Basia: Uzdrowienie mojej córki

Chciałabym podzielić się swoim świadectwem odmawiania Nowenny Pompejańskiej. Mam dwie córeczki. Starsza, 5-letnia, chodzi do przedszkola. Ciągle łapie jakieś infekcje, ale dobrze sobie radzi i jakoś z nich wychodzi. Pięć miesięcy temu urodziłam córkę. Kiedy miała półtora miesiąca, zaczęła kaszleć, więc udaliśmy się do lekarza, który dał nam skierowanie do szpitala. Na wstępie zrobili wymaz z nosa i wyszedł paskudny wirus RSV, bardzo niebezpieczny dla małych dzieci. Wspomnę jeszcze, że w wieku czterech tygodni wykryto u niej wadę serca, zwężenie aorty i tętnicy płucnej. W szpitalu spędziliśmy Wigilię i dwa dni świąt, jednak jej stan pogarszał się z godziny na godzinę. Całą noc płakała, nie chciała jeść i oddech robił się coraz słabszy. Trafiliśmy na dobrego lekarza, który szybko zareagował. Zaintubowali ją i przywieźli do innego szpitala, do Prokocimia (Kraków) na intensywną terapię. Diagnoza brzmiała strasznie. Dziecko przywiezione w bardzo ciężkim stanie, ostra niewydolność oddechowa, zapalenie płuc, wirus RSV, jeszcze wada serca. Dziecko podłączone pod aparaty, włączone leczenie antybiotykiem – dwa tygodnie minimum, ale czy pójdzie na leczenie – zobaczymy. Na korytarzu spotkałam dziewczynę trzymającą różaniec w ręku i książeczkę do odmawiania Nowenny Pompejańskiej. Mówiła, że gdy odmawia tę Nowennę, dzieją się cuda, tylko trzeba odmówić cały różaniec trzy razy, czyli 150 „Zdrowaś Mario”. Pomyślałam, że nie dam rady, bo nie pamiętam, kiedy ostatnio różaniec trzymałam w ręku. Na drugi dzień zaczęłam jednak modlić się na różańcu do Matki Bożej o zdrowie córeczki. Wstawałam godzinę wcześniej i odmawiałam cały różaniec – trzy części. Już nazajutrz odczuwałam bliskość Maryi. Poszłam do spowiedzi, zaczęłam codziennie przyjmować Komunię i uczestniczyć we Mszy Świętej. Lekarze codziennie mówili, że stan córki się poprawia, idzie na leczenie. Doszła kolejna infekcja – mykoplazma, którą trzeba podleczyć antybiotykiem. Byłam spokojna, bo wiedziałam, że Matka Boża czuwa nad nami. Stan córki się poprawiał, tolerowała mleko, które jej przywiozłam, wyniki były coraz lepsze, zaczęła samodzielnie oddychać, zniknęła rurka z tlenem, zaczęła potem jeść samodzielnie z butelki, więc sonda też zniknęła. Odnośnie wady serca – był lekarz, który miał jej robić zabieg, a na drugi dzień okazało się, że nie jest to konieczne. Ja dalej odmawiałam różaniec. Wreszcie lekarz stwierdził, że stan dziecka jest na tyle dobry, że może opuścić szpital, tylko musi iść na obserwację na oddział. Z powodu panujących infekcji przywieziono nas prosto do domu transportem medycznym. Córka wróciła do domu zdrowa, bez kaszlu, bez kataru. Lekarze się dziwili, że dziecko  siedmiotygodniowe – z ciężką wadą serca, z wirusem RSV, zapaleniem płuc – wyszło z tego wszystkiego bez szwanku. To prawdziwy cud, jaki otrzymaliśmy od Matki Bożej. Z całego serca Jej dziękujemy. Po skończonej Nowennie zaczęłam odmawiać drugą i też Maryja nas nie opuszcza – wyprasza u swego Syna strumienie łask. Dziś byliśmy na badaniu (echo serca) i okazało się, że wada serca jest łagodna, że nie ma zwężenia i do kontroli za pół roku. Kolejny cud. Za osiem dni zacznę odmawiać trzecią Nowennę. Różaniec ma wielką moc i dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczy Mu zaufać. Modliłam się też nowenną do św. Rity, modlitwą „Jezu, Ty się tym zajmij”, modlitwą o uzdrowienie za wstawiennictwem Ojca Świętego Jana Pawła II. Wszystkie modlitwy zostały wysłuchane.

  • Pięknie świadectwo, aż mi łzy ze wzruszenia stanęły w oczach życzę zdrowia i błogosławieństwa Bożego dla was.

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!