Darek: Proszę przyjechać się pożegnać

Dnia 20 lipca 2014 roku, mój syn Piotr uległ poważnemu wypadkowi motocyklowemu. Pierwszej pomocy udzielił mu kolega jadący drugim motocyklem. Ktoś z okolicznych mieszkańców wezwał telefonicznie pomoc. Do dziś nie wiem, kim była Pani Doktor, która również udzielała pierwszej pomocy. Czy mieszkała w pobliżu, czy też może przypadkiem przejeżdżała tamtędy? Bardzo szybko przyjechała karetka. Lekarz, mimo że nie wierzył w szanse na przeżycie Piotra, wezwał Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Przy bardzo zmiennej, burzowej pogodzie śmigłowiec wylądował tuż przy miejscu zdarzenia (później okazało się, że właściwie nie powinien już startować do akcji).
W szpitalu po przeszło dwugodzinnym zabiegu szansa na przeżycie wyglądała według Pani Ordynator jak „bańka na wodzie”. Te rokowania i rodzaj obrażeń poraziły mnie do tego stopnia, że w swojej modlitwie nie miałem odwagi prosić o życie dla swojego syna. Uznałem swoją bezsilność… Poddałem się w tym momencie woli Najwyższego i prosiłem tylko o „dobre rozwiązanie”.
Cała sytuacja poraziła mnie do tego stopnia, że mimo powagi sytuacji, dopiero rano dotarło do mnie, że powinienem przecież zadbać o sakrament dla syna. W tamtej chwili doznałem uczucia jakiejś ulgi. Miałem poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Wiedziałem, że ja zrobiłem już wszystko, co mogę zrobić, a resztę muszę złożyć w ręce Boga.
Gdy wraz z żoną oczekiwaliśmy na rozpoczęcie Mszy świętej w naszym miasteczku, podeszła do nas sąsiadka i wręczyła mi składany obrazek z nowenną pompejańską. Ja i codzienny cały różaniec? Trzy różańce? Odpuściłem. Dopiero wieczorem, tuż przed pójściem spać, przypomniałem sobie o obrazku. Ponownie, już ze spokojem go obejrzałem. Właściwie, to dlaczego nie spróbować? Przecież nikt mi nie chce robić żadnych złośliwości, a i dlaczego wezwania „bądź wola Twoja” z prośbą o „dobre rozwiązanie” nie poprzeć czymś więcej, czymś szczególnym?
Zgodnie ze wskazówkami odmówiłem trzy różańce. Nie było łatwo, ale odmówiłem. Utrzymałem to swoje dość enigmatyczne sformułowanie intencji. Prosiłem tylko o „dobre rozwiązanie”. Następnego dnia również odmówiłem trzy różańce. Kolejnego dnia naszła mnie rozterka. Właściwie, to dlaczego odmawiam trzy różańce? Przecież można odmawiać cztery! Tym sposobem na nowo rozpocząłem odmawianie nowenny. Całymi dniami czuwaliśmy przy łóżku Piotrka, dzięki temu zaczęliśmy dostrzegać pierwsze symptomy poprawy jego stanu. Pojawiły się przebłyski świadomości i wydawało się, że wszystko zaczyna zmierzać ku dobremu. Lekarze wykonali już operację rekonstrukcji twarzy i przygotowywali się do przeprowadzenia jej ostatecznej korekty. Choć przekazana nam informacja o 40% szans wydała mi się w pierwszej chwili druzgocąca, to po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że to jest aż 40%. Przecież niedawno te szanse były bliskie zera. Zaczynaliśmy żyć nadzieją.
Dziesiątego dnia po wypadku i co później okaże się równie ważne, siódmego dnia odmawiania już pełnej nowenny, udałem się w końcu do pracy. Dzień jakoś zleciał. Powoli przygotowywałem się do nocnej części dyżuru.
Do tej pory pamiętam dzwonek telefonu ze szpitala. Czegóż mogą chcieć o tej porze? Komunikat przekazany przez Panią Doktor dosłownie mnie zmroził: „Pana syn jest w stanie krytycznym. Wdało się zakażenie. Proszę przyjechać się z nim pożegnać”. Moje zdumienie potęgowała świadomość, że dosłownie przed chwilą rozmawiałem z żoną, która informowała mnie, że wszystko w porządku.
Czas podróży i pierwsze chwile w szpitalu to moment zwątpienia, zmierzenia się z własną bezradnością, kryzys wiary, moment buntu: „Modlę się! Nawet odmawiam nowennę pompejańską! Cztery różańce dziennie! I co? I nic! To wszystko bez sensu!”. Nie trwało to jednak długo. Przypomniałem sobie chwile tuż po wypadku. Przecież to ja mówiłem: „bądź wola Twoja”.
Po raz kolejny w swoim życiu zdałem sobie sprawę, że tylko uznanie własnej bezsilności i powierzenie tej beznadziejnej sytuacji Bogu i Najświętszej Pannie Maryi może przynieść naprawdę dobre rozwiązanie.
Tak też się stało. Po sześciu tygodniach spędzonych na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej, przewieźliśmy syna do Szpitala Rehabilitacyjnego. Tam po raz kolejny odczułem siłę nowenny pompejańskiej. Gdy kończyłem 54 dzień modlitwy Piotrek usłyszał zalecenie, aby odstawić kule i zaczął samodzielnie chodzić.
Pozostawało jeszcze pytanie: czy będzie widział? Ponownie sięgnąłem po różaniec. Tym razem intencja była konkretna. Postanowiłem modlić się o pomyślną rehabilitację oka mojego syna Piotra. Przyznam, że i tym razem nie był łatwo.
Na koniec muszę wrócić do tego feralnego, siódmego dnia odmawiania pierwszej nowenny. Tak się złożyło, że 8 grudnia, w Święto Niepokalanego Poczęcia, tuż przed Godziną Łaski, niespodziewanie spotkałem swoich dawno niewidzianych znajomych. Właśnie wtedy usłyszałem o wielkich problemach związanych z następującym siódmego dnia kryzysem. Kryzysem kuszenia. Właśnie wtedy dowiedziałem się, że za takim kryzysem może stać największy wróg człowieka. To jest też największy wróg Maryi. Jednak Ona triumfuje, Ona miażdży głowę węża!

Cierpiący w czyśćcu potrzebują naszej pomocy, ponieważ sami

już nie mogą naprawić zła, które popełnili w czasie ziemskiego

życia. Dopóki żyjemy na ziemi, możemy wspomagać ich modlitwą.

Koronka za dusze

w czyśćcu cierpiące

 

0 0 głos
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
ula
ula
01.07.15 14:55

Cudowne świadectwo!!! Oddanie się Woli Bożej daje największe łaski – wiem coś o tym Życzę dużo zdrowia!

Dorota
Dorota
01.07.15 14:55

Piekne swiadectwo. Poddanie sie Woli Bozej i calkowite zaufanie.
Zycze duzo zdrowia.

beata
beata
01.07.15 17:26

Piekne świadectwo, wzruszylam sie czytajac je. Zycze duzo zdrowia dla syna i wytrwalosci dla Pana. Wszystkiego dobrego i Szczesc Boze.

Bożena
Bożena
02.07.15 16:07

I ja dziś czuwałam przy nieprzytomnym synu po upadu rowerem i tez już 2 nowenna i oddanie sie calkowite Woli Bozej. Rano byl już przytomny. I tylko zastanawiam sie czy tak mialo byc , czy to zly uderza w najczulsze moje miejsce- ukochane dziecko? Ja dalei bede odmawiac NOWENNĘ POMPEJAŃSKĄ !!!!!

Zadowolona
Zadowolona
02.07.15 16:21

Świadectwo wywołujące łzy wzruszenia…Życzę Wam wytrwałości bo wiara, nadzieja i miłość w Waszych sercach już jest. Dołączam intencję o zdrowie dla Piotrka do moich codziennych modlitw. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Darek
Darek
19.09.15 19:08

Dziękuję za słowa otuchy i modlitwę. W tej chwili Piotrek wrócił już do pracy. Wprawdzie nie może pracować na swym poprzednim stanowisku, ale może pracować. I to jest cud! Cud i łaska! Wprawdzie pewne skutki wypadku są nieodwracalne, i mimo wszystko widoczne, to biorąc pod uwagę stan, w jakim znajdował się w lipcu roku ubiegłego, wyszedł z tego prawie bez szwanku.
ps do Bożena: tych wątpliwości teraz nie rozstrzygniemy, ale chciejmy wierzyć w to, że to co się dzieje jest najlepsze i, przede wszystkim, zgodne z (nie możliwym do odkrycia przez nas) planem Bożym!
również pozdrawiam serdecznie 🙂
Darek

6
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x