Gabriela: Duchowa adopcja dziecka poczętego z Królową Różańca Świętego i… św. o. Pio

Pragnę podzielić się świadectwem, jak bardzo cudowna jest nowenna pompejańska odprawiona nie we własnych czy rodzinnych sprawach, lecz w intencji kogoś, którego zna tylko sam Pan Bóg. To także mój pierwszy krok w nieco innym kierunku aniżeli dotychczas. W przeciągu dziesięciu lat odprawiłam wiele razy nowennę nie do odparcia, lecz we własnych „interesach”. Wszystko się rozpoczęło 7 października 2018 roku na skoczowskim wzgórzu – Kaplicówce przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej Pompejańskiej i św. Jana Pawła II. Z 6/7 października po raz wtóry wzięłam udział w niemalże całodobowym czuwaniu różańcowym. Czuwanie zakończyło się w samo południe ofiarą Mszy Świętej, przed którą złożyłam przyrzeczenie duchowej adopcji zagrożonego życia. Do codziennie odmówionej dziesiątki różańca modliłam się także do św. J. Pawła II o ocalenie życia, otoczenie troską jego matki w stanie brzemiennym oraz szczęśliwe rozwiązanie. Na zakończenie każdego dnia modliłam się do bł. Pauliny Jaricot we własnej intencji o wytrwałość na modlitwie. Gdy nadszedł miesiąc poświęcony zmarłym, a szczególnie przebywającym w otchłani czyśćca, przeczytałam świadectwo osoby, która modliła się nowenną pompejańską w intencji takich dusz, które bardzo potrzebują modlitwy. Zaczęłam się zastanawiać czy także nie zdobyć się ze swej strony na taki krok. Z drugiej strony pojawiły się jednak wątpliwości, czy podołam – a jeszcze bardziej – czy przez to będzie „uboższe” dzieło duchowej adopcji. W grudniu mam zwyczaj w intencji takiego dziecka odprawiać koronkę do Dzieciątka Jezus. W okres Adwentu wkroczyłam ze św. o. Pio powierzając Mu w tym miesiącu zagrożone dziecko i jego matkę. Wówczas oświeciło mnie, że mogę przecież odprawić tę nowennę właśnie w tej ważnej intencji. Wybrałam sobie już dzień, obliczając tym samym datę zakończenia i znów wzbudziły się wątpliwości! Obawiałam się, że to będzie bardzo trudne, bo musiałabym mimo wszystko zaniedbać wiele swoich obowiązków, których w okresie Adwentu i Świąt Bożego Narodzenia przecież nikomu nie brakuje. W Wigilię zjadą się goście… a ja mam ich zostawić samym sobie, bo muszę się modlić? 23 grudnia na nabożeństwie ku czci św. o. Pio już wiedziałam, że nowennę nie do odparcia rozpocznę w Nowy Rok 2019. Prosiłam wówczas św. o. Pio, aby pomógł mi na okres nowenny powierzyć to dziecko i matkę, wstawiennictwu św. Patrona. Odpowiedź otrzymałam wychodząc z kościoła. Oto na stoliku z prasą leżał kalendarz na 2019 rok poświęcony heroicznej matce – św. Joannie Berettcie Molli. 24 grudnia kończąc adwentowe nabożeństwo ze św. o Pio, bardzo mu dziękowałam za powierzenie dziecka i jego matki tak wspaniałej Patronce, którą wzywa się w ratowaniu życia. 1 stycznia każdego dnia po odprawionej nowennie modliłam się także do św. B. Longo, prosząc by wytrwać na nowennie pompejańskiej. I udało się! Nowennę zakończyłam 23 lutego przed obrazem św. Stygmatyka, ale to jeszcze nie koniec. W tym dniu rozpoczęłam w tej samej intencji nabożeństwo 20 sobót, które poznałam dzięki dwumiesięcznikowi „Królowa Różańca Świętego”. Dzięki temu posiadałam bardzo pomocną lekturę, by właściwie odprawić to nabożeństwo. Najcudowniejsze jest to, że ostatnia tzn. 20 sobota wypadnie w dniu zakończenia dzieła duchowej adopcji – 6 lipca. Składając w październiku przyrzeczenie nawet na myśl mi nie przyszło, że Matka Boża tak cudownie tym pokieruje. A może to św. o. Pio tak pokierował tym dziełem? W ostatnim numerze „Królowej Różańca Świętego” czytałam, że św. Kapucyn, bardzo cenił to 54-dniowe nabożeństwo różańcowe. Chwała za to Panu!

>

Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!