Agnieszka: Matka Boża depcze demony

Niedawno zakończyłam moją drugą nowennę pompejańską. Obydwie odmawiałam w intencji mojego męża, ale podczas drugiej coś zaczęło się we mnie kruszyć i dostrzegłam, że ja także potrzebuję nawrócenia. Kłopoty w moim małżeństwie zaczęły się właściwie zaraz po ślubie. Narzeczony jawił mi się jako chłopak głęboko wierzący, dojrzały, szlachetny. Zaraz przed ślubem okazało się, że ma problemy z porno­grafią, a już po ślubie – że nie ma potrzeby współżycia. Niechęć do spowiedzi, komunia przyjmowana świętokradczo… Rozmowy zamieniały się w awantury, mąż nie znosił, gdy nawiązywałam do poważnych spraw. Słyszałam od niego straszne słowa, inwektywy pod moim adresem, a także słowa o tym, że nie poślubił mnie z miłości, a z wyrachowania. W trudnych chwilach wychodził z domu, znikał. W końcu przestałam zaczynać poważne rozmowy. Ale i to nie pomogło. Zrobiłam się czepialska, on oziębły. W końcu relacja zaczęła wygasać, a zastąpiła ją nienawiść. Co niedzielę modliłam się przez wstawiennictwo Matki Bożej po Mszy w kaplicy, ale w końcu przestałam, gdyż czułam, że rzucam grochem o ścianę. Pierwsza pompejanka – w zeszłym roku – doprowadziła relację z moim mężem do jakiej takiej poprawności. Mogliśmy żyć obok siebie, było też wiele przyjaznych chwil… Niestety, wszystko to prysnęło zimą. Taka nienawiść, to było całkowite zło. Cierpieliśmy my i cierpiały dzieci. Byłam pewna, że to już koniec, a nawet poczyniłam pewne kroki, aby dowiedzieć się o stwierdzenie nieważności małżeństwa. W Popielec, gdy siedziałam na Mszy jak zbity pies, Pan Bóg włożył mi nagle w głowę cytat z Pisma Świętego: „Niektóre rodzaje złych duchów można wyrzucić tylko modlitwą i postem”. Podjęłam więc drugą nowennę pompejańską i pewien rodzaj postu, i już po kilku dniach zaczęły się dziać autentyczne cuda. Mąż zaczął być miły, przyjazny i sam mi oznajmił, że postanowił zmianę. Długo trzymałam gardę, nie ufałam, ale w końcu i ja pękłam. Pojawił się wzajemny szacunek, szczerość, przyjaźń, próby zrozumienia. Trudno powiedzieć, że kwitniemy. Walczymy. Na pewne tematy milczymy – wierzę, że przyjdzie na nie czas. Niedawno trafiła do mnie książka ks. Piotra Glasa i zrozumiałam, że ten cud w naszym małżeństwie to dopiero początek walki, a nie pretekst, by spocząć na laurach. Ta nowenna ma wielką moc, szatan boi się jej – bardzo mnie próbował zniechęcić złością, rozdrażnieniem, później różnymi strachami. Ale Maryja ochraniała mnie swym płaszczem.

  • Z calego serca zycze poprawy relacji malzenskich. Niech Wam Milosierny Pan Bog blogoslawi a Matka Najswietsza ma zawsze w swojej opiece.

  • Może mąż jest kryptogejem? Co raz więcej się tego uaktywnia I co raz więcej mężczyzn poszukuje innych mężczyzn, a nie kobiet do współżycia. Potrzebują kobiet jako przykrywek na codzień, a wolą po prostu mężczyzn.
    Życzę Pani siły i odwagi do trudnych rozmów, bo na pewno takie przed Panią i żeby wszystko potoczyło się dla Pani jak najlepiej. Opatrzności Bożej na codzień.

    • Ja myślę, że tu prędzej problem tkwi w tym, że mąż Agnieszki oglądał dużo pornografii przed ślubem i przywykł do tego rodzaju bodźców – jeśli mężczyzna przyzwyczaił się do takich obrazów oraz masturbacji, to potem może być mu trudniej współżyć z prawdziwą kobietą…

      • no ale za pornografia stoi diabel i wolny wybor czlowieka,,no bo jesli porno lezy w czasopismie i nikt tam nie zaglada to sie nic nie stanie, problem powstaje gdy swiadomie siegamy po filmy w pc czy gdzie indziej

      • Pewnie prawda ale może być inaczej. Moja żona prawie w ogóle (po ślubie rzadziej niż 1/miesiąc, później jeszcze gorzej. I to ja mam się starać więc w pewnym momencie kiedy „była gotowa” przygotowywałam się na tyle długo żeby nic nie było. Są wykrety nie rozmowa więc odpuściłem na razie.
        Może miałem rozbudzenie potrzeby ale skrajność taka że naprawdę ciężko.

        • Tzn.mniejsza o szczegóły, ale sytyacja na tyle ciężka że człowiek przestaje mieć ochotę na bliskość która jest męka a nie zwieńczeniem milosci

        • Może problem żony leżał w zaburzeniach hormonalnych. Niestety jest ich bardzo dużo obecnie

  • Piękne. Ja niestety odmówiła 18 cie nowenn i nic . Modlę się dalej na różancu ale do nowenny nabrałam dystansu. Niech Wam Pan Bóg błogosławi

  • Witam. Odmówiłem NP w intencji uratowania mojego małżeństwa, w wierze że żona cofnie pozew rozwodowy i wróci do mnie. Teraz po raz trzeci odmawiam Novennę rozwiązującą węzły też za moje małżeństwo. Narazie moje modlitwy nie zostały wysłuchane. Sprawa rozwodowa odbędzie się w styczniu. Proszę wszystkich o modlitwę za moje małżeństwo. Może ktoś znajdzie czas i ochotę pomodlić się za nas. Michał i Magdalena.

    • Pomodlę się za Was i wierzę, że jeszcze wszystko się ułoży. Może oprócz modlitwy warto byłoby też poprosić o pomoc i na przykład porozmawiać z zaufanym księdzem o tym co się dzieje

      • Dziękuję. Byłem już u trzech księży. Nawet rozmawiałem z egzorcyztą. Żona całkowicie odwróciła się od kościoła i straciła wiarę.

        • Michał, a znasz przyczyny dlaczego żona straciła wiarę? I to ona powinna rozmawiać z egzorcysta, Nawet nie chcę wchodzić w przyczyny, ale to ona powinna rozmawiać
          Bo utrata wiary nigdy nie bierze się z nikąd, cały szereg nawarstwiajacych się przyczyn

        • Mam podobną sytuację tżn. ja nie chcę rozwodu i się na niego nie zgodziłem, modlę się i pracuję też nad sobą dostrzegajac swe zaniedbania i grzechy, tylko z tą różnicą że moja żona jawnie chodzi sobie co niedziela do kościoła i nawet do spowiedz/komunii ale pozwu nie cofnęła kwitując tylko że „już nie kocha”, „nas już nie ma” i „to Bóg ją rozliczy a nie ja morałami o małżeństwie”.
          Dlatego dla własnego zdrowia psychicznego radzę jak najszybciej pogodzić się z faktem że pozwu nie cofnie i być może już nigdy nie wróci, bo to naprawdę trochę pomaga i może stanowić punkt zwrotny powrotu do zwyczajnej egzystencji…napisałem być może bo właśnie tu upatruje jakiś cud z własnego trwania w przysiędze małżeńskiej i wyproszonych modlitwach, ale pogodzić się że raczej nie teraz a prędzej jak już to za kilka, kilkanaście lat (np. jakaś choroba, nieudany jej kolejny związek spowoduje być może powoli się opamięta) ale to też wymaga cierpień i własnego zaparcia się dla Boga bo wkoło życie kusi…
          Też proszę Was o modlitwę – Dawid&Izabela

          • Pierwsza spawa już była. Żona nie chce ratować małżeństwa, chce bez orzekania o winie. Ja się nie zgodziłem na rozwód a sędzia powiedziała że i tak będzie mimo mojego sprzeciwu. Albo się zgodzę na to że będzie bez orzekania o winie albo z orzekaniem a i tak będzie że z winy obojga małżonków. Nie ma żadnych podstaw do tego rozwodu ale jeżeli żona złożyła pozew i nie chce być ze mną to go dostanie.

            • Michał, bo tak jest wygodnie..
              Jak żona chce rozwodu to i tak bedzie
              Chodzi o to, że jak bez orzekania o winie to żona będzie mogła wymagać od Ciebie alimentów na nią, będzie doila Cię i bawiła się Twoim kosztem
              To tylko o to chodzi
              Rozwód bez orzekania o winie jest łatwy, prosty i przyjemny, żadnych kłopotów, kłopoty pojawiają się później
              Nie zgadzaj się na rozwód bez orzekania o winie
              Dla swojego spokoju ducha w przyszłości, za rok, dwa, pięć
              Dlatego o tym wspominam
              Bo ciągle będziesz wracał do tego, a tak zamkniesz ten okres w życiu

            • Żona na sprawie oraz w pozwie przedstawiła mnie jako chorego zazdrośnika. Sama mnie sprowokował kilka razy do awantury i teraz to wyciąga jako dowód przeciwko mnie ale i tak chce bez orzekania.

            • u mnie tak samo, żona chciała rozwodu bez orzekania o winie ale się nie zgodziłem wiec wyznaczono posiedzenie informacyjne (wstępne rozeznanie sytuacji i stron) gdzie sędzia chciał nakłonić ją do mediacji o którą wnosiłem. Nie zgodziła się mimo że się popłakała z tego wszystkiego jak sędzia ją troszkę opierdzielił ale była zdeterminowana więc wniosła o rozwód z mojej winy. Spodziewała się że ja chyba zrobie zatem to samo ale ja dalej zgodnie z własnym sumieniem podtrzymałem stanowisko że chce oddalenia powództwa, wiec nawet widać było że jej mec. się zdziwił. Wiem że będzie mnie i ją to bolało dużo nerwów i czasu ale po prostu głęboko i długo analizowałem swoje sumienie i wcześniejsze wypowiadane poglądy na temat tego że nie uznaje rozwodów oraz podejście kościoła katolickiego i pisma św. (naprawde dużo analiz tekstów, św. doktorów kk, objawień) i odkryłem że jest taka jasność i spójność w tym temacie że wątpliwości gdzieś odeszły na bok, więc nierozerwalność małżeństwa to nie jest tylko hasło by komuklowiek coś potem utrudniać…Co prawda sprawa cywilna to tylko cywilne orzeczenie ale mimo wszystko przyczynia się, wprowadza i pogłębia stan małżonków w trwały rozpad co znacznie utrudnia realizację w praktyce na co dzień nierozerwalności sakramentalnej wiec dlaczegoż mam się przykładać ku temu skoro dalej ją kocham i chce trwać w małżeństwie.

            • Michale ja mogę dodać, że warto zawsze walczyć o małżeństwo wbrew temu co słyszymy. Dzisiejszy świat niestety pokazuje coś innego i zachęca do pójścia na skróty. Ja z mojej historii powiem Ci tyle, że już od prawie 3 lat tułam się po Sądach. I oczywiście nie chcę tego.Jako osoba wierząca zawsze będę bronić Sakramentu jakim jest małżeństwo. Niestety często spotykam się z opinią po co, lepiej dać sobie spokój bo i tak rozwody orzekają.Zgoda orzekają, ale ja nie muszę się na to wyrazić zgody.
              Rozwód jest paszportem do piekła tak mówił o tym św O.Pio. i naszym obowiązkiem jest zbawić naszego męża, żonę choć wydaje się po ludzku to nie możliwe.
              Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

            • Ale jak Ty to robisz że to trwa tyle czasu? Mi na pierwszej sprawie sędzia powiedziała że da rozwód bez mojej zgody, z orzeczeniem o winie obojga stron lub bez orzekania ale i tak da rozwód mimo mojej zgody. Tylko odemnie zależy czy będziemy walczyć i się obwiniać czy zgodzę się na nie orzekanie o winie.

            • To długa historia. Tak jak pisałam dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.
              A zło nadal atakuje, ale nie można się poddać mimo wszystko.
              Zobacz sobie świadectwa osób ze Wspólnoty Trudnych Małżeństw Sychar tam jest wiele ludzkich dramatów; i małżonków którzy nadal czekają mimo wszystko.
              I Chwała Panu za to!!!

            • Dokładnie Joanno, ja właśnie przez to zrobiłem tak samo i mam świadomość finalnego orzeczenia rozwodu (tylko i wyłącznie tak naprawdę przez upływ czasu bo formalnych podstaw na dzień pozwu to nawet nie mogło być!będzie juź rok a sąd nawet o zabezpieczeniach jeszcze nie postanowil więc parę lat to potrwa) ale nie muszę się przecież godzić na ten rozwód.
              Też wiele mówiło daj sobie spokój, a nawet takie coś że jeśli ją kochasz to nie rób jej przykrości bo tym ją jeszcze gorzej nastawiasz wrogo do siebie więc tym bardziej do ciebie nie wróci i naprawdę biłem się z myślami, ale przecież miłość nie może przyzwalać na zło, którym jest rozpad małżeństwa i zło (kryzys) nie można naprawić złem (rozwód). Trzeba wykrzesać w sobie to dobro i miłość ponad krzywdy małżonka(miłość też na złe), dać jasny sygnał współmażonkowi i Bogu że ty jesteś gotowy to naprawy siebie i odrodzenia małżeństwa, ale też dać sygnał społecznego oddziaływania…jak tak każdy będzie godził się łatwo na rozwody, że małżeństwo będzie można rozwiązać łatwiej niż byle jaką umowę z życia to nie ma co się dziwić że tak dużo rozwodów, tak pochopnie podejmowanych i takie jest zobojętnienie a wręcz przyzwolnie społeczne i rodzinne na to bo niedługo nie 30% małżeństw będzie się rozwodzić (co wcześniej już było nie do pomyślenia) a 50..60…70% a dzieci z pełną rodziną będą ewenementem!! walczmy o ich szczęście i nasze wspólne!!! Im więcej uratowanych małżeństw z kryzysów, im więcej świadectw o tym że da się to zrobić i że po upadku i naprawie takiego małżeństwa jeszcze bardziej i szczęśliwiej można kochać, że małżonkowie jeszcze bardziej są bliżej siebie tym mniej rozwodów i więcej pełnych rodzin. Im więcej osób nawet po rozwodach nie będzie wchodzić w ponowne związki i jawnie się temu sprzeciwiać tym trudniej będzie też współmałżonkowi który odszedł i szybciej może przemyśli i wróci…
              NIE GÓDŹMY SIĘ< NIE PRZYZWALAJMY NA ROZWODY! NAPRAWIAJMY SIEBIE I MAŁŻEŃSTWA!!!

            • Wiara w odrodzenie naszego małżeństwa jeszcze bardziej nas umacnia z Chrystusem.
              Ja spotykam się z różną opinią na temat rozwodów.
              Wiem jedno nie wolno nigdy wyrazić zgody na rozwód.
              Gdy jest źle bo są różne przypadki można bronić się separacją , która Kościół dopuszcza w kryzysie małżeńskim.
              Ks.Dziewiecki bardzo dużo mówi na temat rozwodów polecam wysłuchania jego konferencji.

    • moja żona wiele razy, praktycznie od ślubu mówiła o rozwodzie, w pewnym momencie zlozylem wniosek (za nas obu), przed rozprawą wycofałem. To raczej jest wieczne wołanie o rozwiązanie problemów/stresów sprostanie jej oczekiwaniom. ciężka sprawa, obecnie nie czuje sie bardzo zagrożony, ale tez nie bezpiecznie. słyszalem wczesniej wielokrotnie że jeśli mezczyzna za bardzo sie stara to kobieta tego nie docenia, nie chce Ci doradzać jakis gierek, tylko sugestia zebys sie zastanowił:
      1.może ten rozwód to wołanie o pomoc/nie potrafi wyjasnico co chodzi, np.nudny mąż,a ona chce ciekawego życia, albo nie czuje sie bezpiecznie finansowo, albo nie czuje sie kochana (to ze dbasz nie znaczy ze kochasz), itd
      2.moze za bardzo sie starasz, jestes zdobyty, zaliczony, przewidywalny
      to są skrajnosci, ewidentnie ona ma jakis problem, ale moze Ty tez. brak modlitwy to źródło, ale nie jest latwo zeby nagle zaczela sie modlic i wssystko sie naprawiło. odzyskanie wiary czasem trwa dziesieciolecia

      • JESLIMASZ NA TO DOWODY, ZE OD DNIA SLUBU MòWILA O ROZWODZIE- PYTANIE DLACZEGO wyszla za Ciebie- to jest podstawa do uniewaznienia- nie wierzy w nierozerwalnosc.

        • minelo pare lat, mamy dzieci, ona jest niewierzaca, dla mnie jestesmy rodziną o którą walczę.
          a kobiety mają zmienne nastroje i naprawde mimo iż wydawało mi sie ze znam sie na ludziach in wiele ludzi ceni moje umiejętnosci analizy, to i tak często nie jestem w stanie dojść do tego o co chodzi żonie. Tak już jest, trzeba starać się, ale też nie wpadać w panikę.

          • Wiele kobiet wychodzi zamąż, z przyczyn społecznych ( w polskim, brak męża, z czasem prowadzi do wykluczenia samotnych kobiet, wszyscy są po ślubach, więc te dziewczyny niezamężne, z czasem tracą znajomych, miewają problemy w pracy, nie mogą nawet zaplanować urlopu w pracy w letnie miesiące, bo są bezdzietne i wiele innych absurdów dochodzi) małżeństwa zawarte z miłości ( czyli w burzy hormonów i motyli w brzuchu), też nie będą trwały przez kolejne 40 lat, tylko z przyzwyczajenia i z powodu dzieci ( ile tu jest świadectw o rozpadzie związku po 15 i więcej latach)
            Zmieniamy się całe życie,jeśli ludzie przed ślubem się nie poznają, nie podróżują, tylko grilują ze znajomymi, czasem pójdą do kina, albo i nie, bo wolą film w necie, do restauracji nie chodzą, bo tylko obiady w jednym lub drugim domu ,rozmowy tylko o przyszłym ślubie i dzieciach, które będą zaraz po ślubie, to nie mają sytuacji w których się można zorientować, z jakim człowiekiem do czynienia. Nasi dziadkowie poznawali się w czasie wojny lub zaraz po, ale chyba dzięki tym doświadczeniom, pomimo często szybkich ślubów ( 5 osobowych z księdzem włącznie) trwali ze sobą po 65 lat!! Z miłością, szacunkiem i Bogiem. Gdzieś to zniknęło i nawet sam Bóg, w dniu ślubu jest gdzieś na końcu, przed 250 gośćmi, sukienkami i przysięgą, której sami wypowiadający nie słyszą.
            W tych czasach ludzie we wszystkim szukają interesu.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!