Krzysiek: Miłość Boża i działanie szatana

Już od dziecka byłem osobą wierzącą. Czasem moja wiara była lekko zachwiana, a czasem przeżywałem uniesienia w kwestii Boga. Ale to jednak dla Stwórcy było za mało.
Na mojej drodze życiowej Pan postawił mi wspaniałą dziewczynę, w której bardzo się zakochałem. Zapoznaliśmy się na stażu. Po jakimś czasie zaczęliśmy się spotykać poza pracą. Uważałem, że idealnie do siebie pasujemy. Wspólne tematy, humor, podejście do życia dały mi powody do poważnych planów. Byłem wręcz przekonany, że to jest ten mój wymarzony ideał. Niestety bardzo szybko zostałem sprowadzony na ziemię. Ona (nazwijmy ją „B.”) nie była gotowa na związek. Pisanie magisterki i praca były jej wymówkami. Wszystko to było dla mnie trudne i dziwne. Przecież można przetrwać trudny czas nauki, a praca nie trwa 16 godzin. Tak naprawdę B. nie chciała być ze mną, mimo że na początku dała mi bardzo dużo nadziei, a nawet jej czyny pokazywały, że zależy jej na mnie. Nie mogłem się pogodzić z tą decyzją. I wtedy owładnął mnie grzech GNIEWU. Stałem się okropny. Tyle obraźliwych słów, wiele nienawiści do B., jak i do wielu ludzi. Myślałem, że wszyscy chcą mnie skrzywdzić, więc ja też muszę być zadziorny, kłótliwy. Czułem się przez nią wykorzystany. Ale oprócz wielkiej złości i nienawiści dopadały mnie objawy depresji. Nic mi się nie chciało. Nie miałem wtedy pracy, więc LENISTWO też było moją mocną stroną. Miałem dość każdego rozpoczynającego się dnia. Płacz, złość, obrażanie, poczucie niesprawiedliwości, złorzeczenie – to wszystko było moją codziennością. I tak przez cały rok! Próbowałem to „wybiegać”. Chciałem się wyciszyć, przemyśleć, zapomnieć, ale endorfiny działały tylko przez krótki czas. Aż w końcu trafiłem na youtubie na ks. Piotra Glasa. Nie wiem dlaczego, ale chciałem posłuchać jakiegoś wykładu egzorcysty. I tam usłyszałem o Nowennie Pompejańskiej. Lubiłem modlitwę różańcową, ale na taki 54 – dniowy maraton chyba nie byłem gotowy. Natomiast Bóg nie odpuszczał i ciągnął mnie do siebie. Kolejne słuchanie różnych wykładów ks. Piotra, aż w końcu postanowiłem odmówić Nowennę. W domu miałem częste kłótnie na temat braku pracy, mojego lenistwa, więc postanowiłem, że pomodlę się w intencji znalezienia zatrudnienia. Byłem uparty, że chcę pracować w zawodzie, a nie jako pracownik fizyczny. Natomiast nikt nie odzywał się na moje rozesłane CV. Okropne emocje, które przez cały rok towarzyszyły mi po rozstaniu z B., oraz domowe kłótnie były nie do zniesienia. I mimo że zacząłem modlić się w intencji znalezienia pracy, to moje myśli były wciąż przy B. Odmawiając różaniec płakałem wiele razy, szczególnie przy Tajemnicy Bolesnej, gdy Jezus dźwiga krzyż. I wtedy tak bardzo chciałem iść obok Chrystusa i nieść to moje cierpienie. „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. (Łk 9, 23) Wtedy wszystko mi się przypominało – moje wspólne chwile z B. Ale wciąż nie mogłem jej wybaczyć. Niezły paradoks – modlę się, a jestem taki niedobry. I na 15 dni przed zakończeniem Nowenny zacząłem odmawiać drugą, tym razem prosiłem o nową miłość. Pomyślałem, że jak zacznę 1 listopada to może 24 grudnia (w ten magiczny dzień) poznam kogoś innego. W okresie 23 września – 24 grudnia 2016 r. odmawiałem różaniec (przez 15 dni dwa różańce). A 22 września 2015 r. rozstałem się z B. W ciągu tych 3 miesięcy modlitwy szatan atakował niesamowicie. Wiedział jak uderzać. W naszym domu popsuło się wiele rzeczy: pralka, czajnik elektryczny, kurek od maszynki gazowej, toaleta, poduszka rozpruła się, a nawet gdy poszedłem do sąsiada i nacisnąłem guzik na pilocie to telewizor się popsuł. A więc mieliśmy w domu wydatki, a sytuacja materialna nie była dobra. Oprócz tego ataki bliskiej osoby, które wyśmiewały moją modlitwę. No i oczywiście dołowanie mnie moją ukochaną B. przez Złego. Wszędzie podobne do niej dziewczyny, ciągłe sny o niej, wszędzie jej imię, piosenki w radiu, które lubiliśmy słuchać. Dodatkowo trudna modlitwa, rozkojarzenia, senność, a nawet do głowy przychodziły myśli pornograficzne w stosunku do świętych, Matki Boskiej, Hostii. Szatan atakuje różnymi sposobami, aby odwrócić nas od Boga. Również w ciągu tych 3 miesięcy słuchałem na youtubie 13 części wykładu pewnego księdza. I przez to wszystko Bóg do mnie mówił. Przez jakiś czas męczyła mnie myśl, że może nie jestem godzien, aby otrzymać łaski, że jestem niedobry, że aż przez 7 lat nie byłem u spowiedzi! I właśnie podasz słuchania jednego z wykładu na youtubie z ust księdza ni stąd, ni zowąd usłyszałem słowa typu: „Może myślisz, że jesteś niegodzien, że Matka Boża cię nie wysłucha. Nie! Właśnie ciebie najbardziej słyszy, bo wie, że ty potrzebujesz Jej najmocniej”. No i strumień łez. Byłem szczęśliwy, że Maryja do mnie mówi przez innych ludzi. Przez te wykłady bardzo poznałem Matkę Bożą, kim Ona jest, jaką pełni rolę. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, a ja wciąż nie potrafiłem wybaczyć B., chociaż bardzo chciałem. Myślałem, żeby napisać do niej w Wigilię i przeprosić, ale nie liczyć na nic więcej. 23 grudnia słuchałem trzynastą część wykładu. I okazało się, że było o czym innym. Nie było wprost o Maryi, tylko wykład księdza do młodych ludzi o małżeństwie. Byłem zaskoczony. I do głowy wpadła mi myśl, że może Maryja chce mi ponownie coś powiedzieć na temat tego co mnie dręczy. Półtoragodzinny wykład i nic, aż na końcu ksiądz prosi młodych, samotnych ludzi, aby uklękli i modlił się na głos słowami typu: „Prosimy o wybaczenie Ciebie Boże, za krzywdy, które wyrządziliśmy drugiej osobie i ona może mieć teraz problemy w stworzeniu nowych relacji”. I w tym momencie, po ponad roku cierpienia wszystko ustąpiło! Cały gniew, cała nienawiść, złorzeczenie. Doznałem kompletnego oczyszczenia. Łzy szczęścia! Zrozumiałem, że Maryja wiedziała czego mi trzeba. Nie nowej miłości, ale uzdrowienia z poprzedniej relacji. Nauczyła mnie też, że Bóg ma być dla nas „całym światem”, a nie człowiek, tak jak traktowałem B. Napisałem do niej. Przeprosiłem i prosiłem o wybaczenie. Opisałem jej również cały mój trudny rok i trzymiesięczną modlitwę. Trochę bałem się z nią zacząć rozmawiać, więc prosiłem, aby nie odpisywała. Na szczęście moje samopoczucie nie zmieniło się pod wpływem magicznej atmosfery świąt, ale prawdziwej interwencji Trójjedynego Boga i Maryi. W Sylwestra myślałem, że zostanę sam. Ale w modlitwie poprosiłem Maryję, żeby przyszła do mnie, bym nie czuł się samotny. Wierzyłem głęboko, iż Maryja nie zostawi mnie samego. Ksiądz powiedział w wykładach, żeby Maryję również traktować jak przyjaciółkę, więc dlatego zaprosiłem ją na wspólną Noc Sylwestrową. Zacznijmy o 18 – zaproponowałem w modlitwie. Maryja przyszła, oczywiście nie z gołą ręką, ale z niespodzianką. O 17:40 dostałem sms-a od kolegi – sąsiada, że zaprasza mnie do siebie. Tam oczywiście temat religii również wpadł na jakiś czas, więc Maryja była obecna wraz ze mną. Z Nowym Rokiem ofiarowałem życie Matce Bożej. Pracę dostałem 1 marca 2017 roku. Ale to jeszcze nie koniec. Moja blokada jeśli chodzi o spowiedź była ogromna. Nie mogłem się przemóc. Bałem się, wstydziłem oraz nie wierzyłem, że będę wstanie walczyć ze słabościami po spowiedzi. Chciałem również znaleźć dobrego spowiednika. „Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę, Panie mój!”. I jakimś cudem dotarłem pod kościół i spotkałem księdza, do którego chciałem udać się z prośbą o termin na spowiedź generalną – z całego życia. Ksiądz podszedł do mnie bardzo ciepło, z wielkim zrozumieniem i umówił się ze mną na 13 września 2017 r. I ta Maryjna „13”. 🙂 To był jeden z dwóch kroków, które musiałem wykonać – przyjść i się umówić. Wiedziałem, że samo przyjście na samą spowiedź będzie łatwiejsze. I przez dwa dni oczekiwania znowu myśli na przemian: po co tam iść, to nie ma sensu; będę blisko Boga, jak super; a jeśli mi się coś stanie, jestem tak blisko spowiedzi… Wieczór przed spowiedzią był dziwny. Kładąc się spać poczułem ogromny lęk. Ręka jakby mi zdrętwiała, pościel i poduszka zrobiły się twarde i ogromny strach, jakby czyjaś obecność była wokół mnie. „Choćbym kroczył ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”. (Ps 23, 4) Wstałem, wyszedłem z pokoju na telewizor do rodziców. Później było wszystko ok. No i w końcu nadszedł wielki dzień. Dotarłem do konfesjonału. Spowiedź bardzo emocjonalna, ale najlepsza w moim życiu, najbardziej szczera, z pełną wiarą i większą wiedzą o Bogu. Pytałem spowiednika jak radzić sobie z ludźmi, którzy nas prześladują i wyśmiewają naszą wiarę, modlitwę. Odpowiedział, że ignorować. Ale na mszy zaraz po spowiedzi, usłyszałem: „Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”. (Mt 5, 11-12) Na pokutę dostałem do odmówienia cały różaniec w intencji wytrwania w wierze, z dala od częstego popełniania grzechów. Była środa, wróciłem do domu, odmówiłem pokutę i schowałem mój różaniec do pudełeczka plastikowego. Czułem się wolny, wzruszony i szczęśliwy. Po czterech dniach, w niedzielę miałem ochotę pomodlić się po raz kolejny, zmówić chociaż jedną część. Wyjmuję różaniec z pudełeczka i patrzę, a tam metalowy krzyżyk złamany na pół!!! Wtedy zdałem sobie sprawę, co tak naprawdę znaczy Sakrament Pokuty i Pojednania. Bóg wyrwał szatanowi moją duszę. Przecież tyle czasu żyłem w grzechu ciężkim. Czytałem w internecie, że różańce w czasie Nowenny u różnych ludzi były znajdywane w stanie zaplątania czy rozerwania, ale sytuacja ze złamanym krzyżem na pół pokazała prawdziwą złość szatana i miłość Boga do mnie, który dopuszcza zło, by wydobyć z niego dobro.
Aktualnie jestem w czasie odmawiania trzeciej w moim życiu Nowenny ponownie w intencji miłości. Być może jestem już na nią gotowy. Niech będzie to w woli Boga. Kończę część błagalną 24 grudnia. W tym czasie zepsuł mi się dysk twardy od stacjonarnego komputera, gdzie powiedziano mi w sklepie komputerowym, że dysk musiał zostać uderzony młotkiem lub rzuconym o ziemię. Nie przypominam sobie, abym dokonał takiej rzeczy. 😉 Tęsknię cały czas za B., żałuję za moje postępowanie, ale mam nadzieję, że znajdę z pomocą Boga miłość mojego życia.

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj. (Rz 12, 21)
Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. (Flp 4, 13)

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

9 komentarzy do "Krzysiek: Miłość Boża i działanie szatana"

Powiadom o
avatar
Ewa
Gość

Chwała Panu! Krzyśku, dzięki za Twoje świadectwo – takie szczere wyznanie duchowej przemiany. Niech Cię Jezus i Maryja nadal prowadzą przez życie, życzę Ci znalezienia tej ” drugiej połówki”, żebyś był szczęśliwy 🙂

Ufna
Gość

Niech Cię Bóg Prowadzi !! Ja wciąż modlę się o powrót mojego byłego nie umiem o nim zapomnieć. Ale dzięki Nowennie jestem jakaś jakby spokojniejsza… Choć bywa ciężko, bo tęsknota bierze góre, ale bardzo staram się szczerze modlić. I choć chwilami czuję się pogubiona i niepewna to mając Rózaniec mam też siłę

M.M.
Gość

Dziękuję za Twoje świadectwo. Szczere, ucziwe

Paweł
Gość
Paweł

Piękne świadectwo. Dziękuję. Obiecuję „Zdrowaśkę”.

Janina
Gość
Janina

Piekne swiadectwo, Krzysiu, wytrwales w modlitwie! Niech Matka Boska ma Ciebie w Swej opiece,

Asia
Gość

Witaj,
Może warto powalczyć o te miłość…
Pięknie napisane i prawdziwie…

Danuta
Gość
Danuta

Życzę Ci wiele Łask Bożych.
Nowenna Pompejańską jest modlitwą która czyni cuda.
Niech Matka Boska ma Ciebie w swojej opiece.

Aga
Gość

Krzysiu dziękuje Ci za piękne i szczere świadectwo. Sama od dawna modlę się o dobrego męża, nawet teraz jestem w trakcie takiej Pompejanki :). Trwajmy na modlitwie !

Krzysiek
Gość
Krzysiek

Dziękuję wszystkim za modlitwę i miłe słowa. Nie spodziewałem się takiego przyjęcia mojego świadectwa.

A może tak chcesz otrzymywać co piątek
powiadomienia o nowych świadectwach?

TAKalboNIE
…a więc zapisz się już teraz do powiadomień:
A teraz odbierz pocztę i kliknij łącze potwierdzające

Zamknij