Małgorzata: Uzdrowienie syna z narkomanii

13 czerwca skończyłam odmawiać pierwszą nowennę pompejańską. Modliłam się w intencji uzdrowienia syna Mateusza z nałogu narkomanii i o jego nawrócenie. Przez 5 lat walczyliśmy z tą chorobą. Bezradnie rozkładaliśmy ręce, nie mając nadziei na pomoc jakiegokolwiek psychologa czy terapeuty uzależnień. Gdy tylko pojawił się problem, szukaliśmy pomocy, ale nie wiedzieliśmy, że w grę wchodzą narkotyki; myśleliśmy, że nasz dopiero piętnastoletni syn upija się. Udaliśmy się na wizytę do terapeuty uzależnień, ale on nawet po sześciu wizytach nie zorientował się, że ma do czynienia z dzieckiem zażywającym narkotyki. Podobnie było u dwóch kolejnych psychologów. O swoich problemach opowiedziałam lekarzowi rodzinnemu, który dopiero zorientował się, jaki mamy problem, ale powiedział, że nie poradzimy sobie z nim sami.
Udaliśmy się do wspólnoty Cenacolo. Mateusz jednak nie chciał tam zostać, a my nie mieliśmy jeszcze dość wiedzy na temat jak postępować, by syn zechciał się leczyć. W styczniu tego roku trafiliśmy na wspaniałą terapeutkę w Toruniu; od razu wiedzieliśmy, że nam pomoże. Bóg także działa poprzez ludzi.
Osobiście postanowiłam odmówić nowennę. Początki były bardzo trudne, bo z Mateuszem zaczęły się dziać naprawdę bardzo złe rzeczy. Zastanawiałam się, co jeszcze gorszego może się zdarzyć, ale z informacji, jakie przeczytałam na temat nowenny, wiedziałam, że nie mogę się poddać. Modliłam się dalej, cokolwiek by się nie działo. Gdy odmawiałam część dziękczynną nowenny, zastanawiałam się, za co dziękuję… Wiedziałam jednak, że muszę zaufać Królowej Różańca Świętego. 26 maja, w Dniu Matki, otrzymałam najlepszy prezent, jaki tylko mogłabym sobie wymarzyć: wyjazd syna na leczenie do ośrodka. 5 lat czekaliśmy na ten cud, wiem, że wybłagałam go u Królowej Różańca Świętego. Każdego dnia dziękuję Maryi za ten dar. 13 czerwca zakończyłam swoją pierwszą nowennę i już następnego dnia rozpoczęłam drugą, chcąc w ten sposób podziękować za dar, jaki otrzymaliśmy. Może nasz Mati jeszcze nie jest zdrowy, ale dla nas to jest już pierwszy krok do przodu. Dziś mija miesiąc, od kiedy syn jest w ośrodku. Kochani, módlcie się nowenną pompejańską. Tyle dobrego słyszałam i wciąż słyszę o tej modlitwie! Wiem, że odmówienie trzech różańców dziennie dla niektórych osób może stanowić nie lada wyzwanie. Zapewniam Was, można się jednak zmobilizować. Jestem tego przykładem. Różaniec to najlepsza broń przeciwko szatanowi, który chciał odebrać mi syna. Nie pozwolę na to – będę się modlić nieustannie!

Przeczytaj ten tekst w Królowej Różańca!

Królowa Różańca Świętego - nr 16

4 myśli na temat „Małgorzata: Uzdrowienie syna z narkomanii

  1. Aż się płakać chce, czytając to świadectwo. Teraz będzie już tylko lepiej z Pani synem skoro podjął decyzję o leczeniu. Gratuluję Pani i Pani mężowi odwagi i wytrwałości, bo to nie lada wyzwanie stawić czoła takiemu problemowi. Życzę powrotu do zdrowia dla syna a także wielu Bożych łask dla całej rodziny. Maryja ma Was w opiece

  2. Prosze sie modlic i nie zostawiac syn, moj byl na trzech pieciu terapiach, kiedy jeszcze nie znalam NP i wyproszlam laske terapi u sw .Rity,ale jest to zgobny nalog szbko sie wraca , sami musicie dowiedziec sie o uzaleznieniu wiecej .Co zrobic kiedy syn opusci osrodek .,i tu jest pytanie /za kazdym razem jest gorzej syn teraz nie chce podjac terapi i mam znowu problem.Odmowilam 5 NP i odmawiam teraz NP i nie wiem co bedzie .Wszysto w reku Boga .Dla dwuch osob wyprosilam laske trzezwosci z Narkotykow od 5-ciu lat sa trzezwe a syn wrocil do tego samego i jestem bezslina , Zostala mi tylko Wiara w Boga ze mu pomoze podjac terapie .Dobrze bedzie aby wasz syn ukonczyl i po osrodku uczeszczal na grupe wsparcia dla uzaleznionych . Wspolczuje wam wiem jak to jest znam temat jak to sie mowi (od podszewki ) Zycze wiele Las Bozych i opieki Matki Bozej wytrwalosci dla syna na terapi.

  3. Pamiętam jak około 3 lata temu straciliśmy z mężem nadzieje na to ze nasz syn będzie wolny od narkotyków i dzięki Bogu z pomocą MB poznaliśmy wspólnotę cenacolo. Mój syn nie tylko jest wolny od narkotyków ale również nawiązał dobre relacje z Panem Bogiem jest szczęśliwym i radosnym człowiekiem od 3 lat mieszka we wspólnocie. Jest to długa i ciężka droga ale innej nie ma. We wspólnocie to Jezus jest psychologiem, terapeutą. Chłopcy i dziewczyny zaczynają i kończą dzień w kaplicy na kolanach przed Najświętszym Sakramentem. Jezus z pomocą wspolnoty leczy nie tylko naszego syna ale cała nasza rodzinę. Dziekuje Ci Maryjo za twoją opiekę.

  4. Chciałabym również podzielić się moim doświadczeniem. Mam syna, który jest uzależniony od narkotyków.
    Był po jednej terapii w ośrodku, ale niestety po jakimś czasie spadł jeszcze niżej. Było coraz gorzej, więcej problemów z prawem, przede wszystkim z kradzieżami. Nie miałam już siły, tłumaczenia, błagania, moje łzy nic nie pomagały. Wtedy zdecydowałam, że ma wyszukać sobie ośrodek, bo widzę, że innej szansy nie ma.
    Wcześniej byłam w Medżugorje i poznałam Wspólnotę Cenacolo i ją zaproponowałam synowi. Szczęśliwie się zdecydował, ale najpierw ja musiałam tam jechać na kolokwia aby zapoznać się z tym, jak działa Wspólnota.
    Jednego dnia słuchając co mówią chłopaki ze Wspólnoty, pomyślałam, że moje dziecko nigdy się tutaj nie dostanie, miał tyle rzeczy nie uregulowanych, tyle do załatwienia……ale dzielnie jeździłam dalej.
    Ponadto jednego dnia już byłam taka bezsilna, że powiedziałam: ” Panie Jezu, zawierzam Tobie mojego syna, przyjmę wszystko co mi dasz, nawet to najgorsze”. Wcześniej modliłam się o to, aby nie stracił pracy, żeby nic nie narozrabiał, żeby nie brał narkotyków…itd….Tego dnia odważyłam się oddać jego, w ręce Pana Jezusa.
    I wtedy dostałam od koleżanki książeczkę z Nowenną Pompejańską. Zaczęłam się modlić, chociaż początki nie były łatwe.
    I wszystko zaczęło się układać, jeszcze jak o tym myślę, to uważam, że to był cud. Niemożliwe, w moim ludzkim myśleniu, stało się możliwe. Syn wstąpił do Wspólnoty Cenacolo, dzisiaj jest już tam rok i 8 miesięcy.
    Jak się z nim spotykam widzę moje normalne dziecko, z czystymi i uśmiechniętymi oczami, z modlitwą na ustach, radością w sercu.
    Myślę, że nie ma nic piękniejszego, jak widzieć uratowane dziecko, które było prawie skazane na całkowity upadek.
    A to wszystko zawdzięczam Jezusowi i Maryi, ani chwili nie wątpię, że Nowenna Pompejańska uratowała moje dziecko.
    Drodzy rodzice, którzy macie podobny problem, proszę was, módlcie się za swoje dzieci, a Wasze prośby zostaną wysłuchane.
    Ja byłam naprawdę zrozpaczona i bez tej nowenny nie udałoby się.
    Nowenna Pompejańska naprawdę pomaga, jestem tego dowodem.
    Proszę Was pomódlcie się za mojego syna, bo wierzę, że modlitwa jest zawsze bardzo potrzebna każdemu.
    Szczęść Boże.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!