Agnieszka: Nie tak, jak chciałam… ale lepiej :)

Dwa lata po ślubie zdiagnozowano u mnie endometriozę – dość już poważne stadium (z torbielami itp).Lekarz otwarcie mówił, że mogą być kłopoty z zajściem w ciąże – i były.Lekarze – naprotechnolodzy i ‚zwykli’, modlitwy. Msze o uzdrowienie, w końcu Nowenna Pompejańska i długo nic…. Pytanie – dlaczego ja? Ja która chodziłam do kościoła, przestrzegałam przykazań, tyle się modliła itd. – z boku przykładny katolik, a w sercu? W sercu FARYZEUSZ… Nie widziałam zgnilizny mego życia, wiele rzeczy nie uznawałam za grzech, przed wieloma grzechami nie chciałam się przed sobą samą przyznać i tak chowałam je gdzieś na dnie serca.

To z grubsza o mnie. Teraz o NP. Modliłam się o cud poczęcia. Gdy odmówiłam NP męczyły mnie myśli by iść do spowiedzi z całego życia – ale jeszcze mnie to nie przymusiło. Czekałam, leczyłam się i nic – dziecka nie było. Ale już coś we mnie się zmieniało. Czas mijał i w końcu Pan Bóg ‚dopukał’ się do mojego serca.Po prawie 2 latach od diagnozy posypało się moje małżeństwo – to w którym wydawało mi się oboje byliśmy szczęśliwi, małżeństwo bez kłótni – a dlaczego bez? Bo żyliśmy OBOK SIEBIE – nie widziałam tego, niby coś tam czułam ale zawsze umiałam sobie to wytłumaczyć, z resztą praca, kolejne studia, kursy itp nie było kiedy.
To był czas gdy spadły moje maski, dotarło do mnie wiele rzeczy, które podświadomie gdzieś wypierałam – wtedy przylgnęłam do Boga.Spowiedź generalna, nawrócenie – zaczęłam dziękować Panu Bogu, że nie było tego dzieciątka – do małżeństwa, które było takim trupem nie można było zapraszać dzieciątka.
Przede mną stanęła wizja rozstania z mężem i życia samotnego (w końcu sakrament na całe życie, a skoro już Pana Boga odnalazłam to nie chciałam się od Niego oddalać) a nie miałam nawet 30 lat. Chciałam to jeszcze ratować, ale nie było co… chciałam odejść od męża, gdy już zaczęłam szukać sobie mieszkania, gdy się pogodziłam z tym wszystkim okazało się, że jestem w ciąży… Pomyślałam sobie – Boże co Ty wymyślasz? Teraz?! Ale Pan Bóg swoje wie. Ta ciąża była cudem – szykowałam się do poważnej operacji, lekarze poważnie mówili, że teraz nie da rady, z resztą tyle starań wcześniej i nic a teraz tak nagle…
To dzieciątko nas zatrzymało razem. Czas ciąży to był czas przemiany nas obojga, właściwie czas cudów. Potem narodziny dziecka i mój mąż który zachowywał się jak najlepszy mąż na świecie. Dziś maleństwo ma już ponad rok, w naszym małżeństwie jest coraz lepiej – nieporównywalnie do tego co było wcześniej. Nie jest idealnie, wiele mamy kryzysów po drodze, ale dostaliśmy szansę i od nas tylko zależy co z tym zrobimy.
Chcę powiedzieć, że Pan Bóg wie lepiej – wie co i kiedy, czasem ‘da’ czasem nie. Najważniejsze w tym jest (ale i najtrudniejsze) żeby wyzbyć się swoich planów na życie, pomysłów jak to czy tamto ma być ‘rozwiązane’, zamiast tego zaufać Panu – być może poprowadzi nas totalnie inną drogą niż chcieliśmy ale On naprawdę da nam na tej drodze szczęście, da nam to czego potrzebujemy tylko musimy być otwarci – nie narzucać swoich rozwiązań.
Dziś wiem, że gdyby nie te kryzysy nie przystąpiłabym do spowiedzi z dawnych grzechów, nie nawróciłabym się – za to serdecznie Panu Bogu i Matce Świętej dziękuję!

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

7 myśli na temat „Agnieszka: Nie tak, jak chciałam… ale lepiej :)

  1. Piękne cuda w twoim życiu świadczą tylko o jednym, pan Bóg często przychodzi do nas z pomocą w ostatniej chwili kiedy po ludzku nie da się już nic uratować. Życzę dużo miłości i błogosławieństwa bożego 🙂

  2. Piękne to Twoje świadectwo niech Bóg wam błogosławi
    Czytając Twoje słowa widzę siebie i swoją sytuację ale ja się załamałam nie umiem tego oddać Bogu mąż odszedł nagle gdzie wydawało mi się że było pięknie a ja nie umiem żyć nic się dobrego nie dzieje tylko źle teraz dowiedziałam się że ma kochankę i całkiem się załamałam
    Wszystkim mowie że nowenna działa a u mnie nie działa
    Dziękuję ci za świadectwo trochę wiary zatlilo się w moim sercu

  3. Niezwykłe jest to, jakie Bóg wytycza nam ścieżki … zwłaszcza w sytuacjach beznadziejnych. Twoja sytuacja zdecydowanie pokazuje, że należy wierzyć, że w życiu zdarzają się zwroty akcji i należy wierzyć w siłę modlitw, nie poddawać się i cierpliwie znosić wszelkie trudy.
    Bóg zapłać, Agnieszko, za Twoje świadectwo. 🙂

  4. Piękne świadectwo, zgadam sie z tym, ze trzeba bezgranicznie zaufać Panu Bogu, ale plany życiowe to trzeba jednak jakies mieć :). Bo to nie jest tak, ze usiądziemy i będziemy czekać na cud, szczęściu czasem trzeba pomóc. Owszem, nie kiedy wyjdzie jednak inaczej, może lepiej, ale jeśli Pana poprosimy o pomoc, wskazówkę, to On będzie nam błogosławił w naszych przedsięwzięciach. Z Bogiem wszystko jest możliwe. Pozdrawiam.

  5. Przyjemnie czytać, że droga życiowa stała sie kretą a dzięki łasce bożej została wyprostowana. Wiadomo, że zmagania były, ale bez trudu niczego sie nie zdobywa. To Mateńka Różańca Świetego wyprasza łaski u Syna Swojego. Trzeba ufać i wierzyć, że tylko prośby pokorne daja owoce. Jest to wielka siła, moc od Mateńk, która troszczy sie o swoje dziecii jest pomoca w najtrudniejszych momentach. Życzę odzyskania pełnej miłości i czerpania sił od narodzonego dziecka, które zostało dane, jako DAR z NIEBA na przemienienie swoich serc. Niech zbliża Świeta Wielkanocne będa błogosławione, radosne i rodzinne.Dzięki Maryi. Szczęść Boże..

  6. Dziękuję Ci za to swiadectwo, wyruszyłam się. Też zaczynam rozumieć, jak zamieszać swoje wizję i uczyć się zaufania… I jak ważne jest by Bóg pozwolił otworzyć w pełni oczyma swoje życie, stanąć w prawdzie przed sobą. Bardzo tego pragnę. niech Bóg Wam błogosławi! I udziela potrzebnych łask

    Nie ustawajcie w sakramentach:)

A Ty co o tym myślisz? Napisz!