Kasia: To było jedno z tych na poły mistycznych doświadczeń

Pierwszą Nowennę Pompejańską odmówiłam trzy lata temu, wiosną, modląc się za mojego chłopaka. Oboje piszemy doktorat za granicą i to był bardzo trudny czas; mojemu chłopakowi groziło wyrzucenie z uniwersytetu, i nie miał pomysłu na przyszłość (ani oszczędności, ani jakichś specjalnych perspektyw znalezienia pracy).

Modliłam się więc o znalezienie powołania. Modlitwa została wysłuchana; mój chłopak pod koniec wakacji pracował w laboratorium razem z żoną swojego przyszłego promotora. Dzięki tej znajomości spotkał – przez przypadek – promotora, zmienił program doktoratu i zaczął robić rzeczy, które lubi i w których się odnajduje, i w których odnosić sukcesy. Podczas odmawiania Nowenny czułam opiekę Maryi, spokój i siłę – nie zawsze było nam łatwo wzajemnie się wspierać w tamtym czasie, ale także taką Bożą pewność, że Pan Bóg się nami opiekuje i że wszystko dobrze się skończy. To było jedno z tych na poły mistycznych doświadczeń, kiedy czułam, że jestem blisko Pana Boga, blisko Maryi, blisko tego, co duchowe, co piękne i prawdziwe; być może takie poczucie mieli święci.
Szczerze mówiąc, nie liczyłam na aż takie pomyślne zakończenie – ale dzięki temu zobaczyłam, zresztą nie pierwszy raz w życiu, jak bardzo Pan Bóg działa w moim (naszym) życiu, i jak nieoczekiwane bywają czasami Jego plany wobec nas. Czasem nawet nie wiem jak dziękować za tak wielką łaskę.
Ta modlitwa uczy przede wszystkim dyscypliny; pokory również. I być może właśnie chodzi o wytrwałość w modlitwie, o systematyczność, czy nam się chce, czy nam się nie chce.
Obecnie odmawiam Nowennę po raz trzeci.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!