Joanna: Modlitwa o konkretną miłość

Jestem osobą wierząca, ale wcześniej rzadziej taką, która byłaby blisko Boga. Wierzyłam, ale mało z nim rozmawiałam, bardzo rzadko chodziłam do kościoła. Jeśli pojawił się problem, oczywiście, gdy trwoga to do Boga. Poznałam go przez internet, jak to juz w dzisiejszych czasach powszechne. Dobrze nam się rozmawiało, mieliśmy wspólne tematy i lubiliśmy podobne rzeczy. Mówię: „To jest to!” Zafascynowałam się. Pisaliśmy trochę, więc normalną sprawą było spotkanie. Umówiliśmy się na pizzę, bo oboje ją lubimy, w sumie kto jej nie lubi? 😀
Rozmowa wydawała sie zwyczajna, jednak chyba jednak nie do końca się kleiła, było trochę sztywno, w porównaniu do tego jaka była pisząc przez internet.
Zjedliśmy, trochę jeszcze porozmawialiśmy, chociaż wiedziałam, że te spotkanie było klapą. Mimo to, dalej byłam nim oczarowana. Wsiadamy do auta , i tu już jakby rozmowa była coraz lepsza, czuliśmy, większy dystans i było miło. Odwiózł mnie do domu i na końcu powiedział, że kolejnym razem to jakiś spacer. Mówię: „Pewnie, jestem za” i sie pożegnaliśmy.
Wieczorem pisaliśmy, wydawało się niby wszystko okej, jednak czułam, że coś nie gra.
Pisaliśmy bardziej zdawkowo, a potem już coraz mniej, bo gdy facetowi zależy, stara się i zabiega, a z jego strony już tego brakowało. Nie narzucam się, bo tego nie robię i sama tego nie lubię, więc dałam sobie spokój. Wysyłał mi tylko zdjęcia swojego pupila, więc znów miałam nadzieję, że może wszystko gra, ale nie ma czasu pisać? Tłumaczyłam jego zachowanie i szukałam dla niego usprawiedliwienia, to dawało chwilową ulgę, ale wiedziałam, że sama się oszukuję. On dalej wysyłał zdjęcia pupila, uznałam to za śmieszne i wiedziałam, że nie traktuje tej relacji poważnie, więc już nawet na to nie reagowałam i odpuściłam, chociaż bardzo bolało, ale wiedziałam, że to raczej nie ma sensu.
Chciałam mieć z nim kontakt i się z nim spotykać, ale wiedziałam, że nic na siłę i nie zmuszę go przecież do tego. Po drugie, mój honor mi na to nie pozwalał. Nie wiedziałam co mogę jeszcze zrobić, szukałam różnych porad w internecie, jak sobie poradzić i co robić. Szukam, szukam i nagle ukazał mi się artykuł o modlitwie pompejańskiej. Świadectwa, że Maryja wysłuchała prośby o wzajemną i konkretną miłość, to była moja ostatnia deska ratunku. Nie zastanawiałam się i od razu wyszukałam jak dokładnie się ją odmawia. Trochę mnie zszokowała ilość części różańca, ale nie zniechęciłam się, wiedziałam, że to może mi pomóc. Zaczęłam moją przygodę z modlitwą, prosiłam Maeyję o odzajemnienie uczuć tego chłopaka, błagałam ją ze łzami w oczach, by wysłuchała mojej prośby. Miałam chwile zwątpienia i tego czy to ma wgl jakiś sens. Ale modlitwa bardzo dużo mi pomogła, czułam wewnętrzny spokój, ukojenie, bliskość Maryi i jej ciepło, wierzyłam, że Maryja mi pomoże. To było niesamowite, nie poświecałam nigdy wcześniej tyle czasu na modlitwę, a modląc się, czułam, że mam w sobie więcej siły. Z czasem, mijała mi chęć i pragnienie, by on do mnie napisał, więc zmieniłam intencję i modliłam się, by znalazł się ktoś inny i bym była szczęśliwa.
Ten chłopak się nie odezwał, ale dalej trwałam w modlitwie.
W dniu 51 odmawiania nowenny, szukałam przejazdu do innego miasta, bo byłam wtedy w domu rodzinnym. Napisałam do jednego chłopaka, który ogłaszał, że będzie jechał, miał miejsce, więc się udało. Rozmowa była całkiem miła, kleiła się i nie kończyły nam się tematy, był wierzący i to też było miłą wiadomością, tamten nie wierzył w Boga. Szczerze powiem, spodobał mi się i byłam ciekawa czy będzie może chciał jeszcze się spotkać. Co lepsze miał tak samo na imię, jak ten poprzedni chłopak.
Odwiózł mnie pod sam dom, weszłam tylko do domu i od razu napisał, bo przypomniał mu się tutuł filmu, który miał mi polecić, ale w aucie nie mógł sobie przypomnieć. Zaczęliśmy się spotykać. Był kochany, opiekuńczy, ułożony, bez porównania do poprzedniego. Dlatego, teraz doskonale wiem, co znaczą słowa „Bóg wie lepiej i wie co dla nas najlepsze” Nie spodziewałam się, że może pojawić się ktoś lepszy. Wspólne wyjścia do kina, restauracji, miło spędzialiśmy czas. Spotykaliśmy się kilka miesięcy, aż pewnego dnia, napisał mi, że nic nie czuje i nie będzie się zmuszał. Załamałam się. Teraz odmawiał znów tę cudowną modlitwę z nadzieją, że najdroższa Mateńka wysłucha mojej prośby i wierzę, że jeszcze jest dla nas nadzieja. Jednak, godzę się na to, że będzie tak, jaka jest Jego wola, jeśli będzie nam dane, byśmy byli znów razem, byłabym niezmiernie szczęśliwa, ale On wie najlepiej, co dla nas najlepsze.
Świadectwo piszę, ponieważ dostałam coś dużo lepszego, o co prosiłam, za co jestem bardzo wdzięczna. Nakłaniam każdego do tej pięknej modlitwy, którą można wyprosić coś dużo lepszego, niż sie spodziewamy. Może wydawać się nam, że teraz czegoś strasznie potrzebujemy i pragniemy, bo to nam da szczęście, ale z czasem uświadomimy sobie, że wcale nie byłoby to takie dobre jak nam się wydawało i że bardzo dobrze, że wtedy Bóg nas nie wysluchał. Dlatego zaufajmy Jemu i pozwólmy mu działać. Jeśli zastanawiasz się czy ta modlitwa ma sens i czy coś Ci ona pomoże, nie marnuj na to czasu i zacznij już teraz się modlić! Pozdrawiam.

1
A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
1 Wątki komentarzy
0 Wątki z odpowiedziami
1 Obserwujący
 
Najpopularniejsze
Najgorętsze
1 Autorzy
Lula Autorzy ostatnich
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o
Lula
Gość
Lula

Przepraszam, że trochę nie na temat, ale ostatecznie Twoje świadectwo mnie zainspirowało do wypowiedzi. „Aż pewnego dnia, napisał mi, że nic nie czuje i nie będzie się zmuszał” niesamowite, że spotykacie ludzi, którym z taką łatwością przychodzi na wyznania już po kilku miesiącach. A na spotkania to w ogóle już po tygodniu, ale to chyba kwestia wieku? Po 40-tce randkowanie to jest horror, nikt nic nie mówi, nikt nie wyraża żadnych uczuć złych ani dobrych, nie można się połapać, jaki jest sens spotkań i czego chce druga osoba. A wszystko pod przykrywką chrześcijańskich wartości, parodia. Asiu, cieszę się, że przez… Czytaj więcej »