Nadzieja: Moja walka o siebie

Chciałabym opowiedzieć Wam moje świadectwo, które jednocześnie będzie pewnym „wygadaniem się”, pewnym wewnętrznym oczyszczeniem i zamknięciem (oby ostatecznym) pewnego rozdziału w moim życiu. Ale żebyście dokładnie zrozumieli to, co chcę napisać, musicie poznać pewną historię… historię od czego to wszystko się zaczęło.
Rok 2014 był rokiem bardzo burzliwym w moim życiu, a w szczególności życiu duchowym….. Pomimo tego, że jesteśmy z mężem już kilka lat, to w zeszłym roku po prostu zaczęliśmy się od siebie oddalać. Jak tak spojrzę na to z perspektywy czasu , to widzę, że to ja zaczęłam się oddalać już o wiele wcześniej. Niemniej jednak rok 2014 był kumulacją złych emocji i działań.

Zaczęłam szukać pocieszenia i zrozumienia w złych miejscach (facebook) i poznałam osoby, które po prostu mnie omamiły. Teraz już wiem, że to ja sama się omamiłam, że wykreowałam sobie idealny wizerunek kogoś, kto jest mną zainteresowany. Byłam w stanie poświęcić wszystko co mam- również własne małżeństwo. Jednocześnie w tym czasie chodziłam dalej do kościoła, tak dla pozorów, a w mojej głowie odbywała się wojna i stwierdzenie, że nie ma czego żałować, gdy korzysta się z życia. Szok i rozczarowanie po prowadzeniu takiego lekkiego życia  pojawił się na szczęście bardzo szybko- pierwszy, gdy przekroczyłam pewne granice, drugi, gdy osoba, o której myślałam, że jest moim przyjacielem najzwyczajniej mnie odtrąciła…..

Był to początek roku 2015…. Istna tragedia, depresja, a na dodatek bardzo ukrywana przed oczami męża. Wszystko działo się w mojej głowie i duszy….Nic się nie układało, a ja pogrążałam się coraz głębiej i głębiej…. Na to wszystko nałożył się jeszcze fakt, że od 2 lat staramy się z małżonkiem o potomstwo… Zatem frustracja z niepowodzenia, niska samoocena i chęć wyrwania się z obecnego życia spowodowały, że zabłądziłam i zawierzyłam kompletnie nieodpowiednim osobom.

Historia moja ma wiele niuansów i zawiłości, długo by o tym wszystkim pisać…. A chciałabym pokazać Wam ten moment, kiedy ujrzałam światło. Jakoś na początku marca 2015 zaczęłam kurację hormonalną i jednocześnie coś dziwnego zaczęło się dziać w moim życiu. Zaczęłam rozmawiać z moją koleżanką, z którą nie miałam długo kontaktu i to dzięki niej powoli zaczęłam stawać na nogi. Jej wykształcenie jako psychoterapeuta pozwoliło mi spojrzeć na świat zupełnie inaczej, zaczęłam analizować swoje postępowanie, zaczęłam analizować wszystko co mnie otacza, po prostu zaczęłam pracować nad sobą i sposobem myślenia i oceniania własnej osoby (jestem cały czas w trakcie tego procesu i z pomocą mojej koleżanki daję radę). Przeprowadziła ona ze mną milion rozmów, podczas których płakałam rzewnymi łzami…. Serce krwawiło mi niesamowicie…. (niestety, dalej jeszcze krwawi na myśl o tym, co było a czego nie ma).

I przyszedł taki moment i dzień kiedy powiedziałam basta- tak dalej być nie może! Była to Wielka Sobota… Znowu po nieudanej kolejnej próbie zajścia w ciążę, zaczęłam szukać wsparcia religijnego. Było mi strasznie głupio, bo tyle nagrzeszyłam, u spowiedzi nie byłam kilka  lat, a nagle jak trwoga to do Boga… ale powiedziałam sobie, że jak nie teraz to kiedy? I zaczęło się…. pierwszą Nowennę w intencji macierzyństwa rozpoczęłam dokładnie w Niedzielę Wielkanocną. I od tego momentu zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Po krótce: nagle dostałam dużo zleceń zawodowych (a zatem moje myśli przestały być opętane przez pewne sytuacje i przeszłość), zaczęłam być spokojniejsza i pokorniejsza, zaczęłam porządkować swoje życie duchowe i relacje z mężem.

Nagle okazało się, że jesteśmy fantastycznym małżeństwem, tylko musimy sobie wszystko na nowo poukładać. W Niedzielę Miłosierdzia Bożego po usłyszeniu słów, że tego dnia Pan Bóg wybacza wszystkie grzechy, poszłam do spowiedzi. Nie była to może taka oczyszczająca spowiedź, ale dobry początek, do dalszego duchowego oczyszczenia. Myślicie, że ten czas był usłany różami? Nie… zły próbował zrobić wszystko, żeby mnie zniechęcić do ukończenia NP. Takim działaniem wg mnie jest fakt, że pomimo leczenia, nie mam owulacji, że nam się dalej nie udaje…. Ale gdy się o tym dowiedziałam, to starałam się oddać szybko w ręce Maryi. Jak już się domyślacie, w ciążę nie zaszłam, chociaż był moment, że już byłam przeszczęśliwa, bo jeden test wyszedł dodatnio, ale na drugi dzień szybciutko rozczarowałam się- badanie krwi wyszło negatywne. Zły zadziałał znowu, a ja co? A ja uciekłam znowu w ręce Maryi. Najgorszym atakiem złego była niedziela na tydzień przed ukończeniem NP…..

Cały dzień chodziłam jak struta, nic nie wychodziło, mąż mnie denerwował…. Zaczęłam płakać i rozpaczać, że na to wszystko już nie mam siły, że nic mi nie wychodzi, że jestem już przemęczona całym życiem. Wpadłam w histerię, która objawiła się najzwyczajniej rzucaniem książeczek z modlitwami i różańcem po całym pokoju. Na szczęście mąż zareagował i mnie uspokoił, przekonał mnie żebym się nie poddawała, żebym walczyła dalej, że to jest próba, którą muszę wytrwać. I udało się, tego samego dnia wyciszyłam się i powróciłam do modlitwy.

Nowennę udało mi się skończyć, chociaż końcówka była taka na siłę…. Czułam już, że i tak intencja się teraz nie spełni, ale dokończyłam Nowennę z poczucia obowiązku.  Wiem, że to też działanie złego- poczucie zwątpienia, ale dałam radę. Przez te 55 dni (bo tyle odmawiałam NP) poznałam mnóstwo innych modlitw, koronek, nowenn i nabożeństw. Zaczęłam przystępować do regularnej Eucharystii, a od Wielkiej Nocy byłam kilkakrotnie u spowiedzi. Najtrudniejsza i chyba najbardziej wartościowa spowiedź, to była ostatnia, kiedy wyznałam, że wątpię w sens modlitwy. Jak się okazuje moje poprzednie grzechy nie zrobiły na kapłanie takiego wrażenia, jak to wyznanie…. takiej spowiedzi dawno nie miałam. Była bardzo budująca i podtrzymująca na duchu, ale tylko przez chwilę, bo tego samego dnia miałam atak histerii, o którym już napisałam.

Podsumowując, moja intencja nie spełniła się (jeszcze), ale wierzę, że przyjdzie odpowiedni czas na rodzicielstwo dla nas. Natomiast wydarzył się jeden cud, który jest dla mnie dowodem na sens tego wszystkiego- moja koleżanka, która była przyczynką mojej wewnętrznej przemiany, a następnie powrotu do modlitwy, wiary i Boga, pomimo tego, że jest niewierząca, po kilku latach starania, zaszła w ciążę. Ucieszyłam się z tego faktu niesamowicie, gdyż była już zdecydowana na zabieg in-vitro, a tu proszę- niespodzianka 🙂 Maryja nie obdarzyła mnie darem rodzicielstwa, ale obdarzyła osobę, która spowodowała, że zbłąkana duszyczka wróciła do Zagrody Ojca.

Wierzę, że przede mną długa droga przemiany, Demony przeszłości wracają, ale jest mi coraz łatwiej z nimi walczyć. Wierzę również, że zanim dostanę moją wymarzoną łaskę, powinnam ostatecznie uporządkować swoje życie i  rozwiązać wszystkie węzły, które jeszcze trzymają moją duszę, serce i rozum. Jedno wiem na pewno- różaniec jest skuteczną modlitwą!!!

Nie wiem czy i kiedy odmówię kolejną NP (tylko i wyłącznie z powodu bardzo intensywnego życia zawodowego, które stało się tak intensywne za sprawą samej Maryi, za co jej dziękuję ogromnie!), ale na pewno codziennie będę odmawiać teraz nowennę do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły oraz dzisiaj zaczęłam odmawiać Tajemnice Szczęścia. Mam nowych Przyjaciół w postaci Jezusa, Maryi, Ducha Świętego, św. Rity, św.  Józefa, św. Ojca Pio….. to oni są powiernikami moich trosk i już nie potrzebują sztucznych przyjaciół, którzy wywrócili moje życie do góry nogami.

16 myśli na temat „Nadzieja: Moja walka o siebie

  1. Nie rozumiem że piszesz jakoby Facebook był złym miejscem, przecież tam też można się dowiedzieć o NP, i in. religijnych stronach.

    • mysle że chodziło o Facebook jako narzędzie do szukania kontaktów ,pozamałżeńskich, ja kiedyś to miałam z nasza klasą niejedno małżeństwo przez to się rozpadło

    • Jak pisze Marzena- ja używałam niestety FB do tych niedobrych celów. Teraz dalej go używam, ale właśnie znalazł wiele dobrych stron, rozwijających duchowość i pozytywne myślenie.

  2. Widze pewne podobienstwo naszych historii.Tylko ja niestety bardziej pogmatwalam sobie zycie.Dzieki odmawianej Nowennie „trzymam sie”chociaz mialam juz rozne mysli.Odmawiam tak jak Ty Tajemnice Szczescia.Wierze ze uda Ci sie zajsc w upragniona ciaze.Szczesc Boze

    • Zaciekawiłaś mnie swoją historią, może się podzielisz? Może wspólnie jakoś uda się wybrnąć z ych trudnych sytuacji życiowych….

      • Ja też chętnie porozmawiam na temat takich trudnych zakrętów życiowych, właśnie chcę rozpocząć nowennę… Pozdrawiam…

  3. Bardzo budujące ze weszłaś na dobrą drogę, jeśli chodzi o nowennę to mi tez w jej trakcie przydarzały się niemiłe rzeczy, wszystko pod prąd, codziennie zastanawiałam się co jeszcze się wydarzy,potrafił mi nawet różaniec się zrywać w ręku, było ciężko ale wtedy mówiłam Maryjo będę tu z moją nowenną dla Ciebie ignorowałam złe, książki w domu spadały,róznie było, tez miałam tak że chciałam tym różańcem rzucuić o podłogę wtedy wołałam męża i modliliśmy się razem, ile razy w trakcie nowenny prawie zasypiałam, ale jak mówiłam będę i nie poddam się!! bo tak mi było błogo ,tak mi dobrze to wszystko szło dalej.Gdy mąz podjął decyzje o odmawianiu nowenny to drżałam, zastanawiałm się czy jestem gotowa na to co może temu towarzyszyć, mąz to człowiek wielkiej wiary on mi pokazuje jak kochac Boga i zawsze powtarza pamiętaj nie jesteśmy sami Bóg wie czego nam trzeba jak taka jego wola to tak będzie, w takiej tez intencji odmawiał nowennę żeby dostrzec drogę którą Bóg dla niego zaplanował .Wiem ze pragniesz dziecka i że to najpiękniejszy dar ale wsłuchuj się w Boga, ja tez myślałam ze nie mogę mieć dzieci a dostałam od razu 2,walczyłam o ich zycie pamiętam ze gdy już powiedziałam w Niech będzie wola Twoja Boże jak tego pragniesz to je zabierz ,w dzień Milosierdzia Bożego wszystko się zmieniło, dzieci wróciły do zdrowia, Codziennie walcze ze sobą i proszę Boga żeby mi wskazał drogę , pytaj czy Bóg tego chce dla Ciebie czego Ty pragniesz ?Bo może On ma inne łaski dla Ciebie.

    • Staram się wierzyć w to, że muszę coś jeszcze wykonać zanim spełni się moją intencja. Wierzę, że jeszcze nie przeszłam ostatecznego oczyszczenia….. Ale są chwile, które po prostu mnie załamują, momenty, w których zatracam wiarę w sens tego wszystkiego.
      Dziękuję Ci za Twoje słowa !!! To jest bardzo miłe, gdy ktoś chce Ciebie wspierać w walce 🙂

      • Może być, jak mówisz, że coś jeszcze musisz wykonać. ja mam podobne odczucia w swojej sprawie. Z pewnoscią musze bardziej zawierzyć i staram sie to robić, odrzucać złe myśli, zachowania.
        Jednak jeśli masz to pragnienie dziecka, to wierz, że On zasiał to pragnienie w Twoim sercu.

  4. Nadziejo, ja odmawiam chyba z 8 NP…, otrzymałam łaskę tego, czego najmniej się spodziewałam…zostałam cudownie uzdrowiona z depresji, która mnie nękała ponad 15 lat!. boli mnie to, jak czytam wszędzie, ze ten zmienił prace, ta dostała super pracę, Ty piszesz, ze zawodowo nie możesz się wyrobić….Jest mi przykro i zazdroszczę (ale pozytywnie) tym osobom….dlaczego pomimo doskonałych kwalifikacji, umiejętności, praktyki udokumentowanymi sukcesami nie znajduje pracy….czemu????. Niestety w Polsce dostaje się prace po znajomościach, ja nie mam takich…co mam myśleć???. Jak zaradzić takiej sytuacji, co mogę jeszcze zrobić?…:((. Czuje w sobie tylko frustrację..

    • Kamilko, znajdziesz pracę:) Tylko jak zanosisz cv, to nie rozpamiętuj tego. Zaniosłaś, zapomnij, nie oczekuj. Dziś plecy są ważne, to prawda, ale nie tylko. Podnieś głowę do góry, zasługujesz na pracę, znajdziesz ją. Więcej wiary, pokory, cierpliwości. Niech Cię Pan błogosławi:) Danka

  5. Nie wiem, jak to jest…. Ja mam swoją firmę od kilku lat. Było strasznie ciężko, są momenty kiedy nie mam w ogóle pracy (choćby ta zima), a nagle przychodzi wiosna i wszystko zaczyna się zwalać (tzn, dużo zleceń, które ledwie co obrabiam w terminach)…. Też jest mi ciężko, ludzie mnie zawodzą, borykam się z brakiem płatności…. A podatki trzeba płacić. Ale wierzę w to co robię, że to ma sens… ale chciałabym czasami móc pójść do pracy na 8h, o 15 zamknąć biurko i nie myśleć o pracy do dnia następnego i mieć pensję co miesiąc. Ale nie mam tak…. mam niepewną sytuację.
    Wierzę, że uda się Tobie znaleźć pracę, a może faktycznie pomyśl o swojej jakieś działalności? Jest ciężko, ale jesteś panią swojego losu i może przypasuje Tobie taka forma pracy?

  6. Nadziejo myślę że za niedługo nam napiszesz że jesteś w ciaży ….odrobinę cierpliwości ,wszystko we właściwym czasie

  7. Myślę, że dziecko pojawi się w odpowiednim momencie 🙂 Za mną też droga modlitwy o potomstwo, dzięki tej drodze nauczyliśmy się modlić RAZEM z mężem, odmawialiśmy modlitwę do św Dominika, mój mąż starszą córkę wymodlił w Wielką Sobotę kiedy miał warte przy Grobie i się o to gorąco modlił, drugą córkę wymodliłam sama spontanicznie u św Antoniego w Radecznicy, ostatnio miałam okazję być u lekarki (bardziej kompetentnej, z tytułem, leczącą wiele dziewczyn, które nie mogą zaciążyć), która przejrzała moje badania, wyniki męża(tragiczne), zapytała czy może było inseminacja albo invitro, kiedy jej odpowiedziałam, że nie, że zaszłam naturalnie chwilę milczała a potem powiedziała, że cuda jednak się zdarzają. Cuda się zdarzają, trzeba tylko poprosić i zawierzyć Bogu, przyjąć wszystko co daje i czym doświadcza.

    • to jest piękne, co napisałaś!!!! :)ja wierzę, że muszę zerwać więzy definitywnie z przeszłością, dopiero wtedy cała reszta ruszy….. jeszcze coś mnie trzyma….

A Ty co o tym myślisz? Napisz!