Dominik: Jedyne co w życiu warto to miłować

Drodzy Szukający Dowodów,
Też kiedyś szukałem. Chciałem wiedzieć czy Nowenna Pompejańska naprawdę ma taką moc, czy naprawdę Maryja słucha tych którzy błagają Ją o wstawiennictwo przed Panem Jezusem.
O Nowennie Pompejańskiej pierwszy raz usłyszałem od Kobiety Mojego Życia. To Ona odkryła przede mną na nowo Różaniec Święty. Wiedziałem do czego służy, ale nie potrafiłem modlić się na nim, tym bardziej nie wiedziałem czym jest Nowenna.

W któryś z kwietniowych wieczorów powiedziała mi, że szukała dziś książeczki do odmawiania Nowenny Pompejańskiej i że Maryja pomogła Jej ją znaleźć, pomimo że w czterech pierwszych sklepach z dewocjonaliami nie udało się to. W piątym w końcu kupiła książeczkę. Odszukałem od razu w Internecie hasło „Nowenna Pompejańska” i przeczytałem dokładnie o co w niej chodzi. Pomyślałem, że chciałbym ją kiedyś odmówić. Z Nią jeśli i Ona będzie chciała modlić się razem ze mną.

Piszę list, bo Ona uwielbia dostawać listy. Moja Druga Połówka. Dokładnie taka jak ja. Myśli tak samo, czuje tak samo. Potrafimy rozumieć się bez słów. Elokwentna, odważna i piękna. Ale gdy podczas naszej pierwszej rozmowy zapytałem ją o dwie najważniejsze cechy to bez wahania odpowiedziała mi: wrażliwa i konkretna.

Poznałem Ją dokładnie pół roku po tym jak w Wielki Piątek, o 15. w godzinę Miłosierdzia prosiłem Pana Jezusa o to bym mógł kogoś pokochać. I by ktoś pokochał mnie.

Ona nauczyła mnie kochać. Nauczyła mnie jak to jest być kochanym. Nigdy nie poznałem takiej kobiety. Tak prawdziwej, którą wzrusza prawdziwy świat, prawdziwe uczucia. Tak dobrej z niczym niezachwianym kręgosłupem moralnym. Tak odważnej, która tyle rzeczy musiała w życiu przejść. Tak silnej, bo to wcale nie było takie łatwe i nadal nie jest. Tak ciekawej, której chce się słuchać. Tak elokwentnej, która z normalnego dnia w pracy potrafi zbudować wartą opowiedzenia historię. Tak mądrej i skromnej zarazem. Tak troskliwej.

Dzieliło nas bardzo dużo. Inny świat, inny etap życia, inne problemy. Bała się opinii innych. Uciekała przed tym co ludzie powiedzą. Nie widziała we mnie faceta, nie widziała we mnie partnera. Nie wierzyła, że nie ucieknę, że nie znudzi mi się, że mogę ją kochać całe życie. Ją i jej cudną córeczkę.

Pierwszą nowennę odmówiliśmy razem. Przed jej rozpoczęciem zastanawiałem się czy mogę poprosić o Jej miłość. Czy to nie jest zbyt pyszne prosić Maryję by przekazała Jezusowi tak odważną prośbę. Czy mam do tego prawo. Nie wiedziałem, ale postanowiłem, że poproszę nie o miłość, a o to bym mógł spełnić Jej największe marzenie. Zaczęliśmy modlić się na plaży nad morzem podczas wspólnej majówki. Skończyliśmy po 54 dniach. Udało się, choć łatwo nie było. Także między nami, jeśli w ogóle można było mówić wtedy „o nas”.

Nigdy mnie nie skrzywdziła. Nie złamała słowa, nie zawiodła. Zawsze była szczera. Chciała wolności i oddechu. Przegrałem z jej wątpliwościami i obawami. Ale wierzyłem, że nie ma takiej drogi, z której nie można zawrócić. Wierzę, że słowem można zmieniać świat. Pisałem listy, marzyłem o życiu z nią. Nie mogłem jej skrzywdzić. Wiedziałem, że przez nieuwagę mogę ją zranić, stracić na zawsze.

Pamiętałem o Nowennie i o tym, że to być może moja ostatnia nadzieja. Wiedziałem, że tylko Pan Bóg może mi pomóc. I Maryja, którą Ona tak bardzo kocha, a która dla mnie jest równie ważna. Zacząłem kolejną Nowennę tym razem prosząc o tę miłość, o to by miała jeszcze nie raz okazję by mnie pokochać.

Było mi bardzo ciężko. Nie potrafiłem spokojnie odmawiać Różańca, ciągle coś mnie rozpraszało czy przeszkadzało. Usypiałem z Różańcem w dłoni, a potem budziłem się w środku nocy. Kilka lub kilkanaście razy przerywałem Nowennę i zaczynałem znów od nowa. Każdy kolejny raz z tą samą intencją. Najtrudniejsze pół roku w życiu. Nie najgorsze, ale najtrudniejsze. I najbardziej wartościowe. Ale prawdziwie czułem, że muszę wytrzymać.

Walcząc ze żmudną codziennością, błagając o miłość i wstawiennictwo u Pana Jezusa, pomyślałem, że muszę Maryi coś ofiarować, obiecać, dać z siebie coś więcej niż tylko codzienna modlitwa by mogła poprosić Swego Boskiego Syna o to o co błagałem. By zasłużyć czymś jeszcze niż tylko odmawianą Nowenną.

Obiecałem Maryi, że jeśli jeszcze kiedyś Ona powie, że mnie kocha, to zmówię różaniec we wszystkich ważnych Sanktuariach Maryjnych w Europie. Napisałem listę bym nie miał nigdy wątpliwości o jakich miejscach mówiłem. Wymieniłem Jasną Górę, Płock, Gietrzwałd, Pompeje, Medjugorie, Lourdes, La Salette, Fatimę i hiszpańską Guadalupe. Dopisałem też kilka miast gdzie jest więcej niż jedna katedra czy świątynia poświęcone Mamie Bożej. Były tam Paryż, Rzym, Jerozolima i Nazaret.

Przez te 54 dni z ostatniej próby, modlitwa z Różańcem była dla mnie najważniejszym obowiązkiem, wszystko kręciło się wokół niej. Udało mi się. Skończyłem rano w Niedzielę Palmową i pobiegłem do kościoła podziękować za ten czas. I ponownie poprosić.

Nie od razu było cudownie. Z początku tak jakby nic się nie zmieniło. Ale po trzech miesiącach ponownie usłyszałem, że mnie kocha. Powiedziała to co tak pragnąłem usłyszeć. Tamtego wieczoru wiedziałem, że to wszystko dzięki Maryi. Wysłuchała mnie Mama.

Wątpliwości w Jej pięknej główce pozostały. Czasem większe, czasem o nich zapominała. Nie potrafiła się otworzyć. Ale wiedziałem, że kochała. Każdego dnia modliłem się o tę miłość. I dziękowałem za Nią.

Miesiąc później byliśmy na Mazurach. Jej Mama zadzwoniła któregoś dnia mówiąc, że gdzieś niedaleko nas jest świątynia w miejscu, w którym Objawiła się Maryja. To Gietrzwałd z mojej listy. Byliśmy tam w niedzielę na Mszy Świętej, a po niej zmówiliśmy część Różańca. Powinienem dokończyć cały Różaniec dlatego na pewno jeszcze tam wrócę.

Minęło ponad pół roku codzienności, zmagania się z wątpliwościami. W któryś weekend odwiedziliśmy Paryż. Była przeziębiona i ze zmęczenia usnęła na moim ramieniu, gdy odmawiałem część radosną Różańca w przepięknej, monumentalnej Katedrze Notre Dame. Miesiąc potem modliliśmy się razem przed Cudownym Obrazem Mamy Bożej w Pompejach. W lipcu byliśmy kilka dni w Czarnogórze, ale Ona chciała koniecznie jechać też do Medjugorie, do sąsiedniej Bośni. Wchodząc na wzgórze Brdo Ukazanja i potem siedząc niedaleko figurki Maryi odmawialiśmy kolejne tajemnice Różańca.

Za kilka dni będziemy w Izraelu. Odwiedzimy także Jerozolimę i Nazaret z mojej listy. Poproszę by i tam pomodliła się razem ze mną.

Dwa dni przed Medjugorie powiedziała wtulona we mnie, że chce się ze mną zestarzeć i nie chce już nikogo innego. Dziś czuję te wszystkie słowa w sercu. I wiem, że kocham prawdziwie, całym sobą. I do końca życia będę dziękował Panu Bogu i Maryi, że mnie wysłuchali. Dziękuję każdego dnia.

Dziś piszę te słowa dokładnie trzy lata od momentu kiedy ją poznałem. Dokładnie trzy i pół roku od kiedy poprosiłem Pana Jezusa o miłość.

Chciałbym, żeby miała pewność, że jeśli dziś jestem to także będę. Potem, później, zawsze.
I nie chodzi tu o przewidywalność ani monotonię. Bardziej o to żeby zawsze czuła, że jestem, że nie zawiodę, że cokolwiek by się nie działo, to zawsze będzie mogła na mnie liczyć. I oprzeć się o mnie. Że nie odwrócę się, nie ucieknę. Że zawsze znajdę czas. Że choćby walił Jej się grunt pod nogami to moja ręka będzie czekała dokładnie tam gdzie powinna czekać, gdyby chciała ją złapać. Nigdzie indziej. Że dla mnie najpiękniej wygląda bez makijażu i cała rozczochrana, że uwielbiam słuchać jej, rozmawiać z nią i milczeć przy niej.

Dziś wiem, że to wszystko tak właśnie musiało wyglądać, że tak miało być. Bo prosiłem o coś niewyobrażalnie dużego, o choć najważniejszego w swoim życiu. Dlatego było tak ciężko. Musiałem pokazać, że zasługuje na to o co błagałem. Nawet gdy jest ciężko, Pan Bóg jest zawsze. Jest dobry i słyszy nasze wołania. I odpowie w najlepszym czasie. W najlepszym choć może jeszcze nie teraz.

Jeśli zastanawiasz się czy warto czekać, marzyć i walczyć o marzenia, o prawdziwe szczęście jakiego pragniecie to pamiętaj, że zawsze warto. Zaufaj, że Pan pozwoli Ci przetrwać trudny czas. Pan Bóg z Maryją na pewno Cię poprowadzą. Ale zaufaj Bogu i zarzuć sieci jeszcze raz. W Jego imię.

Kocham Boga i kocham Maryję. Także dlatego, że pozwolili mi kochać Kogoś jeszcze.

Jedyne co w życiu warto to miłować.

Nie przegap ciekawego świadectwa!

Czy wiesz, że zapisując się do biuletynu, co piątek będziesz otrzymywać najświeższe świadectwa nowenny pompejańskiej?

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

22 komentarzy do "Dominik: Jedyne co w życiu warto to miłować"

Powiadom o
avatar
Magdalena
Gość
Magdalena

Przepiekne swiadectwo i cudowna Milosc ktora was laczy.Milosc na Bogu i Maryji oparta a nie na cielesnosci.chcialoby sie cofnac czas i tez tak postapic.niech wam Bog blogoslawi a Maryja otacza swoja opieka.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

:))

Łukasz
Gość
Łukasz

Stary, jesteś MEGA!!!

m
Gość

Piękne świadectwo, jak najwięcej miłości i szczęścia dla was 🙂

waleczna
Gość
waleczna

Ale piękne świadectwo!!!

G.
Gość

Wzruszylam sie

enia
Gość

Świadectwo wyjątkowo piękne . Życzę Wam abyście sie razem ze starzeli kąpani w swojej miłości

Aska
Gość

A jednak mozna modlic sie o milosc pewnej osoby !

Magda
Gość

Przepiękne świadectwo☺ Tez modlilam sie o miłość konkretnej osoby, nie zostalam wysłuchana.. Dziś zaczynam kolejną nowennę…Pozdrawiam

Agata
Gość

Piekne swiadectwo… o takiego człowieka sie modlę 🙂

Natalia
Gość
Natalia

Piękne po prostu piękne ❤️ Życzę jak najwiecej szczęścia dla Was ! Kochajmy i nigdy nie wątpy w naszego Najlepszego Ojca , naszego Zbawiciela i Nasza najcudowniejsza Mamę ❤️

Barbara Kosiba
Gość
Barbara Kosiba

Barbara__ kosiba@Intria .pl

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Wspaniałe świadectwo, łza zakręciła się w oku. Niech dobry Bóg zawsze Was za rękę trzyma.

lili
Gość

Chciałabym być kochana taką miłością,jaką Ty darzysz Swoją Ukochaną…
Dziękuję za to świadectwo-pozwala wierzyć,że są jeszcze wartościowi mężczyźni,że Miłość istnieje naprawdę…

Lucy
Gość

Ta dziewczyna ma ogromne szczęście, że ma tak kochającego, religijnego człowieka, jesteś niesamowity w swojej modlitwie, wytrwały, niech Ci BÓG wynagradza Twoją wiarę, bądźcie szczęśliwi.

Patrycja
Gość
Patrycja

Popłakałam się czytając to świadectwo. Oddałabym wszystko żeby ktoś mnie tak pokochał jak Ty Dominiku kochasz tą dziewczyne. Kiedyś tego nie wiedziałam. Teraz już wiem, że najważniejszy jest Pan Bóg, miłość, a później zdrowie. Więcej nie potrzebuję do szczęścia.

K.
Gość
Ładne świadectwo, gratuluję wytrwałości w modlitwie, ale czytając je pojawia mi się kilka znaków zapytania. Pisze Pan o kobiecie i jej Córeczce. Pytanie gdzie w tym wszystkim jest jej Mąż/Ojciec dziecka? Czy nikt w tej relacji nie ucierpiał? Zastanawia mnie też jedna sprawa, pisze Pan o wspólnych podróżach/pielgrzymkach z Pana kobietą. Często pod różnymi świadectwami (które pisały kobiety) forumowicze podnoszą larum, że wspólne wyjazdy sprzyjają krepującym sytuacjom, że zapewne istnieje tam nieczystość, że tak nie wolno itd. teraz gdy napisał to mężczyzna, Panie zachwycają się nad jego postawą, przyznaję, że trochę tego nie rozumiem… Czy mężczyzn mierzy się inną miarą?… Czytaj więcej »
iksia
Gość

Pani pewnie jest wdową. Przecież jest osobą „z niczym niezachwianym kręgosłupem moralnym”. A rozczochrana i bez makijażu to pewnie podczas sprzątania.

Hanka
Gość

Zgadzam się z K. To świadectwo jest mocno niejasne i niejednoznaczne moralnie. A poza tym jakby się w nie wczytać to Bóg czy Przenajświętsza Panna są tylko pretekstem to hymnów pochwalnych na cześć jakiejś pani. Mam nadzieję, że w tym sosie romantyczno-religijnym nie ma jakiegoś trującego grzyba. Pozdrawiam.

poli
Gość

Mi rownież nie podoba się to świadectwo. Za bardzo Pan żyje miłością i uwielbieniem zwykłego człowieka robiąc sobie z niego anioła… Taka cześć należy się Panu Bogu.

Anna
Gość

A ślub kiedy był z tą wdową?

AgnieszkaC
Gość
AgnieszkaC

A gdzie tu jest o wdowie??
Szukam, nie mogę znaleźć.
Czy ja czegoś nie rozumiem.

wpDiscuz

Wyjatkowe kompendium o
nowennie pompejańskiej:

Tylko teraz otrzymasz… 
drugi egzemplarz za 1 grosz!

A może tak chcesz otrzymywać co piątek
powiadomienia o nowych świadectwach?

TAKalboNIE
…a więc zapisz się już teraz do powiadomień:
A teraz odbierz pocztę i kliknij łącze potwierdzające

Zamknij