Monika: Bóg zapłać za otrzymaną pracę!

Pragnę podziękować za otrzymaną łaskę. Modliłam się nowenną do św. Josemarii Escrivy w intencji pracy jesienią i zimą. W międzyczasie prosiłam o pomoc dusze czyśćcowe, mojego Anioła Stróża, a 26 kwietnia skończyłam w tej intencji nowennę pompejańską. 27 kwietnia otrzymałam telefon w sprawie pracy!Przeczytaj Monika: Bóg zapłać za otrzymaną pracę!
Przeczytaj całość

Weronika: Znalezienie pracy

Nowenne zaczełam odmawiac w kwietniu o znalezienie pracy,w czasie odmawiania miałam mnóstwo zwątpień,aż powiedziałam,Matko już nie wypowiem żadnej intencji,Ty wiesz co mi jest potrzebne i rób co chcesz.Obiecałam że to ostatnia nowenna,ale jeszcze nie zdażyłam odmówić pierwszej a juz zaczełam odmawiac drugą.Owoce Obu Nowenn są piękne.Nie ma lepszego lekarstwa na...
Przeczytaj całość

Bożena: otrzymana praca

Nowennę Pompejańską odmawiam od roku. Składałam już jedno świadectwo. Mój siostrzeniec po bardzo długim okresie poszukiwania pracy otrzymał ją
Przeczytaj całość

Barbara: Trudności w małżeństwie

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica. Chciałam złożyć kolejne świadectwo.
Przeczytaj całość

Iwona: Intencja w sprawie mojego syna

Nowenne Pompejanska odmawiam od wielu lat. Miałam różne intencje, ale zawsze powracam do problemów mojego syna z narkotykami. Nie chodził również do kosciola.
Przeczytaj całość

Karolina: Nasz „mały – wielki cud” śpi sobie teraz słodko …

Długo staraliśmy się z mężem o potomstwo. Dużo się modliłam, ale upragnione dzieciątko nadal się nie pojawiało. Szukając orędowników i różnych modlitw trafiłam na nowennę pompejańską.

Bałam się, że nie dam rady odmówić codziennie trzech różańców, ale przeczytałam gdzieś, że jest to „modlitwa nie do odparcia” i stwierdziłam, że Maryja na pewno nie zostawi mnie samej z tym problemem. Była bardzo trudno, ale dotrwałam do końca. Pozornie nic się po jej odmówieniu nie zmieniło. Nadal dzieciątka nie było,ale zaczęło się powolne przemienianie mojego serca przez Maryję. Zawsze uważałam się za osobę wierzącą, chodziłam na niedzielną Mszę Św., ale już z nauki Kościoła wybierałam to co chciałam. Od tej nowenny wiele zaczęło się zmieniać w moim życiu, ale również w życiu męża. Pojechaliśmy na rekolekcje na stadionie z ks. Bashaborą, gdzie po raz pierwszy usłyszeliśmy, że: „Pan uzdrawia niepłodne małżeństwa”. Od tego momentu minęły jeszcze 2 lata, aż zaszłam w tą ciążę gdzie urodziła się nasza królewna. Po drodze jeszcze zbłądziliśmy, poszliśmy na inseminację, w wyniku której poczęło się jedno nasze dzieciątko, które jest w Niebie. Po tym miałam ogromny żal do Boga, że mi je zabrał i myślałam, że jest to kara za grzech inseminacji. Dziś wiem, że Bóg chciał abyśmy przez to wydarzenie nawrócili się, gdyż tak jak pisałam wcześniej wybieraliśmy sobie to co nam pasowało, chcą uczynić siebie samych Bogiem, a to tak nie działa. Tylko Bóg jest Panem życia i śmierci. Po tym wydarzeniu powiedzieliśmy, że przyjmiemy każdą drogę jaką nas Bóg poprowadzi. Łącznie z brakiem potomstwa. Pojechaliśmy na rekolekcje dla małżeństw starających się o potomstwo i zaczęliśmy jeździć na comiesięczne Msze Św. i spotkania do Żor, dla takich małżeństw jak my. Podjęliśmy również leczenie metodą Naprotechnologii u dr Kuźnika, który jest bardzo dobrym fachowcem i co najważniejsze kochanym człowiekiem. Wierzymy, że Matka boska postawiła go również na naszej drodze. Trafiliśmy też do Domowego Kościoła, bez którego nie wyobrażamy sobie już życia. Po pół roku leczenia, poczęła się nasza córeczka. Ma na imię Maria Tresa. Maria wiadomo dlaczego, a Teresa dlatego, że „Mały Kwiatek”, czyli Św. Tereska maczała też w tym cudzie swoje palce. Ale to już historia na inne świadectwo… Nasz „mały -wielki cud” śpi sobie teraz słodko, a ja nareszcie piszę to świadectwo. Dla wszystkich, którzy będą to czytać, chcę powiedzieć, że Maryja nigdy nie zostawia nas bez pomocy. Czasem musimy po prostu poczekać, a czasem choć tak bardzo nie lubimy zmieniać swoich planów i marzeń prowadzi nas inną drogą. Zawsze jest to jednak droga, która prowadzi nas do Jezusa. Pamiętajcie, ta droga jest usłana różami, ale róże mają przecież też kolce… Nie zawsze jest idealnie, nie jestem przecież bez grzechu, ale mam odwagę stanąć przed sobą i przed Jezusem w prawdzie i pobiec do Sakramentu Pokuty, aby znów być bliżej Niego.

Regularny biuletyn pompejański!

Otrzymuj wiadomości pompejańskie na e-mail

Zapisując się do tego biuletynu, będziesz otrzymywać informacje związane z nowenną pompejańską, Pompejami, sanktuarium w Pompejach, ważnymi wydarzeniami oraz wyjątkowymi promocjami. Zostań z nami w kontakcie!

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

2 komentarzy do "Karolina: Nasz „mały – wielki cud” śpi sobie teraz słodko …"

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Joanna
Gość
Joanna

Czytając to świadectwo aż mi się łezka w oku zakrecila. Piękne świadectwo, tez czekamy z mężem na ten cud bardzo dlugo i mam nadzieję że kiedyś będę patrzeć na moje maleństwo.

barbara
Gość
barbara

Piekne swiadectwo ! a ja wlasnie dzis czytalam ze droga do piekla jest uslana rozami , a do nieba cierniami , Sny i wizje . Sw. Jana Bosko . Warto poczytac , zycze zdrowia dla Mari i Blogoslawienstwa Bozego dla calej rodziny.

Czy wiesz, że autor

nowenny pompejańskiej

napisał też…

Miesięczne nabożeństwo

do świętego Józefa

w sprawach trudnych

NA MARZEC!