Marta – LIST: Ufaj, córko!

Nie mam siły. Odmawiam obecnie trzecią nowennę. Nie stać mnie dzisiaj na to, żeby na nowo opisywać wszystkie szczegóły mojej historii. Do Boga zwróciłam się po powrocie do kraju z zagranicy w intencji mojej i ukochanej osoby o zachowanie naszej relacji. W trakcie nowenny znajomość całkiem się rozpadła i chyba najbardziej boli, że nie utrzymujemy już żadnych kontaktów. Ciężko też ruszyć do przodu, bo temat pozostał jakby niezamknięty, nie było pożegnania. W ogóle nic nie było. Obojętna cisza.

Drugą nowennę rozpoczęłam modląc się o jego nawrócenie (to osoba niewierząca, nieochrzczona). Tak tak. Oczywiście intencja wynikała z mojego małego egoizmu. Nawróci się, to wróci. Albo lepiej, niech wróci, to ja go nawrócę. Tak. Będę prosić Boga aż wyproszę. Mojej wiary starczy za nas dwoje. No pewnie. Ale co ja mogę nawracać, jak sama jestem takim niedowiarkiem, że nie wiem. Wreszcie to do mnie dotarło (chwilę to trwało), więc prosiłam Matkę Bożą, żeby go tylko miała w opiece i czuwała zawsze nad nim. Nie wiem, widocznie tak miało być. Może on potrzebował tej modlitwy. Myślę, że intencja sama w sobie nie była zła, tylko że nawrócenie nie musi iść w parze z naszym pojednaniem i z tym już trudniej się pogodzić (myślę, że wiele dziewczyn piszących tutaj tak ma).

A może to ja bardziej potrzebowałam tej modlitwy. To znaczy na pewno tak. Można powiedzieć, że po 22 latach życia pierwszy raz mam głęboką świadomość tego, że Bóg jest przy mnie, we wszystkich tych cierpieniach. Ale czasami czuję, że wariuję. Bo przez te trzy miesiące modlitwy wreszcie uświadomiłam sobie, że gra toczy się tutaj tak naprawdę o mnie. Z tego złamanego serca narodziło się w mojej głowie wiele pytań o własną tożsamość, sens życia, o wiarę. Tylko że to wszystko mnie przerasta. A kiedy już myślę, że dłużej tego nie zniosę i wyję w samotności jak wilk do księżyca, pojawiają się zawsze jakieś słowa nadziei. Ostatnio, kiedy byłam już na skraju wyczerpania, nazajutrz rankiem przez o.Szustaka przyszło do mnie Słowo „Ufaj, córko, Pan nieba obdarzy cię radością w miejsce twego smutku”. No to ufam i czekam, choć bardzo się niecierpliwię. Trochę taka wątpiąca ufność, ale mówię sobie: będzie dobrze.

Generalnie mój obecny stan ducha, to jakby burza, z chwilowymi przejaśnieniami. A potem, żeby nie było za dobrze, to jakiś konkretny wieczorny piorun. No nie wiem, co dodać. W sumie to dzisiaj znowu mały wielki kryzys, więc bardzo proszę o modlitwę za mnie. Ostatnio ksiądz na spowiedzi powiedział mi, że będzie się za mnie modlił przez dwa wieczory i że mówi mi to, żebym miała świadomość, że nie jestem z tym sama. I naprawdę czułam tę modlitwę.

Obecną nowennę odmawiam za siebie. Mój stan psychiczny trochę się polepszył, bo rozważanie przez 1,5 godziny dziennie poprzednich dwóch intencji nie dawało mi zapomnieć o ukochanym ani na chwilę. Taka rozpacz 24/7. Wciąż się za niego modlę, o różnych porach dnia, ale chyba muszę się najpierw uporać sama ze sobą, więc czas poświęcony na różaniec rezerwuję na razie tylko dla siebie. Chyba jest trochę lepiej, ale z drugiej strony wszystkie moje grzechy i upadki bolą mnie dwa razy mocniej. Ileż razy można spowiadać się z tego samego? No wiem wiem, nie trzeba nic mówić. Ale to ciągnie się już tak długo, że czekam tylko na cud, bo sama sobie z tym nie poradzę. Modlę się, aby pewne błędy przestały się powtarzać, ale na tej modlitwie i pragnieniu się kończy.

No i chyba najbardziej dobija mnie to, że czuję się porzucona i niekochana. Tak po ludzku. Chociaż wiem, że tak naprawdę tak nie jest. Ale tak naprawdę to ja sama chyba nie umiem kochać, choć czuję, że mam w sobie wiele miłości. Tylko że poprzez tajemnice różańca dopiero się jej uczę. Ale to chyba będzie długa droga.

W każdym razie, każdego, kto ma czas i siłę, proszę dziś o wspomnienie mnie w modlitwie. Dobro wraca. A ja tymczasem wracam do ufania.

7 myśli na temat „Marta – LIST: Ufaj, córko!

  1. Pomodlę się za ciebie i wierz mi że to proces twojego uzdrawiania przez Boga, dlatego takie burze i wewnętrzne poruszenia, mam teraz właśnie taki okres gdyż modlę się o uzdrowienia moje własne, ciężko jest przez to przejść ale poddaję się temu oczyszczaniu. Pozostaje z tobą w modlitwie. Pozdrowienia.

  2. Mam wrażenie, że czytam o sobie. Jestem dokładnie w takiej samej sytuacji i doskonale Cię rozumiem. Tylko to dopiero moja pierwsza nowenna. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Kiedy już się podnoszę i mam wrażenie, że jest lepiej, to coś nagle jakby mnie odciąga od tej mojej ufności. Pojawiają się dziwne myśli i zwątpienie. I znowu ogarnia mnie smutek i cierpienie. Walczę z tym ale jest ciężko. Pomodlę się za Ciebie 🙂

  3. Ja też się pomodlę. Ech mam to samo. Tyle że ja tkwię w relacji z chłopakiem którego chyba nie chcę, czuję się samotna i z nim i bez niego. Potrafimy nie odzywać się do siebie przez kilka dni a ja nie tęsknie. I ja i on jesteśmy samotni i rozbici, nie umiemy zawalczyć o siebie. Moim chlebem powszednim jest samotność i błaganie Boga żeby zrobił coś z moim życiem. mam już 29 lat i uchodzę za wesołą, lubianą osobę do której wzdychają mężczyźni, a ja jestem tak samotna że aż staje się to ponad siły. I wiem że wielu ludzi tak ma.

  4. Droga Marto, wiem co czujesz. Jestem od Ciebie kilka lat starsza, ale przechodzę przez to samo i tak jak Ty widzę jak Pan Bóg mnie uzdrawia w moich intencjach. Pierwsza z nich była o to żebym mogła z nim być. Wszystko co było piękne się rozsypało łącznie ze mną. Życie osobiste mi legło w gruzach i w dodatku zaczęły się problemy na studiach, ale stwierdziłam, że nie poddam się. Druga intencja była o umocnienie naszej relacji i wierzę, że będzie wysluchana, a trzecia jest o potrzebne łaski dla tego chłopaka. Widzę, jak moje egoistyczne myślenie się zmienia. Jak zmienia się moja „miłość” do niego od tej, która wręcz pożądała do tej w której pragnę dla niego wszelkiego dobra, bo jest tak wyjątkowy! Moja modlitwa za niego przynosi mi radość, że w taki sposób mogę być swoim sercem przy nim. A przecież modlitwa za bliźniego jest i tak naszym obowiązkiem. Jednocześnie wierze, że nikt w naszym życiu nie jest przypadkowy. Więc mam nadzieje, że on pozostanie w nim na dłużej, jakoś…
    Jesteś Marto mi bardzo bliska 🙂 Pomodlę się za Ciebie i również proszę – westchnij do Mamy o mnie!

  5. Dziękuję wszystkim za słowa i modlitwę, będę o Was pamiętać. Trudno jest mi tutaj pisać, bo nie da się tak wszystkiego dobrze wyrazić, kiedy sama juz nic z tego nie rozumiem.

    Staram się powierzać wszystkie zmartwienia Bogu, ale czasami naprawdę tracę już nadzieję na to, że coś się we mnie zmieni. Trudno jest się z tym wszystkim pogodzić.

    Ostatnio Bóg pomaga mi we wszystkich sprawach, które przestaly byc dla mnie ważne, ocalił wszystko, co byłam gotowa już poświęcić. Tak jakby nie chcial mnie juz dobijać z innych stron.

    Wiem, że On jest w tym ze mną, że słucha, ale w mojej modlitwie czuję się bardzo samotna.. Nie moja, lecz Twoja wola. Powiedzieć dość łatwo.. Ale strasznie boli, kiedy moja wola jest tak daleka od Twojej.

    Proszę tylko o ten spokój i ufność, którymi przepełnione jest tak wiele osób tu piszących. To piękne. Tak bardzo mi tego brakuje.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!