Dorota: Spowiedź syna

Nasz dorosły syn dwa lata nie był u spowiedzi świętej. Na początku modliłam się sama, potem z mężem, różnymi modlitwami. Od końca grudnia zaczęliśmy odmawiać nowennę pompejańską. Po jej skończeniu i czterech dniach oddechu – tylko jeden różaniec dziennie, rozpoczęliśmy kolejną edycję, która miała zakończyć się w Wielki Czwartek. Bywało ciężko, cztery różańce dziennie i to odmawiane wspólnie, to trudne wyzwanie. Zrozumieliśmy jednak, że tylko razem możemy pomóc naszemu dziecku. Czuliśmy się tak, jakbyśmy na naszych barkach wnosili syna na bardzo wysoką górę. Zmęczeni fizycznie i psychicznie nie traciliśmy ufności w Boże działanie za wstawiennictwem Maryi. W noc zmartwychwstania myśleliśmy jednak, że nasze serca rozpadną się na milion kawałków i… stał się cud. Syn przyjął Komunię Świętą.

  • Proszę o modlitwę za mnie. Zanosiłam wiele modlitw, między innymi za siebie i nigdy nie zostałam wysłuchana. Dziś nie odmówiłam Koronki do Miłosierdzia Bożego za dusze czyśćcowe, o zbawienie dla nich z prośbą, aby wstawiły się za bliskim mi mężczyzną i uprosily mu wszelkie potrzebne łaski i opiekę Jezusa. Od dnia,kiedy odmawiam tą Koronkę jest strasznie, wszystko się sypie, kłótnie między moimi rodzicami to chleb powszedni, są awantury, nocne koszmary-które są tak obrzydliwe, że szok. Jestem pełna agresji, mam chorą tarczycę, która powinnam leczyć (w lutym 2014 roku wykryto mi torbiel), od tej pory nie mogę odbyć wizyty prywatnie, na której mi tak zależy (w moim mieście na endokrynologa czeka się mniej więcej ok. 3 lat), a powinnam co pół roku (jak trafiłam do szpitala w maju tego roku, to zrobili mi morfologie i badania na krew, nic nie wykazało) . Czuję, że hormony mi szaleją, ale nic niepokojącego się nie dzieje (spożywam produkty zawierające jod w odpowiedniej ilości). Chciałam zapracować sobie na te wizyty sama, proszę Boga o pracę, to jest głucha cisza, pracy od 4 lat nie ma. Prosiłam Boga o to, żebym mogła zarobić sobie na nowe buty, bo stare mam zniszczone, a chciałabym odwiedzić groby zmarłych w ten piątek, nic. Nawet Maryi oddałam problem moich butów, nic. Mam nocne dręczenia, proszę Maryję, by zabrała ode mnie te koszmary, to nadal one są i nie ustępują. Zostałam nauczona, by samej na wszystko zarobić, to wtedy człowiek docenią pracę, wartość pieniądza i trud ciężkiej pracy. Chęci mam, jestem w 100% sprawna. Czuję, że ten chłopak, za którego się modlę powoli się nawraca, ale płacę za niego frycowe. Modlitwa, dobrymi myślami i uczynkami pomagam mu w życiowej przemianie na odpowiedzialnego i mądrego mężczyznę, z którym wiąże swoją przyszłość (on sam deklaruje że też chce być ze mną), a od tego momentu kiedy on i ja się znamy w moim życiu jest bardzo źle. Ale nie zrezygnuje z niego, bo mi na nim zależy i Bogu, skoro modlę się za niego. Jest mi przykro, że modląc się w swoich intencjach nigdy nie zostałam wysłuchana, czuję się wykorzystana, powiedziałam Bogu wprost, że jestem zła na niego, że pozwala by diabeł mnie nękał, zrzucał na mnie nieszczęścia a Bóg i Maryja nie reagują, choć prosiłam ich o wsparcie. Że gdyby Bóg dał o co proszę: o zdrowie, o pracę i o związek z tym chłopakiem, to tych nieszczęść by nie było. Nie proszę o bogactwo materialne, o świtę pochlebców wyśpiewujacych peany na moja cześć i obdarowanie mnie tytułem świętej. Czemu nic mi się nie układa, same problemy tylko i zero pomocy ze strony boskiej? Przykro mi, czuję się samotna i jestem wściekła z tego powodu. Przez niewysłuchane modlitwy jestem agresywna, nie panuje nad emocjami i stałam się płaczliwa. Proszę o radę, co robić i o modlitwę.

    • Modlić się o wypełnienie Bożych Planów wobec Ciebie i tego faceta ,to najlepsze co możesz dla siebie i jego zrobić. Szatan nie chce abyśmy byli szczęśliwi,przeanalizuj co może mu furtkę otwierać w twoim sercu i oddaj to na spowiedzi. Możesz poszukać gdzie są sprawowane Msze Św. o uzdrowienie a jak nie ma w pobliżu twojej miejscowości to przez internet. Korzystaj z tych Mszy Św. aż zacznie się w Twoim życiu coś zmieniać.Reguralnie przyjmuj Jezusa do Twojego serca co miesiąc korzystaj z sakramentu pokuty czyli spowiedzi. . Zacznij pierwsze piątki i pierwsze soboty. Każdego dnia różaniec z 4części możesz każdego dnia w innej intencji się modlić ,jak bedziesz silniejsza zacznij nowenne pompejańską.
      Ps. Co do tarczycy to bardzo dobrze wpływają na tarczyce okłady z oleju rycynowego nawet guzki się wchłaniają a kosztuje 10zł. Zanim zastosujesz poczytaj w pisz w wyszukiwarkie okłady na tarczyce z oleju rynowego.

      • Módl się o pokój w Twoim sercu,o radość,o miłość Bożą,aby Boże Królestwo zapanowało w Twoim sercu. O Bożą radość ,dar ducha prawdy. O dar życia według woli Bożej ,o Przemiane tego co w Tobie negatywne aby przemieniło się na pozytywne,o dar pokory ,abyś przyjeła wszystkie łaski ,które daje Ci Bóg.

      • Wiele rad było. Ale rady swoje, a życie swoje. Próbowałam wdrożyć te rady do serca, ale życie wszystko weryfikowało. Dlatego tak bardzo liczę,że Bóg pojedzie po bandzie w moim życiu,zrobi odpowiednią rozpierduchę i wyniesie grzech z mojego życia. Zapraszam Maryję, Boga do mojego życia,ale robię za Świętego Mikołaja, który potrafi coś komuś wymodlić,a u mnie samej jest coraz gorzej. Kipie wściekłością,frustracja i końca nie widać. Dlatego nie umiem zapanować nad swoim życiem, bo moje modlitwy nie były wysłuchane i nie dostałam o co proszę. Grzeszyć łatwiej, ale oczekiwanie na Boża łaskę to jest choroba,a ja już czuję się jak chora psychicznie

        • Ale czekaj. Dobrze rozumiem? Nie pracujesz 4 lata?????
          Byłaś u egzorcysty?
          Jak będziesz liczyć tylko na modlitwę a nic nie robić i nie dawać od siebie, to nie oczekuj cudu. Jedyne czego możesz się nabawić, to nerwicy religijnej

          • Aga co do pracy rozumię Kasie bo miałam dwa lata w swoim życiu bez pracy ,najgorsze było to ,że inni widzieli we mnie leniucha w tamtym czasie . A był to czas inytensywnej pracy w moim życiu tylko nie płatnej. Różnymi drogami Bóg prowadzi każdą dusze.

        • Zacznij pracować nad sobą, ponieważ na ten moment tylko wymagasz i oczekujesz. Nie dziwię się, że jesteś agresywna i sfrustrowana. Przyjęłaś rolę ofiary życiowej.
          Wiesz, ja też dużo widziałam i przeżyłam, ale to mnie nie tłumaczy z nic nie robienia

          • Wiesz co Aga, to że tobie w życiu się wszystko udaje, to nie znaczy, że możesz innych wyzywać od ofiar. Szukam pracy, wysyłam CV, poza tym mam obowiązki w domu, więc nie leżę i nie pachnę. Są tu osoby, które są inspiracją, pomagają i dają wiele dobrych rad, jak Mena, pani Irena czy też Ania itp. Ja z tego forum odchodzę, a ty Aga jak chcesz lepiej się poczuć to dowalaj innym dalej, a ludzie od Kościoła odejdą zupełnie, jak są na skraju rozpaczy i szukają pomocy wśród tych, którzy znają sprawę. Wszystkiego dobrego dla wszystkich. Żegnam się z tym forum i mam nadzieję, że i do mnie Bóg zajrzy z dobrą nowina.

            • Kasiu kochana nie denerwuj się ,przede wszystkim spróbuj się wyciszyć ,nerwy ,zlosc nic tu nie pomoga .Mysle ze dodatkowa nerwowość u ciebie jest z powodu twojej tarczycy ,bo wspomnialas o tym we wcześniejszym komentarzu.Powinnas trafic pod opieke lekarza ,to prawda .Jeśli nie masz na prywatna wizyte to proszę podaj mi swój adres mailowy,postaramy się temu zaradzić ,nawet gdyby trzeba było pomoc ci finansowo to jakos sprobuje ci pomoc .Na ta chwile bardzo cie proszę modl się do Ducha Sw o sile,spokuj ,o to żeby twoje myśli szly tylko w dobrym kierunku .Bardzo chciałabym ci pomoc .

            • Kasiu, pisz tutaj zawsze jeżeli będzie Ci źle i smutno. Czasami samo wypowiedzenie swoich zmartwień , problemów , wyrzucenie złych emocji pozwala lepiej się poczuć. Pisz i dziel się swoimi zmartwieniami. Pozdrawiam.

          • Kasia jakby mi się wszystko w życiu udawało, to nie byłoby mnie na tym forum. Stwierdzenie bardzo na wyrost. Był czas, kiedy nie mogłam pracować. Przyszedł czas, kiedy musiałam pracować. Pożegnać swój zawód i chwytać się czegokolwiek, byle mieć na chleb. Staram się nie stawiać siebie w roli ofiary. Czasami użalanie nic dobrego drugiemu człowiekowi nie daje. Dalej będzie tkwił w swoim marazmie. I myślę, że tu trafiłam w czuły punkt, stąd taka twoja reakcja.. Obrażanie się. Naprawdę, gdybym nic nie robiła a czekała tylko na cud, już dawno nie byłoby mnie, mojej rodziny, ani nie mielibyśmy dachu nad głową. Modlę się. Najczęściej na różańcu. Mój syn bardzo mnie zaskoczył, ponieważ uczy się na lektora. Razem chodzimy do spowiedzi i na msze. Człowiek MUSI sam zacząć działać, od najmniejszych kroczków. Niestety, Bóg nie zrobi za nas niczego. On nawet nie chce, czytając przypowieści, byśmy tkwili w użalaniu się.
            Też miałam etap buntu. Jak to? Tyle zrobiłam, modlitwy, nowenny, spowiedź generalna, msze o uzdrowienie , a tu coraz gorzej?Czekałam na cud. I obraziłam się na Boga. Nie tędy droga.
            Myślę że napisałam trochę prawdy o tobie, której ty nie przyjmujesz do siebie. To nie jest dowalanie.Jeśli odeszłaś z grupy, dalej będziesz tkwić w nic nie robieniu, żalu, gniewie, że nawet na forum ci dowalają.. Myślę że za bardzo zapętliłaś się na swoim cierpieniu. Są takie fajne słowa „módl się, jakby wszystko zależało od Boga, pracuj, jakby wszystko zależało od ciebie”

        • Kasia poczytaj o krucjacie Eucharystycznej ,ja z tym tematem zapoznałam się dokładnie i super sprawa ,możesz zacząć od siebie potem rodziców naprawde polecam ,pisała o tym enia. Warto poczytać w internecie.

      • Wiesz Agga,ja jestem człowiekiem, który w życiu wiele widział i szczerze mówiąc, nic mnie nie zdziwi. Też chciałabym napisać świadectwo: Hej tu Kasia. Po latach męk, czekania, frustracji i modlitw mogę teraz to napisać: tak moje modlitwy są wysłuchane. Po 4 latach bezrobocia dostałam wspaniałą pracę, w której się realizuję, zarabiam godziwe pieniądze, sprawia mi przyjemność i jest dla mnie dobra. Sprawa z M. w końcu się wyjaśniła: jesteśmy razem, postanowiliśmy żyć po Bożemu, chcemy w przyszłości założyć rodzinę i wychować dzieci w wierze katolickiej, wpajając naszym dzieciom wartości: szacunku do siebie samych i do innych, tolerancji, miłości, przyjaźni oraz że mogą z każdym problemem zwrócić się do Maryi, a ona na pewno im pomoże. Również za przyczyną Maryi dostąpiłam możliwości prywatnego leczenia po latach, Maryja mnie uzdrowiła i nic złego mi nie wykryto. To tylko mrzonki, mnie takie przyjemności nie dotyczą. Propos tarczycy: z dwojga złego to cieszę się, że nie mieszkam w Wrocławiu. Tam zapisy z tego co mówili w TV do endokrynologa są na 2025 rok na NFZ. Więc jak uwierzyć,że ludzie chorujący, chcący żyć mają się leczyć prywatnie, gdy ich na to nie stać, a na kasę chorych trzeba czekać?

        • Kasiu ,spróbuj z tym olejem naprawde pomaga trzeba tylko cierpliwości. Sposoby naturalne są bardziej skuteczne ,jednak trzeba być systematycznym.
          Jeżeli pragniesz zmian musisz zacząć od siebie ,po pierwsze starać się żyć po bożemu inna droga to zawsze zapraszanie złego do naszego życia. Nie można dwóm panom służyć….. Powoli wszystko się zmieni ,jednak musimy od siebie wiele wymagać. Te rady ,które pisałam wyżej nic nie kosztują a wiele mogą w naszym życiu zmienić. To zależy tylko i wyłącznie od Ciebie czy naprawde chcesz zmiany . Kiedyś pewien lekarz powiedział mi tak ,że ludzie nie chcą być zdrowi bo wiąże się to ze zmianą ich dotychczasowego życia,zmiana diety,zmiana nawyków a wygodniej jest iść do lekarza po recepte łyknąć tabletkę na jedną chorobe potem drugą,powiedział ,że większość chorób można wyeliminować ze zmianą sposobu życia ,ale nikt tym zaintetesowany nie jest.

        • A ja doskonale rozumiem Kasię. Również setki zanoszonych modlitw, a moje życie kompletnie się nie układa. Z roku na rok coraz bardziej sypie mi się zdrowie, nie pracuję, również frustracja chwilami bierze górę. I to nie jest tak, że nic się nie robi pod tym względem. Tak łatwo kogoś oskarżyć. Ja akurat mówiąc szczerze próbowałam chyba wszystkiego by pomoc sobiei wyjść z tej beznadziejnej sytuacji i konczylo sie fiaskiem . Czasami trzeba czekać ma cud, bo innego wyjścia nie ma.

          • Witam! Co prawda z tym forum już na dłuższą metę wolałam się pożegnać i nie pisać komentarzy. Zaglądam jednak od czasu do czasu. Też byłam w podobnej sytuacji. Zmagałam się z nieuleczalną chorobą i innymi problemami, lecz wyszłam na prostą. Nie jestem już nerwusem, a to dzięki temu iż przestałam modlić się jedynie we własnych intencjach. Wszystko się zmieniło, gdy część swego życia (serca) ofiarowałam służąc Bogu w modlitwie np. w apostolacie Margaretka, Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego, ADŚ, APDC – a wszystko zaczęło się nie od Nowenny Pompejańskiej, lecz Żywego Różańca. To może także człowieka uzdrowić.

            • Chciałabym zacząć odmawiać nowennę pompejańską zmagam się z depresja która bardzo komplikuje zycie

            • Witam. Spróbuj – na pewno warto! Modlitwy nigdy za wiele. Jeśli Jesteś wytrwała to z pewnością czas się znajdzie. Życzę powodzenia i łask. Jednych ta nowenna bardzo uspakaja.

  • Jak nie ma pracy w biurze, to wystarczy poszukać sprzątania. Zawsze jest co sprzątać. Sama tak zarabiałam i w Polsce i zagranicą. Korona z głowy nie spadnie nikomu. W handlu zawsze tez jest praca, są sklepy małe i duże, tylko trzeba brać ci jest na przetrwanie. I jaki jest sens planowania rodziny, jak sie nie ma pracy i modli się o chłopaka czy mężczyznę, który sam chyba też sobie nie radzi.

    Ratuj się Kasiu modlitwą, ale działaj też i bierz cokolwiek, żeby zarabiać. Ja straciłam Mamę wcześnie, jestem zaradna dzięki Niej i charakterowi też, mam wykształcenie wyższe i sprzątałam,nic mi się nie stało.

    • Ja właśnie się dowiedziałam, że za 2 miesiące stracę pracę a dopiero zaczęłam pracować po 5 latach. I jak mam teraz ufać Bogu? Nie mogę podjąć pracy na zmiany, muszę mieć pracę na jedną zmianę, a takich jest bardzo mało.

      • Magdo, nie wiem, ale to nie Bóg pracuje za nas. Ja kiedyś nie byłam praktykująca, po prostu ani modlitwy ani nawet Bóg nie były mi potrzebne, żyłam jak wszyscy inni, daleko od Boga. W swoim życiu miałam momenty utrat pracy, trusności życiowych, zawodów sercowych, tylko nie zamykałam się na zmiany, nie mówiłam, że czegoś nie mogę. Może chwilowo, ale potem ruszałam po „swoje” .

        Myśle, że mieszkasz w małej miejscowości, do tego zdrowie nadszarpnięte i kiedyś pisałaś o mamie. Pan Bóg nie da rady na siłe zmienić myślenia, ani się za nas przeprowadzić w inne miejsce. Rynek pracy jest słaby wg mnie w Polsce, za mało elastyczny i nie dopasowany do ludzi i do tego co mogliby robić. Gospodarczo mamy wciąż tyły. Zagranicą, czasem do obsługi jednego warzywniaka potrzebnych jest 6-7 osób i to tylko do układania piramid z warzyw i owoców. Ktoś powie bez sensu, ale sens jest. Jabłka wyglądają estetycznie i 6 osób codziennie zarabia swoją pensje. Klienci chętniej kupują w takich miejscach.

        Już kiedyś modlilam sie za Ciebie, teraz będę o odwagę i zabranie strachu i zniechęcenia. Kiedyś Twojej Mamy braknie, jak mojej, i musisz sobie radzić. Musisz!!!

        • To niech Bóg się o mnie zatroszczy, skoro mnie stworzył. Ja mówię jeszcze raz, że nie wyjadę stąd, bo nie utrzymam się za pensję, którą zarobię i tyle. Niech się Bóg o mnie martwi.

      • Magdaleno a jednak pracujesz?Tak ,ja tez modliłam się za toba i pamiętam Sw Jozefa blagalam o wstawiennictwo w twojej potrzebie ,jak widzisz modlitwa dziala i porusza serca tych wszystkich ,których prosimy o wstawiennictwo .Nie martw się będzie kolejna praca ,a przez dwa miesiące jeszcze wiele się może zdarzyć ,to mowia dziś a jutro może się jeszcze zmienić i zostaniesz w swojej pracy.Jesli to możliwe to zacznij dziś albo jutro NP w intencji tych co już odeszli w twojej rodzinie ,czy można piękniejszy prezent im ofiarowas w dniu dzisiejszym?Ja tak zrobiłam ,choć fizycznie nie mogę być na ich grobach ale mogę się za nimi modlic ,gdzie kolwiek bym nie była.

        • Dziękuję wszystkim za modlitwę. Choć to nie jest praca moich marzeń, to daję sobie w niej radę. Chciałabym tam pracować, dopóki nie znajdę innej pracy, ale się boję, że spełni się najgorszy scenariusz.

  • Jutro o 19:15 zamierzam uczestniczyć w nabożeństwie online z modlitwą o uzdrowienie, intencji jest wiele. Odmawiałam Koronkę do Miłosierdzia Bożego o zbawienie dusz czyśćcowych, żeby te dusze uprosily dla M.potrzebne mu łaski, to od tego momentu bolą mnie piersi. Niczego nie wyczuwam, nic nie leci tylko mnie bolą. Jak nie odmawiałam tej koronki to nic nie bolało. Chciałabym uzyskać informacje, jak przygotować się do takiego nabożeństwa, co się dzieje w trakcie, czy zostaliście wysłuchani. I proszę o modlitwę za ustąpienie tych bólów.

  • Dziękuję za modlitwę dobrzy ludzie. Wyniki krwi z tarczycy są książkowe, dzisiejsze USG wykazało jedynie malutką torbiel i ciut powiększoną tarczycę (bez podejrzanych zmian), a mogło być gorzej; ginekologiczne też wszystko dobrze. Moja sąsiadka matka dwóch malutkich dzieci ma zdiagnozowanego raka tarczycy z przerzutami do węzłów chłonnych, jej teść ma białaczkę. Jutro po ostatecznej wizycie wszystko będę wiedzieć na 100%, co dalej. A za moich sąsiadów odmowie Nowennę do sw. Peregryna, polecaną tutaj. Cokolwiek nie robiłam w związku z tymi badaniami, było „Jezu ufam tobie, ty się zajmij tym”. Pomagało, jakby ktoś torował mi drogę do tego, żeby mi ułatwić wykonanie tych badań. W ogóle czuję, że pewne rzeczy robię źle. Wiedząc, że wszystko już kiedyś pozałatwialam i jest to zamknięty temat, a ja do tego wracam i dalej drąże temat, robiąc z siebie wariatkę. W Urzędzie Pracy pani, która mnie obsługiwała była bardzo dla mnie niemiła, pobłogoslawiłam jej i poprosiłam Pana Jezusa,żeby to była moja ostatnia wizyta w tym miejscu, bo mam dość, a nie chce znów się denerwować. Pan Jezus w ostatnich dniach nie zostawił mnie, w kwestii zdrowotnych mnie wysłuchał i chwała mu za to. Dziękuję za modlitwę i proszę pomódlcie się przede wszystkim za moich chorych sąsiadów, dzieci sąsiadki, jej męża i teściowa o to, co im potrzebne. Proszę też o westchnienie za mną, potrzebuje duchowego wzmocnienia i wiary w siebie.

    • Kasiu bardzo się ciesze ze badania ci wyszly dobre ,nie martw się reszta tez z czasem się ulozy .Tak masz racje ,zacznij odmawiać nowennę do sw Peregryna ,dodaj jeszcze Koronke Wyzwolenia .Ja obiecuje tez dziś pomodlić się za tych ludzi .

      • Dziękuję pani Ireno. Jestem psychicznie rozbita. W mojej rodzinie dzieje się wiele złego, nie przykładam absolutnie do tego ręki, jestem zajęta własnymi problemami, ale czuję, jakbym to ja była winna całego zła, które jest w moim domu. Moja mama-osoba agresywna, nie radzi sobie z emocjami, nie interesuje się mną, znęca się nade mną psychicznie. Unikam sytuacji, które mogłyby sprowokować kolejne kłótnie, ale i tak wynajdzie coś, co obróci przeciw mnie. Tata mi pomógł finansowo, ale jego też przeciw mnie nastawia z jak najgorszej strony. Jedyne wyjście z tej sytuacji-isc jak najszybciej do pracy i pokazać mojej mamuśce, że jestem w stanie bez niej sobie dać radę. Zarobić pieniądze, coś wynająć. Po prostu uporządkować to swoje życie. Mama w ogóle się mną nie interesuje, traktuje mnie jak zło (jestem dzieckiem z wpadki, od małego nigdy mnie nie przytuliła, nie powiedziała, że jest ze mnie dumna, że mnie kocha;gdy narysowałam dla niej laurkę to ja potargała, nie nauczyła mnie być kobietą, tylko mnie wyzywała). Nie chcę wyjeżdżać z domu rodzinnego, pomagam rodzinie, ale i tak ciosaja mi kołki, a ja wolę zejść z drogi i siedzieć cicho, niż prowokować awantury, które i tak potem wybuchają. Prosty przykład: opał, szykuje wszystko żeby potem rozpalić ogień, żeby było ciepło, a i tak zdaniem mamy nie wolno mi się wykąpać, albo mogę się myć tylko w zimnej wodzie. Bo nie zasłużyłam sobie na luksus kąpieli w ciepłej wodzie. Sprzątam dom jak najlepiej umiem, a potem mama przychodzi, widzi, że jest posprzątane, ale i tak upokorzy mnie, że jest brud i zaczyna znów sprzątać, choć jest czysto. Nie nauczyła mnie gotować, wmawiała mi, że jestem brzydka, że żaden chłopak mnie nie zechce, że jestem tłukiem, odgradzała mnie od rówieśników, przez co nie mam przyjaciół, gdzie mieszkam. Proszę Maryję, Jezusa o tą pracę-zebym mogła stanąć na nogi i pracować, żebym mogła się usamodzielnić. W przypływie złości powiedziałam jej, że jej nie kocham i nie lubię, że nie będę się nią opiekować na stare lata i nie mogę na nią patrzeć. Będąc w technikum niejednokrotnie słyszałam tekst „Wnuki bardziej się kocha niż własne dzieci”, czyli wniosek, że zasłużę na jej miłość, gdy dam jej wnuki. Nie wiem, jak mam prosić o pracę, ale na tym bezrobociu nie wytrzymam. A nie pójdę do taty po pieniądze, bo 1. wstyd mi, że mnie utrzymuje 2.nie chce, żeby miał przeze mnie problemy. Pozostaje mi tylko modlitwa i nic więcej.

        • Kasiu ,twoja mama jest bardzo nieszczesliwa kobieta ,nie wiem jak była traktowana jako dziecko ,przez swoja mame ,ale podejrzewam ze tak samo jak ona ciebie traktuje.To co powiedzialas swojej mamie w zlosci wcale mnie nie dziwi ,ale teraz bardzo cie proszę odwołaj to wszystko w myślach ,bardzo ale to bardzo szczeze wybacz mamie to co ona robila i robi tobie.Przede wszystkim spróbuj jeszcze odmowic NP w intencji swojej mamy ,może z intecja o pokuj w sercu mamy i zyczliwosc dla ciebie.Z tego co piszesz masz jeszcze tate ,który cie wspiera .Nie wiem jakie sa szanse u was na znalezienie pracy ,ale może spróbuj na jakiś czas poszukać w innym miescie ,nawet gdybys tam pokuj miała wynająć za mala oplata ,wiem ze tak można ,wtedy koszt jest mniejszy ,ja wynajmowałam pokuj dla corki kiedy studiowala a w domu nie miała warunków,zeby mieć spokuj i możliwość skupienia się na nauce,ale to już inna bajka była .Przede wszystkim pros Ducha Sw o sile i cierpliwość dla siebie ,szukaj u Niego rady przed kazda swoja decyzja .Może małymi kroczkami cos u ciebie ruszy ,nawet z praca .Modl się także do Sw Jozefa ,on jest od ludzi pracujących powiernikiem.Kasiu tak bardzo chciałabym ci pomoc ale fizycznie nie jestem w stanie tego zrobić ,jedyne co to mogę wesprzeć cie modlitwa ,co wlasnie czynie.Pamietam nie tak dawno bywala na forum Magdalena u niej tez nie było szans na prace ,a w tej chwili ja ma .Mysle ze i u ciebie cos się w końcu zmieni.Sprobuj jeszcze ostatkiem sil przebaczyć mamie i jak ona cie atakuje to ty jej mow ,ze mimo wszystko jak ona cie traktuje ze ja po prostu kochasz ,bo jest twoja mama.

          • Moi dziadkowie (rodzice mamy) wychowywali ja i jej siostry w stylu zimny chów. Nigdy jej nie przytulili, nie powiedzieli dobrego słowa. Tylko praca,praca i nic więcej, żadnych realizacji własnych marzeń. To się dzieje od pokoleń, powiedziałam tacie wprost, ze czas najwyższy przerwać ten zimny chów, to pokoleniowe traktowanie dzieci przez rodziców, zgodził się ze mną. Przecież ja nie muszę być dla moich dzieci jak moja mama dla mnie. Nie muszę ich ustawiać pod swoje oczekiwania, żądać, żeby byli tacy, jak ja chcę. Powiem pani, pani Ireno że już nie mam cierpliwości do własnej mamy. Nie nadążam za nią, ale czy ja muszę żebrać o jej miłość?

            • Wiem dziecko drogie ,ze to czasem ponad nasze sily co się w naszym zyciu dzieje.Tak wiec masz wytłumaczenie ,dlaczego mama tak cie traktuje,bo nikt jej nie nauczyl okazywania milosci swojemu dziecku.Tym bardziej modl się w intencji swojej mamy i ty jej mow ze ja kochasz .czasem tak jest ze to dzieci ucza swoich rodzicow a nie odwrotnie.Ja tez nie miałam w zyciu lekko ,ale miałam mame ,która tez nie mowila ze mnie kocha ale okazywala to na kazym kroku,poniewaz nasz tato naduzywal alkoholu i w domu były ciagle awantury ,czasem wszystko ladowalo na podłodze ,nawet noz i siekiera dwa razy poszly w ruch ,bo mój tato był nie obliczalny jak był pijany,nas nigdy nie uderzyl ,ale moja biedna mama przeszla pieklo na ziemi .

            • Przed chwilą mama urządziła karczemną awanturę, że albo mam z tatą żyć w domu na jej warunkach, albo mamy się z domu wyprowadzić. (Powiedziałam tacie o pani opinii dotyczącej zachowania mamy i musiała to usłyszeć). Stwierdziła, że przeze mnie musi się wstydzić na wsi za mnie (nie wiem za co). Oskarżyła mnie o coś, czego nie zrobiłam i mało od niej w głowę nie dostałam. Mam ochotę się zabić, powinnam skakać z radości, że mam super wyniki badań, a jest źle, ja nie mam po co żyć.

            • Kasiu bardzo mi przeykro ze przeze mnie mialas przykrości ,ale może jak mama to slyszala to się zastanowi za jakiś czas ,swoja droga mogłabym jej to w twarz powiedzieć ,ale nie jest to możliwe.Porozmawiala bym z nia ,jak matka z matka i nie na zasadzie awantury tylko spokojnej rozmowy.Oczywiscie ze masz po co zyc ,może choć by poto zebys się modlila za twoja mama .

            • To nie Pani wina,to suma wszystkich emocji,które kumulują się w mamie. Jak mama szykowała obiad dla taty,ja w tym czasie robiłam dla siebie herbatę. Wzrok mamy mówił wszystko: nienawidzę Cię, ja Cię zabiję. Jakby w jej oczach było zło. Mama faktycznie czasem zachowuje się jak opętana. Chodzi do kościoła, uczęszcza do Komunii, ale w domu jest demonem. Jakby coś w nią wstąpiło.

            • Nie chce ci zle radzic ,ale może sama spróbuj z mama porozmawiać ,może ona ma tez jakiś problem ,którego nie potrafi ogarnąć .Porozmawiaj tez z tata musi być jakas rada na to żeby zmienily się relacje miedzy wami.Popros także księdza w waszej parafi o rozmowe .Ja ostatnio odmawiam Koronke Wyzwolenia w intencji mojej i mojej rodziny i tak co wieczor proszę Jezusa w tej Koronce o zgode ,milosc ,szacunek i pokuj ,bo to ze jest spokuj to jedno ,ale żeby ten spokuj został w mojej rodzinie już na zawsze.Czego i tobie Kasiu zycze z całego serca.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!