma sensu bo takie małżeństwa potem się rozpadają. Jak mężczyzna nie chce małżeństwa, trzeba to wziąć na klatę i żyć dalej, a nie łudzić się i czekać aż pan się ożeni, … ale z inną panią. Beata, ja nie chcę Cię zranić moim komentarzem. Po prostu żal mi kobiet, które czekają na mężczyznę, gdy ten małżeństwa z nimi nie chce.

    • Beata skoro wiesz, że jesteś w toksycznej relacji to mam nadzieję, że jednak z niej wyjdziesz. Wiem że strasznie długo się wychodzi z tych relacji. Zastanów się może nad wizytą u psychologa. Albo skorzystaj z jakiejś grupy wsparcia na fb, zobaczysz, że nie jesteś sama. Od pewnych osób trzeba uciekać i przestrzegać zasadę zero kontaktu, choć nie wiadomo jakby korciło sie odezwać. Tak jedynie można zerwać toksyczną relację, w której jest się uzależnionym emocjonalnie. To chemia w mózgu nie pozwala Ci zerwać niszczącej Ciebie relacji.

  • A ja już modlę się w intencji meza od 2016 roku i nadal jestem sama. Pojawiali się jacyś mężczyźni przez ten czas ale gdy tylko oddawałam nasza relację Matce Bożej zawsze się kończyło. I nic z tego nie wychodziło. Czasami mam wrażenie że chyba nie nadaje się do związku i małżeństwa. . Chyba Bóg ma dla mnie przeznaczoną samotność. Choć jestem skromna osoba dobra ciepła o dobrym sercu. Wyrozumiala można na mnie polegać nie jestem klotliwa. Jestem las na religijna mam pracę zawód wyksztalcenie. Pracowita bardzo lubię dzieci. Kiedyś ktoś powiedział ze.Jestem idelana partnerka na żonę ale co z.tego skoro nikt mnie nie chce. Ostatni facet z jakim miałam do czynienia stwierdził że on nie widzi mnie jako swojej kobiety u boku ze niech ktoś inny mnie złapie. A tylko pokazywał mi w telefonie jakie to sobie kupił nowe łóżko. Nie wiem może przestraszył się ze jestem kobietą z wartościami i zasadami. Nie lecę na kasę i nie idę do łóżka na 1 czy kolejnej randce. Lubię jak mnie zdobywają mężczyźni. Ale widzę że cbyna w tych czasach takie kobiety jak ja nie mają szans na założenie prawdziwej kochającej się religijnej rodziny na wzór z rodziny z Nazaretu. O takiej marze

    • Ewo a ja mysle ze w końcu pojawi się ten mezczyzna który będzie na ciebie zaslugiwal i zalozycie taka rodzine o jakiej marzysz i tego ci zycze z całego serca .

  • Ja także modlę się o dobrego męża. Staram się ufać, upadam, chcę wierzyć i znowu upadam. Jest mi trudno.

    • Dziewczyny, Ewą i też Ania, ludzi trzeba poznać, przebywać w miejscach, gdzie przebywają, i tak znajoma znajomego
      Mamy tekie czasy, że wszyscy zamknięci w domach… Kontakty towarzyskie trzeba utrzymywać,
      Poznałam właśnie tak, że jakiś znajomy poznał mnie z kolejnym znajomym, smutne okoliczności, bo pogrzeb mamy znajomego, później ktoś urządził parapetowke, bo kupił mieszkanie i tak poznaje się ludzi, trzeba wyjść do ludzi, pomysłów tysiąc
      Wiem, że czasy takie, że nie sprzyjają poznawaniu ludzi, ale trzeba iść do ludzi, pomoc np sąsiadce przynieść zakupy że sklepu, może sąsiadka ma wnuka? Ten kolegów, Bo siedzenie w domu nikogo nie poznacie jeszcze przez następne 100 lat

      • Dziewczyny może napiszę coś, co nie wszystkim się spodoba ale trudno. A co z wyglądem? Oczywiście wnętrze bez dwóch zdań jest najważniejsze ale wygląd przynajmniej na początku nie jest bez znaczenia. Sama wiem po sobie, że jak mi się przytyje ….wtapiam się w tło. Ale jak schudne od razu mój self esteem rośnie. Widzę spojrzenia mężczyzn. Nie chodzi o próżne kokietowanie tylko ja się zmieniam. Jestem pewna siebie, silna psychicznie i to przyciąga mężczyzn….

        • Agnieszka ma rację, trzeba pójść do fryzjera, do kosmetyczki, mnie koleżanka jeszcze w szkole średniej nauczyła jak malować usta, dziś mnie to śmieszy, ale umiem mocnym kolorem pomalować usta, że wyglądam jak Marylin Monroe, bo umiem kontutowka zaznaczyć linie ust ważne wnętrze, ale wygląd też, same lepiej się poczujecie po wizycie u fryzjera
          Słowo daję, mężczyźni są wzrokowcami…
          Ważne to co ma się w głowie, ale wygląd też

          • Słusznie. Ale i „zbyt piękne” kobiety też onieśmielają mężczyzn albo powodują u nich chorobliwą zazdrośc 😉 Być brzydką- żle, być ładną- też ma to minusy… haha…moim zdaniem kluczem jest dbanie o siebie ale i samoakceptacja.
            Mam kolegę, który ma koszmarnie krzywe zęby i żaden ortodonta nie podejmuje się już leczenia…na dodatek ma zeza, który nie poddał się leczeniu i zostanie chyba do końca życia….ale kolega jest przesympatyczny, zadbany, pracowity i bardzo, bardzo radosny. Kiedy się śmieje wygląda pięknie i nieważny jest stan jego uzębienia! Jest duszą towarzystwa i nie narzeka na ” powodzenie” u kobiet ( tzn ,już jest w stałym związku)

            • Z kolegą trochę chybiony przykład. Raczej sprawdza się tu powiedzenie „byle od diabła trochę ładniejszy”. To, że kobieta ma powodzenie, też nie oznacza, że ktoś chciałby ją wybrać za żonę i bynajmniej nie chodzi o jej prowadzenie się. „Też Ania” jest w okolicach 40-tki. Niestety panowie w jej wieku i zbliżonym celują w 20-tki i 30-tki. Taka smutna prawda.

      • Do Gosi: jak masz porażkę za porażka to człowiek już traci nadzieję i się coraz bardziej zniechęca. I wtedy chyba już oficjalnie samoistnie wybiera samotność. Bo ciągle próbuje i ciągle się nie udaje. Mimo że się Stara.. i walczy do samego końca. Nawet wstyd powidziec Ale czasami nawet traci swoją godność. I wtedy chyba jest jeszcze gorzej. Wydaje mi mi się ze chyba przeznaczona jest samotność. Tak jak w piśmie świętym było napisane. Też nie wszystkie wychodziły za mąż. W tych czasach też tak jest. Nie wiem ile by się człowiek modlił jak się modlił do kogo się modlił to jak przeznaczone samotność to chyba nic i nikt tego nie zmieni.

    • Rozumiem Cię doskonale ;/ Niby poznaje ludzi, faceci się odzywają po czym okazuje się, że Ci których chciałabym poznać bliżej nagle przestają się odzywać, a ci którzy się odzywają okazują się zupełnie nie takimi jakich szukam. Nie uważam, żebym miała wygórowane wymagania. Zwyczajnie chciałabym, żeby facet radził sobie w życiu, wiedział czego chce i był szczery. Trafiam na facetów, którzy niby są męscy, zorganizowani ale interesują się kilkoma na raz, ale na „chłopców”, którzy chyba wiecznie byli wyręczani przez rodziców….;/ Być może czytając mój komentarz macie wrażenie, że wymagam od faceta deklaracji, za szybko się angażuje i przypieram go do muru, ale naprawdę nic z tych rzeczy. Stawiam na spokojny rozwój sytuacji i szczere rozmowy, przy czym pamiętam z doświadczenia, że o niektórych rzeczach warto przez pewien czas milczeć, żeby nie okazało się, że to mi zależy bardziej na rozwijaniu znajomości….

  • Dziewczyny, dbam o siebie (fryzjer – ładna fryzurka, ładne, gustowne ciuchy, delikatny makijaż). Jest faktem, że należę do osób nieśmiałych i raczej potrzebuję czasu żeby się przed kimś otworzyć. Być może dlatego ciężko jest mi zrobić dobre pierwsze wrażenie. Ja po prostu nie umiem być głośna, przebojowa i nie potrafię zwrócić na siebie uwagi. Jestem wśród ludzi, ale przyznaję, że czasem naprawdę trudno o nadzieję. Naprawdę, nie zamykam się w domu.

    • Aniu i nie musisz być inna. Nie zmieniaj się na siłę. Pamiętam jeden z pierwszych video clipów kombi. Trochę toporny ale całkiem dosadnie pokazywał żeby nie zmieniać się na siłę bo gdzieś jest twoja bratnia dusza. Ja też jestem nieśmiała. Ale gdy dobrze się czuje w swoim ciele to mogę przenosić góry. Zmieniam się i jestem pewna siebie. I właśnie to podoba się mężczyznom. Wcale nie modne fryzury czy markowe ciuchy ani hybrydy na paznokciach.

    • Też Aniu, obracasz się wśród tych samych osób, nie wchodzę nikomu z butami do życia, u fryzjera byłam ostatnio rok temu, jestem szczera w tym co robię, z kosmetyków używam szamponu i mydła, zrezygnowałam z robienia makijażu, a mężczyźni lgna do mnie, bo jestem czczera i autentyczna w tym co robię
      Też Aniu, zmień otoczenie, zmień ludzi z którymi przebywasz
      Pewnie ciągle wśród tych samych przebywasz
      Zapisz się do chóru, pomóż biednym dzieciom odrabiać może w Twoim otoczeniu masz osoby, które chcą pomilczec przy herbacie
      Nie trzeba być miss województwa, trzeba ochoczo rozmawiać z ludźmi, a jeszcze lepiej umieć ich słuchać

      • tak swoją drogą, gosiu, to używanie tylko mydła i szamponu jest po prostu niedobre dla skóry i włosów. 🙂

        • A dlaczego? Mydło używam do skóry, rece, nogi, szampon do mycia wlosow
          Coś dziwnego w tym?

          • mydło ma zupełnie inne ph niż skóra, stąd bardzo je wysusza i napina. zawsze dobrze stonizować sobie twarz i czymś domknąć pielęgnację. jeśli chodzi o szampon, to delikatny, bez sls i sles (takie tylko raz w tygodniu) i codziennie odżywka. 🙂

            • Ale o tym każdy wie, nie używam mydła do twarzy, przecieram wodą micelarnai krem nawilżający jako baza
              O tym wie chyba każda kobieta i to są najbardziej odległe mi sprawy, kosmetyków kolorowych przestałam używać 1,5 roku temu, kiedyś wrócę, ale nie teraz, szkoda mi czasu, leżę w łóżku, do łazienki wioza mnie na specjalnym podnośniku, wszystko kwestią przyzwyczajenia
              Inne priorytety
              Nawet nie mieszkam u siebie.. Także takie sprawy jak dbanie o skórę twarzystały mi się odległe, radość mam jak co rano zawiodzą mnie pod prysznic i wtedy jestem szczęśliwa 🙂 póki co wystarcza

            • nie, tego niestety nie wie kaźda kobieta…
              no, to zmienia postać rzeczy. pamiętaj tylko, żeby zmywać płyn micelarny, bo są w nim detergenty.

      • Też Aniu, niedaleko mnie jest ośrodek dla niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie dzieci
        W tym samym budynku chodziłam już jako dorosła na kurs języka obcego, małe grupy, po 8 osób, więc chodząc niechcąc poznaliśmy się dosyć dobrze
        Podczas przerw rozmawiałam z tymi dziećmi, po miesiącu zaczęły rzucać mi się na szyję, brakowało im rozmowy, mam uprawnienia pedagogiczne, wymóg na studiach,
        Nigdy nie chciałam pracować z dziećmi, a wtedy to specjalnie przychodziłam wcześniej, żeby okazać im zainteresowanie
        W każdym mieście są takie miejsca, świetlice dla dzieci, świetlice dla osób starszych, zrób kurs i będziesz mogła pomagać…
        Poznasz nowych ludzi, zupełnie spoza środowiska w jakim przebywasz

        • Gosiu a moim marzeniem jest zostać wolantariuszka w hospicjum ,tylko na razie nie mogę się podjąć tego ,ze względu na moja prace ,ale jak już nie bebe musiala pracować na pewno zostane wolontariuszka ,albo będę odwiedzala wlasnie taki ośrodek o jakim napisalas.

        • Gosiu, na pewno wezmę sobie to do serca. Dla mnie wolontariat to coś czego człowiek podejmuje się na stałe. Przecież te dzieci, czy chorzy też się przyzwyczajają i NIE WOLNO ich potem zostawić. Mam znajomą, która na studiach podjęła się wolontariatu w domu dziecka, ale ona tam już została, bo tych dzieci już nie wolno zostawić. Dla nich to niewyobrażalna trauma. Ona im towarzyszy cały czas. Twoja propozycja jest do przemyślenia i mądrej, bardzo świadomej decyzji.

          • Miałam na myśli chodzenie jako wolontariusz np na oddziały szpitalne, na chirurgie, ortopedie, na oddział chorób wewnetrznych itd
            Nikt w szpitalu nie spędza 20 lat
            Wolenotariusz czyta dzieciom książki, rozmawia, nie dostaje za to wynagrodzenia, poświęca swój czas
            Zależy od ośrodka, zazwyczaj dzieci przebywają tam czasowo, jak w sanatorium, w szpitalu też nie przebywa się latami
            To mam na myśli pod określeniem wolontariusz, co innego być pracownikiem , co innego wolentariuszem
            Ja jeszcze w szkole średniej chodziłam jako wolontariusz do dziecięcego szpitala, kurs musiałam ukończyć i tyle
            Poswiecalam swój czas, nie dostawałam wynagrodzenia
            Czytać umiałam, rozmawiać też, i tyle
            I chyba nikt traumy nie miał, choć z moją dykcja zawsze było kiepsko
            Wolentariusz robi właśnie takie proste rzeczy
            I to miałam na myśli
            Zresztą nikt z zewnatrz nie może zmienić opatrunku, nie podaje leków itd,

  • Bez urazy, ale: „Były mężczyzna się nie odzywał, nikt nowy również się nie pojawił ” , „Nawet wstyd powidziec Ale czasami nawet traci swoją godność.” no to niezłe macie punkty odniesienia w życiu. Zastanówcie się, czy to wasze „chcę wziąć ślub” nie znaczy naprawdę w głębi serca „muszę, muszę” i dlatego jest taki klops

    • Myślę, że wiele małżeństw się rozpada dlatego, że ktoś miał plan „mąż/żona, dziecko, szczęśliwa rodzinka”. Pojawił się kandydat na męża/żonę, a więc „surowiec” do zrealizowania marzenia i nieważne jaki on jest, po ślubie najwyżej podda się go „obróbce” czytaj – dostosuje do naszej wizji idealnego małżonka. Często nie zadajemy sobie trudu by poznać tę drugą osobę, a w wielu przypadkach wręcz wzbraniamy się przed prawdziwym poznaniem tej osoby, bo mogłoby się okazać, że nie pasuje do sielankowego obrazka.

      • Po pierwsze serce nie sługa. Ja miałam narzeczonego choleryka. Rozstaliśmy się bo się bałam przyszłości. Wyszłam za mąż za dobrego, spokojnego itd …i właśnie ten mnie oszukiwał. A ten mój choleryk czeka na mnie już 13 lat. Miłość jest nieprzewidywalna. Dziewczyny nie katujcie się wiekiem. Mam kilka przykładów z życia, że mężczyźni wybrali kobiety starsze od siebie. Jeszcze raz podkreśle że kobieta musi o siebie dbać. Wtedy jest pewna siebie. I nie chodzi tu o makijaż, ciuchy itd tylko o zgrabną figurę. To co piszę wynika z moich osobistych obsercji. Oczywiście zawsze są odstępstwa od reguły…

    • Wierna, po części się z Tobą zgadzam, a po części nie. Człowiek nie chce być sam, chce kochać i być kochanym i to jest naturalne. Samotność boli i trudno żyć z dziurą, którą wypełnić może tylko ten konkretny drugi człowiek – mąż/żona. Niewybrana, niechciana samotność naprawdę boli. Zwłaszcza gdy człowiek wie, że ma w sobie miłość, którą chce obdarować męża/żonę, dzieci. Boli, gdy chcesz kochać i być kochaną, a tego nie ma. Inna sprawa, że dobrej relacji nie da się zbudować na siłę, o czym napisała Nieodpowiednia. Zgodzę się, że wiążąc się z kimś na siłę, można zrobić krzywdę sobie i tej drugiej osobie. Takie małżeństwo może zakończyć się rozwodem. Dobre relacje po prostu się dzieją, nie da się ich wymusić ani przyspieszyć. Ja naprawdę jestem realistką i wiem, że małżeństwo nie jest sielanką tylko ciężką pracą nad relacją, ale właśnie takiej ciężkiej pracy chcę, a to się nie dzieje.

      • Aniu, pewnie slyszalas juz wiele rad i historii, od siebie moge dodac, ze kazde powolanie jest dobre, bo proponuje nam je Pan Jezus – ciezko powiedziec, czy nasz stan powinien byc nazwany niechcianym? Bardziej chyba zle wykorzystywanym. A prawdziwie wypelnia tylko Bog. Napisalas, ze jestes gotowa podjac ciezka prace nad relacja. A moze Bog nie chce Ci dawac ciezkiej pracy? I tak sie rozmijacie w wizjach od lat? A jesli chcesz ciezkiej pracy, to moze wlasnie milosc, ktora pragniesz obdarzyc meza i dzieci, ma pojsc jednak w strone innych jej form, zeby jeszcze lepiej sie jej nauczyc.

      • „Nie narzucaj sobie żadnych sztywnych zobowiązań. Ją będę pobudzał twe serce i dawał czas na wszystko, czego pragnę od ciebie.
        Bądź czujna i dostosowuj się do Moich życzeń na bieżąco, z chwili na chwilę. Żyj chwilą obecną i Moją Miłością. Czy niemowlę na ręku Ojca troszczy się o cokolwiek lub wybiega myślą naprzód?
        Bądź zupełnie zdana na Mnie i zupełnie wolna od wszelkich trosk i planów. Pragnę cię mieć gotową na każde Moje wezwanie, całkowicie dyspozycyjną.
        Jeśli masz jakieś sprawy do załatwienia, oddaj Mi je i czekaj na Moją inspirację do tego, co czynić i na Moje działania. Pragnień i tęsknot innych niż pragnienie Mojej chwały i tęsknoty do Mojej Miłości nie powinnaś mieć.
        Wszystko otwieraj i składaj przede Mną nieustannie. Potężnego masz Oblubieńca – Jemu zaufaj.”
        Rozmowy Pana Jezusa z Alicją Lenczewską. Aniu, Tobie również polecam książkę „Świadectwo. Dziennik duchowy”. Sądzę, że znajdziesz tam parę odpowiedzi na swoje pytania. Z Panem Bogiem

        • Jazz – cieszę się, że odezwałaś się na forum. Przepraszam, że wtrącam nie na temat, lecz jeśli miałabyś trochę czasu, to zajrzyj na świadectwo: Beata i przesłanie na listopad – „Musimy opróżnić czyściec” z 6.11.2019 roku. Może masz nieco wiedzy i swoją opinię na ten temat. Znów rozpętałam małą burzę, ale myślę że wzejdzie słońce. Polecam przeczytać to od A-Z jeśli czas pozwoli. Pozdrawiam i życzę miłej Świątecznej Niedzieli! Gabriela

  • Drogie Panie, dziękuję. Jest prawdą, że dostałam już wiele rad i większość z nich została udzielona ze szczerego serca i chęci pomocy. Chcę być gotowa na każdą ewentualność – zarówno na małżeństwo jak i to, że jednak zostanę sama. Bez względu na to jak potoczy się moje życie, będę musiała żyć dalej, choć nie ukrywam – samej gdy się tej samotności nie wybrało, jest naprawdę trudno. Przyznaję, że nie jestem wolontariuszką gdyż zawsze patrzyłam na wolontariat jak na decyzję już na cale życie. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nawiązuję więź z dziećmi czy z chorymi i pewnego dnia przestaję do nich przychodzić. Tu już nie ma, że praca, dyżur, druga zmiana, zmiana sytuacji życiowej. Moja koleżanka przychodzi do domu dziecka do pewnego rodzeństwa i będzie im towarzyszyć już zawsze, bo takich dzieci (jak zresztą każdych) się nie zostawia. Druga sprawa to na ile będę w stanie odpowiedzieć na potrzeby podopiecznych, a na ile zaspokajać moje własne niezrealizowane potrzeby i ambicje – tu już trzeba wielkiej rozwagi i mądrości. Wolontariatu nie wolno podejmować bo chcę zaspokoić swoje potrzeby. Wolontariat podejmuje się bo chcę, mogę i potrafię odpowiedzieć na potrzeby drugiego (chorego, opuszczonego). Jest to pomysł do mądrego rozważania. Dobrej niedzieli i dobrze, że jesteście.

    • Też Aniu, ale np chodzenie do szpitala na oddział to te dzieci wiecznie w szpitalu nie są
      Na różnych oddziałach są dzieciaki, tych trudnych onkologicznych i tych wewnętrznych, ortopedyczny h, chirurgicznych itd
      Czasem zostawi one same sobie, bo rodzice daleko mieszkają i takie dziecko potrzebuje pomocy, zabawy, rozmowy, czasami wystarczy przeczytać im bajkę…
      W ośrodkach też nie przebywają cały czas, zależy od ośrodka
      Te dzieciaki w końcu wychodzą do domu
      Tylko trzeba mieć badania własnej osoby, żeby nie zarażać dzieci to wszystko
      Źle rozumiesz wolentariat
      Właśnie jako wolontariusz czytasz im bajki, książki dla młodzieży, a z osobami dorosłymi rozmawiasz
      Nie robisz opatrunkow, to robią pielęgniarki, lekarze
      Po prostu nie dostajesz wynagrodzenia za swoją pracę, na tym polega wolentariat
      Z tego, co wiem, właśnie takich osób poszukują różne ośrodki

  • Ciężko jest kogoś poznać, szczególnie takiego mężczyznę, który będzie szanował czystość itd. Jak się ma 20+ szansa na pewno jest, po 30+ to już mniej prawdopodobne. I tu wcale nie chodzi o wygląd zewnętrzny itd. Są w moim otoczeniu kobiety niezbyt urodziwe (wg mnie) i mają mężów. Po prostu trzeba trafić na taką osobę, której będziemy się podobać, a ona nam. To, że ktoś dla kogoś jest piękny lub brzydki nie oznacza, że będzie w ten sam sposób postrzegany przez każdego człowieka.

    • Niepasujący Elemencie, to samo.. Trzeba zmienić otoczenie.. Wyjść do ludzi.. Okazać trochę serca..
      Każdy przebywa wśród tych samych osób a wtedy to ciężkie poznać nowe osoby
      Sposobów jest mnóstwo, kolega kolegę przyprowadza a Ty Elemencie Niepasujący koleżankę i idziecie np do kina… W jakiś wolny dzień
      Tylko trzeba się umówić że znajomymi i każdy zabiera kogoś na wspólne wyjście do kina
      To tylko przyklad
      W dużym mieście jest łatwiej, w małych za to ludzie nie mają takich kłopotów, bo wszyscy się znają i dokładnie wszystko o sobie wiedzą
      Czasem też czuję się jak niepasujący element

      • Moje koleżanki zajęte, spędzają czas z mężami albo dziećmi, albo wyjechały. Mi pozostaje tylko poznawanie przez internet. Ale tym już dawno się znudziłam.

        • Wszystkie zajęte? Nie chcę mi się w to wierzyć A kolegów nie masz?, szkoły koedukacyjne były już od dawna
          Z podwórka jacyś znajomi
          Przez net też można, tylko trzeba się umówić w realu, żeby nie było nieporozumien

          • Niestety każdy poszedł w swoją stronę, jak mają faceta to pilnują go, żeby nie uciekł . Wiele osób przyjaźni się żeby mieć jakąś korzyść, np.notatki na studiach itd. A potem żyją swoim życiem. Ja mieszkam na wsi z dala od wielkomiejskich rozrywek. I też czasami jest na portalu randkowym wolny, wartościowy facet, ale odległość z automatu go odstrasza. W pracy mam koleżanki mężatki, ale z nimi to tylko spotkanie w domu wchodzi w grę, bo mają małe dzieci.

          • Myślę że każdy ma coś tam zapisane. Nie ma jednego sposobu. Jeden siedzi w domu i pozna kogoś na przystanku lub w necie, Inny będzie szukać wytrwale całe życie i nic. Moja kuzynka ma 33 lata i naprawdę zawsze była bardzo rozrywkowa, nigdy nie siedziała w domu. Jest sama. Chyba nie muszę nic dodawać.

            • Ale nic nie ma nigdzie zapisane, wg wiary rzymsko katolickiej to sami sobie układamy życie jak chcemy, bo Pan Bóg dał nam wolną wolę, Nie trzeba być ani na siłę rozrywkowym, ani melancholijnym, trzeba być sobą
              Ja w ten sposób poznałam mnóstwo nowych ludzi, kolega poznał mnie ze swoimi znajomymi, potem jakieś wyjście do kina, wspólna impreza, nawet kiedyś ciągnęli mnie na wyjazd do stolicy, zupełnie nie miałam ochoty jechać do jakiś koncert, ale pojechałam, tluklam się godzinami w samochodzie, zrobiłam kanapki i było naprawdę fajnie
              Trzeba tylko grupę znajomych zebrać i potem już naturalnie wszystko idzie
              Ktoś gra na gitarze, ktoś ma pomysł na to gdzie pójść
              Nie mamy nigdzie nic zapisane, to nie w tej wierze

            • Gdybym miała grupę znajomych chętnie spędzalabym czas jak opisujesz. Ja zawsze miałam różne koleżanki z którymi przyjaźnilam się oddzielnie. W czasach szkolnych spotkania w grupie jak najbardziej. Na studiach już nie. Wiesz jak się ma naście czy 20+ lat to spotkania paczki znajomych są bardziej prawdopodobne niż ludzi 30+ z rodziną na głowie. Z czasem każdy pilnuje swojego gniazdka i nie zajmuje się samotna koleżanka. Takie życie.

            • No tak… Tylko to gniazdko często jest z drutów kolczastych, sielanki brak, sielanka tylko w książkach z okresu romantyzmu, tak to twarda rzeczywistość
              Więc nie myśl w tych kategoriach, że wszyscy szczęśliwi i tylko los w tylek daje Tobie
              Jak masz koleżanki, nawet z obrączka na palcu to mąż koleżanki ma kolegów, może odwiedzić czasem taką koleżankę
              Przecież nie wydrapie Ci oczu, bo z mężem rozmawiasz
              Ja nawet bawiłam dziecko koleżanki, w tym czasie wpadł kolega męża koleżanki i zdziwiony pytał a gdzie gospodarze, śmieszne sytuację wychodzily
              W taki sposób można poznać naprawdę wiele osób

            • Nie wnikam na ile kto w tych małżeństwach jest szczęśliwy, bo tego nie da się sprawdzić a wiadomo, że każdy ma swój krzyżyk. Mi bardziej chodzi o to, że podsumowując swoje życie mimo problemów i trudności wychodzi się na plus, bo ma się np. dzieci itd. A jak ktoś jest samotny to coraz częściej budzi politowanie. Człowiek samotny w społeczeństwie jest wybrakowany.
              Muszisz być młodą osobą bo okoliczności, o których piszez dla mnie już dawno minęły. Ludzie w moim otoczeniu pilnują swojego gniazdka. A np. moja najlepsza koleżanka znalazła sobie faceta i tak go pilnuje, że nie ma już dla mnie czasu. Żyjesz w innej rzeczywistości niż ja.

            • Tylko chcesz po prostu urodzić dziecko, czy spędzić resztę życia u boku kogoś, kto Cię rozumie?
              Jedni mogą mieć dzieci, inni nie, różnie bywa
              Jak koleżanka pilnuje faceta to ich sprawa
              Uciekaj od takiej koleżanki
              Przez net próbowałaś się z kimś spotkać w realu?
              Spróbuj
              Bo co innego w necie pisać, a co innego w realu, jak już minie okres uśmiecha i się i kadze nia sobie wzajemnego

            • Szukam od wielu lat przez internet, wiele spotkań, dużo rozczarowań. Wydałam mnóstwo pieniędzy na ubrania, kosmetyki itd. Kupiłam sobie nawet porządny aparat, robiłam wiele sesji. Bardzo dużo mnie to kosztowało zdrowia, czasu i pieniędzy. Efekt żaden.
              Poza tym, chciałabym zbudować rodzinę na chrześcijańskich wartościach, mam 32 lata i nadzieja gaśnie. Jestem zmęczona poszukiwaniami, tyle razy się nie udało a ja nie jestem ze stali, żeby pół życia przeznaczyć na beznadziejne poszukiwania. Cierpliwość się kiedyś skończy.

            • To może dziwnie zabrzmi, ale przestań szukać, niech Cię znajdzie ten, na którego czekasz

            • I naprawdę znajomi znajomych to najlepsza metoda ta poznanie kogoś
              Bez usilnej chęci na założenie rodziny, mężczyźni to wy czuwają i uciekają gdzie pieprz rośnie, boją się takich kobiet

            • Bez napięcia, że chcesz tu i teraz
              A życie samo się ułoży

            • Od przyszłego roku planuję usunąć konta na portalach randkowych i zająć się pracą, bo tylko to mi pozostało :(.

            • Zobacz, masz pracę, czyli pewnie z ludźmi przebywasz
              Teraz zauważyć tego, który czeka na dobre słowo od Ciebie, a nie ma wyglądu jak z seriali
              I nie zadreczaj się niespelnionym macierzynstwem, żyj i bądź soba

            • Pracuję z dziećmi, szansę na poznanie kogoś w pracy = 0. 🙂

            • Nie chcę być złośliwa, ale masz szansę poznania jakiegoś samotnego tatusia dziecka:)
              Pracowałam z młodym wdowcem, 2 dzieci na głowie, fajny człowiek, uroczo wpadal do mojego pokoju i wyciągał mnie na papierosa, którego zresztą nie paliłam, takich samotnych tatusiow jest sporo, kobiety się wciąż emancypuja:)
              Także głowa do góry, poznasz w końcu kogoś…

            • Nie, mnie interesują mężczyźni bez przeszłości 🙂

            • Ja nie szukam na siłę, nie jestem zdesperowana. Mnie też nie zmusi się do niczego, a szczególnie do miłości. Po prostu nie mam szczęścia w tej kwestii i koniec. Poznałam kiedyś bardzo wartościowego mężczyznę, ale widząc jego brak zainteresowania, odpuściłam. Nic na siłę, to oczywiste.

            • NiepasującyElement nie wiem czemu, ale czytając Twoje komentarze, pomyślałam o moim Przyjacielu i muszę to napisać 🙂 On również jest sam.
              nie wiem w jakim jesteś wieku, ale może wymienicie się telefonami ? 🙂
              Karol to bardzo dobry i szczery człowiek – ma 34 lata 🙂

            • Niepasujacy Elemencie, propozycja Beaty, najwyżej się poznacie i będzie kolejny znajomy, mailami sie wymiencie
              Naprawdę

            • Dziękuję za propozycję, ale chcę pozostać anonimowa na tym forum.

            • oczywiście nic na siłę…
              jeśli chcesz- ja podam Ci mój adres emailowy i się do mnie odezwiesz sama, jeśli nie chcesz – rozumiem
              tak naprawdę nie masz nic do stracenia, najwyżej będziesz miała kompana do szczerych rozmów 😉

            • „Politowanie”? Człowiek samotny w społeczeństwie jest wybrakowany”? Patrząc po tych wpisach, tak bardzo skupiasz się na kwestii roli społecznej, że zapominasz o tym, aby żyć. A akurat wartości chrześcijańskie zawsze odstraszają większość potencjalnych kandydatów – i całe szczęście. A prawdą też jest, że w późniejszym wieku 40, 50+ , wbrew pozorom, można spotkać (oprócz kompletnych katastrof) interesujących facetów. Jestem w podobnym wieku, samotna z wyboru (można tak żyć blisko Jezusa? można i najpiękniejszy dar, jaki otrzymałam), więc wydaje mi się, że mam trochę większy dystans, może Ci to pomoże. Z powodu dość „męskich” hobby oraz pracy (branża techniczna) w zasadzie przyjaciół i kolegów to ja mam tylko panów. Choć nie jestem zainteresowana, parę perełek po świecie chodzi. Z jakiego jesteś regionu, można coś zorganizować 🙂 Czasem trzeba zmienić lokalizację. Zresztą sposobów na poznanie we własnym zakresie kogoś jest masa, zostaw ten internet, bo to strata czasu – np. w parku na spacerze wiele starszych pań żali mi się, że mają samotnych, porządnych wnuków (więc młodsi też dostępni), paru moich kolegów (wiadomo, że żonaci), jest z mniejszych miejscowości i z w wielodzietnych rodzin, więc na 6-8 braci na pewno któryś jest jeszcze kawalerem i do tego ta masa kuzynów… i tak to działa właśnie. Ponadto jak pisze Ona – wspólne pasje. Czym się interesujesz? A koniecznie musisz mieszkać na wsi? Nie patrz zresztą aż tak na odległość, nie żyjemy w XIX wieku, kiedy dojazdy stanowiły problem.
              Odpowiedz sobie na te pytania i, moja Droga, zacznij oddychać, bo skazując się na tak negatywne emocje, stajesz się w pewnym stopniu nieatrakcyjna (a na pewno tak nie jest).

            • Jesteś samotna z wyboru, a to zmienia postać rzeczy. Ja żyję w samotności nie z własnego wyboru, wtedy to jest udręka. Presja społeczna? Staram się cieszyć swoim życiem, czerpać z jego pozytywów, ale jak słyszę, że jestem sama, sama, to mnie to rani nie dlatego, że ktoś tak mówi, ale dlatego, że tego bardzo pragnę a lata mijają i dalej nic. O to chodzi. Jestem spełniona zawodowo, znam język obcy, mogę sobie pozwolić na wiele rzeczy, o których kiedyś mogłam sobie pomarzyć. Ale kolejna wycieczka czy buty nie zaspokoją potrzeby posiadania rodziny. Jestem otwarta na zmiany, odległość nie jest dla mnie problemem. Ale to wszystko po prostu się nie klei i tak niestety było zawsze…

            • Wiem że mamy wolną wolę, ale nie zakochany się z naszej wolnej woli, nie sprawimy, żeby nas ktoś pokochał, to jest niezależne od nas. Jedni szukają całe życie i nie znajdują, inni specjalnie się nie wysilają i mają to, o czym ja mogę sobie co najwyżej pomarzyć (męża, dzieci).

            • Tym co ludzi najczęściej zbliża są wspólne pasje, albo podobne przeżycia, problemy, szczególnie w późniejszym etapie życia, tzn. dojrzalszym, chociaż nie tylko. Wiele znajomości z młodzieńczych lat po prostu się wykrusza, bywa też, że w późniejszym okresie życia są odnawiane, nie jest to reguła, ale tak często bywa.

            • Miłość przychodzi z czasem, najpierw jest zauroczenie, miłość przychodzi z czsem
              Już po pierwszych awanturach, jeszcze nikt nikogo nie zmusil do miłości, najpierw musi być wspólnota celów
              Wspólne wartości itd, a miłość to duuuzo później

            • No właśnie, najpierw zauroczenie. Bez niego nie pojedziesz dalej. Ono jest niezależne od człowieka. Dziwnym trafem w moim przypadku to zauroczenie jest zawsze jednostronne…

            • Co za dyskusja sprostowanie dla tych, którzy nie myślą logicznie nad tekstem który czytają. Ja jestem panną i było napisane ze modlę się od 2016 r. W intencji znalezienia meza. I że jestem samotna A chciałabym wyjść za mąż i założyć rodzinę na wzór sw. Rodziny z Nazaretu. W tych kilku zdaniach ja nie widzę wzmianki o tym ze jestem mężatką i na dodatek żyje z jakimś facetem w grzechu. Czytajcie ze zrozumieniem tekst. Co do reszty komentarzy. To pasujący element ma rację. To ze wychodzisz gdzieś i spotykasz ludzi nawet sama zaczynasz rozmowę to.Nic nie zmieni. Bo co z tego ze Ty chcesz się z ta osoba zaprzyjaźnić jak ona z Tobą nie chce. I żadnej presji się nie wymusza jest się sobą. Po drugie co do czystości to też nie jest to zasada bo kobieta mogła mieć kilku partnerów seksualnych i może być doceniona i szacowana przez faceta a może być dla niego ,,K” tak samo jak z porządną dziewczyną mimo ze ma wartości może być nie szanowana A może być wręcz przeciwnie. Mi się wydaje ze to chyba trzeba trafić na tego odpowiedniego oczywiście trzeba o siebie zadbać delikatny makijaż umyte włosy paznokcie zadbane. Ale trzeba być autentycznym być sobą bo co ma być to będzie. Jedna osoba kiedyś się wypowiadala ze była dziewicą i poszła z facetem do łóżka i ja zostawił potem spotkała faceta i z nim nie poszla i tez ja zostawił. Jaki wniosek ?

            • Gdziekolwiek nie spojrzę, te tematy wywołują zawsze wiele emocji. A wynika to z tego, że w Kościele nie ma wystarczającej opieki duszpasterskiej nad ludźmi stanu wolnego (z reguły mówimy tu o ludziach 35+ ale niekoniecznie), co zostało nazwane w dużym skrócie – samotni. Nawet tzw. wspólnoty dla singli nie zawsze w pełni odpowiedzią na problemy tych osób, wszak singiel w takiej wspólnocie jest traktowany jako potencjalny kandydat do małżeństwa. Nie będę ukrywać: mierzi fakt, iż na świecie zastanawiają się nad aberracjami typu zlikwidowanie celibatu czy dopuszczenie kobiet do kapłaństwa, a zapominają o problemie, z którym zupełnie sobie nie poradzono – problemie ludzi, o których piszę, a piszę to jako osoba będąca bardzo blisko Kościoła. Na jednorazowym spotkaniu zorganizowanym w parafii przyszło około 50 (nieraz nie ma tylu u nas na mszy św.) osób borykających się z tym, w dodatku byli to ludzie z jednego tylko osiedla. Pomimo zainteresowania nie zaproponowano dalszych spotkań, duszpasterze nie mieli pomysłu na dalszą pracę. Wielu wiernym nie są nawet znane inne formy życia w Kościele, swoją wiedzę opierają na obiegowych opiniach, automatycznie odrzucając alternatywy. Podejście typu „małżeństwo albo nic” jest niewłaściwe, bo narzuca wam życie w poczuciu przegranej, a do beznadziei błyskawicznie dokleja się mąciciel z dołu. Jeżeli w przeciętnej parafii nigdy nie usłyszymy kazań skierowanych konkretnie do ludzi stanu wolnego, zawsze pozostanie w nich poczucie wybrakowania. Dlatego proszę o modlitwę w intencjach dostrzeżenia i większego zrozumienia problemu samotnych w Kościele. W dobie postępu technicznego ludzie coraz bardziej będą ograniczać relacje na żywo i problem tylko się pogłębi.

            • Pełna zgoda. Dokładnie tak jest. Byłam na spotkaniach katolickiej grupy dla singli. Spotkałam naprawdę fajne dziewczyny i panów o mocno kontrowersyjnych poglądach. Jeden z nich głównie siedział przy stole i czekal na podanie kawy i herbaty. Pozostali panowie byli zainteresowani głównie polityka. Tylko, że ja spalilabym się że wstydu gdyby mój maz miał takie poglądy. Przestałam tam przychodzić.

            • Moim zdaniem miłość musi przyjść samoistnie. Albo przyjdzie albo nie. Trzeba wyluzować i wrzucić na luz. Nie goraczkowac się z tym. Zająć się sobą. Oddać to Bogu. Trudno trzeba zawsze przyjąć wolę Boga. Modlimy sie o to, chcemy, czekamy … a to nie przychodzi może za bardzo chcemy. I dlatego nie mamy. Być moze na wszystko jest odpowiedni czas. Może ta osoba nam przeznaczona jeszcze dorasta, dojrzewa jak owoc. Może jeszcze ja Bóg szlifuje. Wydaje mi się ze jest ciężko a nawet bardzo w tym czekaniu Ale w głębi serca wiem ze jeżeli tyle się czeka tyle się modli w tej intencji żyje nadzieja to musi to być naprawdę ktoś wyjątkowy. I wyjątkowe będzie to co między nami będzie. Być może jedyne, prawdziwe, mocne. kiedyś byłam w kościele na wystawieniu najświętszego sakramentu było parę osób. Każdy modlił się w ciszy indywidualnie. Chyba z 1 h siedziałam patrzyłam się w najświętszy sakrament łzy same leciały po policzku. Jezus wiedział jakie mam potrzeby serca. W głębi duszy zapytałam się go mówię Jezu wiesz jaka jestem wiesz o czym marzę ciągle się modlę o to proszę daj mi jakiś znak czy dobrze robie czy to jest zgodne z twoją wolą może odpuścić może to nie jest dla mnie. Daj mi jakiś znak podpowiedz czy czekać czy zająć się czymś innym. I nagle słuchajcie słyszę taki wewnętrzny głos NIE MARTW SIĘ MARYJA WYPROSILA CI CUDOWNEGO MĘŻA O JAKIM NAWET NIE MARZYLAS ALE JESZCZE NA NIEGO MUSISZ POCZEKAĆ JESZCZE NIE CZAS. I po tych słowach ogarnął mnie taki spokój i radość. Trzeba oddać to Bogu. Pomodlcie się szczerze i prawdziwie oddajcie to Bogu zapytajcie się go jakie jest wasze powołanie

            • Ewo masz stuprocentową rację. Dokładnie tak jest. W kwestii miłości, relacji nie da się nic zrobić na siłę. Pozdrawiam

  • Dziękuję Wam za wszelkie sugestie i komentarze, pozdrawiam serdecznie 🙂

    • NiepasującyElemencie, chyba wszystkie dostajemy masę porad i większość z nich jest naprawdę ze szczerego serca i chęci pomocy… ale, no właśnie, ale gdyby to było takie proste, nie byłybyśmy singielkami. Chyba wszystkie doświadczyłyśmy, że w tej kwestii nie da się nic na siłę. Pozdrawiam w niedoli.

    • Przykro się to czyta , ale sam jestem 24 letnim singlem. Miałem parę dziewczyn w przeszłości , ale jak zacząłem interesować się Jezusem to postanowiłem żyć zgodnie z Ewangelia , przynajmniej próbować. No i jest cholernie ciężko , jak patrzę na znajomych, którzy mają dziewczyny i tak gadają sobie o tych razem spędzonych weekendach to im zazdroszczę. Bo wiem bo sam to przechodziłem no nie. Fajnie jest usiądź , wypić winka , obejrzeć serial , poprawiać seks , zapalić sobie ehh posłuchać muzyki razem ,podróżować , spacery kina itp ale ten lek w dzisiejszym świecie mnie przeraża , że jak niby ja facet mam zarobić na utrzymanie w przyszłości swoją rodzinę , jak ja ledwo sam na siebie, a widzę jak młodzi ludzie często uciekają w ten utarty schemat , praca , rodzina , kredyt i życie mija i później rozwody. Mam dopiero 24 lata i ja z tego miejsca mogę powiedzieć że 3/4 związków rozpadnie się w przyszłości przed 40 , parę już tak związków przewidzialem. No cóż wracając do meritum , to po co mam szukać dziewczyny skoro nie będę mógł zarobić na utrzymanie. Do tego dochodzi kwestia zachowania czystości i znalezienia jeszcze kobiety , która by równiez chciała poczekać do ślubu , nie wiem tyle tego jest że nie wyobrażam nawet siebie w tym wszystkim. Dzisiejszy świat serwuje każdemu porządnego gonga w łeb.

      • Piotrek, masz 24 lata, dopiero wchodzisz na rynek pracy. Nie bój się, bo Twoje dochody będą rosły. Do tego dojdą jeszcze dochody przyszłej żony. O dobrą żonę na pewno warto się modlić i o mądrość w jej wyborze. Nie twierdzę, że jest łatwo bo i ja jestem sama, a trochę lat już mam. Staram się jednak nie tracić nadziei. Pozdrawiam Cię serdecznie.

        • Faktycznie Aniu pewnie zostanę jeszcze milionerem 🙂 licencjatem i matura mogę się podetrzeć , dziękuję systemowi że przygotował mnie do życia , które nie istnieje <3 a rynek pracy to mnie może cmoknąć w pupę.

          • Piotrek, ja nie mówię o byciu milionerem. Naprawdę jestem realistką. Sama mam dochody budżetówkowe. Piotrek, chodzi mi o to, że gdy zaczynamy pracę, dochody najczęściej są bardzo niskie, a z czasem rosną i nie mówię tu o milionie tylko o pensji budżetówkowej! I jeszcze jedno – żona też będzie miała dochód.

            • Ja zaczynałam od 470 zł, dla studentki to było dużo. Wraz ze stażem i awansami wynagrodzenie wzrasta.

            • Moje pierwsze stypendium na studiach to było 180,- PLN. Jak ja się cieszyłam 🙂 Poszłyśmy z koleżankami z roku do banku po odbiór naszej gotówki 🙂 Dochody studenckie są małe, potem w miarę lat pracy wzrastają – to prawda.

          • Piotrek, ja też nie mam miliona. Mam pensję budżetówkową, gdybym była mężatką i mąż też miałby pensję budżetówkową, żylibyśmy wspólnie prowadząc wspólne gospodarstwo. Wspólnymi siłami przy rozsądnym planowaniu budżetu dalibyśmy radę.

          • Piotrek, nie oszukujmy się – żaden system edukacji nie przygotuje do życia, bo realia życia i sytuacja na rynku pracy jest tak dynamiczna. Wielu zawodów, które pojawią się za 10-15 lat dziś jeszcze nie ma. To, czego uczymy się w szkole w większości ma niestety wartość archiwalną. To, czego uczymy się na studiach, często też jest średnio przydatne. Wszyscy tego doświadczamy.

      • Ja też odkąd pamiętam zawsze się bałam swojej przyszłości, jak to będzie wyglądać itd. Miałam w głowie jedną myśl – że muszę się uczyć i właśnie dzięki temu dzisiaj pracuję w zawodzie, mam swoje osiągnięcia itd. Wiele mnie to kosztowało, ale było warto 🙂 Tobie też się ułoży, taki młody jesteś, wszystko przed Tobą 🙂

        • To fajnie zawsze zazdrościłem ludziom , którzy wiedzą co chcą robić w zyciu. Ja niestety jestem przeciętniakiem , idę tam gdzie wiatr poniesie i tak odbijam się od ścian , smuteczek :p

          • Piotrek, kiedy po maturze wybieramy studia, na ogół mamy średnie pojęcie o tym, co tak naprawdę chcemy robić w życiu. Mój pierwszy wybór studiów był kompletną pomyłką. Ukończyłam drugie studia i na trzecim roku zrozumiałam, że to może być coś naprawdę fajnego. W pracy na przestrzeni ponad 14 lat miałam naprawdę różne sytuacje i wiele się nauczyłam. Piotrek, ja też geniuszem nie jestem i do wszystkiego doszłam ciężką pracą. Pracuj, obserwuj, w czym dobrze się czujesz. 24 lata to wiek, w którym jeszcze wiele można zmienić. Tak naprawdę zmian można dokonać zawsze, bo całe życie się uczymy. Bądź otwarty. Powodzenia i dużo dobra Ci życzę 🙂

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!