Robert – LIST: Po 45 latach życia zrozumiałem czym jest miłosierdzie Pana Boga

Umiłowani przez Boga Jedynego !!!
Pragnę przedstawić Wam moje Świadectwo o cudownej sile Nowenny Pompejańskiej. Nowenna sama w sobie jest piękna, już sam z Nią kontakt jest Świadectwem, że Bóg Jedyny w Trójcy Świętej istnieje, że czeka na nas każdego dnia, jest Świadectwem że Najświętsza Maryja Panna jest nam przychylna i tylko czeka na gest z naszej strony, na uśmiech, na dobre słowo, na modlitwę – nawet tą najkrótszą, nawet tą najuboższą… Najświętsza Maryja Panienka powiedziała, że już jedna modlitwa trzesie posadami piekła, a co by było gdyby każdy z nas codziennie z czystego serca i bezinteresownej intencji modlił się lub zmówił choć jedną dziesiątkę różańca?Jednak by dojść do takich wniosków, nierzadko potrzebujemy na to większość naszego życia. Tak było w moim przypadku. Bóg Jedyny zawsze był w moim życiu, od zawsze byłem wierzący. Gorzej jednak było z przestrzeganiem przykazań, z modlitwą, z tą prawdziwą bezinteresowną wiarą. Często, gdy było już bardzo żle lub gdy stawało się beznadziejnie – modliłem się, niestety często tylko w określonej intencji, tylko z prośbą wymuszoną sytuacją… Może dlatego, że tak naprawdę nikt nigdy nie pokazał mi Kim jest Bóg, że Jezus mnie kocha – takim jakim jestem, że Najświętsza Maryja Panienka zawsze mnie wesprze, zawsze wstawi się za mną? A może poprostu moje serce było zamnknięte? Z biegiem lat coraz bardziej…. Coraz więcej złości, braku akceptacji siebie samego, utwierdzanie przez ,,najbliższych” że pech to mój wieczny towarzysz. Coraz więcej flustracji i, niestety, coraz mniej Boga w moim sercu… Wiele razy modliłem się o pomoc, nawet z krzykiem i ze łzami, ze złością że nie widzi mnie, że nie chce mi pomóc… Coraz trudniej, coraz gorzej, coraz bliżej dna….
Trwało to wiele lat, około 40… Modliłem się, ale równie szybko łamałem słowo, zapominałem lub celowo nie modliłem się… A jednak często Bóg Wszechmogący często wysłuchiwał mnie, ratował z opresji, zawsze był, zawsze trwał przy mnie….Ale brakowało wciąż jednego….Mojego otwartego Serca dla Boga, mojej chęci przyjęcia do siebie Jezusa Chrystusa, uśmiechnięcia się i podania ręki Najświętszej Maryii Panience…. A tego mogłem dokonać tylko sam…. Ani Święta Trójca w Bogu Jedynym ani Najświętsza Maryja Panienka, ani nikt ze świętych nie otworzy mi na siłę Serca dla Boga… Od czego to zależy? Sam nie wiem… Chodzi chyba o prawdziwą wiarę, o to by wierzyć szczerze a nie tylko być wierzącym… Czasami zwykła rozmowa z Panem Jezusem daje więcej niż godzina na kolanach z różańcem ale pusty Sercem….

Pewnego dnia, dokładnie 7 sierpnia 2017r. stało się coś dziwnego. Poczułem chęć modlitwy, ale zupełnie inaczej. Nie z przymusu, nie z przekory, a z czystej chęci. Nie zapomnę tego uczucia ciepła w sercu, dziwnego szczęścia i euforii… Zniknęła gdzieś flustracja, złość, nerwy, czarne barwy, pojawiła się czysta nadzieja, przemożna potrzeba bliskości z Bogiem… Kiedyś znalazłem w jednym z Kościołów dziesiątkę różańca zrobioną z rzemyka, ot zwykły rzemyk, supełki zamiast paciorków, kawałek drewienka w kształcie Krzyża – zachowałem go – teraz to moja relikwia, wszędzie go noszę, nawet przez sen mam go w zaciśniętej dłoni… I właśnie nim modlę się w Nowennie Pompejańskiej do Najświętszej Marii Panienki. Jest zwykły, normalny, daleko mu do pięknie zdobionych różańców, a jednak dla mnie ma znaczenie ogromnie – jest najpiękniejszym darem od Boga 😉
Gdy już opanowałem zasadę modlitwy, czyli układ modlitwy, podział na część Błagalną i Dziękczynną, gdy poznałem trochę historii, pomyślałem: Myślisz Najświętsza Maryjo Panienko, że dam radę, ze jestem gotów, że jetem godny??? I wciąż czułem wspaniałe ciepło w sercu, takie jakby rozanielenie… Gdy rozpocząłem modlitwę do Najświętszej Maryii Panny, czułem wspaniałą bliskość z Bogiem, rozmawiałem bez skrępowania, przeżywałem każdą z Tajemnic, cierpiałem przy Tajemnicach Bolesnych, poznawałem codzienność Jezusa Chrystusa w Tajemnicay Światła, odczułem smak zwycięstwa na złem w Tajemnicach Chwalebnych, uśmiechałem się podczas rozważań na d Tajemnicami Radosnymi, nad najpiękniejszym dialogiem Pana Boga z Najświętszą Maryją Panienką w Tajemnicy Zwiastowania, wczytywałem się i poznawałem zupełnie na nowo poszczególne tajemnice…. Gdy doszedłem do 9 dnia Nowenny Pompejańskiej, miało miejsce Święto Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny – to nie przypadek, że właśnie w tym okresie Nasza Najdroższa Matka Dobrej Rady dała mi znak, wyciągnęła do mnie rękę i czekała czy Jej nie odrzucę… Uwierzcie mi – pierwszy raz w Kościele poczułem się jak w domu, ciepłym, serdecznym, przyjaznym, w domu jakiego nigdy niestety nie maiłem w życiu codziennym…. I ludzie byli uśmiechnięci, ja nie szukałem już samotności a bardziej siły w grupie, we wspólnym przeżyciu prawdziej Eucharystii… Gdy patrzyłem na Ołtarz, na Obraz Najświętszej Maryji Panienki, na cudowne oblicze Jezusa Chrystusa czułem w gradle łzy, ale to były łzy radości i szczęścia, wspaniałe uczucie że nie jestem sam. Pomyślałem: Boże, dziękuję, odnalazłem dom, spokój, odnalazłem Ciebie i dziękuję, że mnie nie odrzuciłeś.
Modliłem się nadal gorliwie w Nowennie Pompejańskiej. Pojawiała się coraz większa potrzeba modlitwy. Dodałem do modlitw Koronkę do Miłosierdzia Bożego w/g św. Faustyny, z czasem rozpocząłem codzienne odmiawianie Litanii do Serca Pana Jezusa, codziennie modliłem się do św. Rity, którą wybrałem sobie na patronkę i opiekunkę. Okazało się, że cały dzień wypełnia mi bycie z Panem Bogiem – w modlitwie, w myślach. Chcąc być jeszcze bardziej godnym, pod koniec Nowenny Pompejańskiej rozpocząłem modlitwy do Ducha Świętego w Trójcy Jedynej, z nadzieją na uzyskanie darów duchowych. Wspaniałe uczucie, bo przecież Pan Bóg jest Zawsze, nie ma humorów, nie ma gorszego dnia, Pan Bóg jest stały w Swojej Obecności, w swojej Miłości do nas…
Samo odmawianie Nowenny Pompejańskiej wymagało dużych zmian w moim życiu, wprowadzenia dyscypliny. Czasami było trudno, kłopoty ze skupieniem, dziwne wrażenie że moja modlitwa była za mało gorliwa, pusta, mało miła Panu Bogu. Czasami traciłem wątek, myśli uciekały gdzieś w niebyt, miałem natrętne obrazy, myśli, wspomnienia moich niecnych zachowań, poczucie pustki, brudu… Podobno wtedy to szatan szepcze nam takie myśli, byśmy zwątpili, odpuścili modlitwy… W trakcie modlitwy trafiła mi się trudna sytuacja z ropnym zapaleniem zęba, myślę że zły był sprawcą – było trudno, nawet beznadziejnie trudno – okropny ból zęba, ból głowy, leki przeciwbólowe otępiały mnie…zmęczenie dawało znać o sobie – żeby poradzić domowym obowiązkom, codziennie wstawałem o godzinie 3:00 i odmawiam dwie lub trzy tajemnice różańcowe a póżniej jescze jedną, w ciągu dnia odmawiam Litanię do Serca Pana Jezusa oraz św. Rity, a ponadto codziennie składam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. I trwam w moim postanowienu. Gdy robi się już ciężko, monotonnie – wtedy pojawia się natchnienie, łaska Boża, jakiś malutki znak – i znów czuję że Bóg i Najświętsza Maria Pannasą blisko mnie, że prowadzą mnie przez życie. Dzięki wsparciu Najświętszej Marii Panny, dzięki temu że Pan Bóg mnie wysłuchał, że doświadczałem ciepła, miłości i spokoju jakiego jeszcze nie zaznałem – udało mi się wytrwać w modlitwie, w postanowieniu
W trakcie modlitwy bardzo pomogli mi Księża z naszej Bazyliki, również w osobie księdza Proboszcza – rozmowa, zrozumienie i błogosławieństwo po raz pierwszy w moim życiu napełniło mnie nadzieją, chęcią modlitwy i walką ze złem. Pierwszy raz w życiu poczułem bliskość Boga, poczułem że Najświętsza Maria Panna prowadzi mnie za rękę i uśmiecha się do mnie 😉
Jak do tej pory nie spełniła się moja intencja, ale to nie jest ważne, właściwie bardzo szybko intancja sama w sobie zmieniła swój wymiar, bliskośc z Bogiem stała się moim codziennym credo. Wierzę że Pan Bóg w swojej mądrości wie co zrobić: Bądż wola Twoja, na pewno wysłuchał moich modlitw. Nauczyłem się, że bycie z Panem Bogiem, modlitwa do Najświętszej Marii Panny to nie handel, to nie kupczenie, to nie zasada – Panie Boże modliłem się, daj mi teraz to czy tamto, bo się obrażę i już…. To tak nie działa…. To właśnie bliskość z Bogiem, Nowenna, rozmowa z Panem Jezusem, dotyk Ducha Świętego, bliskość Najświętszej Marii Panny, nauczyły mnie abym wierzył, bez względu na otrzymaną łaskę czy jej brak. W Nowennie chodzi właśnie o ten czas z Panem Bogiem , o bycie z Bogiem, o przeżywanie tajemnic Różańcowych, o rozmowę i o to by naprawdę otworzyć serce i być z Panem Bogiem…. I życie staje się wspaniałe, problemy są rozwiązywalne, nie stanie się nieszczęście, a gdyby nawet to wspólnie z Bogiem coś na to poradzę… Teraz wiem, teraz czuję, że właśnie w sercu mam Pana Boga ze Swym Synem Jezusem Chrystusem, Duchem Świetym w Trójcy Jedynym Bogiem a Najświętsza Maryja Panna zawsze mnie wysłucha i poprowadzi za rę kę przed oblicze Pana Boga i wstawi się za mną…
Czas, który spędziłem na odmawianiu Różańca podczas Nowenny Pompejańskie wzbogacił mnie przede wszystkim duchowo. Pewnie kiedyś uważałbym że to mało, że to nic mi nie daje w kwestiach doczesnych… Okazało się, że zyskałem na mojej dojrzałości emocjonalnej, że mój duch jest teraz silniejszy, że nareszcie – lub dopiero po 45 latach życia zrozumiałem czym jest miłosierdzie Pana Boga, jak wzniosła, bolesna i wielka kest Męka Pańska, jak wiele zrobił dla nas Jezus Chrystus, że Duch Święty jest i czeka na nasz znak by oddarzyć nas darami ducha, że Najświętsza Maria Panna jest naszą największą opiekunką, orędowniczką i pocieszycielką. Jest mi łatwiej żyć będąc bliżej Pana Boga, wszelkie problemy stały się mnie straszne, mam więcej siły, chęci i motywacji by pokonywać przeszkody. Czego można chcieć więcej? To tak jak ze zdrowym podejściem do życia – nie pieniądze czy dobra doczesne są ważne – ważne bym miał siłę pracować i bym miał gdzie pracować, a reszta? Reszta jest w moich rękach. A mając do tego świadomość bliskości Pana Boga – wierzcie mi – można góry przenosić.
Pragnę wszystkich bardzo gorąco namówić do modlitwy różańcowej, do szukania bliskości i pojednania z Panem Bogiem – bo wierzcie mi – jeśli mamy uczyć się Miłości, to tylko od Naszego Pana Boga. A nasz Jedyny Bóg, Syn Boży Jezus Chrystus, Duch Święty – w Trójcy Jedyny Bóg jest zawsze dla nas, zawsze pełen miłości, chęci przebaczenia i nigdy nikogo nie odrzuci… Nie zmarnujmy tego. Amen.

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

3 komentarzy do "Robert – LIST: Po 45 latach życia zrozumiałem czym jest miłosierdzie Pana Boga"

Powiadom o
avatar
Ewa
Gość

Robercie, piękne i dojrzałe świadectwo. Przeczytałam je z dużym zainteresowaniem i uwagą. Tak, Bóg i Maryja prowadzą nas jak tylko Im zawierzymy, a Ich opieka jest zaskakująco mądra i dobra. W ten sposób dojrzewamy, wzrastamy w naszym człowieczeństwie. Wszelkich łask Bożych życzę Tobie teraz i w przyszłości 🙂

Helena
Gość
Helena

Wielkie Bog zaplac za Twoje swiadectwo.
Niech bedzie pochwalona Trojca Przenajswietsza i nasza Mateczka w niebie.

Piotr
Gość

Dziękuję za umocnienie, przeżywam obecnie trudne chwile duchowo, rodzinnie. Uspokoił mnie ten tekst, dodał nadziei. Pragnę odmawiać Nowennę Pompejańską i zawierzyć Maryi.

wpDiscuz

Wyjatkowe kompendium o
nowennie pompejańskiej:

Tylko teraz otrzymasz… 
drugi egzemplarz za 1 grosz!

A może tak chcesz otrzymywać co piątek
powiadomienia o nowych świadectwach?

TAKalboNIE
…a więc zapisz się już teraz do powiadomień:
A teraz odbierz pocztę i kliknij łącze potwierdzające

Zamknij