Anna: A Dorota śpiewa, pięknie śpiewa…

W Lubawie, w kaplicy szpitalnej Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Bożego, od 8 listopada do 31 grudnia 2011 r., dzięki gościnności sióstr zakonnych, została odprawiona nowenna pompejańska w intencji Doroty zmagającej się z nowotworem jajnika, matki trójki dzieci. Walka Doroty trwała już prawie cztery lata. Kiedy jesienią 2011 r. nastąpiła wznowa, lekarz podjął...
Przeczytaj całość

Dariusz: Uleczony z depresji i nerwicy

Matka Boża obdarowała mnie łaską zdrowia. Od 2011 roku cierpiałem na depresję i nerwicę, brałem leki, mój stan był bardzo ciężki, nie miałem na nic siły, panicznie się wszystkiego bałem, miałem kołatania serca, nie spałem w nocy, ledwo chodziłem do pracy. W dodatku byłem zniewolony ciężkim nałogiem, który pogrążał moją duszę. Nie wiedziałem ratunku dla siebie.
Przeczytaj całość

Anna: modlę się dalej i noszę przy sobie różaniec

Moje życie było pełne krętych ścieżek i poszukiwań, bardzo długo bez Boga, chociaż mam wrażenie że Bóg nie opuścił mnie w tych wędrówkach, lecz cały czas przyglądał się moim poczynaniom i czekał… We wczesnym dzieciństwie o moją religijność zadbała Babcia, która była bardzo pobożna i z nią odmówiłam pierwszy w...
Przeczytaj całość

Marta: Świadectwo o odmawianiu Nowenny Pompejańskiej

Modlitwę pompejańską odmawiałam pierwszy raz w życiu w połowie 2014 roku w intencji o odcięcie działania wszelkiego zła w moim życiu. Nigdy sama bym nie wpadła na to, żeby odmawiać nowennę, bo nie należę do wiernych „intensywnie” modlących się. Pewnego dnia wracałam do mojego miasta rodzinnego ze stolicy, siedząc na...
Przeczytaj całość

Iwona: Wysłuchana prośba

Jeszcze raz dziękuję Matce Bożej że wstawiła się za mną do Swojego Syna.
Przeczytaj całość

Joanna: Bóg wykorzysta każde zło, żeby nas nawrócić

Zanim wpuściłam w swoje życie Boga oraz Świętą Rodzinę przeżyłam dużo bólu,
doświadczyłam dużo cierpienia, popełniłam mnóstwo grzechów, ale Najświętsza Maryja
Panna uzdrawia.
Jestem jedynaczką. Jestem jedyną wnuczką. A zawsze byłam tak bardzo samotna.
Dorastałam w rodzinie, w której nigdy nie było dialogu. Wychowywałam się w rodzinie,
gdzie zawsze był krzyk, bicie, gdzie zawsze byłam tępakiem, gdzie nigdy nie byłam
akceptowana taką jaką jestem. Nie miałam rodziców do których mogłabym przyjść
z problemem. Zawsze musiałam być samodzielna oraz odpowiedzialna. Czułam się rodzicem
swoich rodziców. Czułam, że jestem starsza od swoich rodziców. Czułam się niesamowicie
samotna. Aż w wieku 24 lat uświadomiłam sobie, że Bóg zawsze był przy mnie, że zawsze
do mnie mówił, a ja Go nie słyszałam. Ja myślałam, że On jest na mnie niesamowicie
obrażony, że On mnie nienawidzi. Jestem Mu wdzięczna za wszystko, czego doświadczyłam.
Gdyby nie moje doświadczenia, nie byłabym taką jaką jestem teraz. Wiem, że Bóg przeżywał
każdy mój ból razem ze mną, trzymał mnie za rękę, płakał każdej tamtej nocy razem ze mną –
kiedy nie chciałam żyć, kiedy nienawidziłam samą siebie.
Pod pretekstem, że będę zdobywać lepsze wykształcenie poza miastem rodzinnym,
wyjechałam, a właściwie uciekłam, z domu rodzinnego w wieku 16 lat z nastawieniem, że już
nigdy tam nie wrócę. Miałam na celu udowodnić wszystkim ile to ja mogę sama osiągnąć.
Chciałam pokazać Mamie, iż mimo tego, że idę swoją drogą, a nie ścieżką, którą ona dla mnie
wybrała, osiągnę sukces. Miałam milion pomysłów na własne szczęście: może nauczę się
języków obcych – będę tłumaczem, a może jednak zostanę kosmetyczką i będę prowadziła
własny gabinet, a może pójdę studiować prawo. Nie przyjeżdżałam do domu rodzinnego
ani na Święta, ani na rodzinne uroczystości. Potrafiłam wprost mówić rodzicom: „Nie chcę
przyjeżdżać”, „Nie mam ochoty do was dzwonić”. Aż w końcu uświadomiłam sobie, że oni
po prostu nie potrafili okazywać mi swojej miłości – nikt ich tego nie nauczył, w ich domach
rodzinnych nie było prawdziwej więzi z Bogiem.
Brakowało mi pieniędzy. Mając 18 lat poleciałam do Ameryki. No dobrze – jest praca,
są pieniądze, odkładam na studia i mieszkanie, żeby jednak wrócić do Polski. Ale szczęścia
nie czuję. Przecież ja się nie zmieniam! Gdziekolwiek polecę zabieram siebie taką jaką
jestem. Trzeba pracować nad sobą, trzeba się rozwijać! Wszystko mogę sama! Nikogo
nie potrzebuję! Dam radę!
Wracam do Polski! Świetnie! W końcu jestem w domu, w swoim własnym domu,
bo wynajmuję sama mieszkanie. Idę na wymarzone studia. Ale nadal szczęścia nie ma.
To może będę szczęśliwa jak zacznę drugi kierunek? Może będę w końcu szczęśliwa jak
kupię swoje mieszkanie? A może będę szczęśliwa jak otworzę własny gabinet? Ale nic
bardziej mylnego… Mam 19 lat, studiuję, pracuję, uśmiecham się do ludzi, pokazuję jakim
to ja jestem twardzielem, mówię: „Daję radę!”, a w nocy jestem prawdziwa – boję się być
sama w mieszkaniu, mam różnego rodzaju lęki, wydaje mi się, że atakują mnie jakieś
demony, wchodzę w związki z Mężczyznami, które są oparte tylko na seksie, nie ma uczuć,
jest tylko pocieszenie się. Po woli kończą się pieniądze, które przywiozłam ze Stanów.
Za chwilę nie będę miała czym płacić za wynajem mieszkania. Żalę się o 10 lat starszej
koleżance w pracy, że trochę kiepsko z kasą, nie wiem co robić, a ona zaczyna mi opowiadać
o sponsoringu, że ona spotyka się z facetami na godzinkę lub na noc – a praca na pół etatu
to tylko przykrywka. Że na takich i takich stronach warto się ogłaszać, że tak i tak warto
z klientami się umawiać, że ona tak zarabia od lat, że Polki tak robią i w Anglii, i w Holandii,
że to jest fajne. Chwali się jakie ma auto, jakie ma piętrowe mieszkanie, na jakie wakacje
ją stać. Proponuje mi żebym zaczęła przyjmować klientów razem z nią na tym samym
mieszkaniu – ona w jednym pokoju, ja w drugim. Ona mówi, że to sama przyjemność
i że będzie pięknie. No to wchodzę w prostytucję. Po dwóch miesiącach zachodzę w ciążę…
Co robić? Przecież ja nie wiem kto jest ojcem tego dziecka. Przecież ja tego dziecka
nie pokocham. Szybka decyzja. Trzeba przygotować 1000 zł, kupić przez ogłoszenie
w gazecie tabletki „przywracające miesiączkę” i po sprawie. Zabiłam własne dziecko. I dalej
kilka lat prostytucji. Marzymy z koleżanką, że skończymy studia, że ona otworzy gabinet
dietetyczny, a ja marzę, że kupię sobie mieszkanie, że będę miała swój gabinet kosmetyczny.
Bliskim i znajomym się kłamie, że mam dobrą pracę, przecież perfekcyjnie znam angielski,
a teraz to się liczy, przecież ja zdobywam wyższe wykształcenie, jestem taka zaradna, oj taka
dzielna… A tak naprawdę, no dramat… Oczywiście gdzieś po drodze pojawił się
i samogwałt, i pornografia – wydawało się to wszystko świetną zabawą.
W końcu kończę studia, poznaję mężczyznę – mój klient, prosi o numer prywatny,
chce się ze mną umówić, chce mnie z tego bagna wyciągnąć. O! To dopiero teraz będę
szczęśliwa! Z jednego rodzaju prostytucji wchodzę w drugi – relacje ojciec – córka. Ja lat 22,
a on 30 lat starszy. Ale co to przeszkadza, przecież świetnie czujemy się razem. Zrobił dla
mnie niesamowite rzeczy. Pomógł mi wyjść z tego brudu. Pokazał mi, że może być inaczej.
Pomógł znaleźć dobrą pracę. Pomógł załatwić kredyt na mieszkanie. I znikł…. No i znowu
sama… Boże no czemu akurat ja tego wszystkiego musiałam doświadczyć?
Zaczyna się kolejny etap w moim życiu. Dobrze, studia skończone, mieszkanie się
spłaca, jest praca – wszyscy dookoła mówią jaka to ja jestem wspaniała. A ja po nocach
płaczę, bo zabiłam swoje dziecko, bo tyle grzechów popełniłam, bo Bóg mnie opuścił
i pozwolił na te wszystkie cierpienia. Ale jest szansa! Pojawiają się w moim życiu różne
praktyki duchowe, i nawet jakieś praktyki starosłowiańskie, ale tego niby było mało, idę dalej,
szkolę się, zostaję mistrzyni Reiki. O! To może teraz poczuję to szczęście! Ale znowu nic,
znowu od czasu do czasu mam napady lęku, śpię w nocy lub nie śpię, nic mi się nie chcę,
nie chcę żyć, nienawidzę rodziców – przecież wszystkie problemy wychodzą z dzieciństwa.
Nikogo nie mogę pokochać. Chowam się od ludzi. Pracuję w domu przed komputerem.
Świetnie! Nie muszę nigdzie chodzić, nie muszę spotykać się z ludźmi – nikt mnie więcej
nie zrani, sama sobie wmawiam: „Przecież lubisz samotność”, „Sama ze sobą świetnie się
czujesz”, „Niema relacji Ja-Ty – wszyscy jesteśmy jednością” – a to są tylko wymówki,
człowiek jest stworzony do tego, żeby być w parze. No to staram się wchodzić w jakieś
relacje damsko – męskie, ale nic z tego, za bardzo chcę konkurować z Mężczyzną, za bardzo
chcę im wszystkim udowodnić, że świetnie sobie sama radzę, no to uciekają. Ale zaczynam
w końcu sobie uświadamiać, że już nie jestem małą dziewczynką, że muszę wziąć na siebie
odpowiedzialność za swoje życie, że to ja coś robię nie tak.
Stosowałam różne techniki z buddyzmu, z Tybetu, żeby jakoś się oczyścić, żeby
znaleźć spokój wewnętrzny. Uprawiałam sport i ogarniała mnie niesamowita złość.
Nie wiedziałam, co z tym robić. To uprawiałam boks, żeby pozbyć się agresji, to stosowałam
różne techniki medytacji, żeby się wyciszyć. Zaczęłam sobie uświadamiać, że muszę
poprawić relacje z rodzicami. Ale jak? Nie da się więcej żyć z tą agresją, obrazą oraz
wycofaniem. Mieszkałam z chłopakiem, a rodzice nic o nim nawet nie wiedzieli. Tak bardzo
chciałam ukryć przed nimi moje życie, że nawet nie zapraszałam ich do siebie, nie było ich
od lat w moim życiu! Nie miałam relacji z ojcem to nie miałam też relacji z Bogiem.
Nie miałam relacji z mamą to nie miałam też więzi z Maryją Panną. Nie ufałam rodzicom!
Wydawało mi się, że jak tylko o czymś opowiadam mamie, to od razu zaczyna mi się
to sypać! Więc moi Rodzice byli dla mnie największym wrogiem.
Jak kiedyś zobaczyłam u swojej kosmetyczki obraz Jezusa, który ona przywiozła
z Jerozolimy to powiedziałam, że On patrzy na mnie ze złością, że dla mnie w ogóle nie jest
ten obraz piękny… Po sześciu latach, po Nowennie Pompejańskiej, po Pielgrzymce
do Częstochowy, po odmawianiu Tajemnic Szczęścia, po dołączeniu do Ruchu Czystych Serc
– powiedziałam, że Jezus na tamtym obrazie jest piękny, że patrzy na mnie z miłością,
że On jest niesamowicie czuły oraz wrażliwy, że cała Rodzina Święta uwielbia z nami
rozmawiać i nas słuchać, ale tylko wtedy kiedy otwieramy swoje serca.
Miałam 24 lata, kiedy moja Mama i Tata po raz pierwszy poszli ze mną do Kościoła.
W tym samym roku Mama poszła ze mną do Częstochowy. To był rok w którym Najświętsza
Maryja Panna zaczęła uzdrawiać moje rany. To był moment, kiedy Jej na to pozwoliłam.
Kiedy powiedziałam TAK na Jej obecność w moim życiu, kiedy powiedziałam TAK dla
codziennej modlitwy, TAK dla życia w czystości. Padłam przed Chrystusem i tak bardzo
Go przepraszam – tyle lat byłam tak daleko od Niego.
Bóg nas wyprzedza! Zmiany w moim życiu zaczęły się 4 miesiące przed tym jak
w ogóle nauczyłam się modlić, zanim nauczyłam się trzymać w ręku Różaniec! Najpierw
gdzieś mnie oświeciło, że nie mogę mieszkać z chłopakiem przed ślubem, że musimy zerwać.
Stało się to w lutym. Później, w kwietniu, zaprosiłam do siebie Rodziców na Wielkanoc,
pierwszy raz byli w moim mieszkaniu, pierwszy raz przyjechali z noclegiem, pierwszy raz
poznali moich przyjaciół, pierwszy raz poszliśmy razem do Kościoła! W lipcu powiedziałam
koleżance, że chcę wyruszyć w pielgrzymkę na Jasną Górę, ale nie wiem jak do tego się
zabrać, nie wiem gdzie się zgłosić, a ona między innymi zaczęła opowiadać o Nowennie
Pompejańskiej. Był lipiec. I tu wszystko się zaczęło… Nawróciłam się!
W trakcie odmawiania Nowenny zaczęłam oczyszczać swoje mieszkanie, sama
kropiłam święconą wodą i dużo się modliłam, dużo też płakałam, a wręcz ryczałam, pisałam
listy do Boga: dziękowałam, przepraszałam, prosiłam, żeby mnie poprowadził. Wyrzuciłam
z mieszkania wszelkie talizmany na szczęście, talizmany na pieniądze, talizman oko proroka,
talizman ręka Fatimy, figurki małego Buddy, jakieś bransoletki z tybetańskimi mantrami,
przecinałam nożyczkami i paliłam certyfikaty, które potwierdzały, że jestem mistrzyni Reiki,
które potwierdzały różne stopnie inicjacji. Wyrzucałam też alkohol, tabletki antykoncepcyjne,
prezerwatywy. Wyrzuciłam również książki o energii – a na ich miejscu pojawiła się Biblia,  Katechizm Kościoła Katolickiego i inne tytuły chrześcijańskie
Prosiłam Boga, że jeśli to nie jest od Niego, to niech mi zabierze ten „dar” widzenia
energii, bo ja już nie chcę z tym pracować. Że w końcu Mu ufam, wiem, że mnie dobrze
poprowadzi. W modlitwie „Ojcze nasz” robiłam nacisk na słowa „Niech będzie wola Twoja”,
mówiłam „Tak, Ojcze, ufam Ci, niech będzie wola Twoja, możesz mi teraz nawet całe życie
rozwalić, a ja na to się zgadzam, bo wiem, że będzie tak, jak najlepiej dla mnie.”
W sierpniu była pielgrzymka, a po powrocie dostałam ofertę pracy w szkole –
rozmawiam z młodzieżą o czystości przedmałżeńskiej, o relacjach w Rodzinie, o relacjach
z przyjaciółmi, o tym jaką moc mają słowa i dopiero teraz mogę powiedzieć, że Maryja
wzięła te wszystkie moje przykre doświadczenia i zmiażdżyła jak winogrona w tłoczni, żeby
z tych wszystkich przejść zrobić dobre wino. Nie mogło być inaczej. Tak bardzo jestem Jej
wdzięczna za moje nawrócenie i uzdrowienie! Wróciłam do swojego prawdziwego Ja,
wróciłam do domu. Czy mogłabym być dobrym nauczycielem, dobrą żoną, matką i dobrym
sercem Rodziny gdyby nie te wszystkie doświadczenia? Chyba nie. Bóg wykorzysta każde
zło, żeby nas nawrócić!

Regularny biuletyn pompejański!

Otrzymuj wiadomości pompejańskie na e-mail

Zapisując się do tego biuletynu, będziesz otrzymywać informacje związane z nowenną pompejańską, Pompejami, sanktuarium w Pompejach, ważnymi wydarzeniami oraz wyjątkowymi promocjami. Zostań z nami w kontakcie!

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

26 komentarzy do "Joanna: Bóg wykorzysta każde zło, żeby nas nawrócić"

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Renata
Gość
Renata

Piękne świadectwo . Tylko z Bogiem można być szczęśliwym .

enia
Gość

Joanna wszystkiego dobrego .Z Bogiem

Ela
Gość
Kiedy czytam pani swiadectwo to widze siebie. Mam w sercu mnóstwo zranien z dziecinstwa które gleboko sa zakorzenione ale to nie jest nienawisc tylko ból i cierpienie ze los mój i moich bliskich potoczyl sie tak tragicznie. Jako dzieci bylismy uwiklani w chore relacje doroslych, bylismy uwiklani w cos w co nigdy nie powinnismy. Ale czy moge winic za to rodziców skoro oni sami sobie z tym nie radzili i ich wiedza na temat wychowaniad dzieci opierala sie na dostarczeniu materialnych zasobów w postaci jedzenia lub dachu nad glowa. Nie brali pod uwage nasze emocjonalne potrzeby, nie zastanawiali sie jak… Czytaj więcej »
Maria II
Gość
Maria II

Pomodlę się za Ciebie i Twoich zmarłych Braci-Szczęść Boże.M

Anonim
Gość
Anonim

Aśka jak Ty to pięknie napisałaś.
Jesteś Wielka naprawdę Wielka…
Byłaś prawie na dnie ,wyszlas z tego !
Twoje świadectwo jest wręcz niewiarygodne co może Bóg..?
Bóg może wszystko!
Różaniec siłe ma ogromną.
Ja modlę się za 19 letnią córkę.
Popełniłam wiele błędów i oddalilysmy się od siebie….
Mam nadzieję,że Matenka Boża wyprosi łaski potrzebne dla nas..
Wierzę w to bardzo i nie ustaje w modlitwie.
Pozdrawiam…

Marta
Gość

Niesamowite swiadectwo 🙂 Ciesze sie ze znalazlas Boga…albo ze on znakazl Ciebie 😉

Ania
Gość

Piekne swiadectwo, bardzo budujace. Chwala Panu Jezusowi i Maryji!!!

Marcin
Gość
Marcin

Dawno tak pięknego świadectwa nie czytałem. Jesteś potwierdzeniem, że Bóg może wszystko. Przez cały czas kochał Cię mimo, że Ty Go odrzucałaś. Wielkie jest Miłosierdzie Boże. Tylko z Nim będziesz prawdziwie szczęśliwa, prowadzi najlepszą drogą do zbawienia. Bóg jest wielki. „Jeśli chcesz to uzdrów mnie Panie”

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Czasem trzeba sięgnąć dna,aby trafić na drogę bożą.I masz rację Joanno, ze zła Bóg wyciąga dobro, a nawet stawia osoby,które naprowadzają na Jego drogę,np.koleżanka,która opowie o Nowennie Pompejańskiej.Cieszę się,że jesteś szczęśliwa z Bogiem.Wielu łask I opieki Matki Najświętszej!

Maria
Gość

Przepiękne świadectwo, dużo Twoich przeżyć porównywałam ze swoim życiem po smutnych doświadczeniach kiedy wróciłam do Boga i Maryji moje życie małymi krokami zaczeło się odmieniać.Bez Miłosierdzia Bożego i opieki Matki Bożej życie jest szare, smutne i nie ma sensu.

Joanna
Gość
Joanna

Piēkne świadectwo imienniczko Bóg jest Wielki☺

Sylwia
Gość
Sylwia

Wspaniałe świadectwo Joanno! Miłosierdzie Boże nie ma granic!
Życzę Tobie błogosławieństwa Bożego na każdy dzień i niech nasza kochana Matka się Tobą opiekuje.

Leszek
Gość
Leszek
Nie raz Bóg daje nam taką drogę aby przejść przez to wszystko żeby w końcu zrozumieć że to niejest to co my sami chcemy mieć. I Bóg doskonale wie i dopuszcza zło w naszym życiu żeby tak nisko upaść i nie mając wyjścia i ratuku w niczym w przyziemnym życiu. A wtedy On qkracza gdzie my padamy na kolana prosimy i przepraszamy za swoje grzechy i idziemy jego drogą. Coś podobnego ja przechodzilem ale Nowenna wyrwala mnie ze szpon zła. Świetne świadectwo które zapewne w nie jednym czytającym go rozbudzi jego serce i zacznie modlić się po przez Nowennę. Niech… Czytaj więcej »
RObert
Gość
RObert

Pzepraszam ale to sie kupy nie trzyma. Przeczytajcie to slowo w slowo i zobaczcie jak nie prawdziwy jest czas jaki mija pomiedzy zdarzeniami. Zaczelo sie od 19 lat pozniej 24 a z opisu wynikalo jakby minelo 10 albo wiecej. Studia, usa, prostytucja, dziecko, nowenny. Np pisze ze nie ma pracy i kasy a po kropce ze kolezanka z pracy w tym samym czasie jej powiedziala o sponsoringu ehh…

Ewka
Gość

Między 16 a 24 rokiem życia, minęło 8 lat. Wystarczająco jak na takie wydarzenia, przecież człowiek nie będzie opisywał każdy dzień swojego życia, tylko mówi o konkretach – co się wydarzyło i jak z tego wyszedł. To jest świadectwo – nie książka 😉
Bardzo jestem dumna z tej dziewczyny.

enia
Gość

Robert najważniejsze że wychodzi z takiego bagna , bo to latami bedzie trwało , szatan tak szybko taką swoją zdobycz nie puszcza . Dobrze że zwróciła sie do Boga .To już będzie jej sie ciagnąć do końca życia , mam na mysli przede wszystkim zabicie dziecka .Miejsce zbrodni nosi w sobie , takie świadectwo potrzebne ku przestrodze innym kobietom .

Marzena
Gość
Marzena

Z dna na szczyt. Matka Boża i Bóg cały czas czekali. Jesteś Asiu tą brakujaca owieczka w stadzie. Wyprawiamy ucztę z okazji Twojego powrotu 🙂 serdecznie pozdrawiam

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Mocne swiadectwo:)

też Joanna
Gość
też Joanna

niesamowite świadectwo. Niebo świętuje że Cię odzyskał Bóg. I ja się cieszę. Przytulam ! 🙂

Kam
Gość

ZOBACZ CO NAPISAŁEM W KOMENTARZACH PROSZĘ

Kam
Gość

NIE BĄDZ PERZECIWKO ŻYCIU.JA NIE EJSTEM ROBOTEM,PO PROSTU NEI CHCE MIEĆ NIKGOGO NA SUMIENIU!
Zbyt długie siedzenie i inne formy przegrzania jąder na przykład;
podgrzewane fotele,obcisła bielizna{bokseki},czasami sen,
zwykle na boku może doprowadzić.przegrzewania
jąder mogą doprowadzić do bezpłodność.
Potwierdzone naukowo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Kam
Gość

JEŚLI MI NIE UWIERZYSZ TO POCZYTAJ NA INTERNECIE!WYSTARCZY TO OGRANICZYĆ LUB WEDŁUG WŁASNEJ WOLI OGRANICZYĆ TO O CZYM NAPISAŁEM W ,A NIE POPEŁNIMY GRZECHU CIĘŻKIEGO PRZECIWKO ŻYCIU!
Telefony i inne urządzenie wytwarzają promieniowanie
elektromagnetyczne co w nadmiarze może doprowadzić między innymido;raka,bezpłodności.
Kawa również może doprowadzić do bezpłodności lub
chwilowej niepłodności.
Potwierdzone naukowo!!!!!!!!!!!!!
Ja tylko ostrzegam,bo nie chcę mieć
nikogo na sumieniu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Radze ci to powiedzieć bliskim….

Maria II
Gość
Maria II

Joanno,Twoje świadectwo czytałam kilka razy,tak wiele przeszłaś…., gdyby nie Bóg i Jego Matka, nie poradziłabyś.
Dużo dobrego i myślę,że już masz wyczerpany limit na życiowe koszmary.

TERESA
Gość
TERESA

Bogu dzięki że wyszłaś z tego bagna ,siła Nowenny
Pompejańskiej Bogu dzięki.

Aga
Gość

Jestem pod wrażeniem Twojego świadectwa jakie Cuda działa Mateńka w naszym życiu. Tyko z Jej pomocą można wyjść z takiego stanu w jakim byłaś.
Nowenna Pompejańska to wyjątkowa modlitwa która pozwala nam nawiązać szczególną relację z Mateńką. Otwiera oczy na wiele rzeczy w naszym życiu. Jesteś dowodem na to że Wiara Czyni Cuda. Niech Cię Mateńka Błogosławi i dalej prowadzi. Pozdrawiam Aga

Gosc
Gość

Bo dla Boga nie ma ograniczen ON moze wszystko UFAJ I MODL SIE. Nie upadaj gdy przyjda pokusy, modl sie do sw.Michała i sw Jozefa i innych swietych.Jest piekna 30dniowa modlitwa do sw Jozefa.

Czy wiesz, że autor

nowenny pompejańskiej

napisał też…

Miesięczne nabożeństwo

do świętego Józefa

w sprawach trudnych

NA MARZEC!