Marcin: Praca czyli wierzchołek góry lodowej

To świadectwo dedykuję osobom, które modląc się Nowenną Pompejańską przezywają zniechęcenie, nie widzą jeszcze efektów i powątpiewają w sens uporczywej modlitwy.

Nowennę Pompejańską w intencji znalezienia pracy odmawiałem już ponad kilka miesięcy temu. Uprzednio podejmowałem kilka Nowenn Pompejańskich z których w pełni zakończyłem tylko jedną.
Przez większość czasu ubiegłego roku wykonywałem tzw prace dorywcze czyli różne zlecenia przez agencje za najniższą stawkę.
Wcześniej nigdy nie modliłem się ani o prace ani o sprawy finansowe, gdyż uważałem, że jeżeli się ktoś stara o Królestwo Boże (oczywiście nieudolnie lecz jednak w takim stopniu w jakim potrafi) to reszta będzie mu dodana. Zresztą od momentu mojego nawrócenia kilka lat temu, tak właśnie było.
Z pewnych powodów około rok temu przeprowadziłem się wraz z rodzina do innego miasta. Na krótko przed tym jeden z moich przyjaciół podczas wspólnej modlitwy powiedział, że wierzy, że Pan kieruje do Niego słowo z ewangelii św Mateusza,
z rozdziału 4 o kuszeniu na pustyni.
W pewnym stopniu ten ostatni rok tak wyglądał. Nowe otoczenie, mniejsza ilość znanych osób, wykonywanie nowego zawodu bez jakiegoś większego uprzedniego doświadczenia, nowe wyzwania i trudności a przede wszystkim brak widoków na jakaś lepszą czy stałą pracę.
Na początku nie zakładałem nawet innej możiwości jak szybkie ustabilizowanie rzeczy, gdyż wcześniej przeważnie tak właśnie bywało. Z czasem jednak widziałem że to wszystko tak kolorowo już nie wygląda. Mimo wszystko jednak starałem się nie tracić ducha, kiedyś słyszałem wypowiedź pewnego charyzmatycznego księdza, który powiedział, że droga do uzdrowienia często prowadzi przez pustynie.
Miałem te dwie wypowiedzi cały czas na uwadze i myślałem że to taki chwilowy stan, który zaraz się poprawi. Okazji do zmiany na lepsze było co prawda kilka lecz za każdym razem pojawiały się jakieś nieprzewidywane sytuacje, które to udaremniały.
Po nowym roku, moje oszczędności bardzo zmalały, tak że według obliczeń porównując je do moich zarobków, środków do życia powinno wystarczyć mojej rodzinie tylko na dwa miesiące. W tym czasie własnie odmawiałem NP bo zaczynało do mnie dochodzić, że tak dalej być nie może.
Modliłem się o taką pracę, którą będę lubić, dobrze wykonywać i dobrze zarabiać. W tym samym okresie moja bieżąca praca bardzo mi się podobała i dostałem już dużo wcześniej propozycje zostania dłużej, lecz po prostu nie chciałem się tym razem opierać na ludzkim słowie, toteż zawierzyłem cała sprawę Bogu za pośrednictwem Maryi, zgadzając się również na to, że być może dla mnie jest przygotowana zupełnie inna praca.
Po krótkim czasie, okazało się, ze po zakończonym zleceniu firma rozpoczyna następny kontrakt w innym mieście, a co za tym idzie nie będzie mi już po drodze.
W ostatnim dniu znalazłem w internecie następną ofertę. Jak się okazało była to kolejna firma z siedziba w innym mieście a czas kontraktu miał być bardzo krótki. Początkowo przychodziło mi na myśl, że może nawet już nie warto się starać bo i tak jest jak jest, ale to były tylko takie chwilowe wątpliwości, ciągle wierzyłem że następna będzie bardziej dostępną dla mnie.
Jednak ten miesiąc okazał się być bardzo trudny dla mnie.
Okazało się, że jedna z wcześniejszych firm nie odprowadziła wystarczająco podatku od moich zarobków, więc bieżące zmniejszone zostały o ta kwotę. Następną przeciwnością było to, że mimo iż kilka lat praktycznie nie chorowałem, dostałem zapalenia dróg oddechowych, na które państwowa służba zdrowia nie mogła lub nie chciała pomóc, wiec zmuszony bylem udać się do lekarza prywatnie i dopiero po zastosowaniu antybiotyków po 10 dniach wróciłem do pracy. Szczerze mówiąc byłem przekonany, że zostanę z niej po prostu zwolniony mając taką nieobecność po trzech pierwszych dniach. Tak się jednak nie stało. Na dodatek dostałem mandat, który jeszcze bardziej uszczuplił moje oszczędności do tego stopnia, że po zapłaceniu czynszu za dom na następny miesiąc została mi DOSŁOWNIE równowartość wcale nawet nie jakiegoś dobrego piwa.
W tym momencie zacząłem mieć pokusy aby już zacząć szemrać i narzekać, lecz nawet nie chciałem o tym za bardzo mówić znajomym czy przyjaciołom gdyż nawet dla samego siebie to się wydawało niewiarygodne.
Zacząłem czytać Biblię od początku, i w księdze wyjścia był opis zesłania przepiórek i manny i słowo Boże, o tym że Bóg dokładnie zsyłał swemu ludowi tyle ile w danym momencie potrzebowali podczas wędrówki. U nas było podobnie ponieważ ciągle jednak pracowałem, a moja żona dostała wyrównanie rodzinnego, które nie było wcześniej właściwie naliczone, mogliśmy po prostu jakoś przeżyć.
Mniej więcej w tym czasie tak się zdarzyło, że spotkałem osobę z Odnowy w Duchu Św, która stwierdziła, że po takich utrudnieniach na pewno będzie coś dobrego, to dodatkowo umocniło moje nastawienie.
Tak tez się stało, niedługo później przyjechał dyrektor na kontrole i ku mojemu zaskoczeniu zproponował mi prace na stałe, na co się zgodziłem.

W tym świadectwie jednak chciałbym zaznaczyć, że owocem modlitwy i tego całego trudnego czasu nie było jedynie znalezienie pracy, lecz przede wszystkim przemiana wewnętrzna a nawet uzdrowienie wewnętrzne z wielu słabości, umocnienie charakteru, nabycie nowych umiejętności życiowych, pokonanie niektórych ograniczeń i kompleksów. O te rzeczy modliłem się wcześniej wielokrotnie i czasami wątpiłem czy i kiedy się spełnią.
Również w mojej rodzinie poprawiło się zaufanie do Bożej opatrzności, więcej wzajemnego zrozumienia, patrzenia bardziej optymistycznie na życie itd.
Kiedyś bardzo często się zastanawiałem dlaczego to wszystko tak długo trwa,
z tym poukładaniem spraw, dlaczego Bóg, ktory jest wszechmogący nie zmienia czegos w mgnieniu oka itp.
Teraz wiem, że przez takie doswiadczenia, jesli się Mu zaufa On nas prowadzi zwycięsko, uzdrawiajac i przemieniając nasze serca.
Nie którzy ludzie mowia że co ,,Cie nie zabije to Cie wzmocni’’. Jest w tym napewno część prawdy, ja chcialbym tu zacytować też pewien fragment Pisma Św
z księgi Rodzaju, rozdziału 13tego, wersety od 17 do 18:

Gdy faraon uwolnił lud, nie wiódł go Bóg drogą prowadzącą do ziemi filistyńskiej, chociaż była najkrótsza. Powiedział bowiem Bóg: „Żeby lud na widok czekających go walk nie żałował i nie wrócił do Egiptu”. Bóg więc prowadził lud okrężną drogą pustynną ku Morzu Czerwonemu, a Izraelici wyszli uzbrojeni z ziemi egipskiej.

Dodatkowo pragnę również serdecznie podziękować osobom, które wspierały mnie i moją rodzinę swoja modlitwą w tamtym okresie.

IKONY

I OBRAZY

0 0 głos
Oceń ten wpis

Nasze intencje modlitewne:

 
Powiadamiaj mnie o odpowiedziach
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Agnieszka L
Agnieszka L
20.06.15 12:38

Chwała Panu ! Twoje świadectwo daje mi ogromną nadzieje. Niech będzie Błogosławiona Królowa Różańca Świętego.

barbara
barbara
20.06.15 22:16

Wiara czyni cuda a pokora wzmacnia . zycze Blogoslawienstwa Bozego i B.K .M .R .S.

Renata
Renata
23.06.15 18:44

Wiesz, ja też teraz jestem na zwolnieniu lekarskim i jestem pewna, że po powrocie do pracy dostanę wypowiedzenie, chociaż to moje pierwsze zwolnienie od chyba paru lat . Dostaję smsy i telefony z pretensjami, że przeze mnie inni pracownicy mają więcej pracy i nie mogą iść na urlopy. Oskarżana jestem o symulowanie, bo wg nich latem nie można być chorym. Tymczasem ja naprawdę się rozchorowałam i to od nadmiaru stresu. Po tym, jak się dowiedziałam, że firma robi redukcje etatów i w związku z tym zostały zwolnione osoby, z którymi się dogadywałam. Poza tym, zostało nas tyle, że teraz praca… Czytaj więcej »

circ
circ
24.06.15 00:16

To jest piękne, ubogacające świadectwo. Bóg pragnie naszej wytrwałości i zaufania, do tego nas prowadzi przez trudności. To się przydaje kiedy przychodzą złodzieje (7 demonów) by porwać dary, wtedy nie upadamy, bo nasza wiara jest mocnej próby.

Niki
Niki
03.07.15 20:47

Piękne świadectwo. W taki sposób Pan Bóg prowadzi osoby, które są Mu szczególnie drogie i którym ufa. Ja też często myślę o tym fragmencie z Pisma św., który mówi aby starać się o Królestwo Boże a wszystko inne będzie dodane. I zawsze tak było. Teraz natomiast mam wrażenie jakby wszystko inne było mi odejmowane, nie spadają już nawet żadne przepiórki ani manna – totalna pustynia.
Renato, pomodlę się za Ciebie, choć pewnie wróciłaś już do pracy.

5
0
Co o tym sądzisz? Napisz swoją opinię!x
()
x