Katarzyna: Wyszłam z mroku, złapałam drugi oddech

Przyszła pora abym i ja podzieliła się z Wami moim świadectwem. Trochę z tym zwlekałam , ponieważ nie czułam się na siłach aby dokładnie oddać na piśmie to wszystko co wydarzyło się w moim życiu dzięki wstawiennictwu i opiece Najświętszej Maryi.

Nowennę skończyłam ok. 2 tygodnie temu. Podczas odmawiania bywało różnie. Czasami były już takie momenty że myślałam iż przerwę, nie skończę odmawiania. Ale taki głos wewnętrzny spokojnie mówił mi że to przecież nie jest mój przymus. Maryja jakby prosiła mnie o to abym spędziła z nią tą godzinę i opowiedziała jej po prostu o troskach, wygranych i przegranych walkach ze słabościami i innymi negatywnymi czynnikami minionego dnia. I tak Nowenna stała się dla mnie kojącą rozmową. Ja która zawsze „za karę ” sięgałam po różaniec , odmawiałam go z ochotą…;) Wewnętrzny spokój i pewność że wszystko się ułoży, bo przecież nie jestem sama , napełniał moją dusze za każdym razem gdy odmawiałam tą wspaniałą modlitwę. Nie mówię że odmawiam ją doskonale, nie. Czasami moje myśli krążyły wokół pewnych spraw i sytuacji (które np. Mogłam rozwiązać inaczej, bądź dopiero miały być rozwiązane) i w żaden sposób nie mogłam ich odgonić. Wtedy przypominałam sobie świadectwo dziewczyny która opisywała że jej modlitwy jak strzały są łapane przez Maryję i zanoszone w odpowiednie miejsce. I tak jest ! Naprawdę! Ona mnie słuchała przez cały czas. A podczas tej gonitwy myśli wyskakiwały wspaniałe rozwiązania problemów dnia codziennego. Ktoś powie no tak….jakbyś się zastanowiła to te same rozwiązania też byś wymyśliła tak czy inaczej. A jednak nie, nie wymyśliłabym….bo nie rozważałabym w tym czasie tajemnic. Podczas rozważania wczuwamy się w rolę różnych osób otaczających Jezusa, a zwłaszcza w rolę Maryi, jej myśli odczucia, wystarczy otworzyć się na głos Ducha Świętego który nam podpowiada jak odnieść daną tajemnicę do sytuacji z każdego dnia. Teraz rozumiem dlaczego różaniec prowadzi nas do zbawienia. Bo dzięki niemu stajemy się coraz lepsi, dzięki niemu ludzie którzy przebywają w naszym otoczeniu też stają się lepsi, bo my emanujemy tą radością bycia w łasce. Przed odmawianiem Nowenny czułam się jakbym była w cieniu, w jakiejś niewoli, ciężko mi było z moimi problemami (moje życie ponad rok temu przewróciło się do góry nogami, straciłam ukochanego ojca, musiałam zostawić dom, wspaniała pracę i wyruszyć na obczyznę , mój mąż też nie umiał poradzić sobie z problemami…) dopadła mnie depresja….Teraz wiem że wszystko jest możliwe bo nie jestem sama. Zrozumiałam jaki jest sens tego co mnie spotkało. Już rozumiem słowa iż „Bóg poznaje nas po naszych ranach” Każde cierpienie ma sens, nic nie zostanie zapomniane.O tym jak bardzo cierpimy i czy cierpimy, decyduje nasze nastawienie i to jak daleko potrafimy odejść z naszym myśleniem od standardowego myślenia człowieka z poczuciem krzywdy .A moja główna intencja…i to jest niezwykłe….zaczyna się powoli spełniać. Choć w połowie Nowenny było bardzo źle, gorzej niż wcześniej (a wiem że to się zdarza prawie wszystkim bo czytam Wasze świadectwa) to zaraz po tym nastąpił zwrot sytuacji. Nie mogę w to uwierzyć do teraz, że tak potrafiło się wszystko odmienić, do tego dochodzą niezapomniane wrażenia dotyczące niezwykłych przemyśleń które trafiały do mnie podczas odmawiania Nowenny, niczym lekcje u nauczyciela życia. Zmieniłam się ja, zmienili się moi najbliżsi, zmieniło się moje życie. Każdego dnia dziękuję Maryi za to że pomogła mi wyjść z cienia. Że jest ze mną gdy tylko ją poproszę i wszystko się udaje. A prosić trzeba. Moja znajoma kiedyś powiedziała że jest jej głupio prosić o pomoc- przez tyle czasu nie interesował mnie Bóg a teraz co…jak trwoga to do Boga? Ja tak nie mogę, nie umiem…Ale Bóg na to czeka ! Przecież my nie możemy się z nim równać, to on jest doskonały, nie my. On zna nas lepiej niż my sami. Wie że jesteśmy słabi, niekonsekwentni itd. Ale wybaczy nam za każdym razem, bo wie że się staraliśmy. Ja już nie zwlekam z przepraszaniem. Kiedyś było mi tak wstyd że znów obiecałam i nawaliłam że uznawałam że Bóg ma tego już chyba dość i oddalałam się od niego. I tak oddaliłam się pewnego razu na kilka lat. Teraz od razu przepraszam, jest mi się wtedy łatwiej kontrolować jakby ktoś cały czas wyciągał do mnie rękę gdy upadnę, a ja jak dziecko mówię wybacz mi nie chciałam. Nie chcę już być w tym mroku w którym byłam. Z całym przekonaniem mówię do Wszystkich. Różaniec to najcudowniejsze lekarstwo na życie. Nie zniechęcajcie się, odkrywajcie jego nowe możliwości, próbujcie różnych sposobów odmawiania, traktujcie go jak waszą intymną godzinę, podczas której spotykasz się z najbardziej przychylną Ci osobą w Twoim życiu, która nie tylko nie będzie Cię oceniać ale jak najbardziej wspaniałomyślna, kochająca matka, wybaczy, pomoże, wstawi się za Tobą. A gdy z nią porozmawiasz, wszystko wyda się łatwiejsze, bo nie ma spraw których nie da się rozwiązać. Pozdrawiam Wszystkich którzy trwają w modlitwie, zakończyli ją lub się do niej przymierzają. Ave Maryja .

A Ty co o tym myślisz? Napisz!