Maria: Nadzieja naszego powołania

Gdy podjęłam decyzję o rozpoczęciu nowenny, od półtora roku trwałam w toksycznym związku z kimś, kto miał poważne problemy ze sobą. Ponadto nie kochałam go, trwałam w kłamstwie, lecz nie potrafiłam wyjść z tej sytuacji. Chciałam zerwać i nie potrafiłam, miałam na to za mało siły.

Oszukiwałam się na wiele sposobów po to, by nie sprawić mu dodatkowego wielkiego cierpienia. Nie myślałam wtedy o sobie, a cierpiałam bardzo. Ten czas wspominam tak, jakby mnie ktoś na półtora roku zamknął w ciemnym pokoju. Przez okna widziałam prawdziwy świat, lecz nie miałam do niego dostępu. Nie miałam też dostępu do własnych uczuć, czułam się zniewolona. Nie opisuję tego, by osądzać tego człowieka, raczej po to, by spojrzeć z daleka na swoje decyzje.
Z perspektywy widzę, jak ważna dla człowieka jest wolność i prawda. Tylko w wolności można podejmować decyzje zgodnie z prawdą. „Prawda was wyzwoli”. Poszukiwałam wtedy książki o pewnej kobiecie, dla której prawda była bardzo ważna, była to autobiografia. Nie mogłam jej znaleźć w całym mieście. Pewnego razu jadąc tramwajem poczułam, że w mijanej księgarni powinna być ta książka. Od razu znalazłam poszukiwany egzemplarz. Nadal się zastanawiam, skąd ta książka się tam znalazła, gdyż jest spotykana bardzo rzadko. Książka ta ma formę duchowego pamiętnika. Czytałam ją przez cały Wielki Post, małymi fragmentami, bardzo wolno. Słowa zapadały mi w pamięć i powoli czułam, że mnie przemieniają. Czytałam przy oknie, zaczynała się wiosna, drzewo wypuszczało liście i ptaki wesoło startowały z gałęzi do lotu. Czytając, miałam poczucie wolności. Tęskniłam do opisywanego świata, gdyż moja relacja z Bogiem też była formą oglądania Go przez szklaną szybę. Czułam, że sytuacja, w której się znajduję, odgradza mnie od niego, czułam, że otacza mnie jakaś nieprawda, lecz nie byłam w stanie określić jej źródła. Modliłam się wtedy sporo za tego człowieka. Zastanawiałam się nad swoim powołaniem, lecz nie widziałam żadnego dobrego wyjścia dla siebie.
Wtedy pojawił się pomysł z nowenną pompejańską.
Moją intencją była modlitwa o dobrą decyzję w sprawie mojego związku, gdyż czułam, że dłużej nie mogę żyć w ten sposób. Czułam się odgrodzona od Boga, od świata, od przyjaciół i od normalnych relacji rodzinnych. Dopiero niedawno odkryłam, co mogło być powodem tego stanu. Mógł to być Syndrom Kasandry, który pojawia się na przykład wtedy, gdy kobieta jest w toksycznym związku, a otoczenie nie zdaje sobie z tego sprawy. Objawy przypominają depresję lub depresję sezonową. Na początku myślałam, że to właśnie depresja sezonowa, lecz stan ten trwał już od kilkunastu miesięcy. Modliłam się wytrwale. Po ukończeniu nowenny poczułam, że moją decyzją powinno być zerwanie związku. Było mi bardzo smutno ze względu na to, jaki ból musiałam komuś zadać. Próbowałam wtedy zerwać wielokrotnie, nie udawało mi się. Po ukończeniu pierwszej nowenny rozpoczęłam drugą, w podobnej intencji. Dopiero po ukończeniu drugiej nowenny udało mi się ostatecznie zakończyć tę relację.
Następnego dnia po ukończeniu drugiej nowenny, rozpoczęłam trzecią nowennę. Postanowiłam modlić się o szczęście dla tego człowieka, z którym się rozstałam, gdyż nadal czułam się odpowiedzialna za niego, a przede wszystkim za skomplikowaną i trudną sytuację, w której się w tym czasie znalazł. Straciliśmy ze sobą kontakt.
Poczułam się wolna i szczęśliwa. Codziennie dziękowałam Bogu (i nadal dziękuję!) za to, że mnie uwolnił, za to, że mogę żyć w prawdzie. Mam w sobie głęboką radość, której nikt i nic nie może zmącić. Tak jak dawniej bałam się słowa: powołanie, tak teraz jest mi ono bardzo bliskie. Wtedy obawiałam się, że człowiek może być powołany wbrew swej woli, że może przez to żyć w smutku i niezgodzie ze sobą. Dzięki tym doświadczeniom i nowennie odkryłam radość mojego powołania. Przypomiały mi się słowa św. Teresy z Lisieux: „Wtedy to zawołałam z największą radością: O Jezu, moja Miłości, nareszcie znalazłam moje powołanie: moim powołaniem jest miłość.” Dzięki modlitwie mam poczucie wielkiego szczęścia, mam też o wiele wyższe poczucie własnej wartości. Wiem teraz, że to jest coś, czego nikt mi nie odbierze. Nie potrzebowałam kogoś, kto by mnie potwierdził, czułam się dobrze, będąc sama. (Nadal tak jest.) Nowenna dała mi także poczucie ogromnej radości. Im więcej się modliłam, tym czułam, że bardziej „rozumiem się” z Bogiem. Nie miałam już takiego sposobu myślenia, że rozpoczęcie modlitwy to jakaś zmiana torów myslenia i wspinanie się do Boga. Nie, wiedziałam, że modlitwą może być każdy ruch myśli, każdy szept w głowie, nawet każde spojrzenie. Pan to wszystko widzi i słyszy. A gdy żyję zgodnie z jego wolą, łatwiej modlić się o wypełnianie tej woli („Bądź wola Twoja”- słowa powtarzane codziennie tyle razy!). Każda modlitwa jest z tym związana. I każdy dzień był połączony z rozmyślaniem na temat życia i śmierci Jezusa oraz tego, kim była Maryja w tej historii. Miałam dawniej czasem problem z duchowością maryjną, lecz od czasu nowenny poczułam, że jest to po prostu bardzo bliska mi Święta. Bliska i zaufana osoba, do której można się szczerze zwrócić.
Po ukończeniu trzeciej nowenny spotkałam kogoś wspaniałego. Poznaliśmy się bliżej i pamiętam, że już drugiego dnia w mojej głowie pojawiła się myśl, że z kimś takim mogłabym spędzić całe życie, a jeśli to byłoby możliwe, to jeszcze dłużej. Ponieważ w poprzedni związek weszłam za szybko i potem żałowałam tej decyzji, bardzo wtedy pragnęłam, by kolejna relacja (jeśli w ogóle miałaby być kolejna) rozpoczęła się od przyjaźni, mimo iż nie było zgodne z moim podejściem do życia i byłam wtedy bardzo zakochana. Pomyślałam wtedy, że pora pomodlić się o dobre małżeństwo, za przyszłego męża, za siebie siebie i za swoje życie. Na urodziny dostałam od przyjaciółki różaniec z Pompejów. Rozpoczęłam kolejną nowennę pompejańską.
Podczas odmawiania nowenny on wyjechał. Ale przyjaźń rozwijała się powoli nadal, a nowenna w międzyczasie się ukończyła. Prosiłam w tej nowennie także o to, by przyjaźń ta rozwijała się jak najdłużej, byśmy mogli się poznać i być dla siebie bliscy w szczery, bezinteresowny sposób. Najbardziej zależało mi na prawdzie. I na czasie, chciałam dać sobie dużo czasu, by zbliżyć się do Boga, lepiej poznać siebie i by nacieszyć się samotnością. (!) (O beata solitudo, o sola beatitudo! – O szczęśliwa samotności, o sama szczęśliwości!”) Wiedziałam, ze jeśli nie nauczę się być szczęśliwa w samotności, nie będę mogła ofiarować komuś szczęścia, gdyż sama nie będę umiała znaleźć go w sobie. Pan Bóg uśmiechnął się chyba do tego pomysłu, gdyż przyjaźń ta (i towarzysząca jej samotność) trwa już dość długo. Po drodze są różne komplikacje, najróżniejsze. Ćwiczę się w cierpliwości, ale też widzę, że oboje potrzebujemy czasu, by dorosnąć do różnych decyzji.
Najważniejsze jest to, (i to również w dużej mierze zasługa nowenny!) że wiem o tym, że Pan Bóg jest blisko. Ufam Jemu i wszystko Jemu zawierzam. Cokolwiek się stanie- będzie dobrze, jeśli tylko Bóg będzie przy mnie. Mam nadzieję, że może kiedyś nam się uda, gdyż nadal mam w sobie przekonanie, że z tym kimś mogłabym spędzić całe życie twórczo i dobrze, w otwarciu na potrzeby innych ludzi ( to dla mnie bardzo ważne!) Odkrywam wciąż, czym jest nadzieja powołania. To miejsce, w którym, (jak ktoś to trafnie określił) nasze talenty spotykają się z potrzebami świata. I myślę też, że ta nadzieja powołania to miejsce, w którym spotykają się ludzie, którzy razem mogą działać ze zdwojoną siłą i rozmachem. I jest to miejsce, w którym to działanie daje wolność i radość (nawet jeśli czasem jest ciężko). Jest to nieustanna przygoda! Ludzie mogą działać dla Boga i dla świata, lecz także dla siebie nawzajem są nieustanną wskazówką do zmiany na lepsze. Po to, byśmy byli kiedyś świętymi.
Tego pragnę najbardziej, byśmy po śmierci byli szczęśliwi blisko Boga, by dzięki nam jak najwięcej ludzi mogło się tam znaleźć razem z nami. A co dokładnie się wydarzy przed śmiercią, to może jest już mniej istotne? Ważne, by wypełniać swoje powołanie. Tym powołaniem jest miłość.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

6 myśli na temat „Maria: Nadzieja naszego powołania

  1. A dla mnie inteligencja i wiedza to nie wszystko. Maryja także ukochała osoby proste, niewykształcone i za to Jej dziękuję..

A Ty co o tym myślisz? Napisz!