Aleksandra – LIST: Siła modlitwy wstawienniczej

Witam wszystkich odwiedzających tę stronę. Chciałam złożyć tutaj świadectwo tego, jak potężna jest modlitwa wstawiennicza, jak wielką moc ma różaniec, jak wielką Orędowniczką jest nasza Maryja.
Niegdyś łączyła mnie szczególna więź z pewnym chłopakiem, zapoznanym w Internecie. Nasza znajomość, początkowo przyjacielska, nabrała rozpędu w szybkim tempie, mieliśmy głownie kontakt jedynie internetowy. Znajomość, powiedziałabym egzotyczna – ja Polka, on Brazylijczyk. Bardzo dużo rzeczy nas różniło, kompletnie inne światy – ale jak wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają. Spędziliśmy ze sobą łącznie 2 weekendy – pierwszy, kiedy on odwiedził mnie w Polsce, drugi, kiedy ja odwiedziłam go w Irlandii (gdzie obecnie żyje i pracuje). Dość szybko zorientowaliśmy się, że to coś więcej niż przyjaźń, że chcielibyśmy być razem. Szczególnie drugi wspólny weekend, kiedy byłam u niego, utwierdził mnie w przekonaniu, że chciałabym spróbować. Na drodze stanęły nam jednak liczne trudności. Oboje wiedzieliśmy w zasadzie od początku, że ten związek nie miałby racji bytu, ja jednak chyba chciałam do końca wierzyć, że uda nam się wszystko pogodzić. On miał (i ma do teraz) trudną sytuację bytową. Nie ma w Irlandii dobrej pracy, w zasadzie wisi nad nim groźba powrotu do Brazylii, czego bardzo nie chce, gdyż obecnie kraj ten pogrążony jest w kryzysie ekonomicznym. Na tamten moment wizja, aby postarał się o polską wizę, była niemożliwa, oboje dowiadywaliśmy się, jakie musiałyby zaistnieć formalne warunki, aby móc spełnić te wymagania. Niestety. Po powrocie z Irlandii poczułam w sobie impuls, swego rodzaju gotowość, aby podjąć ryzyko i zaproponować, że to ja wyjadę do niego, zamieszkam w Dublinie. Widziałam w tym wreszcie realną szansę dla nas. Znaliśmy się już wtedy 9 miesięcy, sama byłam zaskoczona moją gotowością do takiego ryzyka. Ale cóż, byłam zakochana 🙂 Podczas jednej z licznych rozmów o nas – kiedy to przedstawiłam wizję, że przeprowadzę się do Irlandii, usłyszałam z jego ust: „NIE”. Było to dla mnie bolesnym zaskoczeniem. Problemem okazało się to, że on nie ma na tyle dobrej pracy – dla mnie to żaden argument. Z perspektywy czasu jednak, starałam się zrozumieć, że nasze bycie razem musiało wiązać się z radykalną decyzją o wywróceniu do góry nogami życia jednego lub obojga. Pomimo wyznawanych uczuć, jego obawy wzięły górę. Rozpoczęłam wówczas nowennę do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły. Chodziła mi ona po głowie, ze względu na sytuację, która wyniknęła, jak również ze względu na fakt, iż moje otoczenie było zmartwione tym, co się między nami dzieje – przyjaciele powtarzali mi, że ta relacja jest bez przyszłości, że od kilku miesięcy funkcjonuję niczym w bańce mydlanej, karmiąc się marzeniami o wspólnym życiu. Dodam jeszcze, iż nasza relacja nabrała w pewnym momencie pikanterii – oczywiście głównie w rozmowach, pragnieniach, myślach, jak i również podczas spędzonych dwóch weekendów. Wszystko to odsuwało mnie od Pana Boga, czego ja kompletnie nie widziałam. Kochani – podczas odmawiania Nowenny do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły, nie mogłam się nadziwić, jak 9-miesięczna relacja w tym człowiekiem, runęła w 9 dni nowenny!!! Wyniknęło wiele spraw, o których się „przypadkiem” dowiedziałam, spadły z mych oczu łuski. Byłam zdruzgotana tym, w jak niedobrym kierunku ruszyła nasza znajomość, ile rzeczy było przede mną wcześniej utajonych. Bardzo cierpiałam, kiedy legły w gruzach moje wyobrażenia o tym człowieku, o nas, byłam zraniona. Fakt, że widziałam wszystko wyraźniej nie spowodował jednak, że moje cierpienie i rozczarowanie zniknęły. Pomyślałam po jakimś czasie, że przecież każdego człowieka w swoim życiu spotykamy w jakimś celu. Ciężko było mi zrozumieć, po co w takim razie spotkałam jego i tak bardzo zaangażowałam się emocjonalnie? Doszłam w końcu do wniosku, że będę się za niego modlić, bo może po to było to wszystko. On nie jest katolikiem, ja tak. Pomyślałam, że może po to nasze drogi się zeszły? Bo może on nie ma nikogo, kto by się za niego modlił.
Rozpoczęłam więc Nowennę Pompejańską w jego intencji. Prosiłam Matkę Bożą, aby go prowadziła, pokazała mu, co ma uczynić w jego trudnej sytuacji tam w Irlandii, aby wskazała mu drogę i miała go w opiece. Przynajmniej tyle mogłam dla niego zrobić. Sama nie wiem, skąd wzięło się u mnie to silne pragnienie, aby się za niego modlić. Przecież mnie zranił, wyniknęło tyle rozczarowań w związku z jego osobą… Kierowało mną przekonanie, że może po to pojawiłam się w jego życiu, żeby się za nim wstawić u Matki Bożej. A po modlitwie zamierzałam całkowicie zakończyć tę znajomość. Choć nasza znajomość totalnie się zmieniła, pozostaliśmy wówczas w sporadycznym, oschłym kontakcie. Zaplanowałam modlitwę wstawienniczą za niego i zamknięcie tego rozdziału. Muszę powiedzieć, że była to najtrudniejsza jak dotąd Nowenna Pompejańska. Planowana data zakończenia to 13 maja 2017, bardzo mnie cieszyła ta data 🙂 Nie przypuszczałam jednak, co podczas tej modlitwy będzie się działo. Niedługo po tym, jak rozpoczęłam Nowennę, zaczęłam odczuwać wielki niepokój. Nie będę w szczegółach opisywać, co się działo konkretnie, natomiast podczas modlitwy zaczynały kłębić się w mojej głowie różne okropne myśli. Myśli nieczyste. Tak silne, tak wymyślne i tak nachalne, że byłam przerażona. Miałam wrażenie, że nie mogę się od tych myśli uwolnić, wielokrotnie przerywałam modlitwę – bo jak w takim stanie miałam się modlić?! Miałam wrażenie, że to nie są moje myśli, że to wszystko jest tak okropne i kipiące złem, że to nie jest wręcz możliwe, żebym to ja generowała takie myśli, sama byłam przerażona tymi treściami. Moja nowenna była zatem pełna płaczu i przerażenia. Udałam się na rozmowę z księdzem, z którym podzieliłam się tym, co się dzieje w mojej głowie, powiedziałam mu, że wręcz boję się odmawiać różaniec 😞 Ksiądz, jak tylko usłyszał, że podjęłam za mojego przyjaciela Nowennę Pompejańską, odpowiedział – „Aha, coś tu jest na rzeczy”. Dopytał szczegółowo, jaką intencję podjęłam, jaką mam relację z tym człowiekiem i przede wszystkim, jaką relację ten człowiek ma z Panem Bogiem. Wiedziałam doskonale, że nie miał żadnej relacji, nie modlił się, wielokrotnie powtarzał, że w zasadzie wierzy w Boga, ale na poziomie świadomości, że Bóg jest, ale nic więcej. Ksiądz po dłuższym namyśle stwierdził, że widocznie trafiłam w punkt z tą nowenną i Zły się wścieka, bo wyciągnęłam rękę, a raczej poprosiłam Matkę Bożą o wyciągnięcie ręki po to, co jego. Byłam przerażona. Szybko jednak dodał i ciągle to powtarzał, że mam się nie bać 🙂 Powiedział, że możliwe, że Zły będzie chciał mnie mocno poranić, że może być spora batalia, ale mam zaufać Jezusowi i Matce Bożej. Oprócz tego poradził mi, abym zamówiła mszę świętą z intencją o uwolnienie u opiekę Matki Bożej dla mnie oraz abym poprosiła kilka osób o modlitwę wstawienniczą za mnie, właśnie o opiekę Maryi dla mnie na czas Nowenny – bo mnie w tej sytuacji też ktoś powinien omadlać. Powiedział też, że mam pamiętać, że to Chrystus zbawia – nie ja, że to Chrystus umarł na krzyżu za nas- nie ja, więc jeśli nie dam rady kontynuować modlitwy, trudno – jestem tylko człowiekiem. Przerażona sytuacją poszłam zamówić mszę w moim kościele parafialnym oraz poprosiłam kilka osób o modlitwę za mnie. Uwierzcie Kochani – od tego czasu wszystkie te okropne myśli na modlitwie zniknęły! Jak ręką odjął. Miałam realne doświadczenie tego, jak potężna batalia toczy się o każdego z nas. I to nie jest tylko takie sobie gadanie. To jest bitwa o serce każdego! Czy w to wierzymy, czy nie. Czułam się chroniona płaszczem Maryi. Po drodze spotykało mnie wiele drobnych nieprzyjemności, przykrości, czasami bardzo zaskakujących, dziwnych, ale starałam się myśleć tylko o tym, że Matka Boża jest ze mną.
Modlitwę udało się dokończyć aż do ostatniego dnia 🙂 Nie mam pojęcia, jakie będą jej owoce, ufam, że Matka Boża poprowadzi sprawy najlepiej, jak to możliwe. Nie jestem z tym chłopakiem w kontakcie i być może nie będzie mi nigdy dane dowiedzieć się, jak się jego życie potoczy. Wiem natomiast, że żadna modlitwa nie idzie na marne, że modlitwa wstawiennicza ma potężną moc i że o każdego z nas toczy się niesamowita walka. Zachęcam wszystkich do odmawiania Nowenny Pompejańskiej, o to, abyśmy dali się poprowadzić Maryi. Bo nawet pośrodku największej bitwy, Pan Bóg daje nieopisany spokój – taki spokój, którego świat dać nie może.
Chwała Panu!

4
A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
4 Wątki komentarzy
0 Wątki z odpowiedziami
0 Obserwujący
 
Najpopularniejsze
Najgorętsze
4 Autorzy
MeMirkamJan Autorzy ostatnich
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o
Jan
Gość
Jan

Bardzo ciekawa historia przeczytałam od początku do końca. Dobrze że Emocje opadły i Prawda wyszła na jaw.

m
Gość
m

Hmmm… uwierz mi Mala, ze brazylia, argentyna… to zupelnie inna kultura. Fakt, ze chrzescijanska… ale… bardzo wiele nas rozni. A w kontaktach kobieta-mezczyzna to jest roznica kolosalna, ktora wychodzi jak juz sie jest razem. Sama mialam podobna historie, ktora trwala 3 lata, znam wielu latynosow I z nimi pracuje.

Mirka
Gość
Mirka

Piękne jest Twoje świadectwo, opisałaś esencję tej modlitwy. Dziękuję 🙂

Me
Gość
Me

Ciekawie napisane swiadectwo. Podziwiam Twoja odwage aby modlic sie tyle za kogos kto tak skrzywdzil…ale bedzie Ci to wynagrodzone 🙂 Nim tez sie zaopiekuje Matka Boska 🙂

A kim dla Ciebie

Wejdź na maryjne

jest Maryja?

ścieżki wraz 

z księdzem Piotrem

i udaj się w niezwykłą

duchową podróż…