M: Modlitwa choć trudna przynosi spokój

Przez ostatni rok mieszkałam za granicą, bardzo daleko, w kraju, w którym niewiele osób wyznaje chrześcijaństwo. I mnie samej bywało ciężko, w ostatnim okresie zdarzało mi się opuszczać msze święte, co do tej pory było dla mnie nie do pomyślenia. Odsunęłam się od Boga. W trudnym dla mnie pod wieloma względami czasie, poznałam chłopaka i bardzo szybko się w nim zakochałam. Pomimo różnic kulturowych świetnie nam się rozmawiało, wszystkim się interesował a sam też miał wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. Chodzący ideał. Coś takiego zdarzyło mi się pierwszy raz w życiu. Do tej pory zawsze unikałam związków, bałam się trafić niewłaściwie, a i nikt specjalnie mi się nie podobał, dlatego wydawało mi się, że to Bóg musiał postawić go na mojej drodze i że to na pewno musi być to.

Z początku to raczej on zabiegał o kolejne spotkania, ale później to mnie coraz bardziej na nim zależało. Mimo że wszystko było dobrze, po jakimś czasie przestał się tak bardzo starać. Wiem, że był często zajęty pracą, a kiedy się widywaliśmy, był i tak wspaniały jak zawsze, dlatego wybaczałam mu brak czasu i zawsze go usprawiedliwiałam. Wydawało mi się, że dla niego to też nie jest takie łatwe, że może stara się aż tak nie przywiązywać i podchodzić do wszystkiego z dystansem, bo nasza sytuacja była, no cóż, conajmniej trudna. Oboje wiedzieliśmy, że niedługo wyjeżdżam, mówiłam sobie, że to nie ma sensu, ale i tak darzyłam go coraz silniejszym uczuciem.

Nadszedł dzień rozłąki, a nasza relacja stanęła w zasadzie na niczym. Teraz dzieli nas 7 godzin różnicy czasu i ponad 8 tysięcy km. Po powrocie od razu zaczęłam odmawiać nowennę w jego intencji. Od początku modliłam się, żeby to wszystko, co do niego czuję nie było jakimś złudzeniem, żeby on rzeczywiście odwzajemniał moje uczucia. Bardzo chciałam wierzyć w to, że on też mnie kocha.

W międzyczasie czułam, że on coraz bardziej się ode mnie oddala. Jego wiadomości nie mówiły nic oprócz „hej, co słychać”, zero dialogu. To było chyba dla mnie największe rozczarowanie. Wiem, że wtedy też miał bardzo dużo problemów w pracy, ale przecież żyjemy w XXI wieku, a napisanie kilku zdań zajęłoby mu naprawdę chwilę. Próbowałam mu to wyjaśnić, po rozmowie sytuacja poprawiła się na kilka dni, a potem znowu to samo. Od powrotu do Polski płakałam codziennie, bo chyba powoli zaczęłam sobie zdawać sprawę, że dałam się od początku oszukiwać i od początku o tym wiedziałam, tylko wolałam się oszukiwać. Odczuwałam ogromny żal, byłam zła na niego i na siebie, że zaufałam komuś, kogo w ogóle nie obchodzę.

Ósmego dnia nowenny zasnęłam w trakcie odmawiania Tajemnic Chwalebnych i musiałam zaczynać od nowa, ale cały czas byłam zdeterminowana. Wiedziałam, że to mój jedyny ratunek. Kiedy podjęłam drugą próbę zdarzyło się tak, że byłam już bardzo wykończona całą sytuacją, a i on przestał nagle odpisywać. Cisza. Nie rozmawiamy ze sobą już dwa tygodnie. Obiecałam sobie, że sama nie będę już do niego pisać, choć kosztowało mnie to wiele wysiłku. Moje poprzednie próby rozmów i tak nie przynosiły żadnych rezultatów, sprawiały tylko, że tęsknię coraz bardziej i coraz trudniej jest mi doczekać się jego odpowiedzi. Doszłam do wniosku, że jeśli taka będzie wola Boga, to w końcu on sam się do mnie odezwie.
Zawsze byłam raczej silną osobą, nawet na trudne sprawy patrzyłam z optymizmem, ale tym razem czuję się taka słaba.. Ciągle trwam w modlitwie, ale w pewnym momencie poczułam, że sama sobie z tym wszystkim nie poradzę, że nie czuję żadnej ulgi, że bez pomocy już się nie podniosę. Największy kryzys trwał tydzień, zapisałam się nawet do psychologa. Z pomocą przyszli też przyjaciele. I cały czas modlitwa. Zaczęłam powoli godzić się z sytuacją. Nie płaczę już tak często, staram się poddawać woli boskiej, ale to wszystko jest bardzo trudne. Wiele rzeczy jest dla mnie niezrozumiałych. W ciągu dnia wielokrotnie nawiedza mnie uczucie żalu, pojawia się też niepewność. Czy Matka mnie wysłucha? Codziennie modlę się też aktem zawierzenia, ale przecież skoro chcę zawierzyć wszystkie moje problemy Bogu, to czy nie powinnam raczej porzucić mojej intencji? Zaczynam się zastanawiać: A co, jeśli moja prośba zostanie wysłuchana? Na razie przecież dzieje się zupełnie na odwrót. Czy ja sama wciąż tego naprawdę pragnę? No bo co dalej?

Mam wrażenie, że to zły przemawia przez takie myśli chcąc zmusić mnie do porzucenia intencji i przerwania nowenny. A może to już Bóg działa w ten sposób, osłabiając stopniowo moje pragnienie, żeby jednocześnie odsunąć mnie od tego cierpienia?

Tak czy inaczej o przerwaniu nowenny nie ma mowy. Wierzę, że Matka mną pokieruje. Teraz tylko w modlitwie odnajduję spokój. Nie wyobrażam już sobie dnia bez różańca, myślę już nawet o następnej nowennie. Dzisiaj 33. dzień modlitwy. Wierzę i czekam cierpliwie.

Dodam na koniec, że pisałam moje świadectwo ponad godzinę, a na koniec wszystko mi się skasowało. Ale tak to nie ma. Napisałam jeszcze raz.

Proszę o modlitwę za wytrwanie i cierpliwość. Trwajmy.

5 myśli na temat „M: Modlitwa choć trudna przynosi spokój

  1. Będzie dobrze 🙂 Ja pierwszą nowenne odmówiłam o powrót ukochanego, teraz modlę się o jego przemiane (36 dzień). Nadal nie mamy żadnego kontaktu. Coraz częściej pojawia się w mojej głowie pytanie, czy chce z nim być. Nadal twierdzę, że tak. 😉 Są dni w których ze spokojnym sercem, radośnie czekam i takie gdy tracę nadzieję. Ale nowennę dokończę. Dla mnie również nigdy wcześniej nic nie było trudniejsze. Plakałam praktycznie codziennie przez kilka miesięcy…Nie zdawałam sobie sprawy, że blisko rok po rostaniu nadal nie będę potrafiła o nim zapomnieć…kocham go. Odmawialam różne modlitwy, także takie w których prosiłam o uwolnienie z tego uczucia, jeśli moje pragnienie jest niezgodne z wolą Boga. Wciąż czekam na odpowiedź…nie wiem jaka będzie…ale z biegiem czasu coraz bardziej zawierzam wszystko Maryji i utwierdzam się w przekonaniu, że jakkolwiek to się nie skończy, to będzie to najlepsze rozwiązanie dla mnie. Pozdrawiam Cię serdecznie!

  2. Bardzo dziękuje Ci za Twoje świadectwo! Jestem niemalże w identycznej sytuacji. Pierwszy raz zaczęło zależeć mi na chłopaku, który pod względem charakteru, wyznawanych wartości i nawet osobowości jest odbiciem mnie samej! Odmawiam kolejną Nowenne w tej intencji o umocnienie więzy między nami. Wierzę, że taka intencja ma sens. Nikomu nie robi krzywdy, a pozostając z dala od siebie nie można stworzyć tego, co miałoby się na co dzień. Wierzę, że okoliczności w jakich się poznaliśmy nie są przypadkowe i ufam Maryji, że będzie dobrze! Ona zawsze wysłuchuje, może kwestia tego, że nie od razu, nieraz trzeba poczekać cierpliwie, ale to jest Matka. Matka nigdy nie odmawia własnemu dziecku. Jeszcze raz dziękuje, za Twoją determinację w pisaniu świadectwa- dobrze wiedzieć, że są osoby właśnie takie jak Ty, które walczą. Pozdrawiam Cie, z Bogiem!

  3. Witajcie dziewczyny !
    Ostatnio miałam sytuacje w rodzinie podobną do waszej ,dokładnie rok temu i doradziłam tej osobie aby odmówiła nowenne w intencji aby była szczęśliwa i aby Maryja prowadziła ją przez całe życie .
    Odmówiła dokładnie trzy nowenny w tej intencji i życie jej odmieniło się o 180 stopni teraz jak ją spotykam trudno uwierzyć że to ta sama osoba jest przeszczęśliwa a była tak załamana jeszcze rok temu że miała myśli samobójcze.
    Pozdrawiam

  4. Jestem wdzięczna za przeczytanie tego świadectwa. Moja historia jest bardzo podobna, choć okoliczności inne. Niemniej skutek widzę podobny, podobne też jest nasze podejście do życia. Wiem, że to miejsce do składania świadectw, ale chętnie nawiązałabym kontakt, wierzę, że w grupie będzie nam prościej (pom-nat@wp.pl).
    A co własnej historii. Dopiero dziś zaczęłam przygodę z Nowenną. Intencją jest pozornie nieokreślona, ale to dlatego, że jestem gotowa na wszytskie rozwiązania, tylko nie to co jest teraz. Jeśli ma być wola Boga, niech będzie, tylko potrzebuję wsparcia, bo nie wiem co robić. Próbuję na różne sposoby, ale wciąż nie czuję, że jestem wolna, umysł mam zajęty myślą o kochanej osobie, choć jest to miłość-przyjaźń zakazana. Moją intencją jest więc, by rozwiązać tę kwestię pomyślnie, tak by żadna ze stron nie cierpiała bardziej niż to konieczne.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!