Ania: Dzięki Maryi mąż otrzymał nową pracę!

Była to moja druga Nowenna w tej samej intencji. Modliłam się o nową pracę dla mojego męża. Pierwszą Nowennę zaczęłam w tamtym roku, zaś drugą w styczniu, prawie rok później.

Chcę napisać o tym, jak hojny jest Bóg w rozdawaniu łask i jak potężne jest Orędownictwo Maryi oraz jak Maryja prowadziła mnie do duchowego wzrostu i całkowitego zawierzenia siebie Bogu. Przyznam szczerze, że moja pierwsza Nowenna nie była do końca dobra – raczej roszczeniowa. Polegała bardziej na „zaliczeniu” dziesiątek niż na rozważaniach, a po jej zakończeniu nie było kontynuacji nabożeństwa do modlitwy różańcowej. Zaczynając Nowennę po raz drugi, w tej samej intencji, miałam wiele wątpliwości, czy to ma w ogóle sens, czy warto po raz drugi prosić o to samo… Jednak zaryzykowałam. W tej Nowennie, w głębi serca pragnęłam prawdziwej wewnętrznej przemiany, mocnego przylgnięcia do Maryi i Jej różańca. To pragnienie okazało się silniejsze, niż sama intencja. Jednocześnie wiedziałam, że ta nowa praca, w nowej branży, będzie spełnieniem marzeń mojego męża, że dzięki temu będzie robił to, co naprawdę kocha. Pragnęłam zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby mu to umożliwić. Całą „resztę” pozostawiłam w rękach Boga.
Ponieważ przez rok żyłam w wielkiej niewiadomej co do jutra (przez ten czas pojawiały się różne oferty pracy, propozycje związane przy tym z przeprowadzką itd.), nie mogłam podjąć się stałej pracy zawodowej. Dodatkowo dlatego, że przejęłam na siebie znaczną część obowiązków, aby mąż mógł mieć więcej czasu na naukę związaną z przekwalifikowaniem się, co było na tamten czas niezbędne.
Jeden Bóg wie, jak wiele miałam różnych wątpliwości, a jednocześnie tak wiele światła podczas rozważań. W trudnych chwilach związanych z samą intencją (brak jakichkolwiek odpowiedzi ze strony pracodawców, ciągła niepewność, brak nadziei), to co mnie najbardziej trzymało, to pragnienie przebywania blisko Maryi, blisko Boga. Modlitwa różańcowa dawała mi pokój serca. W połowie trwania Nowenny nachodziły mnie myśli, że tak naprawdę Bóg i tak mnie nie wysłucha, skoro nie zrobił tego za pierwszym razem, że moja modlitwa jest bez sensu, że nie robię nic, tylko czekam, tylko się niepotrzebnie modlę, że to moje życie staje się takie puste.. Wtedy z pomocą przyszła mi moja dobra koleżanka, która powiedziała mi, że czekanie wypełnione modlitwą nigdy nie jest puste! To jeszcze bardziej rozpaliło mój przygaszony wtedy zapał. Zbawienna też okazała się moja wrodzona upartość – „Jak już, zaczęłam, to choćby nie wiem co, skończę tę Nowennę!”. Gdyby nie to wszystko: upartość, pomoc koleżanki, pragnienie pokoju w sercu, który otrzymywałam podczas modlitwy – już dawno bym zrezygnowała.
Po najtrudniejszym czasie, przyszedł piękny czas niezwykłych owoców, choć niewiadoma związana z pracą pozostała aż do końca. Modlitwa Nowenną Pompejańską okazała się dla mnie lekcją całkowitej ufności, zawierzenia siebie Bogu i zdania się na Jego Wolę. W części dziękczynnej działy się różne sytuacje: rozmowy kwalifikacyjne w dwóch miejscach pracy, zero jakiejkolwiek odpowiedzi przez długi czas, ciągły znak zapytania, co będzie dalej… A Bóg wciąż mówił: „Ufaj. Powierz się Mojej Matce”. Więc po prostu uczyłam się ufać, powierzałam się Jej i Bogu, aż ostatecznie zdałam się całkowicie na Jego Wolę, niezależnie od wszystkiego. Wtedy, po pewnym odstępie czasu, okazało się, że te dwie prace oznaczały jedną i tę samą! Praca w dość prestiżowej firmie, o czym nigdy byśmy nie pomyśleli… W ostatni dzień Nowenny, mąż składał wypowiedzenie w swojej starej pracy.
Bóg jest niezwykle hojny w rozdawaniu łask. Teraz wiem, że nie odmówi nam żadnej z nich, o ile prosimy szczerym sercem, kiedy intencja służy naszemu duchowemu wzrostowi, ale przede wszystkim, kiedy całkowicie zdajemy się na Jego Wolę. Najpiękniejszym owocem Nowenny jest to, że teraz nawet mój mąż, który nie był do końca przekonany do różańca przez jego wyczerpujący charakter – zaczął odmawiać swoją pierwszą Nowennę i powierzać siebie Maryi!
Piszę to świadectwo, będąc już w nowym miejscu zamieszkania, podczas gdy mąż ma dziś swój pierwszy dzień w nowej pracy. Gdy rodzina i znajomi dowiadują się o nowej pracy męża, wszystkim mówię, że to nie tylko przez trud w nią włożony, ale zwłaszcza dzięki potężnemu wstawiennictwu Maryi. Jak dobrze, że Bóg dał nam Maryję za naszą Matkę! Nie chcę więcej wypuszczać różańca z mojego życia. Maryja wyprasza mi u Boga znacznie więcej, niż mogłabym pomyśleć. Otrzymuję od Niego pokój serca. Chwała Panu!

4 myśli na temat „Ania: Dzięki Maryi mąż otrzymał nową pracę!

  1. Ja odmowilam juz 5 nowenn i nic. Ostatnia zakończyłam 26.03. Czesto odbywalo się to kosztem wyrzeczeń, rezygnowania ze swoich zainteresowań, by miec czas na modlitwę. Bylo mi tak niezmiernie ciężko…Zamiast byc lepszą ciagle prowokowalam kłótnie, bylam nieznosna dla otoczenia , inni przeze mnie nawet płakali… Dziś jest coraz gorzej. Przepraszam wszystkich których zniechęcę tym komentarzem ale juz opadam z sił. Modle się dalej ale juz innymi modlitwami, czasem odmówię jedna część różańca bądź koronkę; byc moze kiedys wrócę do tej modlitwy… To juz rok jak odmawiałam nowenny i modle się bym zupełnie nie straciła wiary w Boga i Jego Miłosierdzie. Absolutnie nie zniechęcam was do nowenny, byc moze Wam naprawde pomaga. Odmawialam jak umialam, staralam sie nie zaniedbac modlitwy.Ja widocznie jestem niegodna bądź taki Boży plan wobec mnie bym cale życie płakała i sie umartwiała.Bo ja naprawde jestem w beznadziejnej sytuacji … Z Panem Bogiem. ➕➕➕

    • Nie możesz siebie oceniać przez pryzmat przeszłości. To co było postawione przed Tobą to niejako hartowanie stali. Jutro Ty możesz być drogowskazem dla innych. Poświęcenie nas przeraża…

  2. Dziękuję Ci Macieju za pokrzepiające słowa. Staram się na ile mogę zaufać Bogu i codziennie mowie mu te slowa ale to czekanie jest „dobijające”. Często sie buntuję niestety patrząc na niesprawiedliwość ktora mnie spotkała i obawiam sie ze to co najgorsze dopiero przede mną. Odpędzam od siebie złe myśli, kłócę się z Panem Bogiem , a potem przychodzi niedziela i zrywam sie na ranną mszę bo wiem ze jestem blisko zaniedbania kontaktu z Bogiem a tego bym nie chciała…

    Autorce świadectwa gratuluję wytrwałości i umiejętności zaufania. Az milo przeczytać ze ktos doświadczył tak pięknych lask. Życzę pani Ani i jej rodzinie zdrowia i opieki Maryi na każdy dzień. Piękne i prawdziwe świadectwo nie wiem czemu tak malo osób go dostrzegło…

A Ty co o tym myślisz? Napisz!