Szymon: O nieczystości i nadziei

Drugiego lipca tego roku podjąłem modlitwę w ramach Nowenny Pompejańskiej z prośbą o uwolnienie od grzechów nieczystości. Tak ustalony cel okazał się jednak celem zaledwie pośrednim. Moja intencja tuż przed rozpoczęciem modlitwy jak gdyby samoistnie, tj. bez żadnego świadomego działania, skrystalizowała się bowiem do mocno tajemniczego pragnienia, które – jak zdołałem ustalić – nie zawierało w sobie wiary w uzdrowienie, a – co się okazało – potrzebę czegoś większego.

W gruncie rzeczy mój problem nie różnił się znacząco od książkowych opisów uzależnienia, z czego zdawałem sobie sprawę całkiem dobrze. Skłonność do autoerotyzmu tłumaczyłem samotnością; potrzebą odreagowania i bezsilnością, choć znałem również jej duchowe przyczyny – lenistwo, pychę i niekonsekwentność, co przełożyło się na brak dyscypliny w modlitwie, bo wszystko, co warto zaznaczyć, runęło w chwili, gdy przekonany o sile autonomii swej wiary porzuciłem codzienny Różaniec. Ten bezwstydny i kompletnie degradujący bunt próżności okazał się główną przyczyną całego szeregu późniejszych upadków, dlatego podczas Nowenny postanowiłem tę dyscyplinę odbudować, ale już nie z fałszywą wzniosłością egoizmu, lecz w uniżeniu, zaczynając m.in. od codziennej lektury Ewangelii. I tak też pewnego wieczoru, jeszcze podczas części błagalnej, dotarłem do fragmentu, gdzie Chrystus wygłasza słynne Kazanie na górze.

W swoim życiu rozmyślałem na temat ośmiu błogosławieństw wielokrotnie, jednak dopiero tamto skupienie zaowocowało wrażliwością, która pozwoliła na ustalenie owej nurtującej potrzeby, o której pisałem na początku. Tak więc sunąłem wzrokiem po kolejnych zdaniach jak po sztandarach, gdy jedno z nich – nietrudno chyba zgadnąć które – wydało się inne niż dotychczas. Jezus powiedział: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”, a w mojej głowie zupełnie znikąd powstała dociekliwość o nagrodę zobaczenia Boga. Ta nagroda dla każdego błogosławieństwa jest inna, ale tylko naprzeciw czystości stoi obietnica podjęcia relacji z Panem w sposób tak unikalny, bo przecież, jak podaje św. Jan, „Boga nikt nigdy nie widział”.

Sens czystości skierowany wyłącznie na Boga wydał mi się w pierwszej chwili wprost zdumiewający. Puenty nie stanowiło tutaj bowiem osiągnięcie czystości jako takiej. Nie szacunek w obcowaniu z kobietami ani też zachowanie elementarnego porządku w relacji do swej godności, ale możliwość oglądania Pana. To zwrócenie do Niego i jakby ominięcie problemu, z którym nie umiałem sobie poradzić, okazało się swego rodzaju kluczem do zrozumienia pojęcia czystości, a więc patrzenia na Boga samego w sobie, jak również w drugim człowieku, dlatego pozostawiłem troskę o grzeszność i zapaliłem się ową szansą patrzenia, widzenia w czystości. Owa nadzieja spotkania, stając się zasadniczą intencją, skruszyła mój problem. Ową nadzieją była i jest w dalszym ciągu Maryja, i rozkwit tej nadziei z całą pewnością zasługuje na opis o wiele bardziej rozległy, ale w przejęciu całym wydarzeniem nie jestem w stanie napisać nic ponad to, że rankiem, pierwszego dnia po zakończeniu części dziękczynnej, obudziłem się inny; na tyle różny, że dopiero w trzy dni później byłem w stanie zauważyć, że nie ma już we mnie obscenicznych pragnień. Niech to wystarczy.

Nieczystość odeszła jak sen.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

14 myśli na temat „Szymon: O nieczystości i nadziei

  1. Bardzo jestem wdzięczny za to świadectwo. Mam 20 lat i od 7 lat problem z nieczystością. Dewastuje mnie ten grzech niemiłosiernie i nie potrafię z tego wyjść. Dodatkowo nie umiem do końca uwierzyć, że Pan Bóg mi te grzechy wybacza i że będzie mi kiedyś dane stworzyć związek, założyć rodzinę, Czuję, że nie jestem tego godny. Twój wpis podnosi mnie trochę na duchu, dzięki. Cieszę się, że Tobie się udało z tego wyjść, ja właśnie skończyłem część błagalną mojej pierwszej w życiu Nowenny Pompejańskiej. Mam nadzieję, że też będę wolny.

    Gratuluję i życzę wszystkiego dobrego. 🙂

  2. To nie tylko przepiekne świadectwo o owocach modlitwy, ale również rzadkie dzisiaj świadectwo posługiwania się pięknym,literackim językiem. Chwała Panu!

  3. No i po co to filozofowanie?Nie mozna bylo krocej i prosciej napisac?To nie praca dyplomowa lub inne…Swiadectwo nie powinno byc zawile tylko latwe i proste w zrozumieniu dla wszystkich czytajacych poniewaz jest dlugie i zakrecone.W niewielu slowach zamknij wiele tresci – odnosze sie do tego bo to prawda.Wyrazam tylko swoje zdanie zyczac Tobie Blogoslawienstwa Bozego!

  4. Nie jestem zlosliwa i wszystko rozumiem,Stwierdzam tylko fakt po co ten popis ze strony Szymona.Najwazniejsze powinno byc przeslanie i tego sie trzymajmy.Wszystkiego dobrego wszystkim zycze!

    • A może Szymon ma po prostu talent. Pisanie i wyrażanie uczyć w taki sposób jest dla niego normalne i nie umie inaczej. Ja czytałam to z wielką przyjemnością. Chciałabym umieć tak używać zdań wielokrotnie złożonych 🙂

A Ty co o tym myślisz? Napisz!