O.S: List – Pogubiłam się, zgrzeszyłam – to na pewno.

Moje problemy zaczęły się rok temu, kwiecień/maj 2016 i trwały dłużej niż sądziłam. Zakochałam się? Zauroczyłam? Chciałam być kochana? A może potrzebna? Pogubiłam się, zgrzeszyłam – to na pewno. Jestem tego świadoma. Ze wszystkich zdarzeń, najbardziej pamiętam swój ból i cierpienie.

Poznałam mężczyznę, który na pewien czas zawładną moim światem. Zaczęło się od rozmów. Rozmawialiśmy o wszystkim, mieliśmy dużo czasu. Spotykaliśmy się raz w tygodniu w sprawach służbowych. On miał dziewczynę, a ja męża. Nikt niczego nie oczekiwał. Staliśmy się znajomymi, którzy mogą o wszystkim porozmawiać. Naprawdę, bardzo szybko złapaliśmy dobry kontakt. Taki był początek, bardzo niewinny. Z pozoru taki był. Równolegle w moim życiu narodziła się depresja. Pod parasolem nowych euforycznych emocji, pozostała niezauważona, dorastała cicho w cieniu. Pewnego dnia wyszła z ukrycia, zagościła w mojej głowie. Wiedziałam, że coś się dzieje niedobrego. Z dnia na dzień przestałam kochać męża, przestało mi zależeć. Nie wiem jak to się stało. Wstałam pewnego ranka i już nie miałam ochoty na nic. Jakby ktoś wymazał moje uczucia. Poczułam pustkę. Zaczęłam się oddalać od męża, a zbliżać emocjonalnie do nowego znajomego. Postanowiłam to natychmiast przerwać. Chciałam z tym walczyć. Zdobyłam się na szczerą rozmowę z tym mężczyzną. Przedstawiłam mu swoją sytuację, że mam problemy z samą sobą, że nie wiem co się dzieje, że nie chcę się w nic wplątać. Że boję się, że się w nim zakocham. Że coś do niego już czuję. Obiecał mi, że mnie nie skrzywdzi. Bo mnie szanuje i lubi. I że mnie nie dotknie. Poczułam ulgę. Zaufałam mu. Ale z mężem nadal się kłóciłam, uczucia do niego ciągle były zamrożone. Dusiłam się w jego obecności, byliśmy zaledwie pół roku po ślubie, a ja wyłam z bólu. Czułam się osamotniona, zagubiona. Chciałam uciec, zniknąć. Chciałam zawrócić czas. Żałowałam, że wzięliśmy ślub, myślałam o rozwodzie. Zastanawiałam się jak zniknąć, jak to zrobić, żeby go nie zranić. Nie chciałam go krzywdzić. Więc torturowałam siebie. Mroczne myśli zawładnęły moim umysłem. Czułam ciągle ból, rozpacz i cierpienie. I to uczucie braku tlenu. Pewnego dnia wykrzyczałam mu w twarz, że nie wiem czy go kocham. I że chcę go zostawić. Załamał się, a ja wraz z nim. Przepraszał, a ja jego. Czy to pomogło? Nie. Ulgę poczułam na chwilę, złudny powiew wiatru w żagle. Burza nadeszła znowu. Czułam się jeszcze gorzej, ale trawiłam to w sobie. Myślałam sobie, dam radę. Udźwignę to. Przetrwam. Przyjdą lepsze dni, muszę tylko poczekać. Znowu będę chciała tworzyć z nim rodzinę. –
pomyślałam przez łzy. Oszukiwałam siebie. Chciałam jakoś odreagować, poczuć się lepiej. Mój nowy znajomy był pod ręką. Widywaliśmy się bardzo często. Sama nie wiem kiedy to się stało, ale do wspólnych rozmów doszły smsy, telefony, wiadomości na fb. Było to przyjemne. Interesował się mną. Dogadywaliśmy się. I nadszedł ten dzień. Byłam kompletnie rozbita. Źle się czułam, dostawałam ataków paniki. Pomógł mi się wyciszyć. Czule głaskał mnie po głowie. Nasze rozumy mówiły nie róbcie tego, ale emocje chciały czegoś więcej. Całowaliśmy się. W porę oprzytomniałam, nie byłam gotowa na więcej. Wróciłam do domu, myślałam, że rano będę żałować tego co się wydarzyło, ale nie żałowałam. Chciałam więcej. I tak się stało. Na następne spotkania leciałam jak na skrzydłach. Mieliśmy wspólną imprezę, był oczarowany moim wyglądem. Widziałam to w jego oczach i w sposobie jak mnie dotykał. Stawiał mi drinki. Potem zostaliśmy sam na sam. Doszło do krótkiego zbliżenia, przerwał ciągle dzwoniący telefon. Nie ważne co się działo, i jak długo. Prawda była jedna. Zdradziłam męża. Po tym zdarzeniu całowałam się z tym mężczyzną jeszcze raz. Ostatni raz. Sięgnęłam już dna. Najgłębszego dna. Moja psychika była porządnie rozchwiana. Nie kontrolowałam tego.

I wtedy na mojej drodze pojawiła się informacja o nowennie pompejańskiej. Tak naprawdę, przemknęła mi między oczami zanim zaczęły się moje problemy, ale wtedy machnęłam na nią ręką, że po co mi to? Ale Matka Boska się nie poddała, wyciągnęła do mnie rękę ponownie, kiedy byłam już na dnie. I wzięłam do ręki różaniec. Zaczęłam przygodę z nowenną. Błagałam o ratunek. Prosiłam o uratowanie mojego małżeństwa, aby było jak dawniej. Wytrwałam w modlitwie. I czekałam na cud. Ale cud nie nadchodził, a przynajmniej ja go nie dostrzegałam. Byłam początkowo zła, że zmarnowałam czas na modlitwę, bo ciągle myślałam o tamtym mężczyźnie, a z mężem różnie mi się układało. Chciałam natychmiastowego efektu modlitwy. Teraz po roku czasu, widzę efekt jaki dała mi modlitwa. Umocniła mnie, stałam się silniejsza. Powoli przestaję myśleć o tamtym mężczyźnie, czasami chodzi mi po głowie, ale wiem, że to tylko kwestia czasu. Nie poganiam się. Daję sobie czas. Wiem, że o nim nie zapomnę, bo stał się częścią mojego życia. Ale nie chcę, aby myśli związane z nim mnie dręczyły. Uczę się spokoju. Poniekąd czuję się przez niego oszukana, zaufałam mu, a on mnie skrzywdził. Miał mnie nie dotykać, a jednak zrobił to. Mam żal do siebie, że dałam mu na to przyzwolenie, że pozwoliłam sobie na grzech, że tak nisko upadłam, że nie doceniałam swojej wartości. Jestem zła na niego i siebie. Próbuję sobie wybaczyć, pokochać siebie na nowo. Z pomocą Matki Boskiej jest mi łatwiej. I co najważniejsze, dzięki nowennie przetrwało moje małżeństwo. Zostałam, nie uciekłam. Kocham męża jak nigdy. Zrozumiałam jak bardzo go kocham. Ile musiało się wydarzyć, żeby poczuć to co teraz czuję. Jest dla mnie wszystkim. Doceniam go bardziej, kłócimy się częściej, ale to uczucie rośnie. Rośnie z każdą kłótnią, z każdym pocałunkiem. Rośnie, nie ustaje, nie maleje. Aby podnieść się po upadku, wydostać się z dna, musiałam dotknąć miłości. Doznałam prawdziwej miłości. Mój mąż o niczym nie wie, nie przyznałam się. I nie zrobię tego. Ta prawda go zrani, wiem to. Jestem kobietą, która została w młodym wieku zdradzona przez swoją pierwszą wielką miłość. Ta zdrada była dla mnie tak bolesna, że wyparłam tamten okres z pamięci, mało co pamiętam. I dzisiaj wiem, że od tamtego okresu zaczęły się moje problemy z depresją. Gdybym mogła cofnąć czas, nie chciałabym znać prawdy, bo ta prawda nie przyniosła ze sobą niczego dobrego. Tylko ból, który mnie niszczył. Nikogo nie chcę narażać na to samo cierpienie. Jedni stwierdzą, że powinnam przyznać się mężowi, inni przyznają mi rację. Nie powiem mu bo chcę go chronić. Wiem, zdradziłam go, ale żałuję. Żałuję z całego serca. . Jest to okropne uczucie, ale zasłużyłam na nie. To moja pokuta. Wyznałam prawdę Bogu w spowiedzi. I wtedy poczułam się wolna. Jesteśmy szczęśliwi, obecnie staramy się o dziecko. Żyję bez depresji. Nie wiem co mną kierowało rok temu, jakie było to uczucie czy pragnienie, ale wiem jedno… wbrew pozorom te wszystkie wydarzenia uratowały moje małżeństwo.

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

17 komentarzy do "O.S: List – Pogubiłam się, zgrzeszyłam – to na pewno."

Powiadom o
avatar
apostoł różańca
Gość
apostoł różańca

Mocne świadectwo, dobrze, że Maryja w nowennie pomogła. To była szatańska pokusa ale z Bożą łaską została przerwana. Trzeba jednak uważać, bo diabeł krąży wokół nas i czeka na okazję. Modlitwa daje tutaj siłę.

wiesia
Gość
wiesia

Wyspowiadałaś się, to bardzo ważne. To Twoja tajemnica i Boga. Nikogo nie oceniam, a chociażby dlatego, że nikt nie ma prawa oceniać i krytykować. Zrozumiałaś w porę, żałujesz, nikt z Nas nie jest bez winy, każdy ma coś na sumieniu!Oby Ci się udało, jeśli masz dobrego męża, kochaj go i szanuj! Niech Miłosierdzie Boże obdarzy Was cudem Macierzyństwa. Wszystkiego dobrego, opieki Matki Najświętszej. Z Panem Bogiem

żona
Gość
Piękne świadectwo, czytając twoje słowa miałam wrażenie, ze to właśnie poczuł mój maz, zmienił się dokładnie jak Ty i odszedł do niej, zostawiając mnie i dzieci. Teraz rozwodzi się ze mną, a ja proszę Maryję o wstawiennicto i Świętych, zeby on wrocil. Sakrament małżeństwo jest na całe życie a nie na chwilę, gdy jest super. Bardzo się ciesze, ze Maryja Was uratowała☺Jestescie „młodym ” małżeństwem, więc przyda Wam się książka ” 5 języków miłości” polecono mi ją, żałuję że nie wiedziałam o niej wcześniej, bo wtedy lepiej rozumialabym potrzeby mojego meza i moze uniknelabym bólu i cierpienia? Proszę, aby Bóg… Czytaj więcej »
barbara
Gość
barbara

Kazdy z nas popelnia jakies bledy ale dobrze ze umiemy sie opamietac w pore i zaufac Bogu i oddac sie pod opieke Maryi a zlo ciagle nas atakuje i musimy byc czujni . Z Bogiem

Maria II
Gość
Maria II
Przeczytałam świadectwo i komentarze i ze zdziwieniem,ale też radością stwierdzam,że jak dotąd nie ma ani jednego komentarza,który potępiałby O.S.,a nie tak dawno było świadectwo młodej dziewczyny,która raz zdradziła swojego chłopaka,nie był nawet jeszcze Jej narzeczonym-cierpiała bardzo ,czekała na radę,wyspowiadała się,ale nie chciała powiedzieć chłopakowi,bo miała obawy ,że go zrani i nie pobiorą się,no i co Ją spotkało?było ponad 100 komentarzy i większa część radziła,żeby jednak powiedziała,bo na kłamstwie nie można budować związku,zgłaszały się osoby,które do ślubu żyły w czystości.Wszystko dobrze,każdy ma prawo do swojego zdania i przekonań,ale dlaczego to „dziecko”/bardzo młoda osoba/,nie znalazła zrozumienia,pomocy?Nikt nie zastanowił się,że po takim nalocie… Czytaj więcej »
mena
Gość

zgadzam się z Tobą w 100 %

Ewa
Gość

Dziękuję… nawet wiem kogo Pani ma na myśli 😉 Ewa 🙂

Ara
Gość

Właśnie Mario uważajmy na słowa. Znam przypadek gdy konsekwencja takiego zatajania było rozwód i samobójstwo jednego z małżonków. Dowiedziała się prawdy dopiero po ślubie…. BEZ odbioru.

Ara
Gość

Mario jeszcze jedna uwaga do Ciebie nie pisz proszę na tym forum o życiu w czystości do ślubu w taki dziwny sposób. Tak jakoś sztucznie to podkreśliłas. To nie jest jakieś tam przekonanie, ale zycie zgodnie z 6 przykazaniem. Zabrzmiało to trochę jakby było to coś dziwnego w tym gronie. I nie róbmy proszę z dwudziestokilkulatkow dzieci. To osoby dorosłe podejmujące czesto ważne życiowe decyzje np o zawarciu małżeństwa , a nie dzieci. Za dzieci to ważne decyzje podejmują rodzice.

Maria II
Gość
Maria II

witaj mena-pozdrawiam ciepło.M

basia
Gość

Kochani bardzo proszę o modlitwę za mnie odmawia NP to mój 50 dzień łaski jeszszcze nie otrzymałam boje się czy ja otrzymam chociaż wiem że powinnam wierzyć do końca a co jak mimo wiary i ufności nie otrzymam jej modlę się w sytucji beznadziejnej tak długo się modlę o to tez innymi modlitwami kochani proszę Was o modlitwę za mnie abym prawidłowo wierzyła i modliła się NP modle się w intencji bardzo trudnej ale pilnej bez niej bedzie zle naprawde żle proszę o modlitwę aby Maryjami pomogła wysłuchała w tym o co ją proszę

Ara
Gość

Pomyliłam się za Ciebie Basiu.

Ara
Gość

Pomodlilam się prostuje

Ewa
Gość
Przepiękne to świadectwo i chyba właśnie było mi potrzebne..teraz wiem,że nie jestem sama z takim problemem i utwierdziło mnie w przekonaniu jak należy postąpić. Ty wiesz jak bolała Cię zdrada więc teraz sama wolisz nie mówić i ja zrobię jednak tak samo ..Ktoś taki był mi potrzebny kto przeżył i jedno i drugie-bolesne doświadczenia,ale takie osoby jak ty są nadzieją dla innych. Nie przypadkowo pojawiłaś się z tym świadectwem nie tylko dla mnie ale też dla wszystkich innych osób z podobnymi problemami,którzy nawet boją się to mówić publicznie bo wiedzą jak reagują ludzie na coś takiego i dobiją tak,że człowiek… Czytaj więcej »
Roma
Gość
Miałam bardzo podobna sytuacje ale u mnie sie wszystko odwróciło. Pokochalam meza tak mocno ale wiem ze on kogos poznal. Narazie jest to z pozoru niewinne ale jest. Mąż wyznal ze mnie nie kocha i chce rozwodu. Modle sie. Nigdy nie bylam tak blisko Boga. Wiem, ze szatan bardzo ingeruje w nasze malzenstwo. Podczas odmawiania nowenny wszystko sie wywala mi do gory nogami a u mojego męża zycie kwitnie. Zaczelo sie dokladnie pierwszego dnia odmawiania nowenny. Po kilku dniach mój mąż kipial nienawiścią do mnie. Powoedzial, ze jestem szatanem ktory tkwi w jego sercu. Ja mimo tych bolesnych słów czuje… Czytaj więcej »
J
Gość

Jestes odwazna kobieta, bo stanelas w prawdzie i potrafisz swoje czyny nazwac grzechem. Ja mam ogromny szacunek do osob, ktore popelnily zle uczynki, ale chca sie zmienic, wyjsc z grzechu. Dla Boga to ma ogromne znaczenie, bo On przebacza i mowi: idz i nie grzesz wiecej. Tak bardzo nas kocha. Czasami trzeba upasc, aby narodzic sie na nowo. Nikt nie jest bez winy, wiec „zyj ” i badz szczesliwa, bo wielkie jest milosierdzie Pana. Wszystkiego dobrego!

Paweł
Gość
Paweł

Dokładnie tak! Jest coś takiego jak sumienie. To głos Boga w beznadziejności naszychnupadków. Jego wartość jest nieoceniona. Z Panem Bogiem

Wyjatkowe kompendium o
nowennie pompejańskiej:

Tylko teraz otrzymasz… 
drugi egzemplarz za 1 grosz!

A może tak chcesz otrzymywać co piątek
powiadomienia o nowych świadectwach?

TAKalboNIE
…a więc zapisz się już teraz do powiadomień:
A teraz odbierz pocztę i kliknij łącze potwierdzające

Zamknij