Monika: mąż

To była czwarta nowenna. Tym razem w intencji trzeźwości dla męża. Działo się wiele w czasie tych 54 dni a wszystkim tym zdarzeniom tło dawała moja modlitwa nowenną pompejańską. Pierwsza moja intencja była ogólna: „Za rodzinę” – poczułam wtedy wielką siłę Bożą, która jakby wielkimi rękoma ogarnia moją rodzinę i przenosi ją w inny wymiar, druga: „O pracę” na , którą byłam bardzo nastawiona, pragnęłam jej całą sobą i popadałam w desperację i stany depresyjne z powodu jej braku a po odmówieniu nowenny całkowicie przestałam pragnąć pracy i przestałam jej całkowicie szukać i czułam w tym totalny pokój, nie byłam w stanie odpowiedzieć innym na pytanie dlaczego nie szukam pracy. Nowenna trzecia była w intencji „O dary Ducha Świętego-„-czas wsłuchiwania się w to co mówi Pan w cichości serca, czas poznawania prawdy o sobie, spowiedzi i powierzania wszystkich spraw działaniu Bożemu,uczenie się tego czytania Woli Boga dla mojego życia. Czwarta „O trzeźwość męża”-najpierw widziałam że pił jeszcze więcej, stracił nad kontrolę ale na mnie już to nie działało bo Pan mnie uzdrowił już wcześniej z bycia osobą współuzależnioną, nie bolało mnie to aż tak, dałam się prowadzić i powiedziałam „Jezu będę w tym miejscu gdzie mnie poślesz i będę tam dopóki mnie nie odwołasz”. Najpierw koleżanki zabrały mnie na Mszę z modlitwą o uzdrowienie prowadzoną przez księdza egzorcystę w Wąwolnicy gdzie uderzyło mnie, że Matka Kębelska jest taka jak Pompejańska. Usłyszałam o małżonkach, że są jak naczynia połączone więc jak wlewa się do jednego to przelewa się w obydwa i ja tak postanowiłam napełniać się Duchem Świętym. Nawet jeśli jedno jest zniewolone to egzorcysta może odmówić swoją formułę nad drugim a działa na to cierpiące. Potem koleżanki zabrały mnie do Zamościa na Jezusa na zachodzie, które to spotkanie prowadził ojciec z Ugandy Boshabora. Po powrocie zastałam męża w bardzo ciężkim stanie upojenia. Następnego dnia wyprowadziłam się z domu wraz z dziećmi do domu w którym nikt nie mieszkał od wielu lat więc był w opłakanym stanie, tam zaczęłam szukać pracy i zapisałam dzieci do przedszkola, zaczęłam pisać wniosek o alimenty, przelałam z konta pieniądze na poczet tych alimentów, posprzątałam i zaczęłam żyć po prostu. Mąż przyjeżdżał ale był pijany, chciał rozmawiać, był czarujący jak kiedyś przed ślubem ale ja wiedziałam że to wszystko po to by ofiarę znowu zwabić, chciałam iść do psychologa, on twierdził że powinnam ja się leczyć na głowę a ja widziałam jego uzależnienie przede wszystkim, najpierw poszłam sama, potem zachęciłam go i poszliśmy razem. Nawzajem obwinialiśmy się, nie mogliśmy słuchać siebie nawzajem a pani zadawała nam pytania głównie o to co planujemy dalej, mogliśmy usłyszeć zdanie na temat naszej sytuacji od osoby postronnej (nie od rodziny czy znajomych). Później jeszcze powiedziałam, że jak do nas przyjeżdża to ma być trzeźwy, obraził się i wyjechał. Nie wiem tak naprawdę co przeżywa mój mąż ani co sobie myśli ponieważ jest bardzo zamkniętym człowiekiem. Wiem że ja dałam Jezusowi się stawiać w miejscach w których On chciał a wszystko czynił On sam, ja niczego nie zdziałałam. Dostałam tel. z firmy że mogę iść do pracy i to był impuls żeby wracać. Przyjechałam a mój mąż miał taką radość w oczach a na dzieci to się wręcz rzucił. W domu był zrobiony remont i aż łzy mi ze szczęścia stanęły w oczach. Powiedział, że nie może obiecać że przestanie całkowicie pić alkoholu. Nasze życie to przede wszystkim obserwacje zmian jakie zaszły. Ja lepiej planuję posiłki i zajęcia dzięki czemu wszyscy jesteśmy spokojniejsi, dzieci są szczęśliwe że wróciły do domu, mąż pozwala sobie na piwo w bardzo ścisłych warunkach, zaczął zabierać nas na wspólne wyprawy nad rzekę na ryby i grilla.Zepsuł się samochód więc jeździmy wspólnie wszędzie tak jak kiedyś.Mamy duże problemy finansowe też tak jak kiedyś, kiedy byliśmy najbardziej zgodnym małżeństwem. Przed powrotem przeczytałam jak Jezus uzdrowił chromego a potem powiedział mu „Nie grzesz już więcej by ci się coś gorszego nie stało” i podobnie usłyszał mój mąż ode mnie. Teraz modlę się o pokój w rodzinie. Tylko Pan wie co będzie dalej ale nie boję się niczego. Maryja jest tak dobrą matką i najczulszą, Ona pierwsza wie kiedy w małżeństwie brakuje miłości (tego wina jak w Kanie Galilejskiej). A my mamy „zrobić wszystko cokolwiek Jezus nam powie”.

0 0 głos
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Wiola
Wiola
20.08.15 18:30

Piękne swoadectwo

Dorota Karnicka
Dorota Karnicka
20.08.15 19:45

Pięknie Cię, Moniko Maryja prowadzi, piękne świadectwo Jej łask złozyłaś1
Niech Maryja zawsze będzie przy Was, a Bóg niech Wam błogosławi!

Aleksandra Charczyńska-Plomteux
Aleksandra Charczyńska-Plomteux
21.08.15 14:49

Piękne i mocne świadectwo. Niech Bóg Wam błogosławi i niech Was strzeże, a Maryja zawsze okazuje Matczyną miłość.

Barbara
Barbara
21.08.15 16:44

Dziekuję że opisałaś tak szczegółowo te zdarzenia.dziekuję za informację o naczyniach połączonych (nie wiedziałam tego),i za wzmiankę o Kanie i Maryi,która pierwsza widzi ze brakuje,miłości.wzruszylam się bardzo czytając Twoje słowa.przywróciłaś mi nadzieję.Basia

Ewa
Ewa
26.08.15 09:16

Wspaniałe świadectwo, tak dodające nadziei. W naszym małżeństwie jest OK ale jak już jest moja mama to wszystko się burzy. Kiedyś mama krytykowała mojego męża na każdym kroku (wg niej nieświadomie) i teraz on traktuje ją jak powietrze a ona nie rozumie o co mu chodzi, bo przecież się zmieniła. Życie w jednym domu jest b. ciężkie Przebaczenie może kiedyś przyjdzie ale póki co ….nie wiem jak dalej funkcjonować.
Ewa

Barbara
Barbara
01.09.15 11:39

Piękne świadectwo! Niech Bóg Was prowadzi!

6
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x