Malgorzata – LIST: Nadzieja w różańcu

W życiu łatwiej wierzyć, łatwiej mieć nadzieję, gdy wszystko układa się po naszej myśli, gdy mamy przyjaciół, gdy jesteśmy kochani, gdy idziemy po prostej drodze i czasami mamy nawet z górki. Znacznie trudniej, gdy ciągle mamy pod górę i gdy dochodząc do szczytu spostrzegamy, że ta góra jest o wiele większa, a szczyt jeszcze dalej.Swoją pierwszą nowennę odmówiłam około czterech lat temu, a było to po przeczytaniu książki Bartolo Longo „Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego”. Książka ta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Dotychczas odmówiłam XVI nowenn, jestem w trakcie odmawiania XVII. Nowenny odmawiałam w różnych intencjach, niektóre owoce tych nowenn były widoczne bardzo szybko, inne spełniały się później, jeszcze inne nie wiem czy się spełniły bo dotyczą np. dusz czyśćcowych. Zawsze wierzyłam w pomoc Królowej Różańca Świętego, polecałam jej wstawiennictwu sprawy trudne oraz dziękowałam za łaski (dziękowałam rzadziej niż prosiłam, może zbyt rzadko).
W trakcie odmawiania przeze mnie XV nowenny, w której prosiłam Matkę Najświętszą o błogosławieństwo dla wszystkich ludzi, którzy uważają mnie za wroga (których w sposób świadomy lub nieświadomy skrzywdziłam) spadło na naszą rodzinę straszliwe nieszczęście. Mój ukochany, najmłodszy brat, którego niejednokrotnie polecałam opiece Matki Bożej, popełnił samobójstwo. Było to w niedzielę palmową. Nie wystarczyła mu miłość matki, rodzeństwa, zależało mu na miłości żony, która zostawiła go tuż przed świętami Bożego Narodzenia i utrudniała kontakty z dziećmi. Zamiast cieszyć się na nadchodzące święta, my z bólem musieliśmy żegnać brata. Święta były bardzo smutne, nie potrafiłam zrozumieć dlaczego?. To pytanie będzie towarzyszyło mi już chyba do końca życia, pomimo tego, że wiem iż BOGU PYTAŃ SIĘ NIE ZADAJE, PRZYJMUJE SIĘ TO CO BÓG DAJE. Przeżyłam swego rodzaju załamanie w wierze, dokończyłam odmawianą nowennę, a w poniedziałek wielkanocny rozpoczęłam nowennę pompejańską w intencji mojego zmarłego brata z prośbą o miłosierdzie dla niego i dar nieba (o ile w takich przypadkach niebo w ogóle jest możliwe). Była to najtrudniejsza nowenna, wylałam mnóstwo łez, ale ją dokończyłam, mam też nadzieję, że przez to pomogłam bratu. Po nowennie za brata nie mogłam zacząć kolejnej nowenny.
Zdaję sobie sprawę, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej, pustki po bracie nic nie wypełni, wszyscy jednak musimy nauczyć się żyć bez niego ale mieć go zawsze w swojej pamięci. Na nowo musimy uczyć się cieszyć życiem danym nam przez Dobrego Boga. Dzisiaj mija trzeci miesiąc, kiedy widziałam brata po raz ostatni.
Po trzech tygodniach zaczęłam odmawiać kolejną nowennę, tym razem w intencji córki, z prośbą o potrzebne dla niej łaski.
Wydaje mi się, że kupując cztery lata temu książkę „Cuda i łaski…”, Maryja przygotowywała mnie na cierpienie jakie musiałam przeżyć. Mam nadzieję, że ona pomoże naszej rodzinie przetrwać ten trudny czas, doda nam sił do dalszego życia. Pomimo wielu trudności jakie przychodzi nam dźwigać każdego dnia, jedno wiem na pewno: RÓŻANIEC JEST NASZĄ NADZIEJĄ i warto poświęcić godzinę z naszego dnia codziennego, by oddać swoje troski i kłopoty Maryi.
Proszę wszystkich, którzy tu zajrzą o jedno „Zdrowaś Maryjo ….” w intencji mojego brata.

Opt In Image
Regularny biuletyn pompejański!
Otrzymuj wiadomości pompejańskie na e-mail

Zapisując się do tego bezpłatnego biuletynu, będziesz otrzymywać informacje związane z nowenną pompejańską, Pompejami, sanktuarium w Pompejach, ważnymi wydarzeniami oraz wyjątkowymi promocjami. 

Zostań z nami w kontakcie!

 

22 myśli na temat „Malgorzata – LIST: Nadzieja w różańcu

  1. hciałam Ci powiedzieć byś się nie załamywała. Samobójstwo straszna rzecz ale Bóg daje możliwość zbawienia takim osobom. Żal doskonały w momencie śmierci daje możliwość zbawienia. Katechizm Kościoła Katolickiego też dopuszcza taką możliwość by samobójca był zbawiony. Myślę że Twój brat należy do tych „szczęśliwcow” że mimo wszystko łaski zbawienia dostapi.
    Jego osąd sytuacji był zburzony emocje wzięły górę, pewnie doszła do tego depresja i gotowe.
    Cieszy mnie fakt że stało się to podczas Nowenny Pompejańskiej ( nie zrozum mnie źle). Ja sądzę że ta cała nowenna poszła w intencji „dobrej śmierci ” Twojego brata, myślę że Maryja przed Synem wyjechała mu łaskę skruchy serca i żalu doskonałego. Nie martw się! Zamów za brata Msze Gregoriańskie. Wydatek 1500 zł ale w tym przypadku pieniądze nie mają znaczenia.
    Zapraszam na Facebooku do pogotowia modlitewnego za dusze w czyśćcu cierpiące. Prowadzi je Beata Grabska- ona się interesuje tą tematyką jest oczytana. Są Ci większe wsparcie i radę jak jeszcze ponoć Bratu. Nie trać nadzieji! Maryja miała go w swojej opiece.

  2. Małgorzato,pomodliłam się za Twojego Brata,zresztą często modlę się w intencji samobójców.
    Do św.Marii Jana Vianney przyszłą kobieta,która b.płakała.Opowiedziała księdzu ,że mąż popełnił samobójstwo skacząc z mostu do rzeki i ona bardzo się martwi,że będzie potępiony,a Święty odpowiedział :”między mostem a rzeką jest MIŁOSIERDZIE BOŻE „.Wiem,że ból po zmarłym Bracie jest wielki,ale ufaj,że między pętlą ,a szyją Brata było Miłosierdzie Boże.

  3. Pomodliłam się za duszę Twojego brata dziś na mszy św. Niech Jezus i Maryja utulą Was w bólu.Nigdy nie wiemy jakie są ostatnie myśli osoby tak odchodzacej, ułamki sekundy wystarczą na wzbudzenie żalu doskonałego…. Szczęść Wam Boże!

  4. Dziękuję wszystkim za modlitwę oraz słowa otuchy, bardzo wiele znaczy dla mnie każde wsparcie. Niech Bóg Wam wynagrodzi

  5. Ja też pomodliłam się jak prosiłaś i muszę powiedzieć że kiedyś modliłam się NP za nawrócenie mojego umierającego na raka wujka który nie chciał nawet słyszeć o Kościele i spowiedzi, zdołałam wymodlić tylko to a może aż to że zgodził się przyjąć różaniec który przywiozłam z Medjugorje zrobiony z kamieni z góry Podbrdo, z tym różańcem został pochowany. Myślę że to było koło ratunkowe od Matki Bożej. Myślę również że skoro tyle razy polecałaś brata Matce Bożej to nie mogła go opuścić w chwili śmierci. Bądź dobrej myśli.

  6. Pani Małgosiu, pomodliłam się za Pani brata i za całą Waszą rodzinę. Przyznam,że na początku tego roku miałam trochę podobną sytuację – samobójstwo popełnił ktoś bardzo mi bliski,kogo kochałam ( spoza rodziny) Motywy były podobne- nieudane małżeństwo, rozłąka z dziećmi, depresja, smutek, oddalenie od Boga i wiele innych strasznych rzeczy. Powierzałam Tego człowieka i jego ciężkie problemy Matce Bożej, wiele modliłam się o nawrócenie i uporządkowanie życia…odmówiłam nawet NP (ok 1,5 roku temu) ale w sposób wyraźny nie było poprawy ( w moim rozumieniu). Na początku tego roku kłopoty tego człowieka tak się nawarstwiły, że podjął decyzję aby odebrać sobie ziemskie życie… Ogromnie to przeżyłam i prawdę mówiąc- przeżywam nadal. Tym bardziej rozumiem Pani sytuację i z serca Pani współczuję… Kiedy godzinami modliłam się i płakałam w kościele podeszła do mnie kobieta, która z innymi osobami zaproponowała,że się nade mną pomodlą. Później dała mi do przeczytania książkę – ANNA „świadkowie Bożego Miłosierdzia” …przyznam,że czytałam ją i modliłam się tymi słowami,które tam były. To opowieść ludzi, którzy przeszli już do wiecznego Życia i dzielą się z nami bezcenną wiedzą o śmierci i tym,co po niej nastąpiło ( w ich przypadku,bo każda historia jest inna) Jest to piękne i mocne świadectwo Bożego Miłosierdzia i naprawdę polecam je przeczytać ( do kupienia w księgarniach katolickich, książka ma pozwolenie władzy kościelnej na druk) Druga sprawa- to ofiarowanie Mszy świętych i wszelakich odpustów za zmarłych. Ja podjęłam się przyjęcia tylu Komunii św.ile ten człowiek miał lat a dodatkowo tyle samo Mszy świętych zamówiono za jego duszę. Spowiednik powiedział mi też,że warto z miłości do duszy tego człowieka ofiarować dobre uczynki, które on mógłby zrobić,gdyby żył jeszcze na ziemi. Co ważne- to mogą być naprawdę małe rzeczy, cierpliwe znoszenie codzienności i ofiarowanie ich z miłością dla duszy zmarłego. Miłość ma wielką moc!!! Miłość jest mocniejsza niż śmierć i proszę mi wierzyć- dusze potrafią się odwdzięczyć i miłość ta jest wzajemna. Miłość Pani brata do Pani teraz jest piękniejsza i czystsza niż kiedykolwiek!! Proszę wspominać go ciepło, pamiętać w modlitwie i przez ręce i Niepokalane Serce Maryi- ofiarować wszystko Bogu w intencji brata i dusz czyśccowych. Warto też wylać egzorcyzmowaną wodę i sól w miejscu,gdzie brat zginął aby Bóg w swoim miłosierdziu to miejsce uczynił przestrzenią Jego zbawczego działania ( szczególnie wbrew ludzkiemu mniemaniu)
    Niech Bóg ma Was w swojej opiece!

    • Dziękuję Ss Twoje słowa napełniają otuchą, dziękuję za wsparcie i zrozumienie. Nikt kto tego nie doświadczył nie umie zrozumieć bólu i żalu jaki pozostaje. Twoje słowa sprawiły,że w moim sercu zaczęła kiełkować nadzieja, że nasze modlitwy zostaną wysłuchane. Moja miłość do brata jest teraz jeszcze bardziej mocna niż za jego życia, choć za życia też bardzo mocno byliśmy ze sobą związani. Bóg zapłać za Twoje słowa dające nadzieję.

  7. Maria Simma pisała że samobójcy po śmierci odbywają taką karę nie tylko za swoje grzechy ale za to że odebrali sobie skrócili święte życie dane im przez Pana Boga.Oprócz tego karę ponoszą ci którzy się do tego przyczynili.

  8. Małgosiu, dokładnie taką samą sytuację mieliśmy w rodzinie. Mój kuzyn po rozwodzie z żoną która utrudniała my kontakty z synem wpadł w depresję a po roku się powiesił. My wiemy że on chodził do spowiedzi i komunii świętej. To nie prawda że wszyscy samobójcy zostają potępieni. Stan w którym ci ludzie popełniają samobójstwo jest zazwyczaj pewnym stanem na który oni sami nie mieli wpływu lub nie umieli sobie poradzić z tym. Tak, muszą oni odpokutować lata życia które sobie odebrali ale my możemy im te lata skrócić przez ciągłą modlitwę za nich. Jak napisał Grzegorz kara dosięgnie też te osoby które się do tego przyczyniły.

    • Dziękuję Edyto, za wsparcie. Mam nadzieję, że dobre uczynki mojego brata i nasze modlitwy, które zanosimy za brata do Miłosiernego Boga wyproszą łaskę nieba dla niego. Z panem Bogiem.

  9. Droga Małgosiu!Doskonale Cię ROZUMIEM,ponieważ mój Ś.P.BRAT Mateusz,też jest na tamtym świecie,z powodu tego samego ,co Twój Ś.P.BRAT>tragiczna ,fatalna śmierć,po
    wielu smutkach, dramatycznych przeżyciach……miał 44 lata….NIKT z ludzi,którzy tego nie przeżyli,NIE ZROZUMIE NAS tak do końca….Jedynie JEZUS i BÓG,KTÓRY WSZYSTKO WIDZI,SŁYSZY I CZYTA W SERCACH , potrafi tych ZMARŁYCH,często niekochanych,wrażliwych ,dobrych i delikatnych,kruchych psychicznie zmarłych tą straszną śmiercią ,ZROZUMIEĆ!!!!!I tylko ON,PAN ŻYCIA I ŚMIERCI,ma prawo SĄDZIĆ I OCENIAĆ!!!
    Mam w sercu i pamięci TWOJEGO ZMARŁEGO BRATA!!!!Podaj mi JEGO IMIĘ,żebym
    mogła się za NIEGO pomodlić.DZIĘKUJĘ CI.NIECH CIEBIE ,JEGO DUSZĘ I Twoją RODZINĘ ,MARYJA I caŁe NIEBO , z BOGIEM OJCEM,mają w opiece.

    • Dziękuję Łucjo za Twoje słowa pociechy, mój św.p.brat miał na imię Mirosław i też miał 44 lata tak samo jak Twój św.p.brat Mateusz. I ja również pomodlę się za Twojego brata Mateusza. Niech Pan Bóg błogosławi Tobie i Twoim bliskim.

  10. Kochana Pani Małgosiu! Może to Pani przyniesie pocieszenie, że w życiu wielkiej mistyczki naszych czasów Marty Robin, której jedynym pokarmem była Komunia św przyjmowana co czwartek przez prawie pół wieku nic nie jadła i nie piła, zdarzyło się to co pani: jej Brat, nie mogąc wytrzymać cierpienia z powodu swojego nerwu twarzowego (jakieś jego zaburzenie) odebrał sobie zycie własną strzelbą myśliwską. Marcie wielokrotnie ukazywała się Matka Boska, sam Jezus i inni święci. Kiedy o tym ostatnio przeczytałam w internecie, zadałam sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego Bóg na to pozwolił, przecież Marta oddała mu wszystko, była całkowicie sparaliżowana i prawie ślepa…? Nie umarłą ze starości, ale zabił ją szatan, który przez wiele lat wcześniej ją dręczył (np. uderzał głową sparaliżowanej Marty o szafkę na oczach ludzi!). Aż w końcu Bóg pozwolił mu ją zabić (tak jak pozwolił mu zabić swego Syna…). Piszę o Marcie Robin, bo spotkało ją to co Panią i Pani Rodzinę: jej Brat odebrał sobie życie nie mogąc znieść bólu. Czy można myśleć, że Jezus odmówił Bratu Marty łaski zbawienia? Nie, chyba nie, nie mogę w to uwierzyć. Samobójstwo to ciężki grzech, ale tylko Bóg to osądzi, TYLKO ON zna wszystkie okoliczności (koleżanka z histopatologii powiedziała mi że kiedyś miała okazję wykonywać analizy skrawków mózgu młodego człowieka, który odebrał sobie życie i w przysadce stwierdziła obecność nowotworu, o którym pewnie ten człowiek nawet nie wiedział, ale musiał mieć z tego powodu ogromane zaburzenia hormonalne (ta część mózgu produkuje hormony) i to mogło go pchnąć do samobójstwa. Depresja to straszna choroba, wszystko wokół ok, a człowiekowi świat się wali na głowę, według innych bez powodu i dlatego nie mogą tego zrozumieć.

    Kolejna, obecnie żyjąca syryjska mistyczka Myrna, matka dwojga dzieci, miała widzenie Jezusa. Zapytał ją: Myrno, czy chcesz być otoczona chwałą? Myrna odpowiedziała że tak. Jezus uśmiechnął się na te słowa i zapytałm dalej: Myrno, czy chesz być otoczona chwałą przez stworzenie czy przez Stworzyciela? Przez Stworzyciela, odpowiedziała Myrna. To nie może się odbyć bez twojego ukrzyżowania, powiedział Jezus. To bardzo ważne słowa. Oczywiście, nie chodzi o ukrzyżowanie dosłowne ale o cierpienie, o ten krzyż, o którym Jezus mówi wielokrotnie w Ewangelii: Jeśli kto chce pójść za mną niech weżmie swój krzyż i niech mnie naśladuje. Tu chodzi o nasze cierpienie. Pani Matka przeżywa to samo co przeżywałą Maryja pod krzyżem trzymająca w ramionach martwego Jezusa, którego potem pochowała w grobie. Pani przeżywa to co Przyjaciele Jezusa, np. Maria Magdalena, która od zmysłów odchodziła z bólu pod krzyżem, a potem też uczestniczyła w pogrzebie Jezusa (któremu przecież winna byłą życie, bo to ON uratował ją przed ukamienowaniem!). Pani Małgosiu, Pani krzyż jest bardzo ciężki, cierpienie straszne. Ale może zamienić się ono w dobro, jeśli zostanie ofiarowane…

    Ja odmawiałam kolejną, już nie wiem którą NP, tym razem w intencji aby „sprawa pomiędzy moim mężem a moją teściową z którą mieszkamy, została rozwiązana (mój mąż ma dość swojej matki, która wtrącała się w nasze życie, w wychowanie naszego dziecka… do tego stopnia że nie chciało mu się do domu wracać…)”. 14 marca wracalismy z pracy samochodem 45 km jak zwykle odmawiałam NP (matka małego dziecka nie ma kiedy w domu …). Przed drzwiami naszego mieszkania skończyłam mówić Zdrowaś Maryjo, otworzyłam drzwi i … rozpętałą się wielka awantura… która prawie skonczyła się wyrzuceniem starej (80 lat) teściowej z domu! Do tej pory rodzina mojego męża traktuje mnie jak trędowatą, chociaż wreszcie tesciowa zaczęła się trzymać od nas na dystans. Ale nadal musimy ze sobą mieszkać bo nie mamy innego wyjścia, we mnie cały czas to jest w moim mężu też… Rodzina oczywiście jest przeciwko nam, a zwłaszcza mnie obcej. Jakże to mogło się stać, skoro przed drzwiami wybrzmiały jeszcze słowa modlitwy…? Z perspektywy widzę, że to była zemsta za to że parę dni wcześniej ofiarowałam siebie jako żertwę ofiarną w intencji grzeszników, uczyniłam siebie duszą-ofiarą. Nadal to podtrzymuję. A całe to wszystko traktuję i przyjmuję jako mój krzyż.

  11. Dziękuję Marto, pomimo tego iż sama nie masz łatwego życia potrafisz jeszcze pocieszać innych. Twoje słowa sprawiają, że zaczynam inaczej rozumieć to co nas spotkało. Pomodlę się za to, by w Twoim życiu zaświeciło Światło pochodzące od naszego Stwórcy. Niech Bóg błogosławi Tobie i Twoim bliskim.

  12. Pomodliłam się za Twojego brata. Ale nie jest prawdą, że wszyscy samobójcy są potępieni. Tylko tacy, którzy świadomie to,planowali zdecydowali się to uczynić. Twój brat nie potrafił poradzić sobie z problemem, cierpiał na depresję, która to choroba pchnęła go do takiego rozwiązania. Bóg mu wybaczy, bo chory człowiek nie ma świadomości konsekwencji tego czynu. Tak tłumaczył ksiądz, gdy zadano mu pytanie, czy samobójca może być zbawiony.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!