Magdalena: Odratowanie miłości

Matko Boża, Królowo Różańca Świętego , dziś zaczynam odmawianie Nowenny. Przez 10 miesięcy spotykałam i pisałam się z chłopakiem – Radosławem. Był ode mnie 6 lat starszy, mimo to dogadywaliśmy się świetnie (On też to czuł) , zawsze był mi pomocny, dzięki Niemu zaczęłam chodzić regularnie do kościoła, stałam się lepszym człowiekiem.

Po 9 miesiącach i po naszym pierwszym pocałunku powiedział mi, że już wie, że kocha mnie i , że chce ze mną iść przez życie . Jakże byłam wtedy szczęśliwa, wiedziałam i nadal wiem, że jest to człowiek, z którym chcę spędzić resztę swojego życia i oddałabym za Niego własne życie .. Niemal półtora tygodnia po tym jak wyznał mi miłość i zaczęliśmy być ” parą” On w zwykłym sms-ie napisał, że nie czuje tego, że bardzo mnie przeprasza, ale to nie jest to.. przeżyłam to strasznie .. po tygodniu spotkałam Go na turnieju siatkówki zaczęliśmy rozmawiać, umówiliśmy się na spotkanie i znowu coś zaiskrzyło , długa rozmowa, chcieliśmy zacząć jeszcze raz, pożegnaliśmy się i umówiliśmy , że na następny raz to On przyjedzie do mnie i pozna moich rodziców.. Jednak owe spotkanie przekładał trzy razy , aż w końcu po 2 tygodniach znów napisał mi , że nie chce tego dłużej ciągnąć, że czuje, że coś jest nie tak. Wiem Matko Boża, że nikogo nie jesteśmy w stanie zmusić ani namówić do miłości, a człowiek ma wolną wolę jednak moja miłość do tego człowieka jest tak ogromna, że nie potrafię o Nim zapomnieć i pozbierać się po tym wszystkim, dlatego wierzę, że jeszcze będziemy razem .. a jeśli On potrafił pokochać mnie choć na chwilę to wiem, że może znów to zrobić .. Jest On dla mnie całym światem , dlatego Matko Boża oddaję się całkowicie pod Twą opiekę. Proszę pozwól nam uratować tak dobry kontakt, który straciliśmy przez swoje egoistyczne podejście , proszę o przypomnienie Radosławowi jak dobrze się ze sobą czuliśmy i o to , że jest ktoś , kto kocha Go całym serduszkiem i całą sobą , aby zatęsknił i abyśmy w przyszłości zostali zgodnym i szczęśliwym małżeństwem, przysięgając sobie miłość przed Panem Bogiem .

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

17 myśli na temat „Magdalena: Odratowanie miłości

  1. Witaj, Magdo. Zaufaj Matce Bożej, oddaj wszystkie uczucia jakie posiadasz do tego mężczyzny jej. Maryja na pewno pomoże, doda otuchy w chwilach zwątpienia. Moja historia jest bardzo podobna do Twojej, mogę się podpisać pod Twoim świadectwem obiema rękami. Boli strasznie, ale wierzę, cierpliwie czekam na pomoc Maryi i Jezusa. Niech Pan będzie z Tobą. pozdrawiam.

  2. Widze zbieżność imion i taka sama sytuację.
    W moim przypadku Radek też odszedł ,poprostu zniknął po 10 mies. widzenia się 🙁
    Jednak różnica pomiędzy nami była 2 lata
    Widzę ze Wiktoria i Ty Magdo modlimy się o powrót trzech Radków ,dziwna sytuacja.
    Może zamast pisać co robię i jak się modlę choć i tak nie skutkuje to co wy na to żebyśmy się za sobie pomodlily ? żeby Maryja nas wkoncu wysłuchała !
    W kupie siła wiec ja pomodle się za Ciebie Magdo aby twój Radosław wrócił 🙂 i za Ciebie Wiktorii też .
    Moja nadzieja aby wrocil jest w Bogu i Maryji i pamiętaj
    „Bóg nie wzbudza w nas pragnień, których nie jest w stanie zrealizować.”
    Nawet jeżeli nic z tego nie wyjdzie to jednak zależy mi na tym aby porozmawiac z moim R szczerze dlaczego tak wyszło i odszedł .

  3. Też mam podobną sytuację. Nie potrafię jej zrozumieć. Dzisiaj jest się najlepszym prezentem od losu a jutro już nas nie ma. Nie pojęte. Ja 15 kwietnia kończę juz cala nowenne, całe 54 dni. Serce mam spokojne, ale myśli nie potrafię uspokoić. Tym bardziej ze zły co chwila dokłada mi nowości. Ale obiecać Matce Bozej i nie dorwać do końca, nie ma takiej opcji!

    • Do Marleny i w kontekście całego wątku. Te „nowości”, o których piszesz, nigdy się nie kończą i u nikogo – jak pokazują żywoty świętych. Kościół lojalnie ostrzega, że szczególnie niebezpieczny jest moment śmierci, bo gasnąca świadomość potrafi pójść za iluzją, jeśli Bóg był dla nas „złotą rybką”, a biologiczny lęk przed śmiercią jest silniejszy od wątłego ducha. Nawet po śmierci nie ma w tej materii spokoju, bo szatan domaga się od Boga sprawiedliwości, żebyśmy za każde zło zapłacili, bez taryfy ulgowej. Prymas Wyszyński mocno to akcentował w swoim nauczaniu, że musimy się odkleić od zranień którymi szatan manipuluje i emocji, które zły przy pomocy tej manipulacji prowokuje. One wcale nie muszą być negatywne, mogą wynikać z krótkotrwałych euforii, nawet tych wywołanych modlitwą traktowaną jako ucieczka od problemów. Działanie złego zawsze nakierowane jest na wywoływanie rozpaczy, poczucia beznadziejności, lęku, nienawiści; wrażenia, ze modlitwy były „bez sensu”. Równocześnie szatan podsuwa rozumowi rzekome racje – tworzy iluzję, ze mamy prawo do wątpienia, do pogrążania w smutku, do wściekłości, bo „emocji tłumić nie wolno”. Guzik prawda, wszechobecna w babskich magazynach, Jezus mówi wprost: zaprzyjcie się samych siebie. Wtedy się okazuje, że to, na co patrzymy i o o co się modlimy, zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. a przyszłość ZAWSZE pokazuje, że jedyne niezmarnowane chwile to były te wypełnione przez modlitwę i miłość. Nie staraj się zrozumieć, bo nie znasz przyszłości i ona nigdy nie będzie spełnieniem Twoich wizji.

      • Nie staram się zrozumieć tego co się dzieje, napisałam ze nie rozumiem sytuacji która jest między mną a chłopakiem, skąd to wszystko tak nagle znikło. Co do sytuacji z modlitwą, z tym złym co się dzieje to owszem jest tak jak napisałaś. Jest krótkotrwała euforia, potem smutek i płacz a też myśli ze cala ta modlitwa nie ma sensu bo przecież to nie pomoże. I złapałam się na tym ze Zły uderza w moja największa na ta chwile słabość, to jest ten chłopak i to ze nagle nic dla niego nie znacze a podobno byłam wszystkim. Wiec ciągle dostrcza mi nowości bym dała sobie spokój z modlitwą. Nie mowie ze zawsze wygrywa, bo ciężko jest z nim walczyć. Naprawdę wierci dziurę do póki nie ulegniesz emocjom itd. Ostatnio 1 kwietnia po odmowieniu nowenny powiedziałam Matce Bozej ze brak mi siły, po prostu szczerze się wygadalam jak przyjaciółce. I poprosiłam ja aby następnego dnia w swoim orędziu z objawienia w Medjugorie odpowiedziała, dała znak że mnie słyszy. Dała taki znak. Ta są Jej słowa: „Mój Syn kocha szczególnie tych którzy znoszą cierpienia, które znam bo sama ich doświadczyłam. Cierpienie podnosi i jest największą modlitwa. Posyła Mnie abym wam je złagodzila i przyniosła nadzieje. Zaufajcie Jemu. Wiem ze jest wam ciężko gdy widzicie wokół siebie większą ciemność. Moje dzieci trzeba ja rozproszyć modlitwa i miłością.”
        Ciężko jest wytrwać w spokoju. A co do przyszłości to jej po prostu jeszcze nie ma.

        • Marlenko, przyszłość buduje każde nasze słowo, gest, uczynek z dzisiaj. to nie ja, to teologia kościoła katolickiego. Czasem mnie to pociesza, czasem martwi, ale im więcej modlitwy dziś, tym lepsza dla nas przyszłość jutro – co wcale nie oznacza, że mniej trudna. Jak nie ma trudności, to to jest zawsze podejrzane.
          Nie ma innej opcji: o to, co jest dla nas WAŻNE musimy walczyć, nic nie jest nam po prostu dane, poza ochłapami od złego. Takie pytania, które stawiasz, pozwalają zweryfikować nasze życie, nasze wybory, priorytety – to też część walki, walki o siebie, bo ona jest najważniejsza.
          I część praktyczna. Pisałam niedawno o tym, uwierz, że na sprawę czyichś powrotów, przy założeniu, że podstawą jest NASZA WIARA, cuda działa modlitwa do św. Pawła (np. litania, cokolwiek) o głęboką przemianę życia i medytacja fragmentu jego Listu do Filemona w sprawie zbiegłego Onezyma:
          „Może bowiem po to oddalił się od ciebie na krótki czas, abyś go odebrał na zawsze, już nie jako niewolnika, lecz więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego. Takim jest on zwłaszcza dla mnie, ileż bardziej dla ciebie zarówno w doczesności, jak w Panu. Jeśli więc się poczuwasz do łączności ze mną, przyjmij go jak mnie. Jeśli zaś wyrządził ci jaką szkodę lub winien cokolwiek, policz to na mój rachunek! Ja, Paweł, piszę to moją ręką, ja uiszczę odszkodowanie – by już nie mówić o tym, że ty w większym stopniu winien mi jesteś samego siebie. Tak, bracie, niech ja przez ciebie doznam radości w Panu: pokrzep moje serce w Chrystusie!”
          Ta modlitwa potrafi zrzucić nas z kobyły, na której jedziemy, zapytać o cel drogi i zmusić do zadania pytania nie o to, dlaczego coś się skończyło, tylko czy w ogóle się zaczęło: czy to były tylko emocje, czy z tym człowiekiem wzajemnie się dopełnialiśmy i czy w oczach Boga jest szansa korekty. Jeśli jest, a my wiemy kim naprawdę jesteśmy, Bóg zarządza powrót:), o ile potrafimy zgodzić się na warunki opisane w zacytowanym fragmencie. Wbrew pozorom to przyjęcie kogoś jako „brata umiłowanego” (czy siostry), a nie niewolnika naszych pragnień, dążeń, wyobrażeń, jest BARDZO trudne.
          Kiedyś Pan Bóg odpowiedział na moją modlitwę tym Słowem Poznania, przez dwa kolejne dni. Tyle, że aż dwa lata zajęło mi przyjęcie treści do serca, ale było warto. Podzieliłam się tym z paroma osobami, z dobrym skutkiem. Niech Ci służy.

  4. Dziś jest kolejny dzień odmawiania Nowenny przeze mnie .. Owszem jestem spokojniejsza i szczęśliwsza, ale nie zapomniałam o Radku , kocham go wielką siłą , proszę Królowo Różańca Świętego pamiętaj o mnie!

    • Ilona, myślę że jak najbardziej tak. Gabriela, dziękuję za te ostatnie słowa. Są piękne. Każdy kto ucieka się do Nowenny Pompejanskiej pragnie aby jego modlitwa została wysluchana. Ona budzi w ludziach nadzieje…

  5. „…dusza powinna być wierną modlitwie, pomimo udręczeń, oschłości, i pokus, bo od takiej przeważnie modlitwy zależy urzeczywistnienie nieraz wielkich zamiarów Bożych; a jeżeli nie wytrwamy w takiej modlitwie, krzyżujemy to, co Bóg chciał przez nas dokonać albo w nas. Niech słowa te wszelka dusza zapamięta: A będąc w ciężkości dłużej się modli” (Dz. 872).

  6. Marlena, to nie pocieszanie na siłę i to nie tylko dla Ciebie: jeśli ten mężczyzna miał być Twój, a Ty Jego (bo to działa w dwie strony) Pan Bóg Cię przeprowadzi przez wszystkie przeciwności także takie, które będą wymagały „chodzenia po wodzie”. Jedyna komunikacja z Nim to modlitwa, więc wiadomo….. A jeśli nie jesteście dla siebie, to on będzie dalej błądził w magicznym kole omyłek, a Ty wybierzesz tak, jak powinnaś wybierać: Ty to zrobisz, a nie Twoje sezonowe marzenia.
    I coś jeszcze (to akurat nie do Ciebie): ludzie piszą, że byli razem z kimś 6, 7, 8, a nawet 10 lat i się rozpadło. Sorry….. To „przenoszone ciąże”. Małżeństwo po takim czasie „chodzenia ze sobą” to raczej akt żalu nad czasem minionym, głos rozsądku ponad uczuciem, chęć ocalenia rutyny. Mężczyźni czegoś takiego boją strasznie i nierzadko nawet Ci najmniej zdecydowani zwiewają w pierwszą lepszą miłostkę, bo wiedzą, że ich związek nie rokuje. Narzeczeństwo to nie chińskie „jajka stuletnie”. Dla takich relacji z reguły nie ma nowej szansy, bo tam się wszystko do dna wypaliło, ale jest szansa czegoś się na tym nauczyć.

    • Ja to powiem tak, miałam męża. Mieliśmy ślub cywilny. Mam 27 lat. I po tym wszystkim co przeżyłam z mężem, poznałam Tomka w kościele. I dla mnie jest piękny, dla innych z tego co wiem brzydki. Większość twierdzi ze za ładna dla niego jestem, on ma pieniądze ja też mam tylko mniej, ale na wszystko mi starcza. Ale takiego czegoś w życiu nie przeżyłam, kocham Go, tak po prostu i nie wiem czemu! Tak zwyczajnie za nic. I wierzę że tam w kościele postwil mi go Bóg. Dlatego próbuje modlitwy. Ale w moim życiu jest jeszcze na początku kwietnia sprawa rozwodowa, liczę na to ze ostatnia.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!