A. – LIST: Zaczęłam żyć

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus! jest to moje pierwsze świadectwo tutaj, ale mam nadzieje, że nie ostatnie.
Modlitwę Nowenną Pompejańska rozpoczęłam pod koniec sierpnia. W tej chwili jestem w części dziękczynnej. Od razu powiem, że moja historia do najprostszych nie należy. Od wielu lat cierpię na depresję oraz nerwicę religijną.
Dla wszystkich, którzy w tej chwili się oburzą i powiedzą, że coś takiego nie istnieje, to zapewniam, że jest to absolutnie prawdziwe i nie życzę nikomu, żeby przeszedł w życiu to samo co ja. Pochodzę z wielodzietnej katolickiej rodziny. Moi rodzice na pierwszy rzut oka zdają się być idealnymi katolikami i rodzicami i raczej nikt z zewnątrz nie mógłby nic narzucić mojej rodzinie. Wszystkie dzieci zdrowie, urodziwe i bardzo utalentowane.
Gdy miałam 10 lat moja mama zachorowała na schizofrenie. W jej przypadku objawialo się to obsesja na punkcie religii, religijnych obrazow, figur i obrzedow. Miała również halucynacje i robiła różne dziwne rzeczy. wszystko to mnie, jako małe dziecko, przerażało. ostatecznie mama trafiła do szpitala, a my zostaliśmy pod opieką taty, który pracował cały czas oraz dziadkow, którzy próbowali wychować nas stosując metodę kija zamiast marchewki. lata zaniedbania fizycznego i psychocznego oraz brak jakiejkolwiek więzi emocjonalnej z rodziną spowodowaly że wyroslam na nastolatke zbuntowana, siedzącą w grzechach po uszach i czującą się  nie kochaną i nie akceptowaną przez nikogo.
Wiele razy slyszalam, ze nie umiem kochac, jestem egoistyczna i ze jak się nie poprawie to skończę tak jak mama. Wierzyłam w istnienie Boga, ale Kościół oraz religia wywoływały we mnie okropne uczucie złości i bezradności.
Pierwszy raz wpadłam w depresję w wieku 17 lat i wtedy też zaczęłam brać leki. zaczęło się od strachu przed nieistnienieniem i śmiercią. był to też pierwszy też kiedy „wrocilam” do Boga. w moim wydaniu polegało to na tym,że tak się przestraszylam potępienia, że postanowiłam nigdy więcej nie grzeszyc. Modlilam sie, chodzilam na msze, do spowiedzi ale w środku nie czulam żadnej relacji z Bogiem.
Po jakimś czasie zaczęłam się spotykać z najbardziej świętym chłopakiem na ziemi. wymarzylam sobie ślub, dzieci, całą przyszłość. cieszyłam się za przynajmniej zachowam swoje dziewictwo do slubu. Lata mijaly, a mój chłopak jakoś nie bardzo miał ochotę się ożenić. nie będę to opowiadać całej historii.
byliśmy razem 5.5 roku a w między czasie czulam się dla niego nieatrakcyjna, wiele razy się zakochiwalam w innych ale trwalam myslac ze to ten jeden jedyny wybrany przez Boga. Bałam się rozstania bo myślałam że nikt inny mnie nie zaakceptuje… no i bałam się grzechu. Kulminacyjny moment nadszedł rok temu gdy poznałam pewnego mężczyznę w pracy. Od razu nas coś połączyło. Walczylam jeszcze z tym uczuciem dla jak mi się wydawało większego dobra, ale skończyło sie totalnym zalamaniem, psychozą i ogólnie panicznym strachem przed Bogiem. ostatecznie rozstalam się z moim chłopakieml. zawalilam studia, prace, życie. Rodzice wraz ze swoją lękliwą religijnoscia wcale mi nie pomagali. przez poł roku bałam się wyjść z domu, a od ilości odsesyjnych myśli bolała mnie glowa. wiele razy myślałam o samobójstwie ale strach przed piekłem mnie od tego trzymał z daleka.
Przez ten cały czas mężczyzna poznany w pracy na delegacji był przy mnie i mi pomagał.
jeszcze w czerwcu tego roku czułam się złe. Nasze relacje się pogłebiały a strach przed Bogiem rosł. bałam się wszystkiego.
Gdzieś przeczytałam o św Ricie, że pomaga w sprawach beznadziejnych. Uchwycilam się tego jak ostatniej deski ratunku. starałam się wybierać intencję jak najbardziej ogólne bo bałam się ze nawet intencje złe wybiorę. jakoś po miesiącu zaczęło być lepiej. Wcześniej slyszlam już o NP ale nie umiałam odmówić jednej dziesiątki bez przysypiania a co dopiero całego różanieca. Zaczęłam rozumieć ze to co się ze mną dzieje nie jest normalne. bardzo pomogła mi w tym terapia. trafiłam na wspaniałą terapeutke. Relacja z moim aktualnym chłopakiem (tym z pracy) zaczęła się rozwijać w dobrym kierunku i zrozumiałam że go kocham. ale bałam się ze Bogu to się nie spodoba. więc się modlilam i modlilam i tak zaczęłam odmawiać nowennę w intencji miłości i odwagi potrzebnej do małżeństwa dla mnie i dla niego. dodam do tego ze on jest niewierzących, ale nie neguje ani moich problemów ani potrzeby modlitwy.
Jak już wspomniałam jestem w części dziękczynnej. jeszcze moja prosba nie została spelniona i nie wiem czy zostanie, ale stałam się spokojniejsza, rzadziej mam napady lęku, zaczęłam żyć, kończę moje studia, zaczynam pracę. może moje życie nie jest idealnie czyste i blisko Boga, ale czuję się lepiej. A mój wybranek daje mi milosc i poczucie bezpieczeństwa, którego nie miałam całe życie. w mojej rodzinie też jest nieco lepiej. Mam wielką nadzieję że Matka Boża mi pomoże. Dziękuję wszystkim za świadectwa. Jeśli ktoś dobrnął do końca tego tekstu to proszę o chociaż krótką modlitwę za mnie i  moja rodzinę. Z Bogiem!

2 myśli na temat „A. – LIST: Zaczęłam żyć

A Ty co o tym myślisz? Napisz!