Marta: wiem, że zawsze mogę na Ciebie i Twojego Syna liczyć

Chciałabym podzielić się z Wami świadectwem mojej pięknej „przygody” z Nowenną Pompejańską. O nowennie słyszałam parokrotnie w ciągu ostatnich 2 lat, ale wtedy przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym wytrwać na takiej modlitwie. Jeszcze parę miesięcy temu odmówienie jednej części różańca dziennie wydawało mi się wyzwaniem nie do podjęcia. Uczestniczyłam regularnie we Mszy Św., przystępowałam do spowiedzi, starałam się codziennie modlić i czytać Pismo Św., ale Matka Boża nigdy nie była mi bliska. Poza tym, przez cały ten okres życia, w którym starałam się świadomie przeżywać swoją wiarę, czyli przez ostatnie 9 lat, zdawałam sobie sprawę, że jednego najważniejszego kroku na tej drodze nie postawiłam i nie potrafię postawić – nie byłam w stanie z pełną szczerością powiedzieć Panu Jezusowi „Ufam Ci” i powierzyć Mu bez obaw swoją przyszłość. A o przyszłość często się, jak na Martę przystało, niepokoiłam i martwiłam. Od 3 lat jestem w związku z dobrym, wierzącym mężczyzną, którego bardzo pokochałam, dzieli nas 350 km i granica kraju, każde z nas ma dobrą pracę i dość niepewne widoki na znalezienie innego zajęcia za granicą, do tego ciągła tęsknota, spotkania raz częstsze raz rzadsze, coraz silniejsze poczucie, że życie przecieka mi przez palce i niepewność, czy kiedykolwiek uda nam się założyć szczęśliwą rodzinę.

Taka była moja sytuacja, kiedy na samym początku marca poczułam, że dochodzę do ściany i jeśli nie oddam pałeczki komuś innemu, to załamię się pod tym całym niepokojem i poczuciem niespełnienia. Usiadłam bezradnie i jedyne słowa, jakie przyszły mi na myśl, to: „Mów Panie, sługa Twój słucha”. Gdybym nie była taka przygnębiona, to pewnie w tej samej chwili zaśmiałabym się z siebie, że przemawiam jak jakiś starotestamentalny mędrzec:) No ale nie zdążyłam ani się zaśmiać, ani zrobić nic innego, bo zaraz zaświtała mi myśl: „Idź do spowiedzi”. Postanowiłam pójść jeszcze tego samego wieczoru, a wcześniej napić się kawy i poczytać. Zaczęłam wertować gazetę i na samym dole strony rzuciły mi się w oczy dwa słowa tytułu jakiegoś króciutkiego artykułu, napisane wytłuszczonym drukiem. „Nowenna Pompejańska”. Postanowienie przyszło momentalnie i razem z nim absolutna pewność, że nie mogłabym…nie wytrwać. Wieczorem w konfesjonale po raz pierwszy przed wszystkimi innymi grzechami wyznałam brak zaufania do Boga, a łagodnie dopytywana przez księdza, pierwszy raz też wypowiedziałam przed kimkolwiek na głos swoje lęki i usłyszałam, że powinnam pytać Go, dlaczego mi to robi i że być może „robi mi” to dlatego, że większą nadzieję pokładam w drugim człowieku, niż w Nim samym. Nic dodać, nic ująć.

A potem przyszły dni z nowenną. W pierwszej prosiłam o łaskę odważnej decyzji o małżeństwie dla mojego chłopaka. Kiedyś nie umiałam się zmusić do odmówienia jednej części różańca? Teraz od pierwszego dnia cieszyłam się na każdą kolejną część i jakoś codziennie bez problemu znajdował się czas na odmówienie wszystkich trzech, mimo pracy i różnych dodatkowych zajęć. Oczywiście bywały gorsze dni, czasem myśli mi uciekały i co chwilę musiałam się przywoływać do porządku, męczyła mnie senność, żadne sensowne rozważania nie przychodziły mi do głowy w czasie odmawiania niektórych tajemnic. Zwłaszcza ostatni dzień każdej 9-dniowej nowenny okazywał się wyjątkowo trudny, atakowały mnie zwątpienie, złość i znudzenie. Ale to nic. Od samego początku czułam kochającą, życzliwą i silną obecność Matki Najświętszej i wiedziałam, że teraz, kiedy wreszcie Ją zaprosiłam do swojego życia, jestem na dobrej drodze, cokolwiek by się nie działo. W szczególnie trudnych chwilach, kiedy wyjątkowo mocno atakował mnie strach przed przyszłością i pokusa, żeby się załamać, wystarczyło, że Ją wezwałam, a nagle wszystko się uspokajało. Weszłam na drogę, na której Maryja zaczęła stopniowo uczyć mnie: zachowywać pokój serca, cieszyć się z codzienności, okazywać cierpliwość bliskim. Zaczęła mi też otwierać szerzej oczy na moje grzechy i brak pokory. Cały czas miałam też wrażenie, że sama próbuje pozostać „w cieniu”, jak najbardziej dyskretna, żebym nie zatrzymywała się na Niej, ale poszła dalej, do Jej Syna. Pokazywała mi w czasie rozważania poszczególnych tajemnic, że Pan Bóg jest samą dobrocią, zależy Mu na mnie jak na dziecku, chce mojego szczęścia. Muszę tylko w sercu zamknąć oczy i wszystko zawierzyć Panu Jezusowi. Tak też się stało. Po 2 tygodniach nowenny dojrzałam do tego, na co nie potrafiłam się zdobyć przez całe lata. To zawierzenie oczywiście muszę w różnych sytuacjach odnawiać i potwierdzać, ale myślę, że ten decydujący krok już zrobiłam i to dzięki prowadzeniu Maryi.
Pod koniec odmawiania pierwszej nowenny byłam pewna, że odmówię kolejną, bo jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że miałabym przestać. Pytałam Matkę Bożą, w jakiej intencji powinnam ją odmawiać i pojawiła się we mnie myśl, żeby odmówić ją w intencji uzdrowienia wewnętrznego mojego przyjaciela ze zranień zadanych mu w dzieciństwie przez ojca. Ukończyłam ją w zeszłym tygodniu. Wierzę, że moje prośby zostaną wysłuchane zgodnie z wolą Pana Boga, który chce przecież dla nas jak najlepiej. Niezależnie jednak od tego, w jaki sposób zostaną wysłuchane i jak potoczy się moje życie, z całego serca chciałam Ci Maryjo podziękować, że dałaś mi się poznać, przeniosłaś mnie przez ten trudny czas, ustrzegłaś przed rozpaczą i zamętem, odkryłaś przede mną różaniec jako deskę ratunku i źródło pokoju i doprowadziłaś mnie blisko do Pana Jezusa. Wiem, że przede mną jeszcze długa droga i wiem, że zawsze mogę na Ciebie i Twojego Syna liczyć.

Cierpiący w czyśćcu potrzebują naszej pomocy, ponieważ sami

już nie mogą naprawić zła, które popełnili w czasie ziemskiego

życia. Dopóki żyjemy na ziemi, możemy wspomagać ich modlitwą.

Koronka za dusze

w czyśćcu cierpiące

 

0 0 głos
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
moim zdaniem
moim zdaniem
03.07.15 19:03

wielkie dzięki za to świadectwo

Anna
Anna
05.07.15 16:06

Cudowne świadectwo. Pani Marto czy mogłabym prosić by to by pani skontaktowała się ze mną???

Marta
Marta
08.07.15 07:56
Reply to  Anna

Nie wiem, czy będę mogła pomóc, ale proszę śmiało pisać na martulla1@poczta.onet.pl

Estera
Estera
09.07.16 11:45

Piękne świadectwo. Bóg zapłać!

4
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x