Sylwia: Modlę się o zdrowie i pokój dla mojej rodziny

Dziś odmówiłam 16 raz nowennę pompejańską. Pomimo, że zrezygnowałam z tej modlitwy na samym początku ( bo nie dam rady, nie mam czasu, mam obowiązki itd), minęło jakieś 4 miesiące i oto jestem. Zaczęło się od śmierci bliskiej mi osoby w lutym. Zmarł po pewnej operacji, w dodatku miał raka. Był lekarzem z powołania i wiele razy mi pomógł, ale też dobrym, ciepłym człowiekiem. Na tamten czas, gdy żył, doceniałam bardziej to, że jego leczenie mi pomaga niż to, że był kochaną osobą. Mówił, że idzie na ciężką operację i widać było, że się tym przejmuje, chwilę porozmawialiśmy, ale do dziś dnia żaluję, że nie podałam mu nawet na koniec wizyty ręki. Mial złote serce, a mi tego serca zabrakło. Gdy dowiedziałam się, że jest w ciężkim stanie, łzy same popłynęły mi z oczu. Chwyciłam za koronkę do Miłosierdzia Bożego. Ja, która w ciągu trzech ostatnich lat byłam może dwa razy w kościele na mszy! Dwa dni później wieść o jego śmierci. Załamanie totalne. Znowu koronka. Płacz niesamowity, ciągle o nim myślałam, o jego uśmiechu, dobrych radach…No ale jak to, że to ma być koniec? I już go nie zobaczę?! I nagle myśli o tym, co jest po drugiej stronie. Chwyciłam za różaniec. I co się dzieje… Czułam się, jakbym biegła i miała zadyszkę. Każde ,,Zdrowaś Maryjo” okazało się istną torturą. A najgorsze bylo to poczucie, że ktoś za mną stoi i okropnie mnie nienawidzi! W życiu się tak nie bałam. W nocy obudziłam się o 3.00 rano. Włączyłam światło i rozglądam się po pokoju, no i wiem, że ktoś tu jest, ale go nie widzę! Budzenia były non stop, póki nie zdałam sobie sprawy, że muszę iść do egzorcysty, chociaż miałam ogromnie poczucie, że zwariowałam i że teraz to tylko zamknąć mnie w wariatkowie. Na pogrzebie byłam, byłam u spowiedzi i komuni św. Termin u egzorcysty: na koniec kwietnia. Ja nie mam w ogóle pojęcia, jak wytrzymałam to półtora miesiąca. Niewyspana, znerwicowa, zlękniona. Modliłam się też za dusze w czyśccu cierpiące, koronką i jednym różańcem. Około 11 dni przed wizytą u egzorcysty umiera mój dziadek, który całymi dniami modlił się na różańcu za wszystkich i o wszystko. Może nie nowenną pompejańską, ale jednego dnia odmawiał dużo tych różańców. Znowu rozpacz. No i w końcu wizyta u egzorcysty i wielkie zdziwienie: ,,a to też mój grzech? myślalam, że to grzech tamtej osoby… A to w ogóle jest grzechem?” Wymienię tylko zabawę we wróżenie sobie kartami tarota, Harrego Pottera i temu podobne itp, itd. No to dobra, wyspowiadałam się z całego życia. Nagle ksiądz wstaje i przynosi coś na stół. Siedziałam twardo na krześle, nawet mój wzrok dobrze nie padł na to co to jest, a tu się odsunęłam z całym krzesłem mimowolnie nogami jak porażona (później ksiądz powiedział, że to była woda i olej egzorcyzmowana). No i jakaś modlitwa nade mną. Nic się nie dzieje. Po wszystkim pytam księdza: czy to pomogło? Ksiądz z uśmiechem: ,, nie wiem, przyjdź drugi raz za miesiąc”. Przychodzę drugi raz trochę niepewna, ale zdaje się, że pomogło. Mogę spać i lęk minął. Został smutek po dwóch ludziach, których kochałam i którzy mnie kochali na swój sposób, ale w momencie, gdy żyli, nie uświadamiałam sobie tego. Zaczęłam też po śmierci lekarza odmawiać tajemnice szczęścia, ale przerwałam po paru miesiącach. Nie dałam rady, poddałam się. Teraz czasem żałuję, może kiedyś wrócę. Przerwałam też różaniec. Zaczęłam sobie pewnego dnia rozmawiać z ciotką, a ona mówi mi o nowennie pompejańskiej. Że ona będąc panną odmówiła za siebie, ale ja mówię: ,, 3 różańce przez 54 dni w jednej tylko intencji? Za długie, za długo, czyli nie dla mnie.” Dwa miesiące temu mąż ciotki stracił pracę. Potrzebowali kredytu na wykończenie domu i wprowadzkę, a tu bez pracy nie dostaniesz kredytu! No to ona różaniec w dłoń, zaczyna odmawiać pompejańską i nagle wujek w internecie znajduje pracę niedaleko, a żyjemy w biednym województwie Polski. Z pracą tu okropnie ciężko, to naprawdę graniczy z cudem żeby dostać jakąkolwiek. Ciotka nowennę szczęśliwie skończyła, zaczęła drugą- nie wiem, w jakiej intencji. Ale ja powiem wam, czemu to ja 16 dni temu sięgnęłam po tę modlitwę. Byłam świeżo po kłótni z mężem, a jakoś tak wychodzi, że prawie zawsze kłócimy się podczas jazdy autem, a z tyłu siedzi nasz 3-letni syn. No i po tej kłótni stwierdziłam, że już dłużej nie wytrzymam. Za dużo wyzwisk, obwiniania się nawzajem, za dużo chorób nas spotyka, mąż do kościoła chodzi tylko na Wielkanoc, nasz synek jest nadpobudliwy, jestem zbyt nerwowa, mieszkamy z męża rodzicami bo nie stać nas na własne, zbyt wiele nieprzemyślanych decyzji a potem płacz…Tego dnia zagroziłam mężowi rozwodem i byłam taka załamana, że bardziej już nie można, a było to na święto Wniebowzięcia. Wchodzę na facebooka, a tam zdjęcie Matki Bożej i napisy: ,, Szukasz pomocy?… Nowenna pompejańska…” no to powiedziałam na głos: ,, Masz mnie, Matko Boża”. I zaczęłam tego samego dnia odmawiać w intencji zdrowia i pokoju dla mojej rodziny z zachowaniem woli Bożej. Koło czwartego dnia odmawiania idę na spacer z synkiem jak zwykle tą samą trasą którą chodziłam setki razy, te same domy, a mój wzrok nagle pada na małe figurki Matki Bożej wmurowane w zewnętrzne ściany domów ( kiedyś był taki zwyczaj, teraz mało kto robi coś takiego). Myślę sobie:,, że ja wiem w ogóle, gdzie patrzeć?! przecież tego nie widziałam wcześniej! tyle razy tędy szłam!” a w myślach ciągłe ,, Zdrowaś Maryjo…”, ,,Zdrowaś Maryjo…” i jakoś tak lżej na duszy, a nawet wesoło. Idę koło następnego domu, patrzę na górę, a przed figurką na linii telefonicznej czy jakiejś innej w odległości może siedmiu metrów, centralnie przed figurką Matki Bożej usiadł sobie gołąb. Mówię do siebie:,, O, gołąb. Znak pokoju”. A potem myśl: ,, Przecież modlę się o zdrowie i pokój”. Przeszłam pod nim, nawet nie uciekł, a ta linia była nawet nisko. Jakoś tak wesoło mi było. Później było spokojnie. Dziś 16 dzień nowenny, zaraz wybije północ i będzie 17, a ja po kłótni z mężem, teściem i teściową. Jeszcze tak nie miałam. W dodatku martwię się, czy nie zaszkodziłam synkowi pewną maścią. Czuję totalny smutek i nie wiem, co więcej napisać. Powinno się modlić w jednej intencji, a ja umieściłam zdrowie i pokój w jednej intencji, więc nie wiem, czy to zostanie wysłuchane. Chcę dokończyć tą nowennę a drugą zacząć w intencji zmarłych bliskich i dusze w czyśccu cierpiące. Też chcę to ująć w jednej intencji,i muszę to zrobić sprytnie. Od rozpoczęcia nowenny nie byłam jeszcze u spowiedzi i komuni świętej i czuję coraz mocniej, że muszę iść. Na razie wiem tylko, że się modlę i staram się zawierzyć swoje sprawy Matce Boże. Nie nawróciłam się idealnie. Wciąż się nawracam. Nie znam finału wszystkich ważnych dla mnie spraw, ale po przeczytaniu licznych pozytywnych świadectw na tym portalu, staram się trzymać nadzieji, że Matka Boża przedstawi moje prośby Bogu i zostanę pocieszona, wysłuchana. Z Panem Bogiem.

Cierpiący w czyśćcu potrzebują naszej pomocy, ponieważ sami

już nie mogą naprawić zła, które popełnili w czasie ziemskiego

życia. Dopóki żyjemy na ziemi, możemy wspomagać ich modlitwą.

Koronka za dusze

w czyśćcu cierpiące

 

0 0 głos
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Martyna
Martyna
12.09.15 08:01

Sylwio podjęłaś najlepszą decyzję jaką mogłaś – powierzyłaś problemy Matce Boskiej. Nie ustawaj chociaż będzie ciężko. Wiem to z własnego doświadczenia a odmawiam już 7 nowennę (tym razem za dusze w czyścu cierpiące). Lekko nie jest, ale to tylko znaczy, że warto skoro jest tak duży opór z drugiej strony. Zadbaj o to, żeby być nieustannie w łasce uświęcającej, uczestnictwo we Mszy Św. – to daje prawdziwą siłę 🙂 Wszystko się ułoży, trzeba tylko zaufać Panu Bogu.

barbara
barbara
12.09.15 11:02

Droga do Boga przez wstawiennictwo Maryji odmawiam czwarta nowenne i jest czasem ciezko ale trwam i kiedy biore rozaniec do reki to juz odzyskuje spokoj Odmawiam modlitwe do Ducha Sw. i mowie Jezu troszcz sie Ty ,abym mogla sie skupic na modlitwie .Wiem ze warto Maryja nas wyslucha ,moze nie zaraz otrzymamy o to co prosimy ,ale inne ktore sa nam potrzebne napewno. Szczesc Boze

Sylwia
Sylwia
12.09.15 15:14

Następnego dnia po wysłaniu tego świadectwa byłam z synkiem na pogotowiu. Poślizgnął się w ganku i wpadł na stojące tam duże lustro, rozbiło się na nim. Tego to jeszcze nie było. Może to tylko przypadek, może nie. Na szczęście nic mu się nie stało poza kilkoma małymi zacięciami, po których nie ma już śladu. Drobinkę szkła, którą miał w oku, wypłakał. Pediatra powiedziała, że miał dużo szczęścia. Ale pamiętam jak płakałam i mówiłam na głos: Boże, zrób ze mną co zechcesz, ja wszystko mogę cierpieć, ale jego zostaw w spokoju. Tego dnia podczas odmawiania nowenny pompejańskiej usłyszałam w głowie głos:… Czytaj więcej »

Basia
Basia
12.09.15 19:41

Droga Sylwio, myślę że nie powinnaś przejmować się dokładnym sformułowaniem intencji, tam na „górze” Pan Jezus I Matka Boża znają nasz każdy odruch serca i wiedzą czego pragniemy.Pozdrawiam i życzę wytrwałości.Z Panem Bogiem.

Sylwia
Sylwia
12.09.15 20:42

Następnego dnia po wysłaniu tego świadectwa byłam z synkiem na pogotowiu. Poślizgnął się w ganku i wpadł na stojące tam duże lustro, rozbiło się na nim. Tego to jeszcze nie było. Może to tylko przypadek, może nie. Na szczęście nic mu się nie stało poza kilkoma małymi zacięciami, po których nie ma już śladu. Drobinkę szkła, którą miał w oku, wypłakał. Pediatra powiedziała, że miał dużo szczęścia. Ale pamiętam jak płakałam i mówiłam na głos: Boże, zrób ze mną co zechcesz, ja wszystko mogę cierpieć, ale jego zostaw w spokoju. Tego dnia podczas odmawiania nowenny pompejańskiej usłyszałam w głowie głos:… Czytaj więcej »

5
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x