Jolanta: Wydawało mi się, że odmówienie całego różańca jednego dnia jest niemożliwe

Niełatwo jest dać świadectwo, kiedy bezpośredniego spełnienia intencji, w której się modliłam, nie doświadczyłam. Byłam od początku nastawiona, że nie będzie z tym łatwo. Modliłam się o nawrócenie na katolicyzm i chrzest chłopaka mojej córki, by mogli żyć razem w uświęconym związku sakramentalnym, jeśli Bóg to przewidział. Tak dużo jest tych „jeśli”, a zwłaszcza potrzeba konkretnego „tak” od tej osoby, o którą się modlę, że mam świadomość, że to może potrwać. A poza tym wiem, że ten chłopiec chce się zbliżyć do naszej wiary, ale jest to bardzo trudne, jeśli się nie wierzy, nie wyniesie się tego z domu… trzeba cudu. Ale ja wierzę w cuda.

Po pierwsze, odmówiłam całą nowennę, choć wydawało mi się, że odmówienie całego różańca jednego dnia jest niemożliwe. A właściwie problem miałam tylko jednego dnia, gdzieś na 2 czy 3 dni przed końcem i pomyślałam, że bardzo temu „przeszkadzającemu” zależy, żebym nie uwierzyła i dała sobie spokój. A ja wierzyłam coraz mocniej, że ta modlitwa działa. Nie wprost, nie natychmiast, ale działa. Pomogłam sobie w odmawianiu Nowenny , kupując płynę z nagraniem, żeby móc to w ogóle wykonać, bo pracuję kilkanaście godzin dziennie i nie byłabym w stanie modlić się ponad godzinę po powrocie do domu. Modliłam się więc w samochodzie rano, jadąc do pracy, potem przejeżdżając z jednej pracy do drugiej, wracając wieczorem do domu i kończyłam wieczorem przed snem i dopiero wtedy brałam różaniec do ręki. Po drugie, doświadczyłam naprawdę pokoju wewnętrznego – przestałam wściekać się na kierowców i kląć na nich podczas jazdy. Nie złościłam się, jeśli wyglądało na to, że się spóźnię do pracy. Nawet czułam, że się cieszę, że dłużej mogę być na modlitwie, zamiast gnać znowu do obowiązującego kieratu. Ale też jestem spokojniejsza, jeśli chodzi o nasze życie, dzieci, pracę itd. Nabrałam dystansu, wierzę, że moja modlitwa jest potrzebna, więc poza całym różańcem czasami odmawiałam jeszcze dziesiątek różańca w innej intencji albo za dorosłego syna i noszę się z myślą, by rozpocząć modlitwę za niego albo za córkę, która pisze pracę magisterską i równocześnie ciężko pracuje. Trudno mi się zdecydować, bo obie intencje są ważne, a wiem, że młodsza córka, która z konieczności musiała się ze mną modlić, jadąc kilkanaście kilometrów do szkoły, choć rozumiała intencję, była zmęczona moim narzucaniem tej formy zawłaszczania przestrzenią dźwiękową samochodu. Dlatego chwilę odczekam i zacznę znów. Może po świętach, bo paradoksalnie najbardziej przeszkadzało wszystkim w domu, kiedy w wolne dni odmawiałam różaniec, słuchając go w kuchni. A będzie teraz tyle dni, kiedy to będzie trudne i wszyscy będą oczekiwać, że im, a nie modlitwie, poświecę całą uwagę. Sam fakt, że chcę kontynuować tę modlitwę jest swoistym cudem. Nigdy nie umiałam się skupić na modlitwie tak długo , ani nie ceniłam odmawiania „zdrowasiek”, sądząc ludzi, którzy to robią jako prymitywne trzymanie się rytuałów. Musiałam poczuć, ile to mi daję, by móc teraz publicznie za te sądy przeprosić. Byłam zbyt popędliwa w tych ocenach i niesprawiedliwa. Widzę to wyraźnie dziś. Mam nadzieję, że Maryja zadziała w omodlonej przez mnie intencji w odpowiednim czasie i wtedy napiszę nowe, mam nadzieję, entuzjastyczne świadectwo.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!