K – LIST: Jak zdałam prawo jazdy z pomocą Świętej Rodziny

Urodziłam się w rodzinie kierowców-wujkowie mają swoje firmy transportowe, tata także rozwozi różne towary na dalekie odległości. Na prawo jazdy zapisałam się już w kwietniu (bałam się, że braknie dla mnie miejsca) jednak wykłady mogłam rozpocząć dopiero w czerwcu. Zapisałam się do chwalonej w okolicy szkoły nauki jazdy. Jednakże lekcje nauki jazdy chciałam mieć z nieco innym instruktorem-po prostu słyszałam o nim mnóstwo świetnych opinii. Niestety, dostał mi się inny instruktor-nerwowy, bardzo mocno krytykujący każdy najmniejszy błąd, ogólnie rzecz biorąc mało sympatyczny. Na pierwszych godzinach szło mi nawet nieźle, lecz z każdą kolejną godziną mój instruktor krytykował mnie coraz bardziej. Na ostatniej jeździe po mieście, w którym miałam zdawać egzamin powiedział: „może jakimś cudem uda ci się do zdać „-po tych słowach byłam załamana. Tego samego dnia dowiedziałam się, że główne drogi owego miasta w dzień mojego egzaminu będą zamknięte. Nie czułam się z tym dobrze, ponieważ na właśnie tych drogach, skrzyżowaniach i rondach spędziłam najwięcej czasu podczas nauki jazdy. Wiedziałam, że nie jestem wybitnym kierowcą. Nie potrafiłam skoncentrować się na tyle, by podczas jazdy zauważyć wszystkie ważne elementy wokół mnie potrzebne do przepisowego i bezpiecznego poruszania się. Co najgorsze- w tym samym czasie co ja także moje znajome robiły prawo jazdy. Przyznam-chciałam być od nich lepsza, chociaż to ja miałam ostatnia z nas urodziny. Szczególnie zależało mi, by zdać wcześniej niż jedna z nich, która zawsze uważała się za lepszą od wszystkich i na każdym kroku próbowała mnie ośmieszyć. Pewnego dnia w autobusie przy naszych znajomych zaśmiała się ze mnie: „ja będę już sama jeździć po mieście a ty dopiero będzie się uczyć ruszać”. Przez słowa te i śmiech wszystkich wkoło zrobiło mi się bardzo przykro. Nigdy nie miałam zbyt wysokiej samooceny (w przeciwieństwie do wspomnianej koleżanki), lecz wtedy moje poczucie wartości spadło do zera.

Sekretarka w naszej szkole jazdy umówiła mnie na egzamin. Tego samego dnia (dwa tygodnie przez egzaminem-teoria i praktyka jednego dnia) zaczęłam się modlić bardziej niż dotychczas. Przez pierwszy tydzień odmawiałam 1 dziesiątek różańca w intencji zdania egzaminu (4 pozostałe odmawiałam w innych intencjach). Gdy został już tylko tydzień do egzaminu stres brał nade mną górę. Miałam okropne sny dotyczące owego strasznego dnia, nie miałam apetytu. Wtedy to zaczęłam poświęcać cały różaniec w intencji jak najszybszego zdania prawa jazdy. Dzień przed egzaminem modliłam się najdłużej-oprócz różańca prosiłam także Boga, by nie gniewał się na mnie, iż chcę zdać prawo jazdy wcześniej niż moje znajome. Przepraszałam Jezusa za moje grzechy (a miałam ich sporo) i prosiłam, by nie wpłynęły one na ostateczny wynik mojego egzaminu. Prosiłam Ducha Świętego, by mnie oświecał i prowadził, mojego anioła stróża, by pilnował mnie na drodze, Świętego Krzysztofa, o szczęśliwą podróż oraz Świętą Ritę o modlitwę za mnie. Egzamin miałam rano o 9. Oczywiście zaspałam. W domu miałam mało czasu. Dlatego też w drodze (konkretnie w busie) wyciągnęłam różaniec i znów modliłam się na nim prosząc Maryję o dobrego egzaminatora,o mądrość, skupienie, mniejszy stres.

W poczekalni przed egzaminem teoretycznym na moim telefonie włączyłam sobie ostatni raz testy (trafiłam wtedy na dość trudne pytania). O 9 weszłam do środka, zajęłam wyznaczony mi komputer i rozpoczęłam test. Nie uwierzcie- dostałam ogrom pytań takich samych jak te, które miałam na ostatnim teście robionym na poczekalni. Zakończyłam egzamin- 0 błędów! Z ulgą odetchnęłam- pierwsza część zaliczona! Został tylko egzamin praktyczny, albo raczej AŻ egzamin praktyczny. Myślałam, że będę na niego czekać z 2h. Zdziwiłam się, gdy po 10-ciuchy minutach od zdania teorii wywołano mnie do jazdy. Co ciekawe samochód, do którego mnie wywołano gdzieś się zapodział. Egzaminator był zdenerwowany- chciał już rozpocząć egzamin a auta jak nie byli tak nie ma. Wspomnę jeszcze, że na dworze był ogromny upał-37°C. Egzaminator kazał mi poczekać a sam poszedł szukać zaginionego auta. Był to dobry moment, by poprosić Boga jeszcze raz o pozytywny wynik egzaminu.

Ostatecznie wsiedliśmy do innego samochodu. Na łuku samochód zgasł mi. Dziwnym trafem mój egzaminator nie zauważył tego. Gdy wyjechałam na miasto czułam dziwny wewnętrzny spokój. Nigdy tak nie miałam. Widziałam wszystko co dzieje się na drodze, zawracałam uwagę na wszystkie znaki, wszystkich rowerzystów wyjeżdżających na przejazdy oraz powszechnie wchodzących na przejścia. Nigdy na drodze nie zauważałam aż tak dużo. Mój egzaminator przez całą drogę nie wyciągnął nawet owej egzaminacyjnej kartki. Dopiero po skończonej jeździe, gdy spokojnie zaparkowałam auto na placu manewrowym zaznaczył moje 0 błędów i oczywiście pozytywny wynik egzaminu. Pogratulował mi, powiedział, że nie ma żadnych zastrzeżeń co do mojej jazdy. Uradowana wyskoczyłam z samochodu. Tak!!! 0 błędów!!!! Zdałam egzamin równy miesiąc przed urodzinami!!!! Zdałam go szybciej niż moje znajome, co w tym momencie miało dla mnie najmniejsze znaczenie, ponieważ zastanawiał mnie mój spokój i brak stresu na drodze.

Wiedziałam, że tego wszystkiego nie dokonałam sama. Czułam, jak Ktoś mną prowadzi, jak Ktoś otwiera szeroko moje oczy, Ktoś mnie strzeże i mi podpowiada. Ostatnie słowa mojego instruktora były adekwatne do tego co się zdarzyło- jakimś CUDEM zdałam za pierwszym razem. Za to obiecałam Maryi, że zapiszę się do róży różańcowej, do której należy także moja mama (zapomniałam wspomnieć, że w ostatnim tygodniu przed egzaminem właśnie na takiej wspólnej modlitwie do naszej kochanej Mamy byłam), obiecałam Jej także, że po tym całym zdarzeniu pozostawię świadectwo. Oto właśnie ono- trochę długie ale warte przeczytania. 🙂

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

6 komentarzy do "K – LIST: Jak zdałam prawo jazdy z pomocą Świętej Rodziny"

Powiadom o
avatar
Magdalena
Gość
Magdalena

Gratuluję, brawo Ty 🙂
I ja zdałam prawo jazdy za pierwszym razem, to cudne uczucie! 🙂

Ewa
Gość

Tak. Świadectwo warte przeczytania 🙂 Wszystkiego dobrego, dobrze, że zaprzyjaźniłaś się z różańcem 🙂

Madzia
Gość
Madzia
Przyłączam się do gratulacji. Ja też złożyłam świadectwo,już dawno, ale się nie ukazało. Widocznie, nie wszyscy mają to szczęście. Co do egzaminu, dla mnie był to najgorszy egzamin w życiu a stres nieporównywalny z żadnym innym. Przeszłam swoistą drogę krzyżową zanim odebrałam upragniony plastik. Odmówiłam 4 nowenny pompejańskie a ponieważ w moim przypadku nowenny te okazały się bezskuteczne (za każdym razem wynik egzaminu negatywny), zwątpiłam w moc modlitwy. W dniu w którym zdałam wychodząc z poczekalni na plac manewrowy czułam się już tak obolała i poobijana tym zdawaniem, że w myślach stęknęłam tylko „JEZU RATUJ”. I ZDAŁAM. A WCZEŚNIEJ MODLIŁAM… Czytaj więcej »
Magdalena
Gość
Magdalena

Bo żeby zdać egzamin na prawo jazdy, to oprócz modlitwy trzeba też umieć poradzić sobie za kółkiem;-)

Gosia
Gość

Szerokiej i bezpiecznej drogi 🙂 Niech Matka Boska zawsze Cie prowadzi 🙂 Ja dopiero czekam na mój pierwszy egzamin na prawo jazdy, modlę się i wierzę , ze też się uda 😉

basiennka
Gość
basiennka

Też dzięki Maryi doświadczyłam tego niewytłumaczalnego pokoju serca w czasie egzaminu na prawo jazdy i na przekór niedowiarkom, otrzymałam łaskę zdania za pierwszym razem, a już 21 dni po zdaniu egzaminu w Święto Maryjne otrzymałam samochód. Pan Bóg lubi zaskakiwać nas swoją miłością.
Madziu może w tych słowach Jezu Ratuj – uwierzyłaś i się stało według Twojej wiary.

wpDiscuz

Wyjatkowe kompendium o
nowennie pompejańskiej:

Tylko teraz otrzymasz… 
drugi egzemplarz za 1 grosz!

A może tak chcesz otrzymywać co piątek
powiadomienia o nowych świadectwach?

TAKalboNIE
…a więc zapisz się już teraz do powiadomień:
A teraz odbierz pocztę i kliknij łącze potwierdzające

Zamknij