Maria: Prawidłowa diagnoza

Witam wszystkich! Pragnę podzielić się swoim świadectwem, podsumowując kończący się rok, który był jednym z najcięższych w moim życiu. Zaczęło się wszystko równo rok temu, Święta Bożego Narodzenia 2016. Wirusowa infekcja, zwykła grypa, niestety przechodzona, gdyż w pracy nie mogłam sobie pozwolić na wolne. Wydawało się, ze rozeszło sie po kościach, jednak zaczęłam sie dziwnie czuć, serce zaczęło pracować na zwiększonych obrotach. Kardiolog stwierdził tachykardie, dostałam leki. Nie czułam sie lepiej. Lekarz rodziny przepisał antybiotyk, bo „coś tam jeszcze słyszy w klatce piersiowej”.Zaczęłam mieć problemy z oddychaniem, kilka razy zasłabłam, znalazłam sie w szpitalu. Wyniki prawidłowe, wiec stwierdzono, ze to osłabienie jeszcze poinfekcyjne, kazano odstawić antybiotyk. Czułam sie gorzej, przestałam spać, mimo ogromnego zmęczenia nie mogłam zasnąć, czasami przez 2 dni. Byłam na skraju wyczerpania. Z pracy zabrała mnie karetka, ale tym razem także nic nie stwierdzono. Zasugerowano wizytę u psychiatry, że to może nerwica. Wpakowano we mnie psychotropy, środki antydepresyjne. Ciągle czułam, ze coś nie tak jest. W trakcie chodzenia od lekarza do lekarza natrafiłam w internecie na wzmiankę o Nowennie. Zaczęłam swoją przygodę z różańcem, prosząc o zdrowie, a szczególnie o prawidłową diagnozę. W ostatnim tygodniu odmawiania Nowenny wykonano mi badanie elektromiograficzne. Diagnoza tężyczka, wynik wybitnie dodatni, więc stwierdzono typ utajony. Wszystkie elektrolity były w normie, nawet zahaczały o górną granicę, więc nikt wcześniej nie zasugerował takiej możliwości. Bylo to najgorsze pół roku w moim życiu, ale od momentu diagnozy zaczęłam wychodzić na prostą. Odpowiednio dobrane leki, psychoterapia, żeby poukładać sobie w głowie te wszystkie przeżycia. Po zakończeniu Nowenny nie zrezygnowałam z Różańca, odmawiam go codziennie. Na pewno dzisiaj jestem inną osobą niż rok temu, dziękuję za każdy dzień, praca stawiana na pierwszym miejscu, odeszła na dalszy plan, staram się cieszyć z małych rzeczy, dostrzegać drobiazgi, które umykały mi wcześniej. Nowenna pompejańska na pewno nie jest łatwą przygodą, zmęczenie czy złe samopoczucie często wychodziły na pierwszy plan, ale wytrwałam i wierze, że dzieki niej i wstawiennictwie Matki Bożej udało mi się wyzdrowieć.

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
A może tak chcesz otrzymywać co piątek
powiadomienia o nowych świadectwach?

TAKalboNIE
…a więc zapisz się już teraz do powiadomień:
A teraz odbierz pocztę i kliknij łącze potwierdzające

Zamknij