Daria: Zmieniałam się, zmieniałam swoje życie !

Szczęść Boże. Do tej pory odmówiłam chyba 10 Nowenn za siebie i moich bliskich. Nie każda intencja została wysłuchana, tak jak chciałam, ale wiem, ze jest w tym wszystkim Bog, ze nawet, gdy wydaje sie, ze coś jest złe, niewysluchane, to to czemuś służy. Obecnie kończę nowennę o nawrócenie pewnego człowieka. Nie wiem co Bog czyni w jego zyciu, w jego duszy, ale ja otrzymałam coś niesamowitego.

Nawróciłam sie 1,5 roku temu, moja droga z Bogiem nie była łatwa, duzo zmagań, walki, ale dzis mam poczucie, ze mimo, ze spotkałam żywego Boga, to moja wiara była raczej teologiczna, sucha. Doświadczałam, łask, cudów, zmieniałam sie, zmieniałam swoje zycie, ale było to na poziomie umysłu, a nie serca, nie duszy. Moja przemiana, raczej służyła mi, zaspokojeniu moich potrzeb. Czasem mam wrażenie, ze wręcz posługiwałam sie Bogiem , by coś osiągnąć. Podczas tej Nowenny poczułam, ogromna tęsknotę za Bogiem, za Jego obecnością, poczułam, ze tylko On moze mi dac ta bezgraniczna miłość i akceptacje, której przez lata poszukiwałam. I za to Chwała Najświętszej Pani i Jej Synowi. Niech Bog wam błogosławi.

nowenna-pompejanska-cd-mp3-pompejanska+streeam

7 myśli na temat „Daria: Zmieniałam się, zmieniałam swoje życie !

  1. To wielka łaska, żeby to zauważyć i zrozumieć i żeby tę tajemnicę serca odkryć nad różańcem. Jestem pod wielkim wrażeniem, bo mi to zajęło dokładnie 10 razy więcej czasu i wiem, jak to trudno docenić i przyjąć, kiedy człowiek jest skupiony na swoich problemach i sprawach do rozwiązania. Czytałam dziś w necie wywiad z polskim bramkarzem, który grał w duńskim klubie. On innymi słowami o czymś podobnym mówi. To Arkadiusz Onyszko, a wywiad nosi tytuł „Zbliżyłem się do Boga”. Piszę o tym, bo najczęściej do takich odkryć dochodzi pod ścianą, w sytuacji skrajnej, absolutnie granicznej, kiedy innego oparcia nie ma, a tu mamy chlubny wyjątek.

    • Nie Gabrysiu nie jestem chlubnym wyjątkiem… Nawrócenie moje zdarzyło sie, gdy byłam pod ściana i leżałam gapiąc sie w sufit z poczuciem totalnego bezsensensu. Ale zanim doszłam do tego do czego doszłam minęło 1,5 roku. I moja wiara przez ten okres mimo, ze żywa, mimo ze działam, mimo ze wierze to nie była pełna. Cieżko to opisać… Tej tęsknoty nie da sie opisać, tego nie da sie wyrazić. To trzeba poczuć 🙂

  2. Dario, Nie chcę Ci odbierać oryginalności:-), ale chyba BARDZO wiele osób wchodzących na tę stronę to zna: choć doświadczenia społeczne i osobiste, wiek, wykształcenie, charakter nas różnią, egzystencjalny wymiar tego pozostaje taki sam. Tyle, ze rzeczywiście to jest nie do opisania, jak się zaczyna opisywać, wychodzi niebywały „kicz tragiczny” lub nie-wiadomo-co. I moze nie trzeba opisywac, tylko w tym trwać. Choć czasem pewnie jest tak, że komuś będzie dane wyrażenie tego, Duch Święty go natchnie W STOSOWNEJ WEDŁUG BOGA CHWILI.

    Miałam dzisiaj mocne przeżycie. Od dłuższego czasu z czymś się zmagałam, odnoszącym się do hospicjum, w którym się jakoś tam udzielałam przez kilka lat. Zdarzyło się wtedy kilkakrotnie, że mogłam odnieść wrażenie, iż moje modły za starych samotnych przywiezionych tam ludzi w stanie agonalnym i coś, co można nazwać więzią, prowadziły takiego stanu półozdrowienia (trudno byłoby ich wyleczyć ze skutków starości i chorób), że zabierano ich z oddziału paliatywnego na tzw. opiekuńczy w ZOL-u, gdzie było kilkanaście osób na sali i fatalne warunki oraz o wiele za mało personelu (efekt: odlezyny, cierpienie z róznych zaniedbań i wiele innych). Byłam tym załamana, odeszłam z tego konkretnego hospicjum i próbowałam zgłębić sens tego doświadczenia. Bezskutecznie

    Dziś nałożyły się na siebie dwie sprawy: Twoje świadectwo i rozmowa z prostą kobietą pracującą w ZOL-u (rozmowa na pozornie inny temat) i ona powiedziała coś takiego: ludzie w domach opieki w wykupionych przez rodzinę jedynkach lub dwójkach dzielonych z osobą niekontaktowną pogrążają się w śmierci, bardzo szybko umierają, ale wcześniej ich stan przypomina śmierć, Przeżywanie wszystkiego w sobie i w odniesieniu do siebie sprawia, że przestają żyć, bo życie to wymiana i kontakt z innymi ludźmi, jakakolwiek nie byłaby jakość tego życia, biorąc pod uwagę ludzkie kryteria.

    Jakby mnie oświeciło. Ten czuły dialog z Bogiem, o którym piszesz, to doznanie i przyjęcie jego współobecności jest po to, żeby życie – jakiekolwiek ono nie jest w oczach innych – nabrało takiej pełni; żebyśmy siły dostali po to, by ze śmierci (naszego zamknięcia w sobie) lekko przejść do tej „wieloosobowej sali”, gdzie doznamy wielu cierpień, zaniedbań i uciążliwości, ale przeżyjemy życie zgodnie z Bożą wolą, znosząc siebie wzajemnie, choć to niemożliwe, i znosząc skutki bycia człowiekiem, które Jezus musiał znieść na pustyni i później.

    Wszystko inne jest kłamstwem, kamieniem z Golgoty, który zły przynosi na naszą pustynię i podpuszcza, żebyśmy z pomocą „swojego Boga” zamienili go w chleb, a potem poszli sobie z nim pofruwać nad świątynią i wysoką górą..

    I dotarło do mnie, że takie przeżycie Boga (opisane w świadectwie) ma swój odpowiednik w Spotkaniu drugiego człowieka, jakie tutaj na portalu zawiązało się między wieloma osobami skupionymi w Różach (różnych, i Pompejańskich, i Uzdrowienia – chodzi o wspólną modlitwę, a czasem wspólny śmiech i płacz). Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość, ale to jest jak „chrzest miłości”, prowiant na trudną drogę. Nikt niczego nie może nikomu obiecać, nie może zmienić jego losu, ale może go napoić na drogę. To nas nie zamienia w anioły, ale pomaga poznać istotę Bożego działania.

    • To ja Ci powiem, ze rozbroilas mnie swoim komentarzem. Swoja droga to dla mnie mega znak (i za to chwała Panu).. A właściwie ta rozmowa z ta kobieta… Wczoraj miałam dla mnie osobiście bardzo ważne spotkanie i bardzo ważna rozmowę… i moje słowa pokrywają sie z tym co powiedziała Ci ta kobieta… Fakt rozmowa nie dotyczyła hospicjum, ale relacji ludzkich, a właściwie ich braku, braku relacji w relacji i umierania w tych relacjach.

    • Gabbriela, absolutnie sie z Toba zgadzam, ze ludzie starsi bedacy w pokoju z osoba niekontaktowa, popadaja w stagnacje i szybko umieraja.
      Pracowalam kiedys w Domu Starcow i dziwilam sie dlaczego niemal w kazdym przypadku, nowa przybywajaca osoba, ktora calkiem normalnie kontaktowala, byla umieszczane w pokoju z osoba niekontaktowa. Potem mijalo kilkanascie tygodni i obydwie osoby byly juz na tym samym poziomie. Bylam przekonana, ze ta nowa osoba dostawala jakiegos rodzaju leki na otepienie, a to mogl byc wlasnie ten powod, o ktorym piszesz.
      Pytanie jest tylko, dlaczego przelozeni umieszczali taka osobe kontaktujaca z niekontaktujaca?
      Ja robilabym zupelnie odwrotnie.

  3. Ta wspaniała kobieta ma na imię Ewa, modli się z nami w jednej z Róż.
    Coraz częściej mi się wydaje, że nasze myśli, odkrycia, doświadczenia same w sobie są jak nitki, którymi wiatr miota, że tylko Pan Bóg potrafi z tego utkać piękną tkaninę, kiedy mu je oddamy. Nasze gadanie do siebie (nieważne, czy zaklęcia miłosne czy kłótnia, czy słowa przyjaźni) same w sobie mogą się tylko o siebie okręcić na chwilę lub zadzierzgnąć w nierozwiązywalny supeł. Bóg decyduje, czyje „nitki” mają sie spotkać i kiedy, to nie człowiek tka Namioty Spotkania, bo sam tkałby tylko takie, w których się dziadostwo rodzi – takie czy inne. Kończę i znikam, ale nie dlatego, że zaraz piętnascie osób uzna, ze się wymądrzam i udaje intelektualistkę, tylko dlatego, ze mam nieodmówiony Rózaniec i inne modlitwy.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!