Aleksandra: Wymodlony mąż

To świadectwo jestem winna Matce Bożej już od pewnego czasu. Sama przeglądam zawarte na stronie świadectwa i napełniają mnie nadzieją w tych trudnych, nie dających spokoju czasach. Mam nadzieję, że moje świadectwo podniesie kogoś na duchu, umocni, pocieszy. Nowenna Pompejańska towarzyszy mi od kilku dobrych lat, odmawiałam w różnych intencjach, często prosząc o łaski dla innych. Postanowiłam jednak odmówić Nowennę Pompejańską z prośbą o dobrego męża dla mnie. I uwierzcie kochani, że dla osoby, która mając 25 lat, a która nigdy nie była w związku, modlitwa ta była dla mnie niczym ostatnia deska ratunku. Bardzo chciałam założyć rodzinę, opartą na Bogu, chciałam zostać w przyszłości żoną i matką, to pragnienie powołania małżeńskiego mocno we mnie siedziało, a im bardziej tego pragnęłam, tym bardziej pogrążałam się w smutku, bo przecież tak trudno jest spotkać tę drugą połówkę, a fakt, że chciałabym aby był to mężczyzna wierzący, wydawał się potęgować uczucie, że to chyba już wręcz niemożliwe… Chcę też zaznaczyć, że mam wielkie nabożeństwo do św Józefa, który jest moim życiowym patronem i do którego latami modliłam się o dobrego męża. Lata leciały, nic się nie działo… Skupiłam się w dużej mierze na pracy, sama też chyba zastygłam w bezradności. Ale w pewnym momencie postanowiłam wyjechać do Sanktuarium św Józefa w Kaliszu, aby tam wymodlić dobrego męża. W krótkim czasie od tamtego momentu, poznałam mężczyznę, wierzącego, który… Okazał się być wielkim rozczarowaniem. Zerwał znajomość nagle z dnia na dzień, a mi wydawało się wówczas, że Pana Boga za nogi złapałam, poznając go. Niestety. To był dla mnie również przełomowy moment jeśli chodzi o moją wiarę. Doszłam do wniosku, że moje bycie z Bogiem w dużej mierze opiera się na tej nadziei, aby wreszcie Pan Bóg dał i tego upragnionego męża. To był trudny czas, pełen modlitwy pełnej goryczy, gdzie wyrzuciłam Panu Bogu, jak mnie boli ta samotność. Ale ostatecznie powiedziałam Bogu, żeby robił ze mną, co chce. W tym czasie również wyprowadziłam się od rodziców i zaczęłam w pełni samodzielne życie. Po rozczarowaniu tamtym mężczyzną, sama nie wiem dlaczego, ale czułam, że chcę kontynuować modlitwę z prośbą o dobrego męża, ale tym razem z naciskiem na to, aby przede wszystkim spełniła się wola Boża. Rozpoczęłam wówczas Nowennę Pompejańską. W niedługim czasie, nie wiedziałam dlaczego, założyłam konto na katolickim portalu randkowym. Nie wiedziałam dokładnie, dlaczego tak zrobiłam, pamiętam że moim celem było nie tyle poznanie kogoś, co bardziej pokonanie bariery jaką stawiałam sobie w głowie, aby pod żadnym pozorem nie wchodzić jednak w takie internetowe znajomości. Później, również nie wiedziałam dlaczego, odczytałam jedną, jedyną wiadomość spośród wielu, które na portalu otrzymałam. Nie wiedziałam też dlaczego nawiązałam korespondencję i zgodziłam się spotkać z tym mężczyzną… Na wszystkie te pytania dlaczego?, nie znałam odpowiedzi 🙂 Ale dziś już wiem, dlaczego. Dlatego, że ten mężczyzna jest dzisiaj moim mężem. Jest dobrym, opiekuńczym, oddanym Panu Bogu człowiekiem, który jest mężczyzną wręcz powyżej tego, czego oczekiwałam. Przenieśliśmy znajomość internetową szybko w świat realny, aby nie tkwić w przestrzeni internetowej, gdzie często kreujemy tylko pewien wizerunek, a nie nas samych takimi, jakimi jesteśmy. Naszą znajomość, nasze bycie parą, później narzeczeństwo i obecnie małżeństwo powierzyliśmy Bogu, Matce Bożej i św Józefowi. Walczyliśmy o czystość przedmałżeńską, wspólnie modliliśmy się i modlimy nadal. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, jak to się wszystko potoczyło. Jakkolwiek bajkowo to brzmi, mąż opowiedział mi po czasie, że wiedział, że będę jego żoną po tym, jak rozmawialiśmy o wierze, o modlitwie, jak powiedziałam mu o tym, że często modlę się Nowenną Pompejańską. On sam zresztą modlił się tą nowenną o dobrą żonę, około roku przed poznaniem mnie. Ja zaczęłam moją nowennę o dobrego męża niedługo przed poznaniem go, a nasze pierwsze realne spotkanie przypadło na przełomie części błagalnej i dziękczynnej. Wiele mamy w naszej historii dowodów prowadzenia przez Matkę Bożą, wiele Jej zawdzięczamy, dlatego w naszym mieszkaniu wisi w salonie piękny obraz ukazujący Matkę Bożą Pompejańską. Ufamy, że Ona nas będzie umacniać i prowadzić na tej pięknej drodze powołania małżeńskiego, my po ludzku dołożymy wszelkich starań, aby nasze małżeństwo było zgodne i trwałe, bo miłość to też ciężka praca. Ale o tę łaskę i prowadzenie prosimy Pana Boga i Najświętszą Maryję Pannę każdego dnia. Dziś rozpoczęłam kolejną Nowennę Pompejańską, ofiarując w opiekę Matce Bożej nasze poczęte dzieciątko, które będzie z nami w tym roku 🙂 Wszystkim, którzy modlą się o dobrego męża/żonę życzę, aby nie ustawali, nie tracili nadziei ale przede wszystkim, aby zawierzyli bez reszty i jak Maryja, powiedzieli Panu Bogu swoje „fiat”.

Msza Święta

w Pompejach

- 25 czerwca 2021

    • Aleksandro piękne świadectwo:-) . Można wiedzieć na jakim portalu go poznalas? bo ja też mam uprzedzenia co do tych portali ale po twoim świadectwie może sie przełamie…..

      • Może odpowiem od siebie, mój wpis jest kilka postów niżej (o tym, że moja historia jest podobna).
        Ja miałam 30 lat kiedy dowiedziałam się o nowennie i wtedy też odmówiłam ją w intencji znalezienia dobrego męża. Moja koleżanka bardzo namawiała mnie do zalogowania się na portalu Przeznaczeni, ponieważ ona tam właśnie poznała się z mężem, podobnie ich znajomy z obecną żoną i wszyscy tworzą bardzo dobre małżeństwa. Od razu po zakończeniu nowenny tak zrobiłam i w bardzo krótkim czasie poznałam człowieka, który jest teraz moim mężem. Czy polecę ten portal? Ciężko powiedzieć jak jest teraz, a już kilka lat upłynęło. Wydaje mi się, że nie jest łatwo w ten sposób poznać męża/żonę a to, że mnie się udało uważam za prawdziwy cud : ) Ale myślę jednak, że warto spróbować, a nóż znajdziesz się w gronie tych szczęśliwców, którzy odnaleźli tam swoje szczęście? Na pewno jest to możliwe, bo paru takich znam 🙂

  • Kochana Olu piekne przepiekne swiadectwo. Ale ogromne swiadectwo waszego zycia. Gratuluje Ci Bozej madrosci. Gdy Bog jest na pierwszym miejscu wszystko inne jest na swoim miejscu. Niech bedzie uwielbiony Bog przez serce Maryi.Zycze wam pieknego zycia i opieki sw.Rodziny badzcie szczesliwi. W radosci i smutku szukajcie Boga bo nic w zyciu nie dzieje sie bez przyczyny, wszystko jest zamyslem Boym. Chwala Panu.

  • Piękne świadectwo! Moje jest bardzo podobne. Ja również poznałam mojego męża dzięki Matce Bożej i Nowennie Pompejańskiej. Jesteśmy już 3 lata małżeństwem a ja codziennie jestem wdzięczna za łaskę, która mnie spotkała. Mocno wierzę w to, że to Maryja postawiła na mojej drodze tak dobrego i wspaniałego człowieka, jakim jest mój mąż. Teraz modlę się o cud, żebyśmy mimo przeciwności zdrowotnych zostali rodzicami. A jeśli tak się nie stanie, żebyśmy mieli siłę, żeby się z tym pogodzić.

  • Piekne swiadectwo.Ja również wymodlilam sobie mojego przuszlego meża NP i modlitwa do św.Józefa.Teraz jest moim narzeczonym ale slyb niebawem.Chwala Tobie Panie.

  • Super świadectwo, pozostaje mi tylko powiesić się, bo skoro 25 latka lamentuje, że jeszcze nie ma męża i nowenna jest jej ostatnią deską ratunku, to ja mając lat 40+ tylko mogę się powiesić. Powinny być tu zamieszczane świadectwa o sprawach, które faktycznie mieszczą się w kategoriach cudu albo spraw beznadziejnych. Świadectwo jakiejś 25 latki, że znalazła męża, to raczej w kategoriach cudu się nie mieści. Opamiętajcie się, bo zamiast pomagać i dawać nadzieję innym, tylko ją odbieracie. Ja przeczytałam to świadectwo wczoraj, przed snem no i miałam całą noc z głowy, bo jak już czułam spokój i wiarę w to, że i moje życie zostanie poukładane to takie głupie świadectwo sprawiło, że miałam ciężką noc i będę miała równie ciężki dzień.

    • Rozumiem Cię Izo, ale jeśli dla Aleksandry był to problem, że w wieku 25 lat nie była mężatką?
      Samo słuchanie od bliskich czy choćby tu na stronie, że wszystko będzie dobrze, że wszystko się ułoży po Twojej myśli jest dla Ciebie trudne.
      Każdy ma swoje- my nie mamy wnuków i istotnie całymi latami miałam nadzieję, że a może jeszcze.Przyjaciółkom, kolegom rodziły się wnuki, więc mnie zawiadamiali , przesyłali zdjęcia, nikomu nie przychodziło do głowy , że mogę się z tym różnie czuć.Na ostaynich zjazfach klasowych wiodącym tematem były wnuki- ile lat, jakie mądre itd.Czy zazdrościłam?- tak , bo jeśli komuś rodzi się siódmy wnuk, a ty nie masz wcale…Przełykałam Dnie Babci, laurki, wierszyki.
      Aż sama sobie wytłumaczyłam, że nic w tym zakresie nie zrobię ani ja ani mąż, który bardziej potrafił ukryć odczucia.
      Jest przykra świadomość , jakby się po sobie nic nie zostawiało, ale zaręczam Ci, że można sobie poradzić.
      Dużo dobrego Ci życzę .
      Nawet z dozą czarnego humoru nie napomykaj o wieszaniu.

      • Piękny komentarz Mario II, życzę Pani, żeby doczekała się Pani wnuczków i mogła cieszyć się nimi jako Babcia. Jak śpiewał Czesław Niemen, dziwny jest ten świat… Szkoda, że ludzie ranią czyjeś uczucia i nawet nie zdają sobie sprawy jak to boli. Mnie również bolą i jednocześnie cieszą wysyłane przez koleżanki zdjęcia rodzących się im dzieci, z chrztów, ślubów. Człowiek całe życie walczy o to aby być dobrym i nie zazdrościć szczęścia, które nie jest naszym udziałem. Sama mam 34 lata i nie założyłam rodziny, choć bardzo jej pragnę.

        • Dziękuję bardzo, każdy kto mnie zna , wiedząc jak bardzo kocham dzieci – życzy mi wnuczków, powinno ich być pewnie tuzin, a tu nic:))
          34 lata to wiek „ poborowy” – , powodzenia i dołączam Cię w moich modlitwach do wszystkich pozostałych szukających męża/ żony- codziennie 10 Zdrowaś Maryjo.Pozdr.M

      • Dokładnie tak jest jak piszesz Mario II. Nikt nie wie, jak blizni odczuwa ciezar swego krzyza w zyciu,drugi czlowiek nie jest w stanie wejsc w serce i umysl drugiego czlowieka . Dlatego musimy byc wyrozumiali dla siebie. Nie da sie wywarzyc cierpienia.

    • Iza , spróbuj nie skupiać się na swojej prośbie ,ale staraj poznawać Boga takim jakim jest w ten sposób zapewnisz szczęście sobie ,powiedz Mu ,że chcesz pełnić Jego wole ,ale z radością bo Mu ufasz ,że wie co potrzebuje Twoje serce. Im częściej tak bedziesz robić i co raz bardziej będziesz to czynić sercem Twoje ,życie stanie się autentycznie szczęśliwe niezależnie od sytuacji w jakiej będziesz się znajdować.
      Bo nie to co posiadamy czy z kimś jesteśmy czyni nas szczęśliwymi a zjednoczenie nasze z Bogiem to daje nam radość jakiej nie ma tym świecie i wszystko przestaje się liczyć problemy czy powodzenia wszystko przyjmujemy tak samo bo wszystko co potrzebujemy to Boga a radość coraz większa gdy , dążyć zaczyna się do tego aby jak najwierniej odpowiadać i przyjmować każdą łaske ,żyje się wtedy pełnią życia nie ma dnia ,aby nie dziękować bo widzisz coraz jaśniej ,że te „nasze krzyże” to piękna droga , że Bóg pragnie naszego szczęścia ,ale droga ,która prowadzi do szczęścia to nie to co my uważamy za szczęście a to co Bóg daje nam każdego dnia.
      Można mieć męża i dzieci i wcale nie być szczęśliwym/ą widać to po dzisiejszym świecie jak ktoś ma to wszystko chce czegoś więcej szuka wrażeń czy to mężczyzna czy kobieta bo nie są w pełni szczęśliwi bo obecnie szczęście ludzie łączą z posiadaniem a to wielkie oszustwo złego ducha . Można być bardzo szczęśliwym nie mając nic i można być bardzo nieszczęśliwym mając wszystko.
      Ps. Można modlić się o wsxystko jednak Bogu zaufać ,że skoro nie daje to wcale na obecną chwile nie dałoby to nam radości to złudzenie ,można przeżyć życie skupiając się na tym co nie mamy albo cieszyć się życiem .
      Znam wiele samych ludzi i są szczęśliwi a z racji tego co robie widze wiele cierpienia w małżeństwach widze wielkie cierpienia dzieci . Także mieć męża czy dzieci nie uczyni naszego życia szczęśliwym a jedynie Bóg oczywiście za naszą zgodą.

      • Maria II , mena, wierzcie mi, że staram się na tym nie skupiać. Modliłam się w swoim życiu sporo o męża, chociaż nigdy się Bogu nie naprzykrzałam, mówiłam sobie, że na pewno w którymś momencie tak się, stanie. Ale nic się nie dzieje. Moja aktualna nowenna nie jest w intencji męża, ale w intencji poukładania mojego życia. Problem polega na tym, że jestem tylko człowiekiem i jest mi zwyczajnie przykro, kiedy ktoś mnie poniża i widzę głupie uśmieszki a za plecami wytykanie mnie bo „stara panna”. Jest mi również przykro, tak zwyczajnie po ludzku, że takiej 25 latce Bóg pomógł a mi nie chce jak do tej pory. Jestem gorsza? Dlaczego? A może już za stara i nie rokuję na przyszłość? Bo przecież dzieci już pewnie mieć nie będę to po kiego mi mąż? Samotnej kobiety nikt nie zrozumie. Tłumaczenie, że w małżeństwie też nie wszyscy są szczęśliwi, jakoś mnie nie przekonuje, ja wiem że małżeństwo to nie wieczna sielanka, ale jednak jest ten ktoś a ja nie mam nikogo poza rodzicami. Od dłuższego czasu chcę kupić samochód i nawet nie mam sie kogo poradzić a jako kobieta za dobrze się na tym nie znam. Jest mi również przykro z powodu moich rodziców, bo nigdy nie będą mieć wnuków i podobnie jak u Ciebie, Mario, cały czas znajomi, sąsiedzi chwalą się wnukami a moim rodzicom na pewno jest przykro. Staram się nie tracić nadziei, rozmawiam z Jezusem często, codziennie i wtedy czuję się lepiej ale takie „świadectwa” jak to, powodują znowu powrót do moich zranień i to, że czuję się gorsza i niepotrzebna.

        • Dla mnie to tez była strata czasu. Inni mają mimo to. I mam uwierzyć że to dla mojego dobra. Oklamywanie samego siebie. Nic ponadto. Dawanie fałszywej nadzieji.

        • Iza, moj syn jest w Twoim wieku, zona zostawila go z dnia na dzien, stracił dzieci, dom, zostaly dlugi i rozpacz

          • Mój kuzyn też został sam po 20latach małżeństwa ,każdy był w szoku uchdzili za jedno z najlepszych małżeństw .
            Odeszła do innego.

            • danka, trudno radzić jeśli nie zna się całej sytuacji. Być może Twój syn po prostu od początku źle wybrał żonę, a może była inna przyczyna. Nie wiem więc nie mogę radzić.

            • Wiem Iza, to pytanie retoryczne, bo jezeli Bog nie da rady…, pytam jak życ bez nadziei, patrząc na załamanie syna, swoje, osierocone dzieci,nie mam sily…

            • danka, dla Boga nie ma rzeczy nie możliwych, inną sprawą jest Boża wola i jego plany w stosunku do konkretnych osób. Może pomódl się, żeby Bóg wyprowadził dobro z tej sytuacji, która wydaje się tragiczna i bez wyjścia.

            • dzięki Iza, pewnie, ze spróbuję, nie mam nic do stracenia

          • danka, rozumiem Was doskonale bo jestem w takiej samej sytuacji. Nie mam w tej chwili innego pomysłu jak tylko modlitwa.

        • Rozumiem , krzyż w sam sobie nie jest aż tak ciężki często otoczenie go powiększa …
          Prosze spróbuj tak zdać się na całkowite prowadzenie Bogu uwierz naprawde życie wtedy jest inne . Nawet z kupnem auta.

          • Nie będe kusić się i próbować zrozumieć działanie Boga bo to nie na nasz rozum ,wieczność wszystko wyjaśni.
            Też mam sprawe o którą modle się już ponad 15 lat i narazie cisza . Oddaje ten problem Bogu .

          • Tak, otoczenie bardzo powiększa ten krzyż, jak i nasze normy kulturowe, gdzie mimo XXI wieku kobieta samotna postrzegana jest wiadomo jak. Próbuję sobie z tym radzić, po prostu muszę się nauczyć z tym żyć. Chyba nie mam wyjścia.

            • Drodzy forumowicze
              Bardzo dobrze ze sa takie świadectwa ja to. Ze można wymodlic sobie meza. Ja codziennie przeglądam świadectwa i tylko czekam na pojawienie się jego. W swoim życiu odmowilam już 3 nowenny nowenny intencji znalezienia dobrego meza i jak narazie czekam. Mam również 25 lat i większość moich znajomych wyszła już za maz. Ale nie patrzmy na to. Każdy ma swój czas to jest coś najgorszego co może być patrzeć się na ludzi ze już wszyscy się pozenili tylko my nie. I byle kto się napatoczy Ale,,mnie chce” to dobry i taki byle by był. Nasze wyamagania i poprzeczka spadają. Bo ważne żeby był. NIE NIE I JESZCZE RAZ NIE. Dziewczyny nie róbcie tak. Nie myślcie tak bo można naprawdę wkopac się w niezły kanał i zmarnować sobie życie i być nieszczeliswa. Dlatego modlimy się do naszej Matki z próbą o kochającego męża wartościowego człowieka i tego się trzymajmy. Maryja napewno już wysłuchała naszych próśb. On już jest w drodze i jak ktoś tu kiedys pisał będzie nawet lepszy niz ten o którego proslismy. Ale nie trzeba tracic nadziei nie trzeba w TO WĄTPIĆ . Trzeba zawierzyć ta sprawę Maryji. Po prostu cały czas isc ta myślą i mieć w głowie takie zdanie MARYJA WYPROSILA MI CUDOWNEGO MĘŻA W ODPOWIEDNIM CZASIE POSTAWI GO NA MOJEJ DRODZE I SIĘ SPOTKAMY. PAN Bóg też nas wystawia na próbę naszą wiarę. Czy zwatpisz czy nie. Już jest dobrze wiesz ze spotkasz wiesz ze zostaniesz wysluchana A za kilka dni tydzień znów masz momenty i myśli ze nie to bez sensu nic się nie zmieni będę sama itp. Nie można ta myśleć. Trzeba takie myśli odsuwaci wierzyć w to że zostaliśmy już wysluchani. Tylko to nie magia..to nie czarodziejska różdżka. Ze klikniesz i już masz. oni wiedzą lepiej kiedy co ma się stać i wydarzyć. Pomodlilismy się zawierzylismy te sprawę Maryji i czekajmy na rozwój sytuacji. Róbmy swoje. Żyjmy codziennymi sprawami. Nie goraczkujmy sie. Zaufajmy jej. Ona jest naprawdę wspaniała i kochana. Kocha nas. I my kochamy ja. Jak każda Matka chce dla nas jak najlepiej. Ufajmy jej. Ona.już nas wzięła pod swój płaszcz i nie chce żeby nam się działa jakąkolwiek krzywda i cierpienie.

            • Monika, jak miałam 25 lat, to też tak myślałam i ie robiłam dramatu z tego, że moje koleżanki po kolei wychodzą za mąż, ale to było jak miałam 20 kilka lat, nawet jak miałam 30, to podchodziłam do tego na ludzie. Nie gniewaj się, ale naprawdę nie możesz za wiele wiedzieć o zawiedzionych nadziejach i planach, które miałaś i poszły w kosmos. Nie wiem, kiedy Bóg uzna że jest dla mnie „odpowiedni czas”, być może nigdy. Muszę nauczyć się z tym żyć i przyjąć to raz na zawsze do wiadomości. Życzę Ci jak najlepiej, ale może się okazać że za 20 lat napiszesz to samo co ja.

            • Powodzenia! Napisz czy tak samo myślisz za 10 lat.

            • To jest wlasnie tak jak sformulowala to Monik.
              Konkretnie i rzeczywiscie.

        • Izo, napisałam, że Cię rozumiem i tak bardzo, z całego serca Ci życzę, żebyś ułożyła sobie życie.Nie w formie pocieszania, ale napiszę Ci, że znam osobę, która w wieku 42 lat spodziewa się pierwszego dziecka:)Obiecuję Ci modlitwę i pozdrawiam ciepło.

        • Nieznane sa wyroki Boskie.
          I tak jest duzo lepiej kiedy nie figlujemy z wyobraznia iwysylamy „zazalenia”doNajwyzszj Instancji.
          Z mojego zyciowego doswiadczenia wynika, ze nic sie BEZ Bozej Woli nie dzieje.
          Moja bardzo wlasna modlitwa „pomocnicza” brzmi:

          Dziekuje Ci Dobry BOZE za wszystko co mi dajesz I za wszystko cz ego mi NIE DAJESZ.
          Bo przeciez gdyby cos bylo mi potrzebne to TYS by mi to dal

          Kiedy rozejrzymy sie po tym pieknym swiecie jasne jest,
          ze wyobraznia moze prowadzic nas na manowce.
          Modlmy sie o rozsadek. A UFAJMY w Boza Madrosc I pomoc.

      • Jak się odczuwa rozgoryczenie osób samotnych to myślę, że sedno tkwi w samej wdzięczności za tą Samotność, mimo iż nie z wyboru.. Jak się usilnie czegoś pragnie pozbyć jakiegoś stanu ponad wszystko i jednocześnie jest się z tego niezadowolonym to zmiana może nie nadejść, Przypomina mi się usłyszana na jednych rekolekcjach opowieść o tym, jak jedna żona modliła się przez całe 40 lat o zaprzestanie alkoholizmu o swojego męża.. bez skutku.. Dopiero jak zdecydowała się w raz z całą rodziną przez 3 pełne dni modlić i śpiewać pieśni dziękczynne za ów alkoholizm to wtenczas natychmiast jej mąż przestał pić i udał się na leczenie, Niewiarygodne, ale prawdziwe. Nie ma co się oglądać na otoczenie.. List do Świętego Józefa jako niezawodnego, chwalebnego opiekuna Najświętszej rodziny oraz zawierzenie się Mu tu także jest bardzo dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza, że marzec zapasem ! Dla mnie to jest najlepszym wyjście, w nim można zawrzeć swoje osobiste prośby o naukę miłości Jezusa i dzielenia się nią z innymi ludźmi, poznanie przyszłego męża/żony i stworzenie kochającej rodziny, najlepiej napisać konkrety takie jak przedział czasowy, charakter wymarzonej pracy czy opis danej osoby 🙂

    • Zgadzam się z Izą. Ślub 25- laki to nie żaden cud ale normalna kolej rzeczy. Pięknie, że dziewczyna modliła się o dobrego męża i walczyła o czystość przedmałżeńską. Chwała jej za to ale to nie jest żaden cud!
      Sam mam na karku prawie 32 lata. Za sobą Nowenny Pompejańskie o dobrą żonę oraz za bycie dobrym mężem. Na razie nie panikuję ani nie czuję presji otoczenia ale gdzieś z tyłu głowy zapala się czerwono lamka. Nie ma co ukrywać, że z roku na rok sił ubywa a przyzwyczajenia starokawalerskie coraz mocniejsze…Mam rodziców, dwójkę rodzeństwa i siostrzeńca a mimo to bardzo boję się samotnej starości. Łzy stają mi w oczach gdy pomyślę sobie, że są osoby, którym nie będzie kto miał zapalić znicza na grobie ani pomodlić się za ich duszę mimo, że za życia prosiły Boga o odmianę swojego losu. W tych przypadkach pocieszanie w stylu módl się dalej, na pewno wszystko będzie dobrze wcale nie pociesza a czasami po może irytować. Zresztą wczoraj mieliśmy tutaj mega popis takich zawiedzionych nadziei, które doprowadziły do obrażania Boga i Najświętszej Panny.

      • Uważasz,że rady „módl się dalej , wszystko będzie dobrze” nie pocieszają tylko irytują. Ale weź pod uwagę,że nasza wiara jest religią nadziei, , optymizmu, przezwyciężenia ciemności, śmierci.Te rady nie mogą być inne, skoro wierzymy w Zmartwychwstałego Chrystusa. Chyba,że tylko udajemy ,że wierzymy, a kurczowo czepiamy się własnych przyzwyczajeń , nie dowierzamy, przyzwalamy na dominację lęku. Tylko ten , kto odważnie uwierzy Jezusowi w słowa „Wypłyń na głębię” – nie utonie . Innej drogi nie ma tylko wiara, nadzieja i optymizm. Jezus nas nie oszuka , trzeba tylko w to uwierzyć. Jest to trudne, ale taka jest „nasza wiara, taka jest wiara Kościoła , która wspólnie wyznajemy”. Z tej wiary wypływać muszą takie rady – „nie ustawaj w modlitwie”, bo inaczej nie byłoby w tym konsekwencji.

        • „Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi” . Tylko pełne pogodzenie się z wolą Bożą jakakolwiek ona jest względem człowieka daje pełnię szczęścia w życiu.

          • Witek, nie załamuj się, wiem że Ci ciężko ale Ty masz jeszcze dużo czasu 🙂 Przecież wiesz, że u kobiet czas liczy się inaczej niż u mężczyzny. Mężczyzna nawet 50 letni spokojnie znajdzie sobie panienkę 20 lat młodszą i może mieć z nią dzieci i jeszcze wszyscy będą mu zazdrościć. Akurat taki przypadek jest u znajomych, on 55 ona 32, w czerwcu ślub. Z kobietami jest inaczej, na 50 latkę spojrzy co najwyżej 70 latek, kobiety mogą mieć dzieci tylko do pewnego momentu, facet może do końca życia i to też uważam za wielką niesprawiedliwość.

            • Izo, mnie smarkule nie interesują. Nie potrzebuję dowartościowywać się młodszymi panienkami. Dziewczyna, do której żywię głębsze uczucia ( ale z różnych względów na pewno nie będziemy razem więc pozostaje tylko przyjaźń) jest starsza ode mnie. Chciałbym, aby moja przyszła żona podzielała moje wartości i była zrównoważona emocjonalnie ale przede wszystkim by była prawdziwym przyjacielem na dobre i na złe. Nie wyobrażam sobie, żeby zostać ojcem w wieku +50.

            • Dokładnie, dlatego życie nie jest sprawiedliwe, ludzie nie dostają sprawiedliwie a Bóg nie jest sprawiedliwy – Twój komentarz doskonale to pokazuje.
              Jedni są ograniczeni czasem a drudzy zdecydowanie mniej.
              Tylko człowiek naiwny i wierzy, że jak poprosi to dostanie…

            • Agnieszko, jeszcze jeden cytat dla Ciebie;(Mateusza 9:28-30)
              „Gdy wszedł do domu niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: ‘Wierzycie, że mogę to uczynić?’ Oni odpowiedzieli Mu: ‘Tak,Panie!’ Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: ‘Według wiary waszej niech wam się stanie!’ I otworzyły się ich oczy…”. Agnieszko ! Według wiary twojej – wierzysz, czy jednak nie dowierzasz, czy rzucasz wszystko na szalę i wierzysz tak jak św.s.Faustyna wbrew ludzkiej nadziei i ludzkich możliwości ? Tak jak wierzysz tak Ci się stanie.

            • Nie, niestety nie wierzę.
              Bywa dzień, dwa euforii, wiary, że może jednak coś mi się odmieni, ale później przychodzi realne spojrzenie na życie swoje i innych.
              Czuję się bezradna, co mogę to robię, ale mam mnóstwo dowodów wokół siebie na to, że innym Bóg pomaga od tak. Nawet wymigują się od lask, kombinują a i tak dostają.
              A ja nie mogę wywalczyć nic.
              Ja już zgorzkniałam, nienawidzę swojego życia, wolałabym nigdy nie istnieć bo Bóg sprowadził mnie tu tylko na pogardę innych.
              Smutne i żałosne….

            • No właśnie w tym jest sedno. Powtórzę jeszcze raz według wiary naszej otrzymujemy. Bóg wymaga od nas zaufania. Że Mu uwierzymy,że jesteśmy przekonani o Jego Wszechmocy,ze się zdajemy na Jego ratunek. To jest trudne,ale nic nie tracimy,jeżeli idziemy za tą Jego nauką. Pamiętasz ten fragment kiedy rybacy całą noc łowili ryby i nic ? Byli zmęczeni, zawiedzeni, smutni,bo nie mieli zarobku. I nagle przychodzi Jezus i mówi – zarzućcie sieci jeszcze raz .A oni byli przecież specami w swoim fachu. Wiedzieli, że skoro cała noc była bezoowocna, to nic z tego,znali jezioro na wylot wzdłuż i wszerz. I nagle absurdalne polecenie.Zarzućcie jeszcze raz – nielogiczne, bezsensowne. A jednak Go posłuchali, zdali się na Niego,zaufali,oparli się na Nim. Sieci im się porwały od ilości ryb. Warto było posłuchać,choć rozum podpowiadał co innego.

            • Pamiętam, ja to wiem.
              Wierzę, że Bóg jest wszechmogący, może wszystko zawsze i wszędzie.
              Problem w tym, że ja nie wierzę, że mi pomoże, że mnie w końcu wysłucha.
              Poprostu czuje, że zepchnął mnie ma boczny tor, ma innych do wysłuchania, ja mogę poczekać.

            • Agnieszko, doskonale wiem co czujesz. Identyczne myśli miałam. Obrażałam się na Boga, wyrzucałam Mu, że mnue nie kocha i nic Go nie obchodzę. Tylko Bóg wie, ile razy płakałam z rozpaczy i bezsilności, kiedy działy się rzeczy, które innym się nie zdarzają. Jednak zrozumiałam, że tylko Bóg może mnie uzdrowić z tych zranień, więc modliłam się wbrew jakby samej sobie, płakałam że nie ma sensu ale modliłam się. Dziś mam już większy spokój, oddaję to Bogu, niech robi jak uważa, jednak czasami dopada mnie zwątpienie i złość, na przykład jak czytam takie świadectwa. Staram się jednak trwać na modlitwie i Ciebie zachęcam też do tego. Złość na Boga to droga do nikąd.

            • Agnieszko obiecuje modlitwe , może warto pomodlić sie o dar wiary ,która góry przenosi.
              Matka Boża w medjugorie powiedziała ,że „wiara jest najważniejsza , a wy nawet o nią nie prosicie.”

            • Dziękuję meno, ale dobrze wiem, że Ty masz dużo swoich problemów i trosk. Nie obarczaj się jeszcze modlitwą za mnie.
              Już wiele osób stąd się modliło.
              Ja się modlilam / klepalam modlitwy.
              Jest jak musi być.

            • Agnieszko C nie obarczam się , chce pomóc i tobie postaram się odmówić za Ciebie nowenne pompejańską tylko wszystko w swoim czasie mam narazie kilka intencji w kolejce ,ale co się odwlecze to nie uciecze , pierwsza będzie tež Anna druga Ty .
              Pomagając innym pomagam i sobie mi Bóg dał łaskę,że na obecną chwile kłopoty i zmartwienia nie odbierają mi nadziei i pokoju a nawet radości,ale kiedyś było inaczej i doskonale rozumiem co to za cierpienie.

            • Po za tym ja kocham modlitwe i gdyby nie obowiązki modliłabym się cały czas ,czasami czas modlitwy wydaje mi się za krótki a modlę się około 4godzin dziennie jak prosiła Maryja w medjugorie czasami coś musze robić podczas modlitwy ,ale przeważnie modlę się w nocy lub nad ranem a ostatnio np. w środku nocy wszystko zależy od okoliczności.

            • Meno, jesteś niesamowita. Wyrazy uznania i szacunku za to, ile czasu poświęcasz na modlitwę za innych 🙂 ja też wspominam o forumowiczach podczas modlitwy albo mszy świętej, ale przy Tobie to naprawdę niewiele. Niech Ci Bóg błogosławi za Twoją dobroć 🙂

            • Moja reakcja dotyczy opisów trudnych sytuacji forumowiczów. Smutne jest to, że tak wiele osób nie widzi sensu swojego istnienia… 🙁

            • Bardzo mi przykro AgnieszkoC 🙁 🙁 🙁

        • Na górze Ośmiu Błogosławieństw Jezus pocieszał ludzi. Czy te pociechy o tym,że smutni będą radośni, prześladowani wolni, ci, którzy płaczą będą śmiać się w głos – irytowały wtedy tamtych ludzi ? Myślę,że nie. Jezus przyniósł im nadzieję i wielka wiarę w przezwyciężenie niepomyślnego losu i myślę , że daje ją i nam dzisiaj.

        • Brigido ,lubie bardzo Twoje komentarze . Niech Bóg obdarzy Cię obfitym błogosławieństwem .

      • Witku”Chłopaku”- myślę, że mogę tak napisać i nie obrazisz się , bo mam starszych synów, jesteś młodym mężczyzną, teraz jest czas, że dużo później niż za czasów poprzedniego pokolenia ludzie się pobierają. Z całego serca życzę Ci powodzenia w skutecznym poszukiwaniu wartościowej żony

        • Dziękuję Mario 🙂 Nie obrażam się wręcz przeciwnie jest mi bardzo miło być „chłopakiem ” 🙂
          Ze spokojem czekam na to co mi Bóg w swej łaskawości przygotował. Modlę się o to, aby Boże ścieżki były także moimi.

          • Jesteś bardzo wartościowym człowiekiem, bo odwołujesz się do woli Boga- szczęciara dziewczyna, którą spotkasz.

        • Byłabym ostrożna z takim stwierdzeniem. Pragnienie bycia kochaną, wybraną jest wpisane w naturę kobiety. Także mężczyzna ma w sobie pragnienie miłości. W życiu różnie bywa i nie każda i nie każdy z nas zawiera sakrament małżeństwa w wieku 24-25 lat. Część z nas czeka, czasem bardzo długo. Erinno, gdybym próbowała zakopać moje pragnienia byłabym nieuczciwa zarówno wobec siebie jak i wobec Boga. Tak, pragnę kochać i być kochana i będę o to prosiła Boga, będę otwarta na to, co przyniesie życie. Erinno, zobacz na Księgę Psalmów. Są psalmy pełne uwielbienia, ale i są psalmy pełne żalu i bólu po niezrozumiałych wydarzeniach. Najważniejsze to być całkowicie szczerym wobec Boga.

          • Tylko,że … nie masz innego wyjścia jak tylko przyjąć wolę Boga i pogodzić się z nią. Jeżeli oczywiście zależy Ci na Bogu.Rozważanie czysto hipotetyczne. No bo cóż, jeżeli następuje tu rozbieżność interesów. Ty pragniesz czegoś innego, a Bóg przygotował co innego. I wtedy co? Porzucasz wiarę, Boga? Zrywasz z Nim? Trwasz w sporze z Nim ? Udowadniasz,że On się pomylił,nie ma racji, że Ty wiesz co jest dla Ciebie najwłaściwsze ? Mówisz,że jesteś otwarta,ale jednak obwarowujesz swoje stanowisko, okopujesz się i piszesz,że nie przestaniesz prosić by się spełniły TWOJE pragnienia….

            • To nie tak. Staram się stawać przed Bogiem w szczerości. Mówię Mu o moim pragnieniu, proszę. Oczywiście, liczę się z tym, że może stać się i tak, że jednak będę sama. Wtedy dalej będę stawała przed Bogiem w szczerości i prosiła by obdarował mnie dobrym mężem lub zmienił mi pragnienia. Ja po prostu nie chcę udawać, że tego pragnienia nie ma. Ono jest i jedyne co mogę zrobić to zaufać, że Bóg pomoże mi je wypełnić w najlepszy sposób. Pragnę kochać i być kochana.

            • Ok. To rozważanie czysto teoretyczne , nie miej mi za złe prowokacyjnych refleksji.

            • A dlaczego piszesz o rozbieżności pragnień? Nie wiesz czego Bóg pragnie. Dopiero działanie i modlitwa to pokażą. To wszystko wypłynie naturalnie. Trzeba nauczyć się odczytywać natchnienia Boga. Słuchać. Prosić Ducha św. I najważniejsze: nastawić się na najpiękniejszą przygodę z Bogiem. To w wielu przypadkach może być jazda bez trzymanki i wyjście ze swego myślenia. Dobrze jest Komuś zaufać.
              Przeklęty kto zaufał człowiekowi- tak napisane jest w Piśmie św. Tylko Bóg nie zawodzi, i ludzie których On pośle.
              Ważna też jest pokora by przyjmować z wdzięcznością wszystko co On daje. Tak naprawdę drugi człowiek jest darem , to nie jest coś co się należy, to jest dar za który się codziennie dziękuje. Jak ktoś nie ma pokory to zaczyna wymagać, dyktować, pojawia się egoizm żeby mnie było dobrze, a drugiemu to już niekoniecznie. Oczywiście wszystko w granicach szacunku i godności własnej. Maryja przyjęła wszystko co Bóg dał. Zjawił się kandydat Józef nią zainteresowany to go przyjęła. Nie mówiła,że może jednak inny? Nie prosiła Boga o innego tylko powierzała swoje sprawy Bogu. Św. Józef też inaczej to wszystko sobie wyobrażał. Zaskoczyło go, że Maryja spodziewa się dziecka, uciekł.Lecz słuchał natvhnień i po śnie wrócił. Trzeba słuchać natchnień.

            • A jeśli te natchnienia nie przychodzą? Co wtedy robić?

            • Tyle, że św. Józef był młodzieńcem bardzo przystojnym, poza tym, że idealnym a nie odrażającym starcem i z tego co czytałam, to Maryja ucieszyła się z tego.

          • Aniu, wiele podobieństw widzę między nami. Ja też od dawna proszę Boga, żeby zabrał ode mnie te pragnienia, jeśli nie chce mi dać miłości i męża. To normalne, że człowiek chce być kochany, że nie chcemy być sami, że chcemy realizować się również będąc wsparciem dla swojego współmałżonka. Życie Maryi też łatwe nie było, ale ona miała syna i męża, nie była nigdy sama a samotność to najgorszy dramat dla człowieka i żadne pisanie, że to dar, że lepiej być samemu niż trafić na złego człowieka, no sorry, ale to do mnie nie przemawia. Można być samemu przez kilka miesięcy, to nawet zdrowo ale jak idzie to już w lata i człowiek zaczyna gorzknieć, to chyba jednak nie jest to dar a przekleństwo.

          • Ja powtarzam słowa ks. Pawlukiewicza, który na jednym kazaniu zaznaczył, że pycha zawiedziona we własnych oczekiwaniach jest bardziej niebezpieczna i wyrafinowana od pychy zadowolonej z siebie. Każdy człowiek jest powołany do miłości i normalnym odruchem ludzkim jest kochać i być kochanym. Najważniejsza jest miłość Boża, bez niej sam związek z drugim człowiekiem to tylko jej namiastka. I jak to pisał ks. Jan Twardowski:
            ”Miłości się nie szuka, jest albo jej nie ma, nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek. Kto miłości nie zaznał już jej nie odnajdzie
            a kto na nią wciąż czeka nikogo nie kocha
            martwi się jak wdzięczność że pamięć za krótka
            miłość dawno przybiegła i uklękła przy nas
            spokojna bo szczęście porzuciła ciasne
            spróbuj nie chcieć jej wcale
            wtedy przyjdzie sama” Pozdrawiam 🙂

            • erinna, Ty chyba tak nie za bardzo na temat piszesz. Nie wiem ile masz lat, ale rozumiem, że jeszcze nikogo nie kochałaś i rozumiem, że nie masz planów na przyszłość i że do wszystkiego cokolwiek dzieje się w Twoim życiu podchodzisz bez uczuć i emocji. Proszę Cię, nie pouczaj tutaj ludzi, o których nic nie wiesz i nie zarzucaj na siłę nikomu pychy, bo robisz to już po raz kolejny.

            • Słów o pysze nie napisałam bezpośrednio o Was i nie zarzucam jej Wam, bo nie jestem od tego, chciałam jedynie o niej wspomnieć, bo to jest istotne w kontekście do uczucia zawiedzenia. Sama znam osobiście 3 dużo starsze, niepowtarzalne, jedną ok 40-letnią i dwie ok 60-letnie samotne kobiety, które dzieliły wspólną pasję, jedna z nich to prawdziwy anioł, który uratował moje życie, przybliżając do Boga, niezwykle wyrozumiała, radosna i przepełniona miłością, przyciąga ludzi jak magnes i im pomaga w każdej potrzebie jak i zwierzętom, zwłaszcza tym niechcianym, którymi się opiekuje każdego dnia, sama nie ma swoich dzieci, ale przez lata mnóstwo dzieci same przychodziły do Niej, do stajni pomóc przy koniach, nie ma w Niej żalu o to, że ma męża u boku i sama się z tego śmieje teraz i przyznaje, że to nie jest dla Niej.

            • Erinna, i co z tego? Każdy człowiek jest inny. Ona woli życie spędzać samotnie, to jej prawo, ale nie wmawiaj innym, że każdy ma tak samo myśleć. Sądzę, że masz naście lat i niewiele wiesz o życiu. Pożyjesz jeszcze kilkanaście i zobaczysz, że nic w życiu nie jest czarne albo białe.

            • Erinno, jeżeli kobieta świadomie i dobrowolnie decyduje się na życie bez męża – takie jest jej prawo i nikomu nic do tego. Ja i z tego co czytam Iza też, takiej decyzji nie podjęłyśmy. Widzimy się w małżeństwie. To dwie zupełnie różne sytuacje: samotność wybrana świadomie i samotność niechciana i niewybrana. Ta pierwsza to świadomie wybrany sposób na życie, ta druga boli i rani dzień po dniu.

            • Erinna, bez obrazy. Ty cytujesz Księdza Pawlukiewicza, my cytujemy nasze życie. Nie wiem ile masz lat i w jakiej jesteś sytuacji, ale jakbyś była odbiegające 40 to i samotną kobietą nie wydawalabys rak łatwo sądów.

            • A co wy się tak tą samotnością zasłaniacie jak tarczą – erinna też ma rację. Uważam,że bardzo na temat i sensownie się wypowiada.

            • Przepraszam co to znaczy że zasłaniamy się samotnością? Nie rozumiem w ogóle, po co wypowiadają się osoby, które nie mają pojęcia o tym, czym jest samotność. Uważasz, ze się tym stsnem upajamy? Piszemy o naszym życiu inaszych zranieniach, jak Ci się nie podoba to nie czytaj. I chcę się dowiedzieć przed czym zasłaniamy się samotnością? Potrafisz na to odpowiedzieć, gościu? Czy tylko tak sobie klepiesz w klawiaturę z nudów?

            • Izo, piszesz bardzo agresywnym językiem , bardzo niegrzecznie skwitowałaś wypowiedzi erinny. Właśnie Ty i tez Ania podnosicie argument – jesteśmy samotne i najlepiej wiemy, a najlepiej żeby nikt inny nie miał w tej materii odmiennego zdania. A skąd przekonanie ,że inni nie wiedzą nic o samotności? Czyżbyś tylko Ty miała monopol na wypowiadanie się w tej kwestii ? Wyrażasz się bardzo kpiąco, niegrzecznie i protekcjonalnie, że być może ktoś klepie w klawiaturę z nudów. A co to – tylko Ty możesz zamieszczać sążniste posty i nie możesz przyjąć do wiadomości ,że ktoś może też mieć coś do powiedzenia i o zgrozo mieć odmienne zdanie? Pozdrawiam Cię Erinno – nie przejmuj się krytyką. Własne zdanie,odmienne czyni Cię interesująca i ciekawą.

            • Gościu, oczywiście, że Ty czy erinna macie prawo do swojego zdania. Myślę, że clue dyskusji toczy się o to, że Iza, czy ja znamy sytuację kobiet samotnych nie z wyboru z autopsji, z własnej codzienności. Nie znam sytuacji Twojej czy erinny. Ja o samotności niewybranej, niechcianej piszę z autopsji, z własnych przeżyć. Tylko tyle. Boli i to boli bardzo, ale ból jest nieprzekazywalny więc jak nie będziesz chciał i tak nam nie uwierzysz.

            • Nie chodzi o to,żeby kogoś przekonywać,ale żeby uszanować czyjeś zdanie.

            • Nadal nie napisałeś/aś co to znaczy, że zasłaniamy się samotnością, zamiast tego piszesz o mojej agresji i monopolu na wypowiadanie sie o samotności. Ja piszę tylko o sobie i ani Ty ani nikt nie będzie mi mówił, co mam czuć a czego nie, bo nikt z was nie jest w mojej skórze i nie siedzi w mojej duszy. To nie ja się wypowiadam protekcjonalnie, tylko osoby ( w tym Ty) które oczywiście wiedzą lepiej, co czuję ja czy inne kobiety. Może napisz coś o sobie i ze swojej perspektywy i że jesteś szczęśliwy/a ze swoją samotnoscią, o ile tak jest i masz prawo, ale nie masz prawa mówić innym, że się zasłaniają samotnością albo, że są pełni pychy bo jakoś się dziwnie złożyło, że akurat ich marzenia rozjeżdżają się z planem Boga.

            • Dyskusja z Tobą Izo męczy. Jesteś nastawiona bojowo, agresywnie, nie ma przyjemności z takiej rozmowy. Odnośnie odpowiedzi na nurtująca Cię kwestię patrz odpowiedź do Ani i cytat z jej własnych słów.

            • Dyskusja na tym forum nie jest obowiązkiem. Czyli żadnej odpowiedzi, tak jak myślałam, rzucanie pustych hasełek bez odniesienia i zero wzmianki o swoim życiu i sytuacji.

            • Iza, patrz wyżej co do kwestii odpowiedzi na nurtujące Cię zagadnienie.Jesteś tak nieprzyjemnie nastawiona do rozmówcy i oczekujesz zwierzeń,deklaracji relacji z mojego życia? Nie wzbudzasz zaufania .

            • Hahaha, to nie kwestia zaufania, tylko tego, że tak naprawdę nie masz pojęcia o czym napisać ,hahaha. Mógłbyś, gościu, oczywiście pozmyślać, ale to już za duża fatyga a i zorientować się można szybko, że to zmyślanie 😀

            • Gościu, nie zasłaniamy się naszą samotnością. Wprost przeciwnie. To forum jest dla niektórych z nas jedynym miejscem, w którym możemy bardzo szczerze o tej samotność i związanym z nią bólu porozmawiać. W realu najczęściej robimy dobrą minę do złej gry gdy jesteśmy e-nty raz pytanie o mężczyznę, ślub, dziecko. W realu każdego dnia mierzymy się z niewybraną i niechcianą samotnością. W realu tęsknimy za przytuleniem, bliskością, pogłaskaniem. W realu tęsknimy za mężczyzną, który nas pokocha. W realu dzień za dniem żyjemy z niewybraną samotnością i staramy się nie zgorzknieć, staramy się by życie przeżyć pięknie, sensownie, ale nie da się uciec przed bólem i świadomością – żaden mężczyzna mnie nie wybrał i nie pokochał. Tylko żeby to zrozumieć trzeba być albo w naszej sytuacji albo wykazać choć odrobinę empatii.

            • Aniu, i to jest racja. Robienie dobrej miny do złej gry, udawanie, że nie bolą nas czyjeś „dowcipy” na temat starych panien. Nawet nie można nic powiedzieć na temat złego zachowania się dzieci, bo zaraz dostajesz strzał, że nie masz dzieci, to co możesz o tym wiedzieć. Przykładów można by mnożyć wiele. Masz rację, samotność z wyboru a samotność niechciana, to dwa różne rodzaje samotności. I to nie jest tak, że całymi dniami tylko roztrząsamy nasz problem, staramy się żyć, uśmiechać, prowadzić normalne życie, ale ból w duszy pozostaje i tak jak piszesz, tylko tutaj możemy szczerze napisać o tym, co czujemy,

            • Aniu, pozwól innym też się wypowiedzieć. W ferworze dyskusji ten argument przytaczasz,że co tam kto może wiedzieć, no Ty się zbliżasz do czterdziestki to jest dopiero bagaż doświadczeń.” jakbyś była dobiegającą 40 to i samotną kobietą nie wydawalabyś tak łatwo sądów.”.

            • Gościu, ok, każdy ma prawo się wypowiedzieć, ale w każdej dyskusji jest tak, że są osoby, które znają temat z autopsji, z własnej sytuacji życiowej i te, które znają temat ze słyszenia, z obserwacji, z sąsiedztwa. To dwa zupełnie różne spojrzenia. Jak już napisałam, biorę udział w dyskusji, bo temat dotyczy mnie osobiście. Żyję w niewybranej, niechcianej samotności i z własnego doświadczenia wiem, co przeżywam. Tylko tyle.

            • Anka! Myślę,że każdy sięga do własnych doświadczeń, skąd wiesz,że inni nie piszą z własnego doświadczenia,nie każdy jest od razu taki wylewny i z mety się odkrywa.

            • Gościu, ja myślę, że Iza ma rację. Dostajemy mnóstwo teorii od osób, o których nie wiemy nic. Jeżeli Ty, czy erinna znacie temat z autopsji – jesteście lub bardzo długo byliście sami – bardzo chętnie porozmawiam i wymienię doświadczenia. Jesteśmy tu anonimowi więc nie ma czego się bać.

            • No,ale właśnie kiedy rozpoczyna się rozmowę na ten temat to od razu niektóre osoby torpedują – nie zabieraj głosu, nie znasz się, na pewno nie znasz tematu tak jak ja, itd. W takiej przykrym klimacie trudno o otwartość, wręcz czasami czuje się taką wrogość,brak zrozumienia,że człowiek woli się nie zwierzać. Żeby się otworzyć potrzeba czasu.

            • Postaram się nie być wroga. Czy temat niechcianej samotności jest Ci bliski? Pytam, bo naprawdę chętnie posłucham osób, które są lub bardzo długo były same choć tego nie chciały. PS Myślę, że ta wrogość bierze się z tego jak jesteśmy odbierane przez otoczenie. Łatka starej panny, tej której nikt nie chciał naprawdę boli. Stąd obrona przed kolejnym potencjalnym atakiem.

            • Jeszcze się odezwę kiedyś, może będzie przyjemniejsza atmosfera.Dzięki za uwagę.

            • Oki, ja jestem chętna do rozmowy. Myślę, że ta wrogość bierze się z doświadczeń, ze stereotypów, z którymi musimy się mierzyć i z niezrozumienia. Jeżeli kiedyś miałbyś/miałabyś ochotę pogadać – jestem otwarta.

            • No i co? Uciekasz? 😀 Bo nic do powiedzenia nie masz, prawda? Czyli nie myliłam się, że tylko sobie klepiesz w klawiaturę a tak naprawdę, nie masz pojęcia o temacie, na który się próbujesz wypowiadać.

            • Do Izy : Agresywnym interlokutorom mówię nie. I to by było na tyle.

            • A ja mówię: hahaha. Przykro mi, że nie udało Ci się zabłysnąć.

            • To jest chyba mężczyzna, raczej w związku, ale jeszcze nieformalnym.
              Tak coś czuję

            • Też uważam, że to facet. Świadczy o tym sam styl wypowiedzi, jak i dobór słów a przede wszystkim lekceważąco – pogardliwy stosunek do samotnych kobiet.

            • Iza, obiektywnie patrząc nie sposób nie zgodzić się z gościem, jesteś dosyć nerwowa w rozmowie. Błyskawicznie dziewczyny osądzacie, przypinacie łatki, gdzie ten pogardliwo – lekceważący stosunek do kobiet w wypowiedziach gościa? Człowiek chciał się tylko dołączyć do rozmowy ,a tu huzia na Józia. No i gdyby nawet był w związku to nie ma prawa zabierać głosu? Od razu musicie przypinać etykietę – lekceważący, pogardliwy? Na moje oko i tak ton rozmowy był wyważony. Trochę więcej opanowania kobiety !

            • Ale powiedz mi, Jacku, czy to w porządku zabierać głos, mówić nam, że „zasłaniamy się samotnością, jak tarczą” ( do tej pory nie wyjaśnił o co chodzi), nic o sobie nie pisze, o swojej sytuacji, o swoich doświadczeniach z samotnością, ale ocenia nas. To jest w porządku? A po tekstach widać, że nie ma pojęcia o tym, jak to jest. Zresztą facet, nawet jeśli samotny, nie zrozumie samotnej kobiety. A dlaczego uważam, że lekceważąco pogardliwie pisze? Chociażby dlatego, że robi jakieś dziwne wrzutki bez uzasadnienia, tak jakby specjalnie chciał sobie z nas robić jaja. Przynajmniej ja tak to odebrałam i stąd moja reakcja na jego wpisy. Nie znoszę uogólnień. Pisze jakaś, sądzę, nastolatka, że „Poczucie zawodu wobec własnych wizji życia i oczekiwań to także rodzaj pychy”, no przepraszam, ale jak można komuś zarzucać pychę, nie znając tej osoby, jej walki duchowej i relacji z Bogiem? To, że jakaś tam kobieta realizuje się w swojej samotności i jest jej z tym dobrze, to fajnie ale to nie znaczy, że inna kobieta będzie tak samo do tego podchodzić. Zatem nie dziw się, że tak reagujemy. W życiu, gdzie musimy same sobie radzić ze wszystkim, odwalać robotę, również za facetów, których nie mamy, to takie kobiety powinno się doceniać a nie jeszcze słyszeć szydercze: „stara panna”.

            • Chyba jesteś trochę przewrażliwiona Izo, w tych wypowiedziach nie było nic obraźliwego. Co złego jest w uogólnieniach ? Ty ich nie znosisz, a ktoś może nie znosić się zwierzać i wywnętrzać ,nawet na anonimowym forum.I ty masz prawo głosu i on. Co do sentencji na temat pychy to ta dziewczyna,która ją zacytowała zastrzegła,że nie odnosi się do Was.Twoja reakcja była zbyt gwałtowna.I wobec tej dziewczyny i wobec gościa.Nikt nie szydził tutaj z samotnych,a określenie „stara panna” w ogóle nie zostało użyte. Więcej dystansu, nie trzeba rozmówcy traktować jak śmiertelnego wroga, który chce Cię od razu znokautować

            • Jacek, czy przeczytałeś dokładnie wszystkie komentarze? Bo jeśli wybiórczo, to możesz mieć taki obraz tej dyskusji. Wtedy zrozumiałbyś i mnie i Anię i inne kobiety, chociaż pewna nie jestem. Każdy ma prawo zabierać głos, ale po co odzywają się ludzie, których problem nie dotyczy? To tak jak ja bym sadziła swoje mądrości matce z niepełnosprawnym dzieckiem. To by było głupie, prawda?’Przecież nic o tym nie wiem, co taka kobieta może czuć i pisanie jej, że jej uczucia to rodzaj pychy przeciwko planowi Boga byłoby z mojej strony po prostu idiotyczne, nieludzkie. Więc darowałabym sobie jakiekolwiek komentarze. A co do określenia stara panna, to wynika ono z moich wcześniejszych wypowiedzi i nikomu nie zarzucam, że tych słów użył. Dlatego warto znać całość wypowiedzi, a nie poszczególne komentarze wyciągnięte z kontekstu.

            • Skąd to przeświadczenie do licha,że głos zabierają ludzie, których problem nie dotyczy? Nie wiesz tego, subiektywnie oceniasz, nastawiona jesteś negatywnie,a domysły mogą Cię zaprowadzić na manowce.

            • Izo, mężczyzna kobiety nie zrozumie (może ją tylko kochać, jak to mówią). Ani Jacek ani żaden „gościu” nie zrozumie kobiety samotnej czy też nie, niezależnie od tego czy sam jest samotny czy nie, także nie ma co oczekiwać i deliberować… 🙂 Dużo dobra dla Ciebie i pomódl się za mną proszę jedną Zdrowaśką jeśli znajdziesz czas i siłę, ja pomodlę się za Ciebie. Też samotna

            • To po co tak wzdychacie i szukacie tych facetów jak i tak macie za nic ich zdania, uczucia, wy wszystko wiecie najlepiej i tylko wasze zdanie jest prawdą nieomylną i jedyną. Faktycznie faceci są z Marsa, a kobiety z Wenus.

            • Jacek ile masz lat? Nie miej mi za złe, ale to było do Izy, a że forum ma tę prawidłowość, że wszyscy czytają to już inna sprawa. Napisałam tylko, że mężczyzna kobiety nie zrozumie i tu chyba przyznasz mi rację.

            • Ile mam lat? No nastolatkiem nie jestem, a jak napiszę ile to znowu na mnie spadnie grad zarzutów ” za stary, za młody, niedoświadczony, pewnie żonaty, pewnie robi sobie żarty, może troll” itd.

            • Teraz, Jacek, to poszedłeś po bandzie. Akurat mam i zawsze miałam wielu kumpli – facetów i co jak co, ale dogadywałam się z nimi świetnie. Znowu wyciągasz błędne wnioski. Może zbyt dużo wątków a wy, faceci, tylko na jednym potraficie się skupić przecież 🙂

            • Dziękuję, Magdo, pomodlę się i ja za Ciebie, zapewniam 🙂 Poza tym, zgadzam się z tym, co napisałaś.

            • Jestem kobietą, więc mam 6 zmysł. To, że ich nue dotyczy, to jasne jak słońce, widać po stylu pisania. Errina to nastolatka a gość to facet, czy samotny to nie wiem. Teraz to chyba Ty się zapędzasz z tym moim negatywnym nastawieniem. Ani Ty mnie nie przekonasz ani ja Ciebie. Zostań z Bogiem, zatem

            • Skoro twierdzisz gościu, ze samotna matka dopiegająca 40-stki ma gorzej niz samotna panna dobiegająca 40-sto to było na siłe nie łapać chłopa. Dzisiaj byłąbyś samotna panną dobiegająca 40-iski i miałabyś lepiej 🙂 . Skoro twierdzisz, ze Iza wcale tak źle nie ma :-).

            • bnbn jak zawsze w temacie… gdzieś to dziewczyno między wierszami wyczytała, że narzekam na samotne macierzyństwo? Raczej było by mi trudno. Ale przynajmniej zabawne. Pozdrawiam Agnieszkę C …….

            • Z tego co napisałeś o dobiegającej 40 samotnej matce. Proste?
              Tak własnie, AgnieszkaC ma rację. Facet jesteś. A to wyczyruję z tego nadętego tonu. Niestety nie siedzę tu non stop wiec nie wiem jak Aga ckto ty jesteś. Ale wiem ze sotatnio tych gości było tu kilkoro. Proste?

              Więc ciesz się tym swoim nieformalnym zwiążkiem, jak to Aga zauważyła. Bo nie masz pojęcia o samotnośći a tym bardziej samotności przezywanej przez kobietę.

            • Przeczytaj mój wpis jeszcze raz.Ze zrozumieniem. A co do reszty to zgaduj zgadula gdzie twoja złota kula.

            • Ja nie mam problemu :-). Parę literówek ci przeszkadza zrozumieć tekst???
              Nie mam zamiaru zgadywać bo mnie to nie obchodzi wcale. Czyżby jednak ta samotna matka po 40? 🙂
              Jak masz problem z czytaniem ze zrozumieniem to ty przeczytaj go jeszcze raz :-).

            • To moje wróżenie wzięło się tylko z komentarzy, które ten gość dodał w tym świadectwie.
              Także proszę o nie branie tego jako pewnik.
              Nie znam żadnych 100% info o tej osobie.

            • Przynajmniej mamy swój bagaż doświadczeń i o nich piszemy. 40 lat to jednak już kawał życia, w dodatku znanego z autopsji a nie z teorii. Krytykujesz nas a nawet nie raczysz nic o sobie napisać. Napisz coś o swoim życiu, ile masz lat, czy jaki masz bagaż doświadczeń w temacie, na który się wypowiadasz, wtedy można prowadzić jakąś rozmowę. Zamiast tego mamy tymczasem rzucanie ogólnych, nic nie znaczących hasełek i pisanie o kazaniach ks Pawlukiewicza, którego skądinąd lubię i szanuję, ale trzeba to odnieść do swojego życia a nie słuchać tylko teorii i potem rzucać tym na forum ( dot. erriny). P.S nadal czekam na odpowiedź, co to znaczy, że „zasłaniamy się samotnością”.

            • Gościu, erinno, są kobiety, które świadomie zdecydowały się na niezakładanie rodziny i życie bez męża. Powtórzę – jeżeli to świadomy i dobrowolny wybór kobiety – jej decyzja, jej prawo. Takie osoby mogą naprawdę pięknie żyć i pięknie się realizować. Jednak, jeżeli samotność jest niechciana, niewybrana, wówczas zadaje mnóstwo bólu i cierpienia. Trzeba naprawdę wiele wysiłku, by nie zgorzknieć i żyć pięknie. Świadomość, że żaden mężczyzna mnie nie wybrał, nie pokochał, brak przytulenia, brak tego człowieka naprawdę boli. Do tego dochodzi instynkt macierzyński i świadomość, że być może już nigdy nie zostanę mamą.

            • tez Aniu, ja tak troche moze z innej beczki ale nie moge uwierzyc ze takie fajne, wartosciowe dziewczyny jak Ty sa same. Nie potrafie.. nie wiem czemu tak sie u Ciebie w zyciu zadzialo, ktos nizej pisze o analizie swego zycia pod katem potencjalnych/bylych partnerow..moze warto na to zerknac? Tak dla wlasnej swiadomosci. Wiem, ze samotnosc bardzo dobija..Nie ptrafie zrozumiec czemu wartosciowe kobiety a takze faceci( znam 2 kobiety i 1 faceta)nie moga odnalezc tej polowki… czyli wlasnie ta samotnisc bez wyboru…ja sama jestem osoba bardzo towarzyska i nawet dluzszy brak kontaktu z przyjaciolmi w moim przypadku powoduje niesamowite uczucie pustki i beznadzieji. Musisz walczyc o swoje szczescie. Pewnie probowalas portali internetowych ale kurcze… proboj do skutku.. umawiaj sie z facetami, na zasadzie bedzie co ma byc. Oczywiscie,trwajac na modlitwie. Wszystkiego dobrego Tobie i wszystkim poszukujacym.

            • Do Maleny:
              Ja w swoim życiu szukałam mężczyzny, dla którego ważny jest Bóg. Udało mi się go znaleźć jak miałam 26 lat. Oczywiście nie był mną w żaden sposób zainteresowany. Dziś mam skończone 32, on żeni się w tym roku, a ja nadal sama. Takie życiowe poszukiwania bez skutku naprawdę nie napawają nadzieją….

            • Moze warto dac tez szanse temu, ktory na 1wszy rzut oka nie wykazuje zainteresowania Bogiem? Znacie takie twierdzenie,ze Bog laczy kobiete i mezczyzne na zasadzie przeciwienstwa? Jeden ma az naddto tego czego brakuje drugiemu,wtedy jeden drugiego prowadzi i dobrze im sie wiedze. Idealow nie ma ale uwazam,ze kazdy zasluguje na szanse

            • Malena zgadzam się w 100% z tymi przeciwieństwami. Moj ex był samotnikiem. Zawsze chciał mieć przyjaciół ale z racji tego, że mieszkał zagranicą od dziecka, nigdy nie pogodził się z tym i był dość zamknięty. Ja z kolei mam mnóstwo przyjacioł. Śmiałam się z nim, że chętnie się podzielę. Wiele nas dzielilo, ale też łączyło. Po rozstaniu trafiłam na psychoterapię. Moja terapeutka stwierdziła, że z psychologicznego punktu widzenia nasz związek nie miał racji bytu. I w ogóle dziwne, że się zlaczylismy. Nie jesteśmy razem od 2 lat a ja dalej tęsknię i myślę. Oboje modlilismy się o dobrych małżonków. Czasem myślę, że Bóg że mnie zakpił, niezły mi numer wywnal.. 😉

            • Marleno, takie osoby są same bo są wartościowe i nie godza się na byle co, byle by był.
              „Masz to na co godzisz się” śpiewłą Kowalska. A ja jeszcze dodaję, ze jak się nie godzisz to nie masz.

            • Maleno, dziękuję za dobre słowo. Starałam się być otwarta i byłam przekonana, że pewnego dnia poznam kogoś, z kim zbuduję małżeństwo. Dziś – próbuję nie tracić nadziei, ale rozumiem ból kobiet samotnych bo jest i moim udziałem.

    • Żadne swiadecto nie jest głupie (to zly wkłada Ci co masz o tym myśleć) Maryja ma dla każdego swój plan a nasze plany są jak domki z kart więc ZAUFAJ MATEŃCE a nie temu co Ty sobie zakładasz. Życzę Ci dużo Bożego błogosławieństwa.

      • Aga, nikt nie twierdzi, że świadectwo Aleksandry jest zle. Clue dyskusji toczy się wokół tego, że skoro 25 latka swoje zamazpojscie określa w kategoriach cudu to jak w tej sytuacji musi czuć się samotną 40 latka? Tylko tyle. Ludzie, błagam, nie doszukujmy się wszędzie działań złego. Tak na marginesie, właśnie o takich wypowiedziach mówimy – nie nam pojęcia jak boli niewybrana, niechciana samotność, ale się wypowiem, a swoją wypowiedź okrasze planem Maryi i Bożym Błogosławieństwem. Właśnie takie wypowiedzi bolą bo świadczą o całkowitym niezrozumieniu naszego problemu.

        • …zgadzam sie Aniu, czasem tu wchodze a potem zaluje bo tylko niesmak mam, …najgorsze sa te ktore sprowadzaja Cie do dzialania zlego I okraszone planem Bozym. Dlatego wrazliwosc na czlowieka jest wazniejsza niz religijnosc, czasem ja sie boje tych ludzi

        • Też Ania z drugiej strony autorzy świadectwa nie są w stanie postawić się w sytuacji wszystkich innych osób tu na forum. Jest nas wiele, osoby samotne, zdradzone, czekające, chore itd. Ja myślę, że dla niej to był cud, dlatego, że ona napisała że w wieku 25lat nie miała chłopaka a nagle poznała kogoś kto stał się mężem. Wiadomo, że nikt napewno swoim świadectwem nie chce niekomu zrobić przykrości. Każdy znajdzie coś co mu się nie spodoba. Ja też mam swój „czuły punkt” 🙂 który mnie boli. Ale powstrzymuje się od komentowania za każdym razem, bo co to da 🙂 każdy jest inny, dla każdego Bóg ma inny plan.

      • Polecam Księgę Psalmów. Nie wszystkie to radosne uwielbienie. W psalmach jest też miejsce na płacz, rozpacz, pytania i całkowita szczerość. Czy przez ich autora też przemawiał zły bo przecież pełno tam pytań, smutku i łez?

  • Aleksandrze życzę dużo dobra. Podzieliła się szczerze swoimi odczuciami i historia. Rozumiem jednak też Ize. Sama powoli zblizam się do czterdziestki i jestem w analogicznie sytuacji: modlę się, próbuje ufać, upadam i znowu próbuje. Jestem otwarta i co więcej mogę zrobić? Tylko czasem jest tak zwyczajnie przykro…

    • Ania! Niedługo święto św.Józefa. Nowenna, Telegram do Świętego – czytałam kiedyś ,że jedna siostra zakonna prosiła zawsze o jakąś łaskę Św. Józefa w dzień jego święta. Nigdy nie odeszła z kwitkiem.A więc do dzieła! A my wszyscy tu na forum , którzy Ci kibicujemy będziemy wspierać i nagabywać św. Józefa. Pa! Pędzę do pracy!

      • Brygido, ja napisałam już i listy do św Józefa, rok codziennie odmawiałam litanię do Niego, jeździłam na msze św w intencji znalezienia męża do sanktuarium do Kalisza…. Efekt tego jak do tej pory jest żaden. Ale niech inni próbują, może im pomoże.

        • Izo! Więc napisz jeszcze, jeszcze,jeszcze i jeszcze raz jeżeli Ci zależy. Z wiarą,z przekonaniem. „Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą… będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze”.( Łk 6, 36-38)

          • Brygido, ja tych listów napisałam kilka. Ujęłam w nich wszystko o co mi chodzi, łącznie z datą do kiedy chciałabym, żeby to się stało, bo podobno św Józef, jak to facet, ma mieć podane konkrety. Z jednego listu tylko część św Józef wysłuchał, może reszty już nie doczytał a to co spełnił i tak nie miało sensu bez ujęcia tego w całości. Jakiś czas temu spaliłam te listy, bo co sięgałam po Pismo Święte to one tam były i ich widok sprawiał tylko to, że przychodziły myśli „i on również ma mnie w nosie, innych wysłuchuje a mnie oczywiście nie”.

            • Ja Izo napisałam dwa listy do św. Józefa, regularnie odmawiałam litanię do św.Józefa, dwa razy odmówiłam również 30 dniowe nabożeństwo w intencji ożenku dla kogoś, a na stoliczku przy moim łóżku stoi mała figurka świętego. Józef jest dla mnie wzorem świętości, bardzo lubię się do niego modlić, choć jak pisałam wcześniej moja intencja nie została wysłuchana i czasami smutno sobie wzdycham:(

            • Ines, ja modliłam się przez rok i kilkakrotnie odwiedziłam sanktuarium w Kaliszu. Miałam nadzieję, że jeśli jest to rok poświęcony św. Józefowi, to będzie to również rok obfitujący w łaski od niego. Niestety nic takiego w moim życiu nie zaistniało, poza tym że go kiedyś poprosiłam o pomoc w pracy, bo nie mogłam ważnego pliku wysłać i wtedy się udało, ale to chyba jedyna pomoc, jaką od św. Józefa otrzymałam. Trochę słabo to wygląda jednak.

          • Bardzo podobają mi się komentarze Brygidy. Widać,że żyjesz Brygido Ewangelią i sięgasz do niej. Też uważam, że modlitwa nieugięta, nieustająca ma wielką moc. Wytrwałość w modlitwie i nie zniechęcanie się daje człowiekowi siłę. Pozdrawiam wszystkich.Też samotna.

        • Za wszystko dziękujcie zanim o coś poprosicie. Warto też na tej stronie podziękować za coś, najlepiej właśnie wtedy jak chce się napisać tylko o proszeniu. Dodaj czy modlisz się NP czy jakoś inaczej czy masz teraz przerwę. Choć nie polecam przerwy od modlitwy. Można skrócić modlitwę ale nie wyeliminować. Po trzecie czy zrobiłaś coś w ostatnim czasię w sprawie o którą prosisz?
          Modlę się kolejną NP. Dziękuję za książkę, fragmenty o różańcu, które przeczytałam ostatnio. Działałam w swej sprawie w ostatnim czasie. Dziękuję za drobne łaski, które otrzymałam.

    • „Tylko czasem jest tak zwyczajnie przykro…” Myśle ,że te słowa dotyczą każdego np. Żony zdradzonej przez męża,męża opuszczonego przez żone,matki lub ojca porzuconych i zapomnianych przez swoje dzieci w pogoni za pieniędzmi , rodziców którzy pierwsi musieli pochować swoje dzieci zamiast dzieci ich, osoby które patrzą na choroby swoich najbliższych , itd. Dlatego ta ziemia została nazwana” łez doliną” ważne abyśmy widzieli nadzieje na lepsze jutro nie koniecznie tu na ziemi ,bez nadziei człowiek nie da rady żyć . Powtórze jedynie przylgnięcie do Boga i pragnienie życia według Jego woli daje pokój i radość pomimo krzyża jaki każdy z nas niesie bo „brzemnie staje się lekkie a jażmo słodkie” czego z serca wszystkim tu nam na tym forum życze.

      • też Aniu ,ten mój komentarz wyżej nie jest skierowany konkretnie do Ciebie ,przyszła mi poprostu taka myśl gdy przeczytałam Twoje słowa. Dobrego dnia życze i obyś zawsze gdy upadniesz jeszcze szybciej wstała.

        • Meno, ja się zgadzam z Tobą w stu procentach. Zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę cierpienie dotyka każdego. Mężatki, matki, kobiety latami starające się o dzieci też mogłyby tu wiele napisać. Nawet jakiś czas temu napisałam komentarz bardzo podobny w treści do Twojego. Moim cierpieniem jest właśnie samotność. Wiem, że to, co mogę zrobić to być otwarta na to, co przyniesie życie, bardzo szczerze się modlić, żyć z Panem Bogiem i zapraszać Go do mojego życia każdego dnia. A jeśli pokocha mnie dobry człowiek i zechce ze mną budować małżeństwo, będę za niego dziękować Bogu każdego dnia.

  • Super świadectwo! Gratuluję wam, że tak dobrze wszystko się skończyło i wspólnie ułożyliście sobie życie 🙂 Wszystkiego dobrego dla was i dla waszego dzidziusia 😉

  • Na miejscu niektórych powstrzymałabym się od komentowania, czy to był cud, czy nie. Ja widzę tutaj kobietę, która chciała poświadczyć o ŁASCE, o którą prosiła i którą otrzymała. Nie jest to miejsce na to, aby jeszcze komentować takie rzeczy, bo jak czytam, dochodzi już powoli do rozkminy, komu się bardziej należy, kto się o ile dłużej modlił i że nie otrzymał… Każdy ma inną drogę i nie nam znać zamiary Boga wobec każdego z nas. Aleksandra chciała złożyć świadectwo pomocy od Matki Bożej, żaden Wasz dodatkowy komentarz nie jest tu potrzebny.

    • Każdy ma prawo komentować i pisać to co uważa. Cudem to jest, kiedy 70 latka urodzi dziecko albo kiedy ktoś zostanie uleczony z nieluleczalnej choroby albo kiedy ślepy odzyska wzrok dzięki modlitwie, ale nie to, że 25 latka znajduje męża, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy ludzie zawierają związki małżeńskie po 30, to nie jest żaden cud. W tym wieku jest cała gama możliwości poznania chłopaków czy dziewczyn, są pielgrzymki, różne grupy modlitewne, organizowane są wyjazdy itd itp , wystarczy bywać wśród ludzi, iść do klubu, do kogoś na grilla a nie smęcić w stylu, że „mam 25 lat i nie mam męża i nowenna pompejańska jest dla mnie ostatnią deską ratunku”. To, w moim odczuciu, jest dewaluacją tej modlitwy.

      • Nie sądzę, aby Matka Boża stawiała pewne warunki, kto i w jakich okolicznoscisch powinien modlić się Nowenną.. Czy jego sprawa, troska, którą powierza Jej w modlitwie będzie godna miana cudu czy nie. Kobieta prosiła o łaskę. I jeśli to jest dla niej cud, to zauważ, że to jest jej percepcja, jej subiektywne odczucie tego, jak postrzega sytuację . Zgodzę się, że to nie jest tragedią, kiedy 25-latka nie ma męża. Ale uszanujmy zdanie osoby składającej świadectwo. Której celem, podejrzewam, było złożenie podziękowania Matce Bożej za pomoc. A nawiązała się nieprzyjemna dyskusja, gdzie ktoś ocenia tę kobietę, porównuje ile kto się modlił… sugerując nawet dewaluację modlitwy. Opanujcie się trochę. Ważne jest zbliżenie do Maryi, zawierzenie jej, a nie efekt. Dla mnie jest to świadectwo zaufania, jakie dziewczyna pokłada w Bogu, opiece Maryi i św Józefa. A Wy stawiacie siebie w roli sędziów, oceniając wartość tego świadectwa, tej modlitwy w tym konkretnym przpadku. Na miejscu osoby składającej świadectwo żałowałabym, że to zrobiłam, bo jak widać.. Tak potrafią to co niektórzy ludzie uszanować. Zrobiliście sobie z tego wielką dyskusję. „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” (Mt 7,1) Mędrcy świata się znaleźli…

        • Ewelina, nikt z nas nie osadza Aleksandry. Ja naprawdę życzę Jej jak najlepiej. Tylko jeżeli 25 latka określa swoje zamazpojscie w kategoriach cudu, co ma powiedzieć i jak może się czuć 40 latka, która wciąż jest sama? Zgodzę się, że to były subiektywne odczucia Aleksandry tylko w zderzeniu z sytuacją samotnej czterdziestolatki brzmi to dla tej czterdziestolatki strasznie. Stąd ta dyskusja. To forum dla wielu z nas jest jedynym miejscem, w którym możemy szczerze podzielić się tym, co nas boli. Myślę, że każda i każdy z nas życzy Aleksandrze jak najlepiej i też chciałby być wybrany i pokochany. Tylko tyle.

        • I właśnie to jest clue problemu, świadectwa mają podnosić na duchu ludzi modlących się i właśnie DAWAĆ ŚWIADECTWO o tym, że to nowenna nie do odparcia. I nikt tu nie stawia się w roli sędziów, tylko każdy ma prawo do wypowiedzi co o tym myśli. Nie wiem, czy widzisz tę różnicę. Każdy ma prawo napisać o swoich doświadczeniach z nowenną a że nie zawsze są to sprawy kończące się dla konkretnych osób happy endem, to już nie miej pretensji o to do poszczególnych ludzi. A na koniec dodam jeszcze, jak zwracasz uwagę innym, żeby nie oceniali, to nikogo również nie oceniaj i nie czym nikomu zarzutów, bo ja Ci również zacytuję ewangelię ” Drzazgę w oku brata widzicie ale belki w swoim własnym nie widzicie”. Znasz to? No właśnie. Mniej hipokryzji na przyszłość.

        • Wszystkie samotne dziewczyny! Zróbcie sobie taki szczery rekonesans wewnętrzny. Zwłaszcza te, które czują,że czasu zostało im bardzo mało. Co przez te wszystkie lata zrobiłyście i czy wykorzystałyście wszystkie szanse dane Wam przez los. Jaki miałyście stosunek do facetów w szkole, na studiach, w pracy. Czy miałyście jakieś związki,dlaczego się rozpadły.Czy miałyście przyjaciół – towarzystwo mieszane. Czy jesteście towarzyskie, czy chętnie nawiązujecie nowe znajomości czy według zasady „siedź w kącie,a znajda cię” czekacie na uśmiech losu. Jednak trzeba dużo wysiłku włożyć w zbudowanie relacji z kimś,nie jest to proste, dużo trzeba od siebie dać. Pozdrawiam.

          • Ja uważam, że wykorzystałam wszystkie. Oczywiście mogłam wyjść za mąż już kilka razy, ale nie czułam, ze to jest to „coś” a znam siebie i wiem, ze jesli nie czuję zaangażowania, to nic z tego nie będzie i skrzywdzę nie tylko siebie ale przede wszystkim mężczyznę, z ktorym się zwiążę. Do szkoły cofać się nie będę, bo raczej śmieszne by było myślenie o małżeństwie w podstawówce. W liceum były w większości kobiety i kilku facetów, niestety sami życiowi nieudacznicy, kótrym się wydawało, ze jak są „rodzynkami”, to wszystkie dziewczyny będą im nadskakiwać i odwalać za nich zadania domowe. Skończyło się na tym, że zostali w tej samej klasie na kolejny rok. Na studiach też w 80% dziewczyny. W internecie sami rozwodnicy a jak już trafił się kawaler, to albo bezrobotny albo to co o sobie pisał + zdjęcie, nijak miało pokrycie w realu. Inny z kolei miał problem, bo przecież odległość 150 km to przekracza ludzkie możliwości itd itp. Poza tym faceci w wieku około 40 to niby chcą z kimś być, ale w sumie to nie chcą wcale zmieniać swojego życia, bo im tak wygodnie jest i najfajniej, to byloby mieć laskę do łóżka albo na jakieś wyjście, ale wiązać się to juz niekoniecznie.

  • Piękne świadectwo! Niech Wam Bóg błogosławi w małżeństwie i niech ma w opiece Wasze maleństwo!

  • Piękne świadectwo. Uświadomiłaś mi, ze trochę zbyt płytko modliłem sie NP o dobrą żonę. Podobnie jak Ty mam 25 lat i NP jest jedyną moją deską ratunku w znalezieniu żony. Chciałabym aby moja żona była równie wierząca jak Twój mąż. Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam 🙂

  • Dziewczyny, gdzie Wy mieszkacie? Naprawdę nie macie szans na jakieś grono znajomych, żeby się spotykać, wyjeżdżać dokądś? Może lubicie zwierzęta i w wolnym czasie możecie się nimi zajmować, tu ktoś napisał o koniach. Dużo ludzi można spotkać właśnie w stajniach, przy oporządzaniu koni, albo w schroniskach, gdzie każde ręce do pracy są potrzebne.
    Może tędy do nowych ludzi traficie?

    • Katarzyno, jasne, że mam znajomych i się z nimi spotykamy, wyjeżdżamy też wspólnie. Tyle, że w dużej mierze moi znajomi są sparowani. Katarzyno, ja naprawdę jestem otwarta, tylko doświadczam, że w miarę upływu lat jest coraz trudniej. Staram się nie tracić wiary, że i mnie ktoś pokocha, ale czasem jest naprawdę bardzo trudno.

    • Chętnie pójdę do schroniska, ale kogo tam spotkam? Nastolatków albo ewentualnie 30 latków. Raczej to nie mój „target”.

  • No tak Izo, przeczytałam Twój opis działań w przeszłości…Z jednej strony wiem, że mając ponad 20 lat to jeszcze jest czas na wybór, potem i ponad 30 nie jest tak źle. Skoro miałaś szansę na ślub z kilkoma kandydatami( potencjalnie, czy ktoś się oświadczył nie wnikam), ale to były te szanse. Na portalach jest chyba jak pisałaś, dużo bawidamków i niewielu „ustawionych”. Tylko takim sposobem to się wszystkich eliminuje, bo ciągle każdemu czegoś brak. A może niski korpulentny, łysy facet może kochać i szanować żonę, a ten wysoki z żurnala będzie zdradzał?
    Męża wybiera się po cechach, wygląd na drugim miejscu.Zwlaszcza po 30 te już to można odpuścić, czyli wygląd. W rozmowach poznajemy ludzi. Po pół roku znajomości wiadomo, jak obie strony myślą, czy rozmawia się „my”czy ” ja ja ja”.Jest jeszcze kategoria mężczyzn ” wdowiec” , ale też Ci pewnie nie będzie odpowiadac. A z autopsji powiem Ci, że szkoda,tylko wszystko zależy od tego czego szukasz w człowieku.

    A co do schroniska, to zawsze zwierzaki czekają z radością, na kogoś, tylko nie wszystkie można zabrać po całym dniu domu ( ja osobiście mam za słabe nerwy) i wzrok każdego zostaje zw mną na wiele nocy.pozdrawiam

    • Jakie masz doświadczenie w randkach internetowych, Katarzyno? Miałabyś na przykład ochotę wiązać się z facetem, który nie ma pracy? Wątpię, czy chciałabyś utrzymywać faceta. Czy może jednak chciałabyś faceta, któremu brakuje połowy uzębienia, bo przecież wygląd się nie liczy? A takiego spotkałam. A może faceta, który lubi sobie wódeczkę strzelić zaraz na pierwszym spotkaniu? Chciałabyś, serio? Może chcialabyś faceta, ktory zaczyna rozmowę od chwalenia się ile to on ma kasy i ile musiał zapłacić byłej dziewczynie, żeby dała mu spokój? A może oszołoma, który od 40 letniej kobiety wymaga dziewictwa? No sorry, nawet gdybym nią była, to raczej taliba w domu bym nie chciała. Co do wdowców, to owszem, spotkałam się z dwoma, jeden z obsesją antykościelną a drugi nie mogący zapomnieć o swojej żonie. Chciałabyś takich kandydatów? Dlaczego klasyfikujesz mnie, jako osobę, której żaden facet nie pasuje i musi być o wyglądzie modela i ustawiony, jak to określiłaś? Ja mam już swoje lata i raczej nie będę użerać się z facetem niezaradnym życiowo, bo jak facet w tym wieku nie ma pracy albo ma pracę, gdzie zarabia minimum, to przepraszam, zaradności oczekuję od faceta a nie trzymania się mojej spódnicy.

    • Co do zwierzaków, to je kocham, sama mam 2 przygarnięte psy i 5 kotów. Boli mnie los bezdomnych i krzywdzonych zwierząt i zawsze staram się reagować.

  • Izo, bo po 40 tce, żaden nie będzie dobry. Po prostu tak już jest. Jak się ma ugruntowane swoje życie, to nie ma takiego człowieka, który będzie odpowiedni i skrojony na miarę, a praca w związkach jest zawsze trudna. W obecnych czasach większość facetów oszalała I 40 -tka dla nich brzmi staro, nie wiadomo dlaczego. Odstępstwo od tej sytuacji to właściciel Amazona, który żonę wymienił na  kobietę w podobnym wieku i z dorastającymi dziećmi, ale tu też chodzi o ogromne pieniądze obojga, więc to jeszcze inna kategoria myślenia.w życiu normalnym trafić na bogatego i oddanego katolika, to jak wygraną w totka.
    Szkoda, że masz pecha z tym randkowaniem z Internetu, opisy kandydatów mnie trochę rozśmieszyly, bo to śmieszne I smutne , że na kilka spotkań trafiłaś na takich gości jak opisałaś. Zaniedbani z wyglądu i bezrobotni.
    Lata temu spotkałam się kilka razy z kandydatami z portalu, ale to byli bawidamki i jeden wdowiec właśnie, ale z Australii, a ja wtedy mieszkałam w Kanadzie. Nie chciałam przeprowadzać się wtedy do Australii, on nie chciał zmienić zamieszkania na gdzie indziej.(Byłam wtedy po 30-tce, n sporo starszy)

    Lata później spotkałam innego wdowca ( też po 40tce) już realnie i od kilku lat tworzymy rodzinę ( z Jego synem). Znam historię Ich życia i nie chce by zapomnieli o zmarłej Żonie i Mamie( zmarła w dniu porodu)

    Izo, wiem, jak trudno jest spotkać rozsądnego człowieka do życia i gotowego do małżeństwa.  Wiem też, że po 40tce szansę są małe, ale nadal  możliwe.
    Na co się decydujemy, to mamy bo nigdy nie ma idealnie i nikt.

    • Dobrze, że Cię rozśmieszyły, bo z tego to już tylko śmiać się można, chociaż mi do śmiechu wcale nie było. Kiedyś jeden ksiądz mi powiedział, jak przyszedł na kolędę, to najpierw się zdziwił, że mam lat tyle ile mam a potem stwierdził, że mężczyźni boją się takich kobiet, które są atrakcyjne, inteligentne i które potrafią sobie same poradzić ze sprawami, o których inne kobiety nawet nie słyszały. Może to i racja jest. Nie wiem. Wiem, ze na pewno podobam się facetom, mówię to bez pychy i tak tego nikt nie sprawdzi , ale jestem kobietą atrakcyjną, wysoką zgrabną długowłosą blondynką, mam sporą wiedzę w wielu dziedzinach, dbam o siebie i potrafię rozmawiać z facetem na każdy temat. Jedni to lubią, inni uciekają. Teraz czekam na hejt, jak to nieładnie tak o sobie pisać i zaczną sie złośliwości, że skoro taka jestem super, to czemu nie mam faceta. 🙂 Nie będę się tłumaczyć z mojego życia i doświadczeń, uprzedzam z góry 🙂

  • Drodzy Uczestnicy dyskusji na temat niewybranej, niechcianej samotności:
    1- Jest prawdą, że na forum wypowiedzieć się może każdy i każdy ma prawo głosu.

    2- Jest jednak też prawdą, że w każdym temacie (dotyczy to nie tylko naszej dyskusji) są osoby bezpośrednio dotknięte danym problemem i znające go z autopsji, z własnych przeżyć. One mają inną perspektywę niż osoby znające temat jedynie ze słyszenia czy z obserwacji.

    3- Czym innym jest świadomie wybrana bezżenność. Takie osoby bardzo świadomie się realizują i takie jest ich prawo. Są np. dziewice konsekrowane, członkinie instytutów świeckich. Tylko, że my wyraźnie rozeznajmy, że to nie jest nasza droga! Samotność niewybrana, niechciana niesie ze sobą ogrom bólu, cierpienia i niezrozumienia.

    4- Jest prawdą, że osoby udzielające różnych rad najczęściej robią to ze szczerego serca i mają dobre chęci. Jednak osoby znające problem z autopsji mogą widzieć, że te rady choć mądrze brzmią, nijak nie przystają do ich sytuacji. Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Dotyczy to każdego problemu, nie tylko niechcianej samotności.

    5 – Ogromną pociechą są świadectwa osób, które poznały przyszłego męża/żonę w naszej kategorii wiekowej lub później. To daje nam ogromną nadzieję, że i nam się uda.

    6 – Też chcemy być chciane, kochane, wybrane. Nas naprawdę cieszy szczęście innych, ale same też chcemy kochać i być kochane.

    • Aniu ! Wszystkie Twoje spostrzeżenia to prawda. Ale nie można mieć żalu, urazy do tych, którzy zabierają głos- kimkolwiek są! W ogóle nie rozumiem czynienia zarzutu tego ,że rady innych choć w zamyśle dobre nijak nie przystają do sytuacji osób samotnych. W tej przestrzeni wirtualnej nie ma zbyt wielkiego pola manewru!!! Nie rozumiem tego,że można kogoś traktować niechętnie, bo udzielił rady,która się nie wpasowała w czyjąś sytuację. Po prostu przeczytać, przemyśleć i tyle.

      • Masz sporo racji Jacku. Może bardziej chodzi o to, że łatwo komuś pisać porady czy spostrzeżenia dla samotnych, nie będąc samemu w takiej sytuacji. Mnie np. bolą instrukcje dotyczące tego, gdzie rzekomo można spotkać przyszłego męża. Próbowałam wielu z nich… A może faktycznie najzdrowiej byłoby przeczytać, przemyśleć i tyle? Tylko czasem ktoś pisze tak, jakby samotność była nasza winą i to zadaje naprawdę wiele bólu. Może faktycznie trzeba takie mądrości za przeproszeniem olać?

        • Od razu tam olać, nie, po prostu jeżeli coś do nas trafia to przyjąć, jeżeli nie po prostu do siebie tego nie brać, nie przejmować się.

        • A może faktycznie trzeba takich mądrości nie wygłaszać, żeby skrzywdzona przez los osoba nie musiała ich za przeproszeniem olewać…?

          • Magda, tak byłoby idealnie i dotyczy to każdej sytuacji, nie tylko niechcianej, niewybranej samotności. Coś, co w mniemaniu osoby wygłaszającej rady, czy spostrzeżenia jest mądrością, cennym spostrzeżeniem, czy błyskotliwą pointą, dla człowieka przeżywającego dany problem może być jak bardzo bolesny cios, jak policzek, jak kopanie leżącego. Mocne słowa, ale tak właśnie jest. Nierzadko długo dochodzi się po czymś takim do siebie.

            • No i to jest właśnie brak empatii… A że mężczyźni są z natury jeszcze mniej empatyczni niż kobiety, czasami mogliby powściągnąć swój język…gdyby sobie wyobrazili że to bolesny cios, jak kopanie leżącego, jak napisałaś Też Aniu. No ale jak ktoś nie ma empatii, to sobie nie wyobrazi i tu jest pies pogrzebany.

            • W takim razie to forum jest wielkim nieporozumieniem! Jedni będą przeżywać traumę,bo jakiś wpis bardzo ich dotknie,zaboli, powali wręcz jak to napisałaś Aniu, inni będą udowadniać swoje racje, jeszcze inni w ogóle nie zrozumieją co poeta miał na myśli,a jeszcze inni się zniechęcą niezrozumieniem przez innych. Zbyt wielkie oczekiwania, za małe pole manewru.

            • To forum jest bardzo potrzebne. Po prostu pisząc post wystarczy wyobrazić sobie, że pisze się do np. własnej matki, siostry, córki, koleżanki. Piszmy na forum tak, jak chcielibyśmy by ktoś potraktował tych, których kochamy, lubimy, tych, którzy są dla nas ważni. Tylko tyle.

            • Po prostu, Jacek, jest taka zasada, której warto trzymać się w życiu, jak nie mogę, nie potrafię pomóc albo kompletnie nie rozumiem problemu, to się nie wyrywam z jakimiś tekstami, bo mogę więcej szkody niż pożytku przynieść.

            • Dlaczego tak pogardliwie piszesz „jak nie mogę, nie potrafię pomóc albo kompletnie nie rozumiem problemu, to się nie wyrywam z jakimiś tekstami, bo mogę więcej szkody niż pożytku przynieść”. To sformułowanie jest wyjątkowo zarozumiałe. Dzieląc się swoją historię na publicznym forum obarczasz się ryzykiem,że zostaniesz zrozumiana albo nie. Nie traktuj ludzi przedmiotowo – ktoś się wyrywa, ktoś klepie w klawiaturę, ktoś się nie zna itd. To bardzo wyniosły ton. A Ty jesteś taka w punkt we wszystkim ? Takie jest dobrodziejstwo forum – chcesz,piszesz,zwierzasz się, czytasz. Nie chcesz sobie zadawać bólu, rozczarowania nie wchodzisz, nie czytasz, nie piszesz. Proste. Ale trochę wyrozumiałości dla innych. W myśl Twojej zasady zasady „jak nie mogę,nie potrafię itd. też się do tej zasady j stosuj – nie wyrywaj się z odpowiedziami do innych, bo tez ich nie rozumiesz ,np.mnie czy erinny, czy autorki świadectwa.

            • Słuszna uwaga, Aniu, właśnie dokładnie o to mi cąły czas chodzi. Być może te osoby i w dobrej wierze wstawiają jakieś cytaty, udzielają porad, ale czasami powoduje to wyłącznie irytację u tych, których problem dotyczy. Tak jak napisałaś gdzieś wcześniej,dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.

            • Ja osobiście przyznam, że żałuję iż wchodzę niekiedy na to forum. Ono wcale mnie nie podbudowuje, wręcz przeciwnie. Miałam już dłuższy czas spokojną głowę, spokój wewnętrzny i czułam wewnętrzną radość, w końcu, po długim czasie, kiedy tego nie czułam, ale niestety pech chciał, że trafiłam na to świadectwo, gdzie bidulka 25 letnia miała straszny problem, bo męża jeszcze nie miała, no i pomodliła się „ostatnią deską ratunku” – nowenną pompejańską i pstyk, wszystko się spełniło. No w wieku 25 lat, to akurat nic wyjątkowego, że się kogoś poznaje, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdzie 99,9% ludzi w tym wieku nie jest w małżeństwie. Lubię czytać świadectwa ludzi, którym w cudowny sposób rozwiązały się problemy życiowe, wyzdrowieli, choroba się cofnęła, sprawy rodzinne pozytywnie się ułożyły, urodziło się zdrowe dziecko pomimo diagnozy lekarzy, itp, to są naprawdę cudowne świadectwa działania Boga w naszym życiu. To jest moje zdanie. To forum powinno wspierać a niestety nie do końca tak jest. Pozdrawiam Aniu i Magdo. Pomodlę się za was.

            • Ania, Magda, wiem o czym mówicie, choć dotyczy to innej sytuacji… Ile my się nasłuchaliśmy odnośnie dziecka… Dookoła stale te same życzenia (na święta, urodziny), złote rady (wujek mówił że może powinniście się leczyć? – a co my robimy od dawna?! albo: może, wam pomóc?), wspaniałe sugestie przy rodzinnych imprezach (a wtedy to będzie msza za tych co dzieci nie mają), śmiałe tezy (tak to jest jak od razu dzieci nie chcą, potem to problemy – słowa osoby, która dzieci miała od razu kiedy sobie to zaplanowała). Dodam, że z nikim z rodziny na te tematy nie rozmawiamy. Ja psychicznie mam dość, bo od lat to samo słyszę i coraz bardziej mnie to boli. Ile się napłakałam po takich sytuacjach to moje. Ciekawość podsyca fakt, że z praktycznie z nikim o tym nie rozmawiamy, wie tylko kilka zaufanych osób… Ktoś, kto był w takiej sytuacji, nigdy nie rzuci takimi tekstami i nie zacznie sam tematu, bo wie, jak to boli…

            • Czytałam Eniu o tym, ale tej formy modlitwy akurat nie podjęłam. Póki co dość dobrze się ma naszą znajomość z Dzieciątkiem Koletańskim 🙂

            • Eniu, my męczymy wiele osób w niebie 😀 Maryję, Boga, Jezusa to wiadomo, ale też: św. Joachima, św. Annę, św. Józefa, św. Ritę, św. Filomenę, św. Joannę Berettę Molla, św. Dominika Savio, św. Ojca Pio, św. Jana Pawła II, bł. Bartolo Longo, bł. Michała i Zbigniewa, czasem też św. Gerarda, św. Antoniego, św. Tadeusza. Tak się zastanawiam czy o kimś jeszcze nie zapomniałam 🙂

            • Proszaca o modlitwę ucząc się od Faustyny to nie nalezy się poddawać, tylko mieć nadzieję, tej wielkiej Świetej dopiero pomogła Terenia, a tez do kilku świętych sie modliła.
              Głowa do góry! Na wszystko musi być odpowiedni czas.
              Jednym slowem jesteście bardzo znani w Niebie, no no ,ale takie znajomosci się przydadzą

            • Przyznam, że o św. Teresie wiem niewiele, muszę doczytać. Może razem ze św. Faustyną dołączą do grona osób, do których uparcie się modlimy 🙂 a my ostatnimi czasy jesteśmy bardzo namolni 😀 może przyjdzie taki czas, że napiszę tu kiedyś o tych znajomościach 🙂

            • Witaj eniu:)) dziękuję za namiary na Pomocników Mariańskich – wszystko już załatwiłam.Pozdr.M

            • eniu- wiem, że rozśmieszyłam Cię tym określeniem, ale „ odległość na rzut beretem” tzn. niewielka odległość i jest ogólnie używana, niemniej miło mi, że tak była Twoja reakcja:)).Dziękuję za wszystkie podpowiedzi i sugestie.M

            • Po pasek można: Siostry Dominikanki- Kraków ul.Mikołajska 21 /Gródek/

            • „Prosząca o modlitwę” – z żoną byliśmy a właściwie wciąż jesteśmy w podobnej sytuacji jak Ty z mężem. Gdy ktoś czynił lub czyni nam nietaktowne uwagi to mówimy wprost,” że co prawda to nie Twoja wujku/ciociu/kuzynko/koleżanko itd. sprawa ale skoro jesteś taki/taka ciekawa to informujemy Cię, że nie możemy mieć dzieci i proszę nie sprawiaj nam przykrości takimi słowami”. Taka szczerość najczęściej wprawia większość ludzi w osłupienie – jest im strasznie głupio, przepraszają i starają się zachowywać taktownie. W związku z tym wśród rodziny, przyjaciół i znajomych mamy spokój. Obecnie jesteśmy na początku procesu adopcyjnego i wszyscy nam kibicują. Pozdrawiam serdecznie 🙂

            • Każdy ma swoją metodę. My osobiście wolimy nic nie mówić. Wolę żeby ktoś się tylko domyślał, niż wprost mówić o problemie i dawać podstawę do dalszych rozmów za naszymi plecami. Nie chcę łatki, litości, jakiegoś gadania (które pewnie i tak jest), dlatego nie podsycamy cudzej ciekawości i nic nie mówimy. Zresztą tu akurat świetnie pasuje powiedzenie „syty głodnego nie zrozumie”.
              Podziwiam Waszą decyzję 🙂 wszystkiego dobrego Wam życzę 🙂

            • Paul ja tez bede wam kibicowac i zycze wam z calego serca zebyscie za niedlugo mogli cieszyc sie dzieckiem ,ktoremu chcecie ofiarowac cos bardzo cenneg czyli rodzine

            • Bardzo Wam dziękuję miłe Panie i odwzajemniam się modlitwą 🙂

            • Myślę, że rozumiem, o czym mówisz, choć moja sytuacja jest oczywiście inna. Tzw. dobre rady i nieprzemyślane stwierdzenia potrafią zadać wiele bólu. Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę wiele dobra.

            • Dokładnie to miałam na myśli.
              Wzajemnie Aniu, wszystkiego dobrego, niech się spełnią Twoje modlitwy 🙂

            • Zaraza,zaraz ,bo dostrzegam tu pewną niekonsekwencję. Jeżeli wchodzisz na forum i dzielisz się swoją historią to licz się z ryzykiem,że ktoś coś odpowie, napisze jakiś komentarz. No takie jest dobrodziejstwo forum. Tak działa ta wirtualna przestrzeń.Wymiana myśli.Nie chcesz otrzymywać tzw. dobrych rad i czytać nieprzemyślanych stwierdzeń – nie zwierzaj się, nie odkrywaj ! Bo cóż innego inny uczestnik forum może zrobić? Tylko napisać, odpowiedzieć dobrym słowem lub radą. Zamiast docenić,że ktoś wysłucha i próbuje pocieszyć grymasicie,że rady nie takie ,że nieprzemyślane spostrzeżenia. Zupełne nieporozumienie. Nie jesteś Aniu w stanie zrozumieć wszystkich innych uczestników forum i ze wszystkimi się zgadzać i to działa w obie strony. Nie wszyscy Ciebie zrozumieją.Nie chcesz się narażać na nietrafione spostrzeżenia nie zwierzaj się, wtedy nie dotkną Cię tzw.dobre rady.

            • A czyż to przypadkiem nie też Ania udzielała tzw. dobrych rad w temacie : depresji, bezrobocia,trądziku ? Skąd wiesz Aniu ,że Twoje rady nie irytują kogoś i nie denerwują i nie należą do tych ,którymi piekło jest wybrukowane…

            • W temacie niechcianej, niewybranej samotności powiedziałam już wszystko co miałam do powiedzenia. Kto zrozumie ten zrozumie. Kto będzie chciał się czepić, czepi się i zaneguje wszystko co napisałam. Prosiłabym tylko o jedno – nie piszcie nam, że jesteśmy same bo taka jest wola Boża, bo takim zdaniem można zabić. PS Tak się składa Jacku, że w temacie depresji i nerwicy lękowej mam troszkę do powiedzenia.Kto wie dlaczego, ten wie, przed Tobą tłumaczyć się nie będę. To tyle z mojej strony.

            • To w takim razie czyja to jest wola też Aniu, zę jesteś sama? twoja?
              Otóż Aniu, ja jestem MEGA pewna, ze jestem sama bo tak chce na dany moment BÓG. I mogę sobie krzyczeć, tupać nózkami, płakać, ale dopóki On chce aby tak było, to tak będzie.
              Niektórzy twierdzą, ze da się coś wymóc na Bogu. Ja twierdzę, ze się nie da. Ale pod jednym waruniem: że jest się szczerym przed Nim i że się Go miłuje. Wtedy On się odwdzięczy tym samym. Nie da Cię skrzywdzić.

              Podsumowując też Aniu… Ja jestem sama z woli Bożej. Inna kwesja to to cczy mi się to podoba czy nie… Ale jestem sama, bo On tak chce, I wnioskuję to po 12 latach codziennej modlitwy o dobrego męża, po różnych wskażókach które mi udzielił, po odsunięciu róznych modeli, gdy zwróciłąm się z modlitwą:”jeśli to nie ten, to mi to pokaż”… Bóg nie jest głuchy. To wiem na pewno w lasnie po tych wskazówkach, wiec skoro nie daje, to znaczy że nie daje bo na dany moment nie chce tego dla mnie.

            • Nawet nie oczekuję tego,że miałabyś się tłumaczyć – po prostu niekonsekwencja postępowania i myślenia. Zbyt łatwo tłumaczysz siebie samą, innym zarzucasz pisanie nieprzemyślanych spostrzeżeń.

            • Jacku, ja już kończę dyskusję. Syty głodnego nie zrozumie. Może pewnego dnia zrozumiesz, o co mi chodzi, dzisiaj jak widać nie jest to możliwe. Może pewnego dnia ktoś zada Ci ból przez sposób, w jaki udzieli Ci porady, skomentuje Twoją sytuacje itd. Oczywiście, nie życzę Ci tego, ale może wtedy dotrze do Ciebie, o czym piszę tu od kilku dni. Ja powiedziałam już wszystko, co miałam do powiedzenia w temacie samotności niechcianej i niewybranej.

            • Pozwólcie ,że jeszcze dodam coś od siebie. Obserwuję tę dyskusję o samotności i po prostu muszę napisać jedno zdanie. Jestem psychologiem z wieloletnią praktyką. Widać Aniu ,że problem samotności bardzo Cię męczy.Ale często używasz stwierdzenia,że dobre rady albo opinie innych mogą sprawić wiele bólu lub wręcz zabić. Zwracam Ci uwagę, że świadczy to o twojej nieprawidłowej reakcji. Nie, słowa innych nie mogą zabić – zaznaczam, że mówię tu o normalnej wymianie myśli- nie o wulgaryzmach, złośliwościach itp.To,że tak reagujesz – mówiąc „słowa mogą zabić” świadczy o tym, że przenosisz winę lub nią obarczasz nawet podświadomie innych za tę swą niechcianą samotność.Twoja reakcja jest zbyt emocjonalna i nadwrażliwa. Przedstawiłam tu stanowisko z psychologicznego punktu widzenia,oczywiście w wielkim skrócie. Pozdrawiam.

          • Albo się akceptujemy i szanujemy swoje opinie, albo zasada: i tak obowiązuje wyższość mojej racji.

            • Jacku, to nie tak. Ja naprawdę szanuję każda osobę, która zabiera głos. Tylko jest faktem, że czasem jakaś nieprzemyślana wypowiedź może zadać ból. Może to kwestia indywidualnej wrażliwości? Może ktoś inny by się nie przejął? Po prostu piszę, co czuję.

            • Widzisz, już się pokusiłaś o skatalogowanie: „czyjaś nieprzemyślana wypowiedź” , nie sądzę,że ktoś zabierając głos świadomie chce dokuczyć, dotknąć. Czy Twoje wypowiedzi w oczach innych uznawane są zawsze za przemyślane?

            • Na forum jest kilka osób (a może to jedna o kilku nickach), która pisze złośliwe komentarze. Co do moich wypowiedzi – cóż, starałam się pamiętać, ze po drugiej stronie ekranu zawsze jest człowiek. Czasem z kimś podyskutowałam, jednak starałam się zachować szacunek dla tej osoby.

            • Aniu masz na myśli mnie i naszą „dyskusję” pod świadectwem faceta, który opisał swoje udane życie miłosne pomimo braku zachowania czystości, a w dodatku bawił się kobietami i ich nie szanował.
              Nie znasz mnie więc się zamknij! Wiesz czemu mnie to świadectwo tak zdenerwowało? Bo kiedyś właśnie taki facet zniszczył moje życie, a cenę tego muszę płacić do tej pory! Nie będę opisywać co się wydarzyło, ale Ty od razu po mnie jechałaś i madal to robisz! Zamknij się już bo nie wiesz co sama przeżywam od wielu lat i jak bardzo inni mnie zniszczyli!

            • „tez Ania” właśnie popisałaś sobie z tą osobą o kilku nickach.
              Najlepiej nie wchodzić w dyskusję.
              Dla wszystkich błogosławionej soboty

            • Enia swiete slowa,bo….”mozesz zachowac milczenie, jesli cos powiesz moze byc uzyte przeciwko tobie”,ale tez nie zawsze mamy byc obojetni kiedy ktos jest rownany z ziemia ,nasza tez ania wlasnie staje w obronie takiej osoby a ze obrywa to juz inna sprawa

            • Eniu, Ireno obie macie rację. Racją enii jest to, że wchodzenie w dialog czasem nie ma sensu. Inna sprawa (i tu rację ma Irena), że zwyczajnie żal bezpardonowo atakowanych osób. Wdawałam się w dyskusje, bo zwyczajnie było mi żal tych, którzy zostali zakrzyczeni, skopani i osądzeni w komentarzach. Co z tego, że admin usunie wpis skoro atakowana osoba zdążyła go już przeczytać?

            • Jak zaczyna się głupia dyskusja napisać ostrzeżenie,aby forumowicze nie wchodzili w dialog. Tak jak kiedyś mena mi napisała.

            • Najwyzej ta osoba popisze ze sobą, bo tworzy swoje towarzystwo z kilku nicków

            • Enia ale ja tak robie ,wlasnie kiedys po krotkiej dyskusji bnbn,ucielam dalsze pisanie zwlaszcza ze w zywe oczy zaczela ze mnie drwic ,tez aniu tobie radze to samo, glowa muru nie przebijesz,zwlaszcza ze jestes bardzo sympatyczna osoba i nikogo tu nigdy nie obrazalas ani nie ponizalas

            • Dziękuję za dobre słowo. Ja bardzo cenię to wiele osób, m.in. Ciebie, enie i wiele osób. Jak zacznę wymieniać pewnie kogoś pominę więc będzie bez wymieniana.

            • Aniu mam o Tobie podobne zdanie 🙂 byłaś pierwszą osobą na tym forum, którą zaczęłam kojarzyć, może dlatego, że jesteś tu bardzo aktywna 🙂 Twoje komentarze są zawsze wyważone, pełne empatii i nawet jeśli nie umiesz się odnieść do danej sytuacji na podstawie swoich doświadczeń (lub ich braku), to nie dajesz nieprzemyślanych rad, a po prostu wspierasz dobrym słowem 🙂
              Wszystkiego dobrego dla Ciebie 🙂

            • W sumie to jest metoda. Będę tak robiła. dzięki

            • Widzisz Jacek, cokolwiek by ktoś nie napisał w uzasadnieniu, to z Twojej strony jest od razu czepianie się. Ania ma prawo stwierdzić, że jej zdaniem czyjeś słowa są nieprzemyślane i mogą komuś sprawić ból, a Ty zaraz ją pacyfikujesz, że kogoś kataloguje. I tak można sobie udowadniać coś wzajemnie do końca świata.

            • Jacku, a może tu dochodzimy do granicy, jaką stawia nam internet. Rozmawiamy z człowiekiem, którego nie widzimy. Może gdybyśmy wszyscy się widzieli – swoje twarze, oczy, żywego człowieka, też łzy, łatwiej byłoby nam się zrozumieć.

            • Myślę,że tak jak wyżej napisałem, zbyt wielkie oczekiwanie, za małe pole manewru. A teraz w ogóle dwie na jednego – ratunku! Czy bywają tu jacyś faceci ?

            • A tak na poważnie, próbujemy przekazać, że pisząc posty warto wykazać się empatią i wyobrazić sobie, że po drugiej stronie ekranu jest człowiek z cała swoją historią, bólem itd. Piszmy tak, jak chcielibyśmy, by ktoś potraktował naszych bliskich, przyjaciół itd.

            • Niby tak, ale zobacz w realnym życiu nikt się z nikim nie pieści.
              Trzeba się uodparniać bo świat jest brutalny.
              Trzeba grać wg. panujących na nim zasad.

            • I to pisze kobieta ? A tak na poważnie można żyć według własnych zasad, znowu nie żyjemy w dżungli,bez przesady.

            • A to powinnam być odrealniona?
              Widzę co się dzieje wokół mnie.
              Co dostają ludzie bezwzględni a co szaraki jak ja.
              To jaka jestem zawdzięczam częściowo otoczeniu.

            • Agnieszko nie wiem co odpowiedzieć,nie wiem w jakim żyjesz otoczeniu.A może wystarczyłaby zasada; mieć jakiś własny kodeks moralny, przestrzegać go, być mu wiernym, a jeżeli otoczenie nie najlepsze to je zmienić, uciec stamtąd.

            • Myślisz, że tylko moje otoczenie jest tak wyjątkowe? Nie sądzę.
              Swoje zasady mam. Ale coraz częściej żałuję, że je sobie narzucilam.
              Byłabym w innym miejscu w życiu jakbym ich nie miała.
              A teraz to mi ciężko zmienić to, pozbyć się ich.

    • Dobrze to ja dodam ostatni raz od siebie na ten temat. Bóg jest lekarstwem na samotność, a nie związek sam w sobie. Ufność Bogu i oddanie się Jego woli i uwierzenie w to, że Jego plan na nasze życie jest najdoskonalszy i dostajemy to czego nam potrzeba czy nam się to podoba czy nie(także te bolesne doświadczenia i cierpienie – sama doświadczyłam sporej i długotrwałej przemocy psychicznej więc wiem coś o tym, ale uczę się nie mieć o to żalu, bo to ukształtowało mnie zupełnie innym człowiekiem) jest drogą do Niego i do nieoczekiwanych zdarzeń w naszym życiu. Można mieszkać pod jednym dachem, ale nie razem tylko obok siebie i być od siebie baaardzo daleko, bez miłości Bożej i zdrowych, bliskich relacji. Z czasem najbardziej płomienne uczucie może wygasnąć i przerodzić się we wrogą i oziębłą postawę wobec siebie, można być przeraźliwie samotnym mimo zawartego małżeństwa i założonej rodziny. O tę bezwarunkową miłość Bożą na pierwszym miejscu trzeba zabiegać, człowiek bez bliskości Boga jest osamotniony i sama obecność drugiej osoby bez Jego miłości tego nie zrekompensuje.

      • Erinna, wszystko, co napisałaś jest prawdą. Clue problemu polega na tym, że w człowieku jest takie miejsce, które może wypełnić tylko drugi człowiek – mąż lub żona. To miejsce bez tego człowieka wieje pustka. My naprawdę staramy się mieć relację z Panem Bogiem. Tylko, że to puste miejsce w człowieku może zapełnić tylko ten najbliższy człowiek. Gdy tego człowieka brak, żyję się z tym pustym miejscem

        • „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam” ( mam nadzieję, ze słowo mężczyzna w znaczeniu człowiek) są to słowa samego Boga z Księgi Rodzaju ( o ile się nie mylę) i stworzył Adamowi Ewę.

          • Właśnie. I Bóg powiedział te słowa do Adama żyjącego w raju, w bliskości Boga. Mimo, że Adam miał wszystko, czego można było zapragnąć.

  • Wszystkie samotne kobietki na tym forum, chciałabym Wam przytoczyć historię mojej przyjaciółki, która poznała swojego męża jak był ateistą, ale przy niej stał się wierzący. Z tym że on od początku chodził z nią dla niej kościoła i towarzyszył jej w jej praktykach, czasem się nawet z nią modlił, utrzymując że jest niewierzący. Przed ślubem zaczął się sam za nią modlić różańcem, wyspowiadał się. Chciałam napisać, by nie zamykać się na osoby deklarujące się jako niewierzące, jeśli tylko szanują Wasze wartości i za Wami podążają (np. chodzą do kościoła dla Was). Czasem niewierząca osoba ma więcej empatii i serca niż wierząca i niewiele trzeba, by zaczęła być praktykującą z czasem. Oczywiście nie mówię tutaj o wojujących ateistach lub osobach kościół wyśmiewających. Szacunek dla kobiety i jej wartości to podstawa.

    • Magdo, mam bardzo podobne przemyślenia. Clue to szacunek dla kobiety/mężczyzny i wartości, które ta druga osoba wyznaje. Oczywiście mam na myśli szacunek wzajemny, tzn. mąż szanuje żonę, a żona męża.

    • Dobry wieczór Magdo, opisałaś moją historię ? 😉 Potwierdzam, jeśli się kogoś naprawdę kocha to można się dla tej osoby bardzo zmienić. Ja dzięki mojej żonie a także dla niej z osoby niepraktykującej stałem się gorliwym Katolikiem, członkiem domowego Kościoła, róż Różańcowych i Apostolstwa Dusz Czyśćcowych. Z miłości do niej zdecydowałem się na czystość przedmałżeńską i dziś każdego na tym forum do niej zachęcam. Prawdziwa miłość zmienia nas na lepsze jestem tego żywym dowodem. Muszę przy tym zaznaczyć, że moja żona nigdy do niczego mnie nie zmuszała i często powtarzała, że kocha mnie takim jakim jestem. Nigdy nie było żadnych szantaży emocjonalnych. Nic z tych rzeczy. Tak jak już o tym kilkakrotnie tutaj pisałem spójrzcie moje miłe panie łaskawym okiem też na kawalerów trochę od Was młodszych.

      • Dobry wieczór Paul, faktycznie zbieżność sytuacji może być, bo mąż przyjaciółki też jest od niej młodszy (2 lata) 🙂

        A i zapomniałam dodać, że przyjaciółka oczywiście modliła się wcześniej o dobrego męża. Można zapisać się do róży o dobrego męża (pewnie każdy wie na forum, ale na wszelki wypadek napiszę, na czym polega róża – każda z dwudziestu osób odmawia tylko jedną dziesiątkę różańca, co tworzy cały różaniec i każda osoba ma zasługę jakby odmawiała codziennie cały różaniec). Jeśli ktoś by chciał zapisać się do róży, to jestem w jednej i są wolne miejsca, proszę o wiadomość na vdm11małpawp.pl .

        • No, to jak Twoja przyjaciółka ma męża Pawła to jesteśmy w domu 🙂
          Nie wiem czy moja żona modliła się o dobrego męża. Nigdy na ten temat nie rozmawialiśmy. Muszę się ją zapytać 🙂 Wszystkiego dobrego Magdo 🙂

      • „Tak jak już o tym kilkakrotnie tutaj pisałem spójrzcie moje miłe panie łaskawym okiem też na kawalerów trochę od Was młodszych.”Mogę podpisać się pod tymi słowami Paula . Mam męża o 3lata młodszego a dojrzałość jego w czasie gdy się poznaliśmy jak i teraz jest o wiele większa niż u panów co niektórych sporo straszych. Jak również co do wiary sytuacja bardzo podobna .

    • Moj narzeczony tez noe wierzy, ale nogdy nie zranil jednym slowem lub czynem. Liczy sie wrazliwosc czlowieka. Byc moze wystarczy, ze ja wierze I modle sie bo jestesmy jedno, a dzieci wychowam w wierze

  • Cud jest wtedy, kiedy kobieta lub mezczyzna w wieku ok.40 lat lub wiecej znajdą osobę z którą zalożą rodzinę.

  • Witam Kochani 🙂 dziękuje Aleksandro za złożone świadectwo i życzę wszystkiego dobrego. Mam 36 lat i jestem sama, modliłam się wielokrotnie o dobrego męża. Czytając Wasze komentarze stwierdzam że tutaj wiek nie jest istotny czy ktoś ma 18, 25, 35 czy więcej lat, zawsze przychodzi odpowiedni czas i łapie nas ta miłość. Mam ciotkę która mając 45 lat poznała swojego męża, dodam że była cały czas panienką ,a wcześniej też tak samo jak my miała chwile zwątpienia. Ja też wiele razy myślę że już nikogo nie znajdę, mimo że nie jestem brzydka to i tak jestem sama. Rodzice stwierdzili że już zostanę sama, rodzina też, a ja kochani w takich chwilach kiedy najbardziej boli sięgam po różaniec i modle się do tego momentu, aż Matka Boża zabierze ten ból, a wiecie zapewne że największy ból jest dawany ze strony najbliższych. Trzeba cieszyć się każdym dniem bo jest piękny, jesteście singlami z tego też się trzeba cieszyć, modlitwa zawsze w odpowiednim czasie zostanie wysłuchana, życie jest piękne, mimo tego że czasem odczuwamy samotność tęsknotę za drugą osobą. Kochani wierze w to że każda modlitwa jest w odpowiednim czasie wysłuchana. I życzę Wam wszystkim osobą samotnym dużo miłości każdego dnia, mimo tej samotności jaką odczuwamy za brakiem tej drugiej osoby.

  • Cieszę się, ze u Was zadziałało. Myślę, ze warto spróbować. Sama odmowilam nowennę ponad rok temu, w intencji dobrego męża, ale z marnym skutkiem. Dziś mam 37 lat, za mną wiele lat niechcianej samotności, ból i łzy, wiele podjętych prób odnalezienia drugiej połówki, ale również dbanie o rozwój osobisty, szerzenie zainteresowań, poszukiwanie Boga. Niestety nic nie jest w stanie zrekompensować braku bliskiej osoby. Może ktoś zechciałby pomodlić się krótko w mojej intencji. Dzięki! Pozdrawiam!

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!