Monia: Moje 130 dni z różańcem

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Matka Najświętsza. Kochani, na wstępnie chcę podziękować Wam wszystkim za piękne świadectwa i listy, które niejednokrotnie przywracały mi nadzieję i umacniały mnie w ciężkich chwilach. Nowennę Pompejańską odmawiam od ponad dwóch lat. Nie będę rozpisywać na temat nowenn, które z pomocą Bożą udało mi się dokończyć. Za wstawiennictwem Matki Najświętszej otrzymałam tak wiele łask od Pana Boga, że aż czasem wydaje mi się, że to był tylko sen. Chcę dzisiaj napisać o jednej, bardzo nietypowej nowennie, którą odmawiałam na przełomie obecnego i zeszłego roku. Sytuacja, którą chciałabym opisać dotyczy moich najbliższych, tj. mojej Mamy, Taty i młodszego brata. Zawsze byliśmy bardzo zżyci, wychowani w rodzinie wielopokoleniowej gronie cioć, wujków i licznego kuzynostwa. Nasza rodzina przeszła wiele, ale zawsze staraliśmy się rozmawiać ze sobą i sobie wybaczać. Zawsze nauczeni byliśmy spędzać z sobą czas. Mój młodszy brat dorósł, poznał dziewczynę, z którą zapragnął założyć rodzinę. Marta została przyjęta do mojej małej rodziny od samego początku. Obrotna, energiczna, wychowana przez mamę, bardzo dbała o mojego brata, co nas bardzo cieszyło. Widywaliśmy się bardzo często, mimo, że mieszkam z dala od domu rodzinnego (ponad 300 km). Po niecałych 2 latach związku okazało się, że Marta spodziewa się dziecka. Mimo, że tak niespodziewanie, rodzice bardzo ucieszyli się, że będą mieć wnuki. W wielkim skrócie, szybki ślub i wesele aby nie narażać się na plotki i „wyrobić się przed porodem”. Pomoc rodziców, bo mój 22-letni wówczas brat był dopiero w trakcie robienia uprawnień i kursów na kierowcę zawodowego, które nie należały do tanich. Dwa miesiące po ślubie na świecie pojawiła się wyczekiwana wnusia. Cudo. Rozpieszczane i noszone na rękach przez całą rodzinę a szczególnie przez wniebowziętych dziadków. Dzięki Bogu i pomocy rodziców, brat podjął dobrze płatną pracę kierowcy i był w stanie utrzymać żonę i dziecko. Po roku okazało się, że młodzi spodziewają kolejnego dzidziusia. Zaplanowali, że rozbudują mały domek Marty. Nie moja rolą jest osądzać kogokolwiek i proszę nie zrozumcie mnie źle, ale mój brat był wychowywany w sposób bardziej pobłażliwy. Kiedy miał kilka miesięcy bardzo ciężko zachorował i rodzice bali się, że go stracą. Nie przeszkadzało mi to nigdy. Mamy inne charaktery. Lata mijały a mój brat przyzwyczaił się do sytuacji, gdzie wszystko miał podane na tacy. Rodzice załatwiali za niego niemal wszystko. Sprawy urzędowe, wizyty u lekarzy, szukali dla niego kursów, opłacali uprawnienia, wyszukiwali mu nawet oferty pracy. Dzięki ich doświadczeniu i obrotności mój brat mógł żyć spokojnie i beztrosko. Niestety jego podejście powoli zaczęła przejmować również jego żona. Podczas organizacji ślubu, który finansowali moi rodzice miały miejsce liczne sytuacje, kiedy do głosu dochodziły różnego rodzaju kosztowne fanaberie. Młodzi wymagali bardzo drogich obrączek, oprawy weselnej, fotografa i sesji ślubnej. Kiedy przyszedł czas na rozbudowę domu, mój brat z żoną przyjechali do rodziców porozmawiać o swoim pomyśle. Rodzice, którzy zawsze ciężko pracowali i bardzo roztropnie gospodarowali pieniędzmi odwiedli ich od tego pomysłu, bo młodzi chcieli rozpoczynać rozbudowę nie zdając sobie sprawę z kosztów. Ich oszczędności wystarczyłyby zaledwie na potrzebne pozwolenia i wykonanie planu (mieli wówczas zaoszczędzone ok. 5 tysięcy złotych, więc była to zaledwie kropla w morzu potrzeb). Niestety mój brat z żoną odebrali całą sytuację jako niechęć do pomocy ze strony rodziców. Zaczęły się wzajemne żale i obwinianie, które na nieszczęście zawsze oscylowały wokół pieniędzy. Po przyjściu na świat drugiego dziecka sytuacja stawała się coraz gorsza. Mój brat z dnia na dzień zaczął unikać kontaktu z rodzicami i również ograniczać kontakt z wnuczką. Po narodzeniu drugiego dziecka moi rodzice widzieli młodszą wnuczkę tylko jeden raz. Mój brat z bratową skupili się na sporze tak bardzo, że stał to się najgorętszy temat w całej rodzinie. Spotykał się z liczną rodzina i sąsiadami, wspólnie z żoną rozgłaszali niesamowite i krzywdzące plotki. Nienawiść zakwitła na całego i podzieliła rodzinę. Moja mama z żalu podupadła na zdrowiu. Przepłakała wiele nocy z tęsknoty za synem i wnuczkami. Zaczęła się depresja, problemy ze zdrowiem. Z osoby energicznej, kochającej stała się wrakiem człowieka. Obserwując całe to nieszczęście z daleka, zadzwoniłam do brata błagając brata aby pojechał do rodziców i chociaż z nimi porozmawiał. Mimo, że rozmowa przebiegała bardzo spokojnie i nie pokłóciliśmy się, mój brat znienawidził również mnie. Rodzice wielokrotnie wyciągali rękę do brata. Niestety nie osiągnęli nic. Wszystko przynosiło odwrotny skutek. Działać pod wpływem żony i reszty rodziny brat wielokrotnie skrzywdził rodziców. Sytuacja pogorszyła się. Mijały miesiące. Ja, która dopiero zaczęłam własna drogę z modlitwą różańcową i Nowenną Pompejańską zaczęłam modlić się w intencji moich bliskich. Były to różne intencje, ale zawsze w nich przewijała się na zmianę: moja mama, rodzice, mój brat z żoną. Intencje o pojednanie i wybaczenie sobie wzajemnych krzywd. Intencje o uzdrowienie ich serc, duszy, wyleczenie z nienawiści. 4 albo 5 NP. Przyszedł czas na kolejną nowennę. W intencji mojej bratowej. To o nią chciałam zawalczyć i wybłagać Matkę Najświętszą najbardziej, bo to kobieta jest sercem rodziny. Zaczęłam Nowennę zdeterminowana i gotowa oddać wszystko. Nowenna szła mi raz lepiej raz gorzej. W związku z tym, że pracuję na dwa etaty bywały dni, że nie zdążyłam odmówić jednej części różańca lub dokończyć go. Padałam ze zmęczenia. Padałam ze smutku po każdym telefonie od płaczącej mamy. Przepraszałam Matkę Najświętszą i za każdy jeden opuszczony różaniec lub nawet dziesiątkę obiecywałam jej przedłużenie nowenny o jeden dzień. Matka Najświętsza słuchała a ja zbliżałam się do Boga i Pana Jezusa. Moja mama zaczęła modlić się Koronką do Krwawych Łez Matki Bożej. Nasze życie wariowało. Przewracało się do góry nogami. Sytuacja w rodzinie z beznadziejnej sięgnęła dna. Dno nienawiści. Ale Matka Najświętsza trzymała nas za rękę. Przychodziły do mnie sny (później także i do mojej mamy). Śniły mi się słowa: „cokolwiek też by się nie działo, nie ustawajcie na modlitwie”. Pewnej nocy przyśnił mi się diabeł jak naśmiewał się ze mnie, że czekam na brata. Mojej mamie przyśniła się moja prababcia, która pocieszała ją i cieszyła się, że modlimy się wspólnie. Moja nowenna za Martę stała się dosłownie udręką. Nie dawałam rady dokończyć różańca. Tak minęło 130 dni przepraszania i rozpaczliwych prób zakończenia nowenny i wynagradzania Matce Najświętszej własnych upadków i słabości. Po ukończeniu przyśniło mi się jak mój brat wraca do domu i przyprowadza ze sobą moje bratanice. Moja mamy wreszcie wybaczyła mojemu bratu. Modli się za niego i czeka z nadzieją. Co się zmieniło? Przede wszystkim MY. Do tego stopnia, że moi rodzice i ja, którzy chodzili do kościoła od święta poszli nawet ze mną na mszę o uzdrowienie. Moja mama została uzdrowiona w marcu (zniszczony ciężką pracą kręgosłup), tato dwa tygodnie temu (problemy z krążeniem i strasznym puchnięciem nóg). A ja to historia na kilka świadectw. Wspólnie czekamy na mojego brata. Nigdy nie pozwólcie sobie wmówić, że Pan Bóg Was nie kocha ani nie słucha. Nie po to Pan Jezus zwyciężył całe piekło, żeby na teraz zostawić. Ściskam Was mocno. Dziękuję Ci Matko Najświętsza, za to, że jesteś.

POMPEJAŃSKIE RÓŻAŃCE

z kamieni szlachetnych

jedyne

w Polsce!

10
A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
8 Wątki komentarzy
2 Wątki z odpowiedziami
1 Obserwujący
 
Najpopularniejsze
Najgorętsze
9 Autorzy
MariaŻonaMoniaMBMEwa Autorzy ostatnich
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o
Magdalena
Gość
Magdalena

Nigdy nie pozwólcie sobie wmówić, Bóg nie kocha , ani nie wysluchuje. Swiete slowa.
Dziekuje za swiadectwo, dla Ojca warto sie modlic Rozance, Nowenna Pompejanska. Maryja slucha podnsi na zdrowi, podnosi na duchu, wszysko sie udaje, dzieja sie cuda nad cudami. Rozance trzena miec oraz sie na nich modlic nieustannie.
Czcicielka Maryji

enia
Gość
enia

Monia jesteś cudowną osobą .Niech Bóg Wam błogosławi

Ewa
Gość
Ewa

Monia, dzięki za Twoje świadectwo. Szczęść Boże Tobie i Twojej rodzinie

MK
Gość
MK

Niesamowicie to wszystko opisalas Monia.Ze swiadectwa wynika,ze Jestes bardzo madra i wartosciowa Osoba.Jestes wielkim wsparciem dla swoich rodzicow.Oni sa napewno z Ciebie dumni.Ciesze sie,ze moglam przeczytac Twoje swiadectwo.Zycze Blogoslawienstwa Bozego dla Ciebie i calej Twojej Rodziny.

Ewa
Gość
Ewa

Fajne świadectwo przeżyłam coś podobnego. W moim przypadku Maryja także wszystko wyprostowała. Różaniec to potężna broń na nienawiść złość kłótnie , wszelkiego rodzaju spory. Polecam modlitwę do Maryji rozwiązującej węzły. To skuteczna modlitwa opaarta na Różańcu. Węzły to nasze grzechy, rany, skrzywdzenia, uwikłania w złym, to to co nas wiąże i blokuje w byciu dobrym i szczęśliwym człowiekiem. Spróbój. Może ta forma modlitwy Wam pomiże. Pozdrawiam.

MBM
Gość
MBM

Dziękuję za świadectwo. Czasami również nie zgadzam się z moją teściową, ale za każdym razem Pan Bóg upomina mnie (tym razem, przez powyższe świadectwo), że należy „czcić ojca i matkę” (także męża). Nic nie mówi, że czcij, jak z nią zgadzasz się, jak masz dobre relacje. ZAWSZE.
Państwu życzę by dobry Bóg jak najszybciej wysłuchał Was.

Monia
Gość
Monia

Kochani, po kilku miesiącach od poprzedniego świadectwa (jak w tytule), wracam do Was aby zdać sprawę ze zdarzeń, które miały miejsce później. Sytuacja konfliktu pomiędzy moim bratem a rodzicami siągnęła dna. Dno zajadłości i jednocześnie dno rozpaczy dla moich rodziców. Pierwszą i najsłabszą ofiarą całej tej sytuacji była od początku moja Mama, najdelikatniejsza i najwrażliwsza z nas wszystkich. Jej stan uczuciowy wpłynął na kondycję całego organizmu. Z osoby energicznej i radosnej stała się osobą przygaszoną i pogrążoną w rozpaczy. Bywały dni, kiedy po nocy spędzonej na zadręczaniu się i nie była w stanie pokonać odległości z kuchni na drugi koniec… Czytaj więcej »

Żona
Gość
Żona

Aż się popłakałam, wspaniałe świadectwo. Niech Bóg chroni waszą rodzinę. Wiara czyni cuda.

Żona
Gość
Żona

I pamiętam to świadectwo sprzed kilku miesięcy.

Maria
Gość
Maria

Piękne świadectwo. Moc modlitwy różańcowej, modlitwy Nowenną Pompejańską jest niezawodna. Świadectwo to dodało mi dużo wiary i nadziei, aby nie ustawać w modlitwie. Ostatnio uwierzyłam w dobroć Boga, Jezusa i Matki Najświętszej, przecież oni nas kochają i nie mogą zostawić bez pomocy. Czekają na wytrwałą modlitwę naszą, wiarę i ufność, której nieraz nam brakuje i o którą również należy się modlić. Dziękuję za to świadectwo, bardzo dziękuję.

A kim dla Ciebie

Wejdź na maryjne

jest Maryja?

ścieżki wraz 

z księdzem Piotrem

i udaj się w niezwykłą

duchową podróż…