Agnieszka: uratowane małżeństwo

Pierwszy raz o Nowennie Pompejańskiej powiedziała mi moja teściowa. To było lato zeszłego roku. Ona wiedziała że nasze małżeństwo przechodzi od jednego do drugiego kryzysu. Problemy pojawiły się od początku, kiedy jeszcze przed ślubem, ja i mój przyszły mąż, pokłóciliśmy się z moimi rodzicami. po ponad ośmiu latach od tego zdarzenia mąż przyznał, że popełnił błąd w ocenie i to jego i moja wina, ta niepotrzebna kłótnia. Położyła się ona cieniem na naszym późniejszym życiu. Przez ponad 4 lata nasze pierwsze dziecko, a potem drugie , nie odwiedziły swojej rodziny w Polsce (my mieszkamy na Wyspach Brytyjskich). Z zakazu męża właśnie. On schował paszport naszej córki, tłumacząc tym, że chcę zabrać mu dziecko. to była nieprawda. Nagrywał na telefon nasze rozmowy itp.Ile ja wycierpiałam…Ile kłótni, łez. Rozpaczałam strasznie. Były wyzwiska, szarpanie, straszenie. wszystko co najgorsze.

Byłam w tym wszystkim daleko od rodziny, z malutka córeczką która potrzebowała spokojnej skupionej na rodzicielstwie matki. a było co innego…Nadszedł poważny kryzys gdy moja córeczka miała 1,5 roku. Z powodu głupiej – jak prawie zawsze – kłótni. Mąż oskarżał mnie że nie okazuję mu szacunku, że nie odcięłam się od swojej rodziny itp. Z powodu jednego zdania, które było zapalnikiem, czegoś poważniejszego, zaczynała się kłótnia, nieodzywanie trwające nawet 2 miesiące. Ale wrócę do pierwszego dużego kryzysu, w którym mąż ogłosił że występuje o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Nie chciał ze mną rozmawiać. Zapowiedział że wyrzuci mnie z domu. Straszył prawnikami. Byłam ofiarą i zachowywałam się jak ona. Ale wtedy przyszedł mi z pomocą Duch Św. Natychmiast udałam się do Kościoła, szukając tam pomocy u polskiego księdza. Znalazłam zrozumienie i polskiego psychologa. modliłam się bez przerwy i tylko w tym znajdowałam siłę do dalszego życia. Jezus pomógł mi nieść ten krzyż, gdy krzyczałam do Niego że daję rady. Mój Mąż i ja przeszliśmy przez terapie z panią psycholog i przez wiele rozmów z księżmi. Mąż jest bardzo wierzący i to on właśnie w naszym małżeństwie był osobą bardziej związaną z Jezusem – tak przynajmniej uważałam. Dziś myślę że tym małżeństwem Jezus wyciągnął rękę i do mnie, i po mnie. Ten kryzys przeszliśmy. Mąż pogodził się z moimi rodzicami, po tym jak oboje przyjechali do nas i go przeprosili. Zaczęliśmy jeździć w odwiedziny do rodzin w Polsce. Wszystko jakoś się układało. Choć mąż jest cholerykiem. jest ciężko. Nadszedł nowy, drugi kryzys. Znowu groźba, że to koniec, żebym się pakowała do rodziny, że zapłaci mi za dzieci, żebym tylko zeznała przed prawnikiem że zrzekam się praw rodzicielskich.w miedzy czasie urodził nam się syn. Dzieci miały wtedy po 6,5 i 2,5 roku. Świat mi się zawalił. Nie jadłam, nie spałam. W tej rozpaczy przyszli mi z pomocą rodzice i reszta rodziny. Rozmawialiśmy telefonicznie codziennie. myślałam że to mój koniec. Wiedziałam po pierwszym kryzysie co mnie czeka. Wtedy skierowałam swoje myśli ku Matce Bożej. Wyszukałam w internecie wiadomości o Nowennie Pompejańskiej. Było to bodaj 26 sierpnia w Święto Matki Boskiej Częstochowskiej. Wyczytałam na tym forum, że jedna pani tego dnia zaczęła się modlić tą albo inną nowenną. Że to szczególny czas, by zacząć nowennę. Matka Boska nade mną czuwała. Zaczęłam się modlić. Trud samej nowenny, dla kogoś takiego jak ja, niepoświęcającej na modlitwę zbyt dużo czasu i skupiania, to było nowe doświadczenie. Ale nie czułam tego obciążenia. Zbyt cierpiałam wtedy fizycznie i psychicznie. W modlitwie odnajdywałam trochę ukojenia. I jedna najważniejsza rzecz, ufałam że wszystko się odmieni. Zawsze w chwilach najtrudniejszych, a było ich wiele…., przychodziła Ona Matka Przenajświętsza, moja Nadzieja, Moja Siła. Mój opętany wtedy przez Diabła mąż traktował mnie strasznie. Nie umiem, mimo upływu ponad roku od tego wydarzenia, mówić i pisać o wszystkim. Pojechaliśmy w między czasie do Polski, bo wyjazd zaplanowany był dawno. Myślałam że nie dojdzie do niego. Dzień przed wyjazdem mąż zaczął odzywać się do mnie normalniej..Pojechaliśmy trochę pogodzeni. To, co piszę jest na pewno dla wielu z Was dziwne, ale mój mąż ma chwiejną osobowość nie wiadomo co się wydarzy za chwilę. Choć z drugiej strony on mówi tak o mnie..Byłam w trakcie nowenny. Obiecaliśmy sobie kiedyś że podczas tego wyjazdu pojedziemy do Częstochowy, nigdy tam nie byłam. Pochodzę z północnej części Polski. Ten wyjazd zaplanowany był na dwa tygodnie, zmęczeni odwiedzinami prawie zrezygnowaliśmy z naszej pielgrzymki. Jakoś się jednak udało. dość powiedzieć że ostatni dzień mojej Nowenny Pompejańskiej przypadł na dzień w którym uklęknęłam z całą moja rodziną- mężem i dwójką dzieci- przed cudownym obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Nie zaplanowałam tego. Tak zostałam pokierowana przez Matkę Przenajświętszą. Tyle chciałam w moim życiu zaplanować, tyle zmienić, nic mi nie wyszło bez pomocy Jezusa. Nic. Jest we mnie jeszcze sprzeciw, gdy pojawiają się trudności, „dlaczego ja panie Boże, niech ktoś inny tym razem, ja już przeszłam swoje”, rozumiem jednak tę drogę którą prowadzi mnie Jezus. Matka Boża była na niej tak jak moja Mama ziemska, na wyciągniecie ręki na jeden telefon, w dzień czy w nocy. Najświętsza Panienko, wstaw się za nami którzy się do Ciebie uciekamy. Dziękuję Jej za wstawiennictwo, za uratowanie i wyprostowanie naszej relacji w małżeństwie. Mąż powiedział mi później, że nigdy nie chciał ze mną sie rozwodzić, i tylko w ten sposób „krzyczał' żebym sama się zmieniła, bo byłam złą żoną.
Matka Boża scala moją rodzinę. I czyni cuda. Sami widzicie.

Hematytowa

dziesiątka

różańca - brelok

  • Naprawdę jesteś wspaniała i Pan cie wspiera. Nie obraz się ale chyba to twój mąż powinien się zmienić skoro jest taki wierzący a zrobił tyle piekła. Może to za niego powinnaś się modlić bo z twego świadectwa wynika ze jesteś dobra zona, i choć konflikt leżał po obu stronach to pokorą pokazała ze tak się stało. Ufam ze dojdziecie do porozumienia, niech Pan was wspiera

  • Chwała Bogu Wszechmogącemu za uratowanie Waszego małżeństwa oraz doprowadzenie do zgody w Rodzinie. Jak widać, Nowenna to potęga, a pielgrzymka, nie mniejsza.
    Przez wspólną modlitwę Pan daje siłę do przenoszenia gór 🙂
    Bardzo dobrze się stało, że teraz dzieci mogą spędzić czas z Dziadkami i Babciami. Z ich doświadczeniem i mądrością łatwiej wychować porządnego człowieka.
    Życzę łask Bożych, w szczególności spokoju, łagodności i Miłości.
    Szczęść Boże!

  • Witajcie. Płakałam, błagałam o pomoc o ratunek dla mojego związku. Mam trójkę dzieci, dwie małe dziewczynki z obecnego związku. Mój partner jest nie wierzący, ma bardzo trudny charakter, jest zimny, obcy i obojętny dla mnie. Odmawiam Nowennę za niego, płaczę i błagam o pomoc ale Matulę.
    Jest mi ciężko, czuję się samotna i opuszczona, ale nie poddaję się….I kiedy moja córeczka śpi biorę różaniec do ręki….
    Anna

  • Wspaniałe świadectwo Twojej wytrwałości i pomocy Matki Bożej i Jezusa w uratowaniu Waszego małżeństwa. Niemniej jak czytałem to dostrzegałem wiele sprzeczności w Twoim mężu, z jednej strony wierzący i praktykujący, z drugiej chęć odebrania praw rodzicielskich, mściwość…nie ogarniam o co chodzi…tak ma wyglądać ta nasza wiara?
    Wszystkiego najlepszego Wam życzę 🙂

  • Cieszę się, że się tak u Was skończyło. Przynajmniej Wam się jakoś te sprawy wyprostowały, w miarę szybko, po jednej nowennie.

    • Można włączyć czarny humor i powiedzieć, ze on wierzy raczej w swoja siłę, ale to nieprawda. KAŻDA agresja (odkładamy na bok wywołaną chorobami neurologicznymi i psychicznymi) jest z lęku. Każdy hodowca czy milośnik psów wie, że małe zalęknione szczeniaczki, które na każdy hałas przypłaszczają się do ziemi, wyrastają na agresywne osobniki, jeśli się u nich nie pracuje nad lękiem. Mężczyźni wypadli z pewnych odwiecznych ról (świat im je odebrał) i już z samego tego faktu wynika niepokój, za którym postępuje lęk. Nie znam sprawy, więc nie wiem, co może go podsycać w konkretnym wypadku, na ile jest lęk jest częściowo wrodzony (nie tylko zwierzęta czasem rodzą się tchórzliwe:-), a teraz tylko utrwala go jakaś sytuacja. Wiele czynników moze tak działać (dominujacy rodzice, stłamszenie w dzieciństwie, zastarzałe traumy, społeczna tożsamość niezgodna z rzeczywistymi predyspozycjami i zdolnościami, frustracje zawodowe lub z braku pracy, wybór współmałżonka podobnego do tłamszącego rodzica, poczucie, że nie potrafi się sprostać roli męża, ojca, cudzym wymaganiom, alkohol i wiele innych). Bycie człowiekiem religijnych rytuałów nie musi oznaczać Boga w sercu, co prawdopodobnie pogłębia frustrację agresora,

      Jedno jest pewne, na wiele rzeczy małżonek nie ma wpływu, ale utrwalenie się takiego wzorca jest ciężką patologią rodzinną, rzutującą na całe życie ofiar, na pewnym etapie nieodwracalną w skutkach Tak więc, niezależnie od stałej modlitwy, rzecz musi zostać poddana rodzinnej terapii. Przemoc w rodzinie jest rzeczą, która uderza w następne pokolenia, niszczy ludzi i skierowanie sprawy na policję niewiele zmieni, nakręcając spiralę nienawiści. Tak czy inaczej bariera musi zostać postawiona i i za pomocą wszelkich środków, bo agresja zawsze narasta, dla zmyłki okresowo zamieniając się w „obsypywanie kwiatami”. Każda taka róża kiedyś pokaleczy jak drut kolczasty.

      Ludzie mający predyspozycje do takich zachowań i problemy z agresją, (zwłaszcza ukryci za szacowną maską społeczną typu religijność czy pewien zawód, przewrotnie kryjący prawdę), często wybierają na małżonków osoby o zaniżonym poczuciu własnej wartości, pełne kompleksów, nastawione na to, ze je „zawsze” spotyka coś złego. Taki związek potrafi być bardzo trwały, choć coraz bardziej patologiczny, ale dzieci w takich związkach zostają trwale złamane. Jezus mówi o ludziach niezdolnych do małżeństwa, których inni takimi uczynili. Warto to sobie wziąć do serca.
      Przy problemach ze zrozumieniem fenomenu „religijny damski bokser” gorąco polecam wydaną u nas chyba w 2004 roku książkę (mylacy tytuł) „Molestowanie moralne” Marie France Hirigoyen. Jest genialna, chyba dominikanie to wydali.Wiele osób zaskoczy.

  • Czytam bardzo często świadectwa osób tutaj, sama zbieram się do jego napisania, w końcu obiecałam to Matence ale za każdym razem ogarniają mnie wątpliwości. Co zmienia modlitw? Jeśli Bóg ma dla nas cały plan, to czy nasze modlitwy są w stanie go zmienić? Nie mogę narzekać bo mam dach nad głową, prace i względne zdrowie, ale sprawy które leżą mi na sercu daleje się nie rozwiązały, a ukojenie bólu, żalu też nie przyszło.. Trwam w modlitwie, ale ona już nie jest tak gorąca, czuję się opuszczona, a nadzieja się już tylko tli..

  • >

    Zapisz się na nasz biuletyn i otrzymuj comiesięczne wiadomości w temacie nowenny pompejańskiej!