Monia: Moje 130 dni z Różańcem – ciąg dalszy

Kochani, po kilku miesiącach od poprzedniego świadectwa (jak w tytule), wracam do Was aby zdać sprawę ze zdarzeń, które miały miejsce później.
Sytuacja konfliktu pomiędzy moim bratem a rodzicami siągnęła dna. Dno zajadłości i jednocześnie dno rozpaczy dla moich rodziców. Pierwszą i najsłabszą ofiarą całej tej sytuacji była od początku moja Mama, najdelikatniejsza i najwrażliwsza z nas wszystkich. Jej stan uczuciowy wpłynął na kondycję całego organizmu. Z osoby energicznej i radosnej stała się osobą przygaszoną i pogrążoną w rozpaczy. Bywały dni, kiedy po nocy spędzonej na zadręczaniu się i nie była w stanie pokonać odległości z kuchni na drugi koniec mieszkania. Mój Tato, emerytowany policjant, osoba zasadnicza, o silnym charakterze, która zawsze stawia rodzinę na pierwszym miejscu został złamany na duchu. Zaczęły zdarzać się mu epizody z piciem, czego najbardziej się obawiałam, ponieważ po ciężkich latach walki z nałogiem znowu wracały do nas echa tych złych dni. Potem przyszedł czas na „wbicie klina” pomiędzy nich. W głębi serca zaczęli wzajemnie obwiniać się o sytuację z bratem. O to, że popełnili błędy w wychowaniu, o to, że mimo tego, że kilkanaście razy wyciągali do mojego brata rękę, on ich odtrącał. A ja mogłam się tylko biernie przyglądać, pocieszać ich w nieporadny sposób. Widziałam jak zły, śmieje mi się w twarz i niszczy moją rodzinę. Nie przewidział tylko jednego, że w całej swojej słabości, nieporadności uczepiłam się jak rzep snów, które wierzę, że Pan Bóg dał mi żeby mnie umocnić i pocieszyć. Snu, w którym prosił abyśmy z Mamą nie ustawały na modlitwie, snu, w którym mój brat wraca do nas. Słowa, które usłyszałam, słowa: „cokolwiek by się teraz nie działo, nie ustawajcie na modlitwie” wryły się we mnie. Ja człowiek słabej wiary, upadający, wątpiący, za co przepraszam Cię Panie Boże całym sercem, uderzyłam pięścią w stół i podniosłam gardę. Powiedziałam sobie, że tak nie będzie, że Pan Bóg kiedy coś obieca to ZAWSZE dotrzymuje słowa. Założyłam klapki na oczy, zatkałam uszy i cały czas powtarzałam sobie, że wszystko się rozwiąże, że trzeba tylko poczekać, że Pan Bóg bardzo ciężko pracuje i nie wolno ranić Go niewiarą. Wmawiałam to wszystko mojej Mamie z uporem maniaka. Niejednokrotnie miałam ochotę nawrzeszczeć na moich rodziców. Pochodzimy z małej miejscowości, więc jak na złość moi rodzice bardzo często „przypadkiem” wpadali na mojego brata, który z nie dość, że poszedł w ślady Taty i został policjantem to w dodatku został przeniesiony do pracy w naszej miejscowości. Teraz niech każdy rodzic wyobrazi sobie swoje ukochane dziecko, które mijając Cię na ulicy odwraca twarz. Każdą chwilę tęsknoty za wnuczkami. Strach, że najstarsza wnuczka zapomni a najmłodsza nigdy nie pozna. Przyszły Święta Wielkanocne. Bez mojego brata. Rozmowy przy stole, uśmiech na twarzach a pod skórą smutek. Kolejne spotkanie rodziców z bratem. Pod marketem. Brat akurat miał służbę i zrobił sobie przerwę. Tato kolejny raz poszedł prosić go o spotkanie i rozmowę. Mama nie była w stanie psychicznym. Każde minięcie brata na ulicy, zobaczenie zdjęcia wnuczek na Facebooku odchorowywała 2-3 dni. Brat zawsze obiecywał, że skonsultuje sprawę z żoną i oddzwoni, ale przez okres ponad 2 lat ani razu nie dotrzymał słowa. Ojciec czekał na telefon zwrotny cały dzień. Około godziny 22, pełen smutku i żalu, postawania ostatni raz zadzwonić do mojego brata i wybłagać go o możliwość spotkania z wnuczkami. I teraz uważajcie Kochani, w dniu 8 kwietnia 2018 roku, w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, moi Rodzice, mój brat, jego żona i córki spędzają wspólne popołudnie na zabawie, wspólnym posiłku i spacerach. Najstarsza, 4-letnia wpada ramiona Dziadka, którego mimo upływu 2 lat pamięta, młodsza, zaledwie 2-letnia wpada w ramiona Babci, która trzymała ją w ramionach tylko jeden raz, jedna chwilę na chrzcie.
Jak wygląda sprawa na dziś? Za tydzień zaplanowali wspólny wyjazd do zoo. Dziadek kończy budowę zjeżdżalni dla wnuczek. Mama jest zdrowa i uśmiechnięta, planuje kolejne chwile z wnuczkami. A ja wierzę, że Pan Bóg doprowadzi wszystko do końca. I co ja mam Ci Panie Boże powiedzieć na sam koniec? Nie muszę mówić nic, TY już wszystko wiesz 😉 Moje serce mówi głosem Naszej Matki: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu moim
Zbawcy”.

Cierpiący w czyśćcu potrzebują naszej pomocy, ponieważ sami

już nie mogą naprawić zła, które popełnili w czasie ziemskiego

życia. Dopóki żyjemy na ziemi, możemy wspomagać ich modlitwą.

Koronka za dusze

w czyśćcu cierpiące

 

3
A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
3 Wątki komentarzy
0 Wątki z odpowiedziami
1 Obserwujący
 
Najpopularniejsze
Najgorętsze
3 Autorzy
eniaBasiaEwa Autorzy ostatnich
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o
Ewa
Gość
Ewa

Moniu, piękne świadectwo! Wszelkich łask Bożych dla całej Twojej rodziny!

Basia
Gość
Basia

Bardzo lubię czytać świadectwa z tak pięknym zakończeniem jak Twoje. Moim marzeniem jest wyspiewać Hymn Uwielbienia gdy Dobry Bóg za wstawiennictwem Matki Najświętszej obdarzy mnie i mojego męża łaską CUDu poczęcia zdrowego potomstwa, ośmielam się prosić o modlitwę w tej intencji. Bóg zapłać i Szczęść Boże wszystkim modlących się NP. Błogosławieństwa Bożego życzę.

enia
Gość
enia

Dobrze przeczytać takie świadectwo.Szczęść Boże

Cierpiący w czyśćcu potrzebują naszej pomocy, ponieważ sami

już nie mogą naprawić zła, które popełnili w czasie ziemskiego

życia. Dopóki żyjemy na ziemi, możemy wspomagać ich modlitwą.

Koronka za dusze

w czyśćcu cierpiące