Kaja: Moje trzy lata z nowenną

Wreszcie i na mnie przyszedł czas aby podzielić się świadectwem. A właściwie – świadectwami, gdyż odmówiłam już kilka nowenn w różnych intencjach. Nie pamiętam dokładnie daty rozpoczęcia nowenny, zwłaszcza, że na początku miałam sporo potknięć. Było to trochę tak, że jednocześnie przeczytałam o niej i w tym samym czasie powiedziała mi o koleżanka. Przypadek? No właśnie. Wszystko zbiegło się w odpowiednim czasie abym na nowo pokochała różaniec, który, aż wstyd się przyznać, leżał „zakurzony” w szafie. Kojarzył mi się z taką „babciną” modlitwą, odklepywaniem „Zdrowasiek” bez głębszej refleksji czy modlitewnej zadumy, raczej pobieżnie i byle jak. Cóż – byłam w wielkim błędzie!
Różańca nie odmawiałam wieki. Ostatnio jeszcze będąc w szkole i chodząc na październikowe nabożeństwa. Później – pielgrzymki. Ale już u progu dorosłego życia pochłonęło mnie wiele nieważnych spraw, „spychając” Pana Boga w hierarchii ważności. I tak żyłam sobie tym swoim życiem, nawet całkiem przyjemnie, płytko, wygodnie, bezrefleksyjnie. Bywałam szczęśliwa gdy gdzieś wyjechałam, coś sobie kupiłam. Nigdy jednak tak prawdziwie, mocno i do końca, to były raczej chwile szczęścia, które szybko odpływały. Tak, tkwiłam w „wielkim” świecie, pracując, studiując, popełniając błędy. Jak każdy. Chodziłam od czasu do czasu do kościoła, raczej przy większym święcie, modliłam się od czasu do czasu (zwykle gdy czegoś potrzebowałam albo jak musiałam coś załatwić). Byłam takim pluszowym, leniwym, rozpuszczonym katolikiem, który wierzy, że należą mu się same przyjemności. Nie wiem kiedy przyszło otrzeźwienie. Nie zachorowałam poważnie, nie przeżyłam wypadku. Raczej dopatruję się w moim, nie chce użyć słowa „nawróceniu” bardziej – powrocie (jak syn marnotrawny, do domu Ojca) łaski Ducha Świętego, który powoli, powoli zmieniał moje skamieniałe serce i leczył zbolałą duszę. Podsuwał mi odpowiednich ludzi, a ja dzięki Jego łasce się zmieniałam, uczyłam modlić, na nowo odkrywałam (i wciąż odkrywam!) „stare” modlitwy, wróciłam do odmawiania Różańca Świętego, później Nowenny Pompejańskiej, nauczyłam się prosić o pomoc Świętych, poszłam do spowiedzi. Nie działo się to oczywiście z dnia na dzień, był to długi i powolny proces, który trwa i trwa i mam nadzieję, że trwać będzie. Było to trochę tak, że zrobiłam krok do przodu, a później dwa w tył ale się nie poddawałam i staram wciąż nie poddawać, mimo codziennych upadków, uchybień, wątpliwości. Pomaga mi w tym oczywiście, różaniec i Nowenna Pompejańska, jak również nowenny do różnych świętych.
Nowennę Pompejańską odmawiam prawie trzy lata. „Prawie” bo na początku kilka przerwałam albo zmieniałam intencję. Pomogło, gdy postanowiłam, że nie będę się modlić za siebie, a za innych. Wyjątek zrobiłam tylko wtedy gdy byłam w ciąży i tuż po urodzeniu dziecka. Prawdę mówiąc to mam jeszcze jedną, ważną osobistą intencję i nie wiem czy nie skusić się na kolejną, prywatną, ale o to poproszę już Ducha Świętego aby pomógł mi wybrać najlepszą intencję na dany czas. Moje nowenny także się zmieniały: z postawy roszczeniowej na pełną ufności i zawierzenia Matce Najświętszej. Już nie prowadzę koncertu życzeń ale powierzam Jej moje wątpliwości i niepewność prosząc, aby po prostu była ze mną i mnie prowadziła, jak prowadzi się za rękę małe dziecko. Wszystkie skomplikowane sprawy Jej powierzam. I powiem Wam szczerze, że odkąd zaczęłam się modlić za innych otrzymuję morze łask. Nie, żeby wszystko było tak idealnie, oj nie. Często musiałam coś pożegnać, np. intratne zajęcie, przyjaciela, miejsce zamieszkania, później opłakać tę stratę, aby po jakimś czasie zauważyć niesamowitą zbieżność przypadków, która złożyła się na mój duchowy rozwój i życie. Wierzcie mi, że warto porzucić wszystko co uwiera i na nowo otworzyć się na przeogromną łaskę Miłosierdzia Bożego. Matka Najświętsza jest w niej naszą najlepszą Przewodniczką, Opiekunką, Nauczycielką, której warto powierzyć swoje życie.
Zachęcam Was ogromnie do odmawiania Nowenny. Wiem, że jest ciężko bo sama na co dzień doświadczam lenistwa, bylejakości, odpuszczenia sobie, ale wtedy właśnie warto podjąć trud, choćby miał to być malutki kroczek, dziesiątek różańca, choć jedna Tajemnica. Nie musi być od razu doskonale, w kościele, gdy mamy na głowie i dom i pracę, dzieci i mnóstwo obowiązków. Mamy za to wiele tzw. pustych chwil, gdy czekamy, myjemy naczynia, itp., dlaczego nie „ubrać” ich w modlitwę? Wtedy okaże się, że mimo licznych obowiązków udaje nam się „wpleść” w nie różaniec, a nawet i koronkę. Ja uwielbiam modlić się na spacerze, idąc czy biegnąc, nie oddzielam już modlitwy od codziennego życia i nie czekam na jakiś specjalny moment bo wiem, że ten nigdy nie nastąpi. Raczej modlę się tymi krótkimi chwilami powierzając Matce problemy najbliższych i wierząc, że to dzięki Jej wstawiennictwu Jezus leczy nasze serca i dusze. Dodam, że leczy skutecznie a nie według naszego widzimisię. Choć przyznaję, że bywa, że boli, a modlitwa zamiast ukojenia przynosi rozgoryczenie. Trzeba jednak zaufać.
Tak jak w tej modlitwie:

Prosiłem Boga o siłę, aby triumfować;
On dał mi słabość, abym nauczył się smaku rzeczy małych.
Prosiłem o zdrowie, aby robić rzeczy duże;
On zesłał mi chorobę, abym robił rzeczy lepsze.
Prosiłem Go o bogactwa, aby być szczęśliwym;
On dał mi ubóstwo, abym był wrażliwym i mądrym.
Prosiłem o władzę, aby ludzie liczyli na mnie;
Dał mi słabość, żebym potrzebował tylko Boga.
Prosiłem Go o towarzysza, aby nie żyć samemu;
On dał mi serce, zdolne kochać wszystkich braci.
Prosiłem o wszystko, aby cieszyć się życiem;
On dał mi życie po to, abym mógł cieszyć się wszystkim.
Nie dostałem niczego, o co prosiłem;
Ale mam wszystko, czego mogłem oczekiwać
Chociaż mówiłem coś przeciwnego, Bóg mnie wysłuchał
I jestem najszczęśliwszym z ludzi.

Nowenna do MB

Częstochowskiej

17 sierpnia - 26 sierpnia

0 0 głos
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
sylwia
sylwia
03.11.15 22:28

Ja niestety wrociłam do Boga jak zdarzyła się tragedia,teraz wiem że gdyby nie to byłam na najlepszej drodze do potępienia wiecznego.Nie mogę odzałowac ze tak jak Ty nie wróciłam bez żadnej szczególnej tragedii.szcześć Boże

daria.np
daria.np
04.11.15 07:30

Sylwio to jest troche błędne podejście, ze gdybys wróciła wcześniej na właściwa drogę to by coś tam sie nie wydarzyło…. 🙂 nie wolno tak myślec, Bog z każdego zła jest w stanie wyciągnąć dobro. Ja po nawróceniu myślałam, ze ok szatan szatanem, ale mam Boga i nie bedzie jakichś większych ciosów od życia. I był zonk, stało sie coś czego ja wręcz panicznie sie bałam…. Znam siebie na tyle, ze sama myśl o tym, ze coś takiego moze sie zdarzyć mogła doprowadzić mnie do psychiatryka i postradanie zmysłów. I stało sie, stało sie to czego sie bałam. I wiesz… Przetrwałam… Czytaj więcej »

sylwia
sylwia
04.11.15 08:49

Chodziło mi o to,że dopiero trudne doświadczenie spowodowało ze wróciłam do Boga.Miałam raczej taką myśl że zachowałam się na zasadzie „jak trwoga to do Boga”a wcześniej nie myślałam o Bogu.Potem zrozumiałam że może ta tragedia była potrzebna aby przejżeć na oczy

Elżbieta
Elżbieta
04.11.15 09:45

Piękne świadectwo!

Darek
Darek
04.11.15 11:38

Dziękuję za świadectwo nie tylko dotyczące Nowenny, ale wiary. Piękna jest twoja Mała Droga. Szczególnie dziękuję za wspomnienie o „stratach”. Bardzo spokojnie potrafisz o tym pisać. Doświadczyłem tego samego, ale otrząśnięcie się nie było bezbolesne.
Z całego serca życzę ci światła i natchnień Ducha Świętego!

Kaja
Kaja
04.11.15 18:39

Dziękuję Wam za dobre słowa! Nie, u mnie też nie było tak całkiem bezboleśnie, ale czas leczy rany, a właściwie to Matka Najświętsza je leczy 🙂 Po tych trzech latach wiem, że potrzebowałam nauczyć się jednego – pokory – i była to trudna lekcja. Codziennie proszę o nią Ducha Świętego. I o dobrą modlitwę bo bez Jego łaski i pomocy idzie mi zdecydowanie gorzej. Czego i Wam z całego serca życzę!

Gosc
Gosc
09.12.19 20:42

Piękne świadectwo, szczere i prawsziwe. Zyczę opieki św.rodziny i wszystkiego dobrego, badź szczęśliwa 🙂

7
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x